Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
gosia17

Moje PTSD

Rekomendowane odpowiedzi

Bycie molestowanym przez sąsiada, alkoholizm ojca, wyśmiewanie w szkole, śmierć ojca, którego bardzo mimo wszystko kochałam i wierzyłam, że kiedyś będzie normalnie, mama zaczęła pić po śmierci ojca, moja depresja zaczęła się w wieku 18 lat po ostatnim napadzie przez sąsiada, mój brat choruje na chad i jest alkoholikiem i też wiele problemów przysporzył rodzinie, traumy po pobytach w szpitalach psychiatrycznych. Radziłam sobie wpadając w zaburzenia odżywiania, byłam z tym wszystkim sama. Teraz znów jestem sama w głębokiej depresji. Ludzie zniszczyli mi życie, zanim jeszcze mogłam się obronić. Nie jest się kowalem własnego losu, to inni go determinują. Ja miałam pecha. Dzieciństwo się skończyło, ale skutki tego wszystkiego nie dają mi żyć. Leki, terapie, depresja, zaburzenia odżywiania, bezsenność, szpitale, cierpienie, myśli s. Nie było normalnie i nigdy nie będzie.

Za dużo problemów, jak na jedną osobę. Depresja zabrała mi już 5 lat mojego życia a wcześniej też nie było normalnie. Nie wiem, co to znaczy normalnie. Wszystko jest do góry nogami.

Dziwnie się czuję wywalając to wszystko na wierzch na jakimś forum. Cicha rozpacz. Nie wiem, czego oczekuję. Chyba nie współczucia, bardziej zrozumienia, że byłam silna, ale jak się nazbiera za dużo to nie da rady. Człowiek leży i nie może wstać. Ja tak teraz leżę i nie wiem, co zrobić, żeby się podnieść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na początek chciałabym Ci napisać, że jesteś bardzo dzielna i że jestem z Ciebie dumna. To, co przeszłaś na pewno sprawiło Ci wiele cierpienia i bólu. I jest to całkowicie zrozumiałe, przykro mi również że tak wiele Cię spotkało. Nikt nie zasługuje na to, żeby go napastować czy też żeby żyć w rodzinie alkoholowej. Z pewnością, bardzo się to na Tobie odbiło i niestety, póki się tego nie przepracuje, to wciąż będzie gdzieś tkwiło w Tobie.

A powiedz, jak Twoja terapia? Czy są jakieś postępy? W jakiej terapii uczestniczysz? Czy masz jakieś wsparcie? Może jakąś dobrą przyjaciółkę? Czy sąsiad został ukarany za to co zrobił?

Przesyłam Ci dużo ciepła i czekam na odpowiedź. :angel:

P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrostan dziękuję.

Sąsiad dostał 2 lata w zawieszeniu a mnie przyznano 3tys. odszkodowania (w ciagu ostatnich dwóch lat spłacił połowę). Moja terapia zakończyła się miesiąc temu, chodziłam prywatnie, ale nie stać mnie obecnie. Chyba zacznę z nową terapeutką na NFZ, chociaż nie mam siły na poznawanie się, mówienie o tym samym i nie wiem, czy terapeutka będzie mi odpowiadać, no ale przynajmniej spróbuję. Od ludzi się odizolowałam, nie mam siły żyć więc tym bardziej spotykać się z kimkolwiek i pokazywać w jakim jestem stanie. Ludzie zdrowi budzą we mnie złość, smutek i zazdrość i wiem, że nie mogą zrozumieć, co przeżywam. Kontaktuję się telefonicznie z jedną koleżanką, cieszę się, że chociaż tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sąsiad dostał 2 lata w zawieszeniu a mnie przyznano 3tys. odszkodowania (w ciagu ostatnich dwóch lat spłacił połowę).
Sprawiedliwość psia mać :evil: Człowiek traci życie, a tu taki wyrok.

 

gosia17, rozumiem Cię. Aż za dobrze to wszystko znam. W dodatku samotność w tym, co się przeżywa - to jest straszne. Jesteś zamknięta we własnej głowie. Jesteś silna, że mimo tego, co przeszłaś wytrzymujesz. A powiedz mi jeszcze - jak długo chodziłaś na terapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jakie są efekty Twojej terapii? Czy czujesz różnicę? Na jakich metodach pracowała z Tobą terapeutka ? Powiedz mi jeszcze, jak wygląda obecnie Twoje życie? studiujesz, pracujesz, z kim mieszkasz? Wybacz, że tak wypytuje ale to pomaga rozeznać się w sytuacji i daje większą możliwość żeby Ci pomóc.

P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwsza moja styczność z terapią była jak miałam 19 lat jakoś w okresie okołomaturalnym. Były spotkania raz w tygodniu, było ich może 10 może mniej. Potem psychoterapeutka tu w Lublinie, spotkanie raz w miesiącu bodajże przez kilka miesięcy. Potem jakiś psycholog podczas pobytu na oddziale zamkniętym. Potem psychoterapia grupowa i indywidualna na oddziale otwartym (prawie pół roku). Potem powrót do terapeutki i spotkania jakoś raz na dwa tygodnie przez kilka miesięcy. Potem oddział otwarty psychoterapia grupowa i indywidualna (3 miesiące) potem przerwa kilka miesięcy i powrót do terapeutki, psychoterapia raz w tygodniu przez 4 miesiące (prawdziwa psychoterapia, lepiej się czułam, byłam otwarta, bo terapeutka mnie znała od 4 lat i byłam gotowa na pracę nad sobą, miałam chęć). Obecnie od miesiąca nie mam psychoterapii, bo nie stać mnie już na tę terapeutkę. Zostaje terapia na NFZ z nową osobą. Nie uśmiecha mi się to całe poznawanie, nie wiem czy terapeutka będzie mi odpowiadał, potrzeba czasu, żeby cokolwiek ruszyło. Nie mam wyjścia, mam nr do nowej terapeutki, postaram się w najbliższym czasie do niej odezwać. Skomplikowane to trochę, powinnam normalnie mieć cotygodniową terapię przez rok czy dwa. A zawsze jest tak, że jak już się przebrnie ten cały okres poznawania to albo trzeba wyjść ze szpitala albo mi się pogorszy, bo odstawię leki i trzeba do niego iść.

Studiuję, wróciłam na studia po drugiej dziekance. Trudno mi się tam odnaleźć, bo ludzie są już ze sobą zżyci a poza tym mijam tych z poprzednich roczników i mam mieszane odczucia i wspomnienia. Poza tym przytyłam, bo mam zaburzenia odżywiania i wstydzę się tego, jak teraz wyglądam. To jeden z powodów, dla którego unikam ludzi z przeszłości, którzy znają mnie dużo szczuplejszą. Mieszkam na stancji z ludźmi z którymi nie mam ochoty rozmawiać, bo nie darzę ich zbytnią sympatią, ale czasem się wysilę, żeby nie uważali mnie za dziwoląga. Udzielam korepetycji raz w tygodniu i pomagam starszej Pani. O ile korepetycje są w porządku to praca z tą kobietą od początku wyczerpywała mnie psychicznie. Nie będę o tym pisać, bo trzeba byłoby wydać książkę. W każdym bądź razie specyficzna osoba a w dodatku starsza a starsi ludzie są czasem trudni w kontakcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gosia17, jak nie masz terapii ciągłej, to kiepsko. Swoją miałam prawie trzy lata, z czego ostatnie pół roku dwa razy w tygodniu. Wszystko na NFZ. U Ciebie, to takie przerywane. Jak to ma Ci pomóc w takim wypadku? :( Mam nadzieję, że mimo oporów uda Ci się załatwić tę nową terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obecnie jestem w ciężkim stanie, więc nie wiem czy terapia to dobry pomysł. Ale jak nie spróbuję to na pewno nic się nigdy nie zmieni. Zmęczona jestem tym wszystkim. Taki chaos u mnie zawsze z tą terapią, ze studiami, z wagą, z mieszkaniem, z pieniędzmi, z wiarą, z relacjami. Nic nie jest pewne. Chciałabym, żeby kiedyś było normalnie, przewidywalnie, stabilnie, chciałabym się w końcu poczuć bezpiecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Popieram koleżankę, że ciągłość terapii jest bardzo ważna jak i jej konsekwencja. Trzeba być sumiennym a przynajmniej postarać się. Mam nadzieję, że pomimo obaw nie zrezygnujesz z terapii bo jak sama zauważyłaś, może ona Ci pomóc. Nie traktuj jej jako zło koniecznie tylko jako środek to wyzdrowienia oraz pomocy.

Dlaczego odstawiasz leki? Jest jakiś powód?

A lubisz swoje studia? Podoba Ci się na nich? Co chciałabyś robić po ich skończeniu? ;)

Co do zaburzeń odżywiania, tutaj znów potrzebna jest konsultacja ze specjalistą, tylko on może Ci pomóc.

Dlaczego nie darzysz współlokatorów sympatią? Jest jakiś powód?

Skoro praca z tą Panią Cię wykańcza to czemu jej nie zmienisz?

P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leki odstawiłam za pierwszym razem w wakacje po pierwszym roku studiów, sama nie wiem dlaczego. W ostatnie wakacje znów odstawiłam leki, które przyjmowałam jakieś 3 miesiące. Zgubiłam receptę, po dwóch tygodniach poszłam do lekarza i stwierdził, że skoro czuję się tak samo to nie muszę ich brać, ucieszyłam się, że może mogę sobie radzić bez i nie dołować się skutkami ubocznymi. Nie traktuję terapii, jak zła koniecznego, zawszę lubiłam brać w niej udział, choć często nie było łatwo, terapeuci chwalili mnie za postępy i mówili, że jestem podatna na tę formę pomocy. Studia lubię, zawsze chciałam się uczyć angielskiego, ale jest ciężko ze względu na słabe relacje z innymi na uczelni i na moją nasiloną obecnie depresję. Zawsze chciałam być nauczycielem, ale mam coraz więcej wątpliwości. Z zaburzeniami odżywiania jest od ponad pół roku ok, więc nie są one teraz moim największym problemem. Odnośnie współlokatorów to dłuższa historia. Dwoje z nich strasznie brudzi w kuchni (jest to para z czego chłopak nigdy nie zamienił ze mną wiecej niż pół zdania w wakacje w ogóle nie sprzątał jak nie było jego dziewczyny, w nocy pracuje w dzień śpi, ostatnio się upił z kolega i jeździli po pijanemu samochodem) druga dziewczyna ma astmę i przyczepiła się mnie, że źle posprzątałam i został kurz na płytkach w toalecie i łaziły tam robale ( była zła, że nikt w domu nie sprząta, parą wyjechała na weekend więc cała złość poszła na mnie jako, że z tamtymi się zna dłużej i dziewczyny się przyjaźnią). Nie mogłam się nawet obronić, bo nie zwróciła uwagi normalnie tylko zaatakowała mnie podniesionym głosem oskarżając o kłamstwo. Ona często podnosi głos, myśli, ze ma rację i nie trudzi się słuchaniem argumentów drugiej strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Próbowałam zmienić stancję w październiku, ale nie mogłam niczego znaleźć. Za dużo sobie wyobrażałam. Nie przemyślałam tego, bo zachciało mi się mieć psa. Żeby po prostu kogoś mieć i móc się czasem przytulić, mieć powód do wstania z łóżka, wychodzenia na spacer, opiekować się. A wyszło tak, że nie mam psa i zostałam na starej stancji. Pracy u starszej Pani nie mogę zmienić, bo ona jest dosyć elastyczna i tylko taka forma zarobku wchodzi w grę podczas studiowania. Bez pieniędzy za ta pracę sobie nie poradzę i tak teraz jest ciężko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale co dokładnie? Życie bez pracy u starszej Pani a tym samym za marne grosze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Np. zmiana stancji, dlaczego jest niemożliwa? Myślę, że możesz też zmienić pracę. Znaleźć inną starszą Panią która również potrzebuję pomocy. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stancję pewnie zmienię, ale najwcześniej w czerwcu (o ile skończę licencjat i zostanę tutaj, bo marzy mi się wyjazd do Anglii, żeby podszkolić język :)). A z pracą skończę też za kilka miesięcy, bo starsza Pani wyjeżdża już na zawsze do Ameryki :) Potem dopiero w wakacje będę szukać jakiejś innej formy zarobku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za zainteresowanie. To bardzo miłe, doceniam, aż mi się jakoś milej zrobiło :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A widzisz, o tym już nie wspomniałaś, teraz sytuacja prezentuje się w trochę jaśniejszych barwach prawda ?;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No jest nadzieja, że kiedyś będzie lepiej ;-) Tzn. trudno mi teraz w to uwierzyć, ale wykluczyć takiej ewentualności też nie mogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, przy depresji ogólnie ciężko wierzyć w 'lepsze jutro' bo zazwyczaj coś takiego dla nas nie istnieje. Jestem nam źle teraz, co mnie obchodzi co będzie kiedyś? Dlatego starałam Ci się pokazać, że na niektóre rzeczy mass wpływ Ty sama i to od Ciebie zależy jaka drogę odbierzesz i czy pojedziesz w tą lepsza stronę. Oczywiście to co Cie spotkało było straszne i tego kwestionować nie mam zamiaru ale wierzę w Ciebie i w to, że terapia która Cie czeka plus zmiany w Twoim życiu poprawiają Twój stan i samopoczucie.

Z całego serca Ci tego życzę i trzymam kciuki. Przesyłam dużo ciepła!

P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dziękuję Wam za zainteresowanie. To bardzo miłe, doceniam, aż mi się jakoś milej zrobiło :)
Zawsze jest trochę inaczej, jak człowiek nie jest sam. Nawet, jeśli to tylko kontakt w świecie wirtualnym. Obecność osoby, która odpisuje coś tam zawsze daje i między innymi po to jest to Forum. Także...pisz śmiało, jak Ci będzie gorzej, jak będziesz potrzebowała pogadać, albo po prostu - jak będziesz miała ochotę ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiesz, przy depresji ogólnie ciężko wierzyć w 'lepsze jutro' bo zazwyczaj coś takiego dla nas nie istnieje. Jestem nam źle teraz, co mnie obchodzi co będzie kiedyś? Dlatego starałam Ci się pokazać, że na niektóre rzeczy mass wpływ Ty sama i to od Ciebie zależy jaka drogę odbierzesz i czy pojedziesz w tą lepsza stronę. Oczywiście to co Cie spotkało było straszne i tego kwestionować nie mam zamiaru ale wierzę w Ciebie i w to, że terapia która Cie czeka plus zmiany w Twoim życiu poprawiają Twój stan i samopoczucie.

Z całego serca Ci tego życzę i trzymam kciuki. Przesyłam dużo ciepła!

P.

 

Nie wiem czy będzie lepiej. Zanim psychoterapia zacznie działać potrzeba miesięcy, zanim zmienię stancję i pracę też upłynie dobrych kilka miesięcy. A mnie jest bardzo ciężko tu i teraz. Codziennie cierpię. Ostatnio doszły straszne bóle głowy(budzę się z nimi rano i zasypiam wieczorem) i szczękościsk. Jutro jadę do domu na Święta i boję się tego. Nie wiem, jak ja w tym stanie sobie z tym wszystkim poradzę, rodzina dawno mnie nie widziała. A potem wrócę i będą zaliczenia, sesja, trzeba pisać licencjat. Ze wszystkim jestem do tyłu. Walczę o przeżycie każdego dnia o umycie się, zrobienie zakupów, to wszystko na co mnie stać i jest to wyczynem (przez ostatnie dwa dni gratulowałam sobie, że wstałam po 8). Wrócę po Nowym Roku, pogratuluję sobie przetrwania kolejnych dni i co. Dalej to samo. Mam dość i nie mam gdzie uciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gosia17, może i minie sporo czasu zanim coś będzie można zmienić, ale jednak nadzieja jest. Zawsze to coś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiesz, przy depresji ogólnie ciężko wierzyć w 'lepsze jutro' bo zazwyczaj coś takiego dla nas nie istnieje. Jestem nam źle teraz, co mnie obchodzi co będzie kiedyś? Dlatego starałam Ci się pokazać, że na niektóre rzeczy mass wpływ Ty sama i to od Ciebie zależy jaka drogę odbierzesz i czy pojedziesz w tą lepsza stronę. Oczywiście to co Cie spotkało było straszne i tego kwestionować nie mam zamiaru ale wierzę w Ciebie i w to, że terapia która Cie czeka plus zmiany w Twoim życiu poprawiają Twój stan i samopoczucie.

Z całego serca Ci tego życzę i trzymam kciuki. Przesyłam dużo ciepła!

P.

 

Nie wiem czy będzie lepiej. Zanim psychoterapia zacznie działać potrzeba miesięcy, zanim zmienię stancję i pracę też upłynie dobrych kilka miesięcy. A mnie jest bardzo ciężko tu i teraz. Codziennie cierpię. Ostatnio doszły straszne bóle głowy(budzę się z nimi rano i zasypiam wieczorem) i szczękościsk. Jutro jadę do domu na Święta i boję się tego. Nie wiem, jak ja w tym stanie sobie z tym wszystkim poradzę, rodzina dawno mnie nie widziała. A potem wrócę i będą zaliczenia, sesja, trzeba pisać licencjat. Ze wszystkim jestem do tyłu. Walczę o przeżycie każdego dnia o umycie się, zrobienie zakupów, to wszystko na co mnie stać i jest to wyczynem (przez ostatnie dwa dni gratulowałam sobie, że wstałam po 8). Wrócę po Nowym Roku, pogratuluję sobie przetrwania kolejnych dni i co. Dalej to samo. Mam dość i nie mam gdzie uciec.

 

 

Właśnie, nie wiesz czy będzie lepiej więc czemu zakładasz że będzie źle ? Zmiany nie przyjdą same, niestety trzeba pracować nad tym. Nad sobą, nad swoim życiem. A powiedz mi, czemu cierpisz? Z powodu przeszłości ? Przytłacza Cię ona na tyle, że nie możesz żyć tu i teraz ? Wiesz, każdy musi radzić sobie ze swoim życiem. Z codziennością, z obowiązkami. A powiedz mi, czy robisz coś dla siebie? Dbasz o siebie i o swoje przyjemności?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cierpię z powodu przeszłości i z powodu tego, co jest teraz. Mój dom rodzinny jest "specyficzny": ojciec się zapił, mama piła po jego śmierci a poza tym od lat choruje na nerwicę lękowa, najstarszy brat jest alkoholikiem i ma chad, ja mam depresję i zaburzenia odżywiania a młodszy brat nerwicę i epizody depresyjne. Mam małe siostry, którymi moja mama nie potrafi się zając jak należy. Dzisiaj przyjechałam i siostra płakała, bo bolał ją ząb. Nikt jej do dentysty nie zaprowadzi, nie zadba o to. Ja też już nie mam siły zajmować się całym domem. Długie epizody depresji wyłączyły mnie z życia kilka razy. Zatrzymałam się podczas, gdy inni szli naprzód. Potem wracałam na studia do nowych zżytych już ludzi w dodatku z obniżonym nastrojem, bo w sumie depresja była tylko lekko zaleczona. Moje dzieciństwo to jedno cierpienie i samotność i poczucie bycia inną z powodu tego, jak było i jak jest w moim domu. W domu jest źle a na studiach podobnie. Nie mam nawet znajomych. Mam głęboką depresję i nie wyobrażam sobie, żebym w takim stanie nawiązała jakąkolwiek znajomość. Jestem samotna i bardzo nieszczęśliwa. Nie mam siły też patrzeć na nieszczęście mojego rodzeństwa. Chciałam żyć, żeby pomóc siostrom, ale kto wie czy i tak nie będą miały problemów przez brak ojca, specyficzną, niezbyt inteligentna i niewydolną życiowo matkę oraz chore rodzeństwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×