Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
o628

Poczucie straconego czasu

Rekomendowane odpowiedzi

Hej!

Ostatnio spojrzałam trochę inaczej na swoje problemy. Już kiedyś się udzieliłam na tym forum, jednak tym razem chciałabym zweryfikować swój problem bardziej pod kątem przyczyny niż skutków. Przepraszam za mechaniczność zdań jeśli takową zauważycie, jestem sfrustrowana, bo mój wyczerpujący wpis niestety się usunął... Będę wdzięczna za wszelkie spostrzeżenia

 

Od 1 gimnazjum do 1 roku studiów zajmowałam się czymś, co najprawdopodobniej miało 'uszczęśliwić' moich rodziców (obojga poświęconych karierze, każdy swojej). Podporządkowane temu było całe moje życie, łącznie ze szkołami i miejscami zamieszkania (2 gimnazja, 4 licea i 5 miast, licząc tylko ten okres). Kiedy w 2 liceum wyznałam, że jednak nie chcę już tego robić, napotkałam potężny sprzeciw ojca - bo on robił coś wyłącznie dla mnie, a ja miałam to przyjąć (z resztą uwierzyłam, że budujemy coś razem, znienawidziłam więc go szczerze, kiedy nagle zostawił mnie samą - bo poszłam za nim dosłownie i w przenośni). Wierzyłam również, że to mi jakoś pomoże na studiach. Zdałam maturę, poszłam na jakiekolwiek studia (co również miało związek z moim zajęciem) z których i tak zrezygnowałam po 2 latach. Obecnie jestem na 3 roku studiów, które wydawały mi się być sensowną alternatywną, ale zamiast tego pokazały mi mnóstwo osobistych blokad. Od kiedy idę własną drogą ojciec przestał mnie wspierać finansowo.

 

Mam okrutne poczucie nieodwracalnej straty aż 7 lat. Czuję wstręt, pogardę wobec siebie, zastanawiam się jak mogłam dopuścić, aby tkwić w tym wszystkim przez tyle czasu? Jestem wściekła, bo nie cieszyłam się życiem, nie pielęgnowałam własnych zajawek. Po latach poczułam, jak bardzo nie mam własnego zdania ani jakiegokolwiek światopoglądu. Czuję się cofnięta w rozwoju. Chciałabym obwiniać w tym rodziców, ale w końcu każdy decyduje o swoim życiu? Dlatego też obwiniam głównie siebie. Od jakichś 2 tygodni jest mi dość trudno. Jak mantra krążą w mojej głowie pytania 'jak to się stało?', 'jak mogłam doprowadzić do tego, że to wszystko trwało tak długo?'. Jest to dla mnie strasznie trudne, bo brakuje mi dystansu, a te pytania krążą jak karuzela, którą zatrzymać mogę tylko wtedy, gdy ze sobą skończę. Zapominam kim jestem, co potrafię (a może mam fałszywy obraz siebie?). Czuję wewnętrzne rozbicie. Kiedy tracę kontrolę nad swoją głową, to po nakręconym 'jak to się stało?' następuje moja nienawiść do siebie i wszystkich ludzi, którzy mogli podejmować decyzje w zgodzie z sobą, a na końcu racjonalizowanie, że 'przecież każdy ma swoją własną drogę'. A potem wszystko leci od nowa. Bywa, że wycofuję się do tej 'czarnej przestrzeni myślowej' i tam pojawia się tylko nienawiść i zazdrość, a nie ma jakiejkolwiek alternatywy. Więc na siłę szukam jakiejś pozytywnej myśli i staram się ją jakoś zrównoważyć tą zazdrość czymś miłym. A czasami trudno mi się zdecydować, bo będąc w tej 'czarnej przestrzeni' widzę różne reakcje jakie mogłabym przybrać. Czasami chciałabym być cały czas na haju, żebym się nie zastanawiała jak mogłaby wyglądać moja alternatywna przeszłość. Czasami usprawiedliwiam sobie haj odbiciem sobie szkolnych lat.

 

Co teraz?

Postanowiłam napisać, kiedy wróciłam od wspaniałej osóbki z którą dzielę zainteresowania. I którą poczułam, że chciałabym rozwalić za jej idealne życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
....Co teraz?.....

Teraz zajmij się tym co jest i będzie niebawem.

Przeszłość olej, bo jej zmienić niedasie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Postanowiłam napisać, kiedy wróciłam od wspaniałej osóbki z którą dzielę zainteresowania. I którą poczułam, że chciałabym rozwalić za jej idealne życie.

 

Znam to uczucie. To się nazywa frustracja. Najgorsze uczucie, jakie mnie w życiu spotyka. Chyba wolałbym za każdym razem walić się młotkiem w kciuk i stopy, niż przeżywać to uczucie.

 

Jedyna rada ode mnie jest taka. Albo, o ile się da oczywiście, zmienisz swoje życie tak, by odpowiadało twoim oczekiwaniom, albo przywykniesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pomaga troche uznanie faktu braku wolnej woli, wtedy człowiek mniej się obwinia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NN4V, thaur, atic, Dziękuję Wam za odpowiedzi.

 

Samo napisanie tego pomogło mi się nieco zdystansować. To rzeczy, z którymi już sobie raz poradziłam, oswoiłam poprzez medytację i lekturę, ale teraz znów się wyłaniają i czuję się kompletnie rozbrojona. Ale chyba muszę ponownie przejść tą drogę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Bywa, że wycofuję się do tej 'czarnej przestrzeni myślowej' i tam pojawia się tylko nienawiść i zazdrość, a nie ma jakiejkolwiek alternatywy. .....

Miewam (chyba) podobne flashbacki wobec pewnej osoby.

Olewam i posyłam gdzie ich miejsce - w niebyt nieświadomości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

o628 ja bym popatrzyła na to trochę z innej perspektywy. Nie jako 7 lat straconego czasu, ale 7 lat drogi, którą musiałaś pokonać by być tu gdzie teraz jesteś z tym doświadczeniem, które zdobyłaś. Bo to przecież ważna lekcje: o sobie samej, o rodzicach.

Bo czy to co robiłaś przyniosło ci tylko ból i cierpienie? Czy może w jakiś sposób dowartościowało ciebie, wniosło jakieś pozytywne wartości?

 

Zrezygnowałaś z tego, odrzuciłaś to, a przecież by się sprzeciwić rodzicom musiałaś w sobie znaleźć tyle siły by to zrobić, prawda? Trzeba nie lada odwagi, by głośno powiedzieć "to nie to". Wybrałaś siebie, a nie obrazek idealnego dziecka, które roiło się w głowie twojego ojca.

 

Martwisz się zmarnowaną przeszłością... A ja bym bardziej się martwiła zmarnowaną pRZYszłością, gdybyś nadal tkwiła w czymś co cie dusi, uwiera i po prostu unieszczęśliwia.

Miałaś po prostu szczęście, że udało ci się szukać swojej drogi tylko 7 lat. Niektórzy grzęzną w aspiracjach swoich rodziców całe życie. To dopiero ból: ból zmarnowanego życia, a nie 7 lat.

Masz szansę na życie swoim życie, na ułożeniem go tak jak TY chcesz. Wolisz cieszyć się tym co przyniesie los czy zamartwiać się czymś na co wpływu i tak już nie masz? Bo jeśli tak, to zacznij doliczać kolejne zmarnowane lata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×