Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
wilk2243

Czy to zaburzenie? choroba?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, uprzedzam że tekst może być dziwny bo nie jestem do końca pewien co opisuje, spróbuję jakoś zacząć.

Chodzi głównie o to, że nie wiem jak być sobą w niektórych momentach, na przykład gdy trochę wypiję lub zapale blanta, jestem bardziej rozmowny, mówię co myślę i robię co chcę, nic mnie przy tym nie blokuje, śmieje się z "głębi serca", bo gdy jestem trzeźwy to praktycznie nic ani nikt mnie nie śmieszy, śmieje się gdy wszyscy się śmieją lub gdy czuje że powinienem się zaśmiać, nie mówię za dużo z niektórymi osobami, jestem w stanie się rozgadać na tematy na których się znam, ale nie znam się na wielu rzeczach, i ogólnie mam problemy z porozumiewaniem się, jak rozmawiam to nie wiem, tak jakby nie myślę, nie wiem co powiedzieć, gdy ktoś mi opowiada o swoim psie to ja nie pomyślę o tym żeby spytać czy to suczka, ile ma lat, jak się wabi, tylko siedzę cicho, ewentualnie czasem dodam że ja też mam psa. Potem wracam do domu i zaczynam analizować tamtą rozmowę i dociera do mnie że mogłem spytać o to i o tamto, i że mogłem rzucić takim żartem wtedy rozmowa była by ciekawsza. Gdy teraz myślę o "sobie" to właściwie nie wiem o kim myślę, nie jestem w stanie się zobrazować, nie wiem jakie mam wady (po za tym że małomówny jestem do obcych) ani jakie zalety (mam wrażenie że we wszystkim jestem co najwyżej przeciętny). Zawsze myślałem że to jest efekt uboczny mojego ćpania, przez 3 lata wciągałem amfetamine 10 lat temu, ale znam lepszych wojowników i oni nie mają problemów. Też to zawsze czułem że nie posiadam emocji, albo, nie umiem ich rozpoznawać i nie wiem jak się zachować czując emocje, więc zawsze udawałem przez co większość osób mnie odrzucała lub bała się mnie, bo ponoć takie rzeczy się czuje, tak samo jest z rozmawianiem, zawsze udaje, często mówię nie do końca prawdę, mimo że tego nie chce, słowa same wypływają i często mówię głupie i bezsensowne rzeczy, zauważyłem że mówię tak do osób na których mi w jakimś stopniu zależy, dodatkowo w 90% jest to odpowiedź na czyjeś pytanie, gdy jest cisza i czuje że powinienem o coś zapytać, to nie mam pojęcia o co, zawsze tak jest. Tak samo jak podchodzę załóżmy do dziewczyny na ulicy, próbuję poderwać więc pytam która godzina, no i stąd są schody bo nie mam pojęcia co by tu powiedzieć żeby nie uciekła od razu. Z kolegą zaś z którym znam się od dziecka mogę rozmawiać prawie na każdy temat, to samo tyczy się ludzi w internecie (choć czasem też mam problemy z tematami). Nie wiem od czego to zależy ale już trzecia dziewczyna przestała się mną interesować przez moją dziwną przypadłość, ludzie w pracy ze mną też nie rozmawiają, na początku próbowali ale poznali się na mnie i już tylko odzywamy się do siebie jak musimy, widzę że ich to denerwuje, to mała firma, i pewnie wyglądał jakbym miał wyjebane po całości na nich wszystkich. Czy komuś to coś przypomina? Czy to jakaś podświadoma fobia, czy choroba? czy zwykłe kompleksy jakiegoś idioty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć,

 

jak czytam twój wpis, to mam wrażenie jakbyś napisał go o mnie. Pomimo tej różnicy, że ja nie stosuję używek - odczuwam praktycznie to samo co Ty. Też wśród tych co znam lepiej potrafię się wypowiedzieć, ustosunkować, z ciekawością dopytać o szczegóły (ale to ostatnie też nie zawsze). Dokładnie tak jak Ty jak z kimś rozmawiam w pracy przykładowo, czy na uczelni to po prostu słucham odpowiem, tak lub nie i idę dalej. Dopiero jak usiądę w "bezpiecznym miejscu" to przychodzą mi do głowy pomysły na jakieś pytania i często nawet wtedy rodzi się we mnie ciekawość co do tematów, które zostały poruszone. Ludzie w moim odczuciu widzą to, że taki jestem i faktycznie nie dają mi już "szans" często nawet mnie pomijają w rozmowie. Jest to bardzo dokuczliwe (wiem ile pracy już włożyłem w to by się zmienić - wyszedłem m.in do ludzi, chce z nimi przebywać itd.). Najczęściej moje rozmowy wyglądają tak, że na pytanie jak Ci mija dzień odpowiadam OK i tyle. Przecież można by tyle tematów rozwinąć, pogadać. Ale nie dosyć, że nie wiem co powiedzieć to jeszcze najczęściej robię się czerwony, pocę się - i to jest właśnie ten moment kiedy biegnę tam skąd przyszedłem. Nie wiem jak Tobie i sobie pomóc z tym problemem. To jest straszne niby wszystko jest ok, ale ta bariera z kontaktami międzyludzkimi mnie zaczyna przerażać. Nie chcę być całe życie uwięziony sam ze sobą przecież. Też bym chciał poznać dziewczynę, założyć rodzinę itd. Tylko jak to zrobić, jak boje się zagadać do recepcjonistki w pracy jak jej mija dzień ;) Straszny ten świat i nie sprawiedliwy wg. mnie. Sorki, że tak długo, ale teraz przynajmniej wiesz, że nie jesteś sam z taką przypadłością ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No fajnie wiedzieć. Ciekawi mnie ile osób z takiego czegoś się "wyleczyło", dlatego mam nadzieje że jakiś znawca się znajdzie i podpowie co to może być. Pamiętam że w szkole też robiłem się czerwony i stresowałem się, wtedy miałem znajomą mojej mamy psycholog i doradziła mi żebym rozmawiał dużo z laskami z klasy lub je zaczepiał, żartował z nich, zaczepiał losowych ludzi na ulicy żeby spytać jak dojść do najbliższej biedronki, lub która godzina, i podziałało. Teraz mógłbym podejść do grupy dziewczyn i spytać czy podrapią mnie po plecach bez stresu :D Tylko tej głupiej gadki mi brakuje, ta bariera o której mówisz też mi strasznie przeszkadza zwłaszcza w kontaktach z dziewczynami, a nawet jeśli to jakoś naprawię to i tak nie mam prawie wcale znajomych, ludzi z którymi na piwo można wyjść, pograć w kosza, a szkołę już skończyłem, więc znajomych jeszcze trudniej będzie znaleźć... Rówieśnicy już zakładają rodziny, przeprowadzają się, każdy jest zajęty sobą i swoim gronem znajomych , w normalnych warunkach bym chyba wpadł w deprechę ale wygląda na to że jestem niesamowicie odporny

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć,

z tego co napisałeś od razu do głowy przyszła mi myśl, że uciekasz od rzeczywistości,

Ty akurat uciekasz w narkotyki i alkohol.

 

Nie wiem, czy jest to prawdą w Twoim przypadku,

ale dużo osób z góry zakłada, że jak nie walnie czegoś na rozluźnienie/polepszeniu humoru,

to nie ma nawet co zaczynać jakiejś czynnośći ( często socjalnej ).

Dochodzi więc to takiej patologicznej sytuacji, że bycie trzeźwym jest odskocznią od 'normalności',

bo 'normalność' i codzienność to życie pod wpływem różnych substancji.

Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że mózg odpowiednio stymulowany 'lepiej', szybciej reaguje na bodźce,

a jak dojdzie do tego fakt, że przez większość tygodnia tak sie dzieje,

to życie na trzeźwo staje się nudne, tracimy skilla socjalnego, nic nie cieszy.....

Oczywiście jest też druga strona tego medalu.... jak myślisz, narkotyki i wszelkie używki są uważane za szkodliwe, bo faktycznie są, czy może taka jest opinia bo komuś tak się podoba, a reszta jak to stado baranów biorą wszystko za pewnik?

 

Zawsze jest odpowiedni moment, żeby zacząć żyć świadomie, zacząć dbać o swoje zdrowe, to które ma się jedno na całe życie.

Jasne, że na początku nie będzie kolorowo,

z czasem jednak wszystko wróci do normy i to co dzisiaj jest normalne pod wpływem,

powoli zacznie być codziennością ale na trzeźwo.

Nie trzeba zarzucać różnego g*wna, żeby cieszyć się pięknem świata,

bez żadnych wspomagaczy, da się być szczęśliwym, prawdziwie szczęśliwym,

bo ile można oszukiwać swój własny mózg, samego siebie, że jest wszystko w porządku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedź, źle mnie zrozumiałeś, mam prywatną firmę w której jestem kierowcą, więc jeśli pije to jedynie w soboty, czasem niedziele bo tylko wtedy mam możliwość, wiem bardzo dobrze jak narkotyki źle wpływają na człowieka uwierz mi po 3 latach na fecie, i 4 latach rehabilitowania, nie chce wracać i nigdy nie wrócę do tego koszmaru, co do zielska to ja nie patrze na to jak na narkotyk. Nawet jeśli to w grudniu 2016 kupiłem 5 gramów i do tej pory spaliłem jedynie 3 (czyli 6 małych blantów). Ćwiczę na siłowni, gram w kosza, jeżdzę na rowerze co niedziele w terenie (miesiąc temu nawet wychodziłem na gubałówkę z rowerem na plecach - wciąż szukam zdjęcia na necie bo ktoś mi zrobił :D). Więc myślę nie jest to problem wspomagaczy, raczej gdy jestem na haju to odblokowuje się we mnie ta blokada psychiczna czy co to jest, i uwalnia moje zajebiste pokłady energii które w sobie normalnie tłumie, i wtedy wychodzę tańczyć, gadać, wygłupiać się, i wszystkie dziewczyny które zaczepiam i biorę numer są początkowo zainteresowane a potem jak się umawiam i jestem na trzeźwo to się rozczarowują, właśnie z tego powodu który opisywałem wyżej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie masz tak. że jak zmęczysz się fizycznie,

jak regularnie uprawiasz jakieś sportu,

to Twoje skille same się podnoszą?

 

U mnie taki naturalny haj występuje zawsze,

dużo łatwiej jest pod wpływem enfornin i inncyh subtancji, które zalewają mózg po wysiłku

podjąć różne inicjatywy, które normalne, są dla mnie niekomfortowe, albo nawet paraliżują.

 

Nie do końca zgodze się z tym, że żeby kogoś poznać, to trzeba z nim pół litra obrócić,

ludzie często po alkoholu zachowują się zupełnie inaczej niż na trzeźwo,

przy czym nie mówie tu już o skrajnych przypadkach zezwierzęcenia :)

Jakby nie patrzeć to jednak większość czasu ( tak by przynajmniej wypadało ) jest się sobą, po prostu bez żadnych wspomagaczy,

jak chce być co do kogoś pewnym, to licze jednak na to, że ta osoba będzie stała w swoich działaniach, nie będzie udawała kogoś, tak żeby dopasować się do danej sytuacji, nie będą kierowały nią chwilowe emocje.....

 

To że ludzie różnią się od siebie to wielka zaleta świata jaki znamy,

nie każdy musi, pomimo tego, co wtłaczają przez całą edukację, a potem podprogowo w mediach wspasowywać się w jakieś utarte schematy,

spora część ludzi na pewno pod wpływem różnych zabiegów manipulacyjnych pójdzie z prądem obecnych trendów, chcąć być na czesie doposować się do idelanej rzeczywistości jaka emanuje z różnych social mediów. Jednak jak dla mnie taka droga do nikąd nie prowadzi. Co roku 'standardy' się zmieniają, i niektórzy chcąć nadążyć na zmieniającym się światem tracą to co mają najcenniejsze - własny charakter, odmienność w dobrym tego słowa znaczeniu - unikalność, wyjątkowość.

Można albo starać dopasować się do otoczenia,

albo po prostu zmienić otoczenie na takie, do którego od zawsze pasowaliśmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie dużo ludzi powtarza że po wysiłku czuje się świetnie - ja po za tym że jestem spocony, zmęczony i wszystko mnie boli czuje się raczej tak samo jak zawsze, a na siłke co dwa dni latam, pograć w kosza kiedy mogę po pracy, i w weekendy na rower. Mimo że czuję się normalnie - o dziwo lubię być zmęczony. Jestem osobą właśnie która nie podąża za żadnymi standardami, modą, mam, lub może zawsze miałem swój styl zawsze ubieram się po swojemu, w to co lubię, zawsze mam swoje zdanie na jakiś temat, ale, gdy dyskutuje z kimś na przykład o tym że jestem za nie przyjmowaniem uchodźców muzułmańskich, teraz mam w głowie 1000 argumentów którymi bym to poparł a gdy gadam z kimś to mam w głowie totalną pustkę, nie wiem, nie rozumiem tego, ale jak się napiję, to ta pustka znika i nawijam na tysiąc tematów, o to mi głównie chodzi. Dodam, że gdy gadam z kumplem którego znam już trochę, dogaduje się bez problemu i jestem w stanie powiedzieć co myślę na jakiś temat, a gdy gadam z kimś, kto jest na przykład w moim uznaniu lepszy ode mnie, bardziej towarzyski, bardziej lubiany, lub ktoś na komu mi zależy żeby dobrze wypaść, to nie jestem w stanie z nim normalnie rozmawiać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może jak rozmawiasz z innymi osobami większą uwagę niż przy bliskich Ci osobach zwracasz na jakieś inne bodźce?

Może więcej uwagi skupiasz na odbiorze osoby, która w Twoich oczach jak sam piszesz, jest w czymś od Ciebie lepsza?

Albo starasz się wypaść jak najlepiej i ważysz każde słowo zanim je wypowiesz, tak, żeby nie stracić a najlepiej i zyskać w oczach tego kogoś?

Może gdzieś podświadomie boisz się 'za dużo' powiedzieć, coś w czym rozmówcy mogli by się nie zgodzić?

Albo po prostu boisz się braku akceptacji, tego, że ktoś pomyśli sobie to czy tamto na Twój temat?

Zwróć uwagę na to, na czym skupiasz swoją uwagę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak wydaje mi się że połowicznie chodzi o to że nie chce źle wypaść, ale nie waże słów często gadam takie głupoty nieprzemyślane, że aż mi siebie żal. Na przykład ostatnio w klubie zaprosiłem dziewczynę do tańca ale powiedziała że ona w piątki nie tańczy, bo jest wierzącą, spytałem czy mięsa też nie je, ona tak, a ja : normalnie jak moja mama, ona w śmiech, mi się trochę głupio zrobiło ale nic, ciągnąłem dalej, powiedziałem że nie wiem jak wam się chce tak co piątek i bez mięsa, ona wtedy : przecież to tylko jeden dzień, w tym momencie ta moja blokada zadziałała i skończyło się na "no ta..." i wyszedłem na buraka tak troche, w normalnych warunkach bym powiedział coś w stylu - "No tak wiem nie naśmiewam się z ciebie tylko ciekawi mnie jako osobę nie religijną to twoje postanowienie i co cie do tego skłania", czy coś w tym stylu, i może ciekawa rozmwa by się rozwineła, w tym problem że ja nie myślę w ten sposób gdy gadam z kimś, w ogóle nie myślę i gadam byle co pierwsze mi się nawinie na język, a jak nic się nie nawinie to przytakuje, albo sie zaśmiewam i koniec rozmowy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie przychodzi mi na myśl nic innego jak tylko praktyka,

umiejętności miękkie przez wiele lat były niedoceniane,

w sumie to ciągle za bardzo nie są....

Dużo ważniejsze i potem bardziej przydatne w życie są właśnie skille socialne,

niż wyuczenie się na pamięc jakiegoś wiersza, czy kilku dat....

 

Niestety polska edukacja jest nastawiona na masową produkcje,

na załatwianie spraw po najniższej lini oporu, a na pewno interakcja z uczniami,

zaciekawienie ich tematem,

pokierowanie tak tematem, żeby rozwija się ich mądrość, a nie tylko wiedza

wymaga większego wysiłku, niż opowiadanie jednym tonem przez 45min fascynujących informacji o grzybach....

 

Mam takie podejście, że każdej rzeczy może się człowiek nauczyć,

jeżeli ktoś mówi, że nie potrafi, że nie umie, że jest za głupi, za stary....

.... zawsze znajdzie się jakieś ale.....

Umiejętności miękkie i umiejętność prowadzenia ciekawej konwersacji też jest do nauczenia się.

Ty masz o tyle łatwiej, że nie zaczynasz od 0,

masz to gdzieś w sobie, może i jest to na trzeźwo przykryte jakimiś innymi sprawami,

jednak na pewno będzie Ci dużo łatwiej, niż gdybyś miał budować te skille od 0, od lęku przed podejściem do obcej osoby i zapytaniem która godzina/jak gdzieś dojechać...., albo obawą, żeby zadzwonić po pizze.....

 

Bardzo dobrze, ścieżke jaką trzeba pokonać,

żeby zostać w czymś dobrym oddaje ten film:

https://www.youtube.com/watch?v=LXM_tGHcuMo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi, chyba dzięki tobie sam sobie uświadomiłem w czym tkwi mój problem próbując ci to opisać, i tak mi się też wydaje że powinienem poćwiczyć prowadzenie rozmów bo chyba w tym jest mój największy problem, nie mówię dużo bo nie wiem co, będę musiał nad tym popracować, dzięki i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×