Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
tomek15

Problem z ojcem, a depresja

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć.

 

Mój problem jest chyba bardziej złożony niż może się wydawać. Mam 23 lata. Moim problemem jest mój własny ojciec. A może mi się tylko tak wydaje? Po to właśnie piszę ten post, by się tego dowiedzieć.

Problemy z ojcem mam od kiedy pamiętam. Ciągłe kłótnie z mamą, konflikty z moim starszym bratem. Ojciec jest strasznie zaborczy, jest strasznym egoistą, liczy się tylko jego zdanie. Zawsze obrywało mi się za coś, za co nawet nigdy bym nie pomyślał, że mogę oberwać.

Sytuację trochę zmieniło bardzo przykre wydarzenie w moim życiu, jakim był wylew, który przeżyła moja mama. W trakcie jej długiego pobytu w szpitalu troszkę się zżyliśmy. Gdy mama wróciła do domu wszystko "wróciło do normy"- wznowiły się ciągłe pretensje itp.

Ale nie będę pisał o przeszłości, do rzeczy.

Od kiedy skończyłem szkołę, zacząłem zajmować się tym co od zawsze kocham- antyki. Ojciec ma małą prywatną firmę. Ma swojego busa. Zawsze użyczał mi go do mojej pracy, nie musiałem wydawać (zresztą i tak nie było mnie stać) na nowe auto. Tak miło było do pierwszej poważniejszej kłótni (odbywają się regularnie). Zabronił mi korzystania z busa oraz warsztatu, tak więc pozostawił mnie bez środków do życia. Ale jakoś dałem sobie radę. Pokazałem, że potrafię, po jakimś czasie zakupiłem busa. Szrot, bo szrot, ale przewoził mnie z punktu A do punktu B. Dałem tak radę jakiś rok. Później mój bus musiał zostać skasowany.

Znowu zostałem bez środków do życia- super.

Wtedy pojawił się on- rycerz na białym koniu (mój ojciec). Po roku, w którym się do mnie nie odzywał. Wyciągnął do mnie dłoń i zaproponował, że mi pomoże i spróbujemy razem rozwinąć mój biznes. Czemu nie pomyślałem. W sumie sam nie mam jakiejś dużej gotówki do zainwestowania, nie mam busa. Co mi szkodzi. Zgodziłem się.

Od samego początku działo się to co zawsze. Wieczne pretensje. Ciągła krytyka. Nigdy nic nie idzie po jego myśli, a wszystkiemu jestem winien ja. Wszystko muszę robić tak jak on chce. Nie akceptuje innych metod niż swoje. Co gorsze- kiedy próbuję z nim porozmawiać wybucha złością. Nie przyjmuje do wiadomości, że jego zachowanie wygasza we mnie resztki chęci, resztki poczucia że coś potrafię, że robię coś dobrze. Nie podobało mi się to, że nie mam nic do powiedzenia, a ten pomysł na biznes był mój.

Robiłem wszystko- kontakt z klientem zagranicznym, praca w warsztacie, jazda na giełdy, sprzedaż w internecie, prowadzenie profili na portalach. Jego obowiązki to w sumie jedynie praca w warsztacie. I co? Ciągle robię za mało. To nic, że pracuję po 7 dni w tyg. Nie raz zdarzały się dni po 20 godzin na nogach. On tego nie docenia. Co gorsze- od momentu kiedy zaczęliśmy robić to razem (połowa listopada 2016) nie dostawałem wypłaty. Tłumaczył to tym, że musimy odłożyć by rozwinąć biznes. Fakt- miałem żeby opłacić telefon + jakieś 20 zł tygodniowo. To nie wystarcza na moje potrzeby, zresztą komu by starczyło. To wegetacja nie życie. Ostatnio wszystko mu wygarnąłem- tak, tak- znowu się do mnie nie odzywa. Obarczył mnie tym, że to przeze mnie się nie udało.

Teraz coś na co pracowałem od kiedy skończyłem szkołę przestało istnieć. Nie mam busa, klucze do naszego wspólnego magazynu ma on. Od ponad tygodnia nie pracuję. Nie mam pojęcia co robić. Uwielbiałem swoją pracę. To było to co mógł bym robić przez całe życie. Ba- przynosiło to takie dochody, że spokojnie wykarmił bym za to rodzinę. Chciałem rozwinąć firmę, otworzyć sklep internetowy, na co on się nie zgadzał.

 

I co teraz? Co mogę zrobić? Zapożyczyć się i zacząć na nowo, sam? Czy dać sobie spokój i szukać pracy?

 

Mam depresję. Nie pytam czy mam, tylko to stwierdzam. Myślę, że przebywając ze mną nie trudno nawet to zauważyć.

 

Proszę o poradę, słowo otuchy, bo czuję że moje życie powoli wygasa. Tyle lat uświadamiał mnie w przekonaniu, że jestem nieudacznikiem i mnie źle traktował, że ja chyba zacząłem w to wierzyć. Fatalnie się czuję.

 

Dodam, że nie tylko ja widzę jak on się zachowuje. Często słyszałem od ludzi, że jak mogę z nim wytrzymać. Żona mojego brata się go boi, podobnie jak moja dziewczyna. Sąsiad kiedyś w żartach powiedział, że stosuje na mnie mobing.

 

Czemu wybuchał? Bo odłożyłem puszkę farby 20 cm dalej niż leżała wcześniej. To, że zorganizowałem sobie miejsce pracy po swojemu. Dla mnie pierdoły, dla niego nie...

Co robić, pomoże ktoś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co robić, pomoże ktoś?

 

Uciekać. 23 lata to dobry wiek by spróbować się uniezależnić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co robić, pomoże ktoś?

 

Uciekać. 23 lata to dobry wiek by spróbować się uniezależnić.

+1

 

 

Z tego co piszesz juz dawno wiesz co nalezy zrobic - odciac sie od ojca.

 

Kredyt bym rozwazal na samym koncu.

Poszukaj pracy,

Z UP jest program na 'zakwaterowanie sie' jezeli praca jest dalej niz iles tam od Twojeg miejsca zameldowania.

A w miedzyczasie rob to co robiles do tej pory,

jezeli faktycznie to lubisz.

Z czasem, gdy bedziesz w stanie godnie zyc z antykow,

robisz to na caly etat.

 

Wiem ze latwo sie mowi,

ale mysle ze to dobre rozwiazanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×