Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
anaid

Uzależniona od toksycznej matki

Rekomendowane odpowiedzi

Mam lat 35, mężatka - dziecko 2,5-letnie, wykształcenie wyższe, jedynaczka urodzona po 12-latach małżeństwa rodziców

 

Odkąd pamiętam, w domu były awantury o absolutnie wszytsko, niczego mi nigdy nie brakowałow w sesie materialnym,

poza spokojem i zrozumieniem. Nigdy nie spełniałam oczkwiniań mojej mamy, ale najgorsze były wyzwiska "jesteś moją porażką",

"wychowałam żmije na własnej piersi", "twoja koleżanka potrafi, Ty nie". Fochy, obraza, wieczne przepraszanie, łzy i poczucie winy.

Kontrola absolutna - powroty do domu nie pózniej niż o 20tej (miałam 18lat skończone). Oczekiwano ode mnie, że będę

idealna - dokładnie taka jak sobie wymarzyła moja mama, która w domu mieszała mnie z błotem,

a przed swomi znajomymi koloryzowała rzeczywistość.

 

Ojciec - moja jedyna ostoja i przyjaciel - z całej sytuacji się wypisywał - uciekał w swoje zajęcia i papierosy (zmarł na raka płuc 2 lata temu w wieku 70lat). Ojciec też nie miał lekko - matka urządzała regularne awantury, ale ojciec nie wdawał się w

pyskówki, tylko po prostu wychodził. Ja zostawałam, krzyczałam z bezsilności, płakałam, buntowałam się ,przeklinałam.

Za każdym razem jak emocje cichły, przepraszałam i błagałam o wybaczenie bo tak bardzo kocham moją Mamę.

 

Bardzo przeżywałam te wszelkie obelgi i wyzwiska, uczyłam się dla mamy, ubierałam dla mamy, co co mama powie, a

oczekiwania były coraz większe. Zachowuj się, jak ty się odzywasz, życie Cie nauczy moresu,

w żadnym innym domu takie zachowanie byłoby niedopuszczalne.Nigdy nie usyłaszam, że mama jest dumna ze mnie - wręcz przeciwnie,

"nic sobą nie reprezentujesz" słyszałam.

 

Mój ojciec tłumaczył mi, że mama była wychowywana w domu bez ojca i mam się po prostu tym nie przejmować.

Dla ojca byłam najukochańszą córeczką, z której był dumy i dawał mi wsparcie w każdej swerze mojego życia.

 

Relacje z Mamą były przewidywane - dwa dni ciszy i znów afera, bo np. nie umyłam naczyć w zlewie.

Awantura jakbym conajmniej przyszła do domu pijana, a nigdy nawet papierosa w ustach nie miałam.

 

W klasie matualnej miałam średnią 5,0 - chodzący ideał, bez przyjaciół i znajomych.

ostatecznie mama doszła do wniosku, że szkoła była po prostu bardzo słaba i mogłam pójść do lepszego liceum,

żeby mieć porządny zawód w przyszłości - farmaceuta, lekarz itp.

Dodam że jestem po politechnice, skończonej z wyróżnieniem.

 

Będąc nastolatką, zaczełam walczyć o swoje - zaczęłam pyskować i buntować się. Kończyło się szantażem, że

matka popełni samobójstwo, że będzie miała zawał, że ja zapłacze jeszcze nad jej grobem, że gdyby wiedziała, jaka będę

nigdy nie zdecydowałaby się na dziecko.

We mnie na przemian buzowała ogromna złość, a z drugiej strony bałam się o nią, że rzeczywiście

może sie mamie coś stać i zawsze wracałam, przepraszałam, przyjmowałam winę na siebie. Wylewałam hektolitry łez.

 

Wyprowadziłam się z domu idąc na studia, jednak ze względu na ojca, przyjeżdzałam do domu dość często.

Za każdym razem były awantury - kończyłam bardzo cieżkie studia - słyszałam, że inni po dwa kierunki studiują i dają rade,

że żałuje że mnie na studia wysłała, że mialam do zawodówki iść, że musi mi ciuchy prać i szykować słoiki, chociaż nigdy o to nie prosiłam.

Później były problemy, że po nocy siedze i się uczę, ze spać rodzinie nie daję. Oczywiście nie było mowy, żebym spotkała się ze znajomymi wieczorem na kawę, bo przecież wiadomo, że idę się "do chłopów". NIe mialam koleżanek, nie bawiłam się

jak większość moich rówieśników. Siedziałam w domu i uczyłam się. Kiedy to mamie wypominałam, to mi powiedziała

że nie mialam chłopaka, bo po prostu byłam nieaktracyjna. Słyszałam też, że jestem wielokrotnie nienormalna

i powinnam iść do psychologa, bo nie panuję nad złością.Tu w zasadzie miała rację.

Inaczej było z ojcem - błogi spokój, wielka radość ze spotkań, zrozumienie.

Ojciec mówił, żebym się nie przejmowała, bo matki nie zmienię - mówił, daj spokój, przejdzie jej.

Matka regularnie doprowadzała do konfliktów rodzinnych przez co miałam ograniczone kontakty z kuzynostwem,

dzisiaj w zasadzie te kontakty zamarły.

 

Jeszcze większy problem się pojawił, kiedy wraz z narzeczonym po studiach wyjechalismy za granicę na staż do dużej firmy (bardzo dobra praca). Wysłuchiwałam: "nie po to Cie Polska kształciła, żebyś to oddawała obcej ziemi", "tylko nieudacznicy wyjeżdżają bo sobie dobrej pracy w Polsce nie potrafią znaleźć", "inni potrafili prace w Polsce znaleźć" , "odbierasz mi możliwość bycia babcią - nie bede nawet z wnukiem się widziec" (póki co, o żadnej ciąży nie było nawet mowy). Narzeczony nie wytrzymał moich łez, ciągle chciałam jechać do mamy jakoś to wyjaśnić. Osiągnęłam bardzo dużo, jednak moja mama mnie nie doecniła że mówie biegle po angielsku, że mam świetną pracę z perspektywami, "wieszając psy" na moim narzeczonym który miał już stanowisko kierownicze po roku pracy. Skończyło się tym, że miesiąc przed ślubem się rozeszliśmy. Ojcu bardzo zależało na moim powrocie do domu, więc

złożyłam wymówienie w pracy i wróciłam do rodziców. Dla mnie to był ogromny cios - straciłam narzeczonego i pracę, ojciec nie komentował, mama obdzwaniała całą rodzinę i wyjasniała sytuację, bo przecież najważniejsze będzie co powie ciocia z drugiego końca kraju, niż moje rozbite życie.

Oczywiście słysłama komentarze "oni (teściowie) się poznali na tobie, że jesteś nienormalna" - takie to wsparcie otrzymałam w domu.

 

 

Ostatecznie znalazałm pracę w Polsce, 50km od rodzinnego miasta. Poznałam chłopaka z DDA. Założyliśmy rodzinę, mamy dziecko. Dopóki żył ojciec, utarczki z matką omawiałam z ojcem, kóry ocierał moje łzy. Ponieważ ojciec zmarł, a mama nie ogarniała

rzeczywistości, poświęciłam cały urlop macierzyński, aby pomóc jej uporządkowoać życie. Oczywiście awantury były w dalszym

ciągu, ja słyszłam że musiałam się wyprowadzić z rodzinnego miasta, że nie potrafię tak jak koleżanki w domu rodziców mieszkać i z mojego powodu musi dom sprzedawać, bo to ja go powinnam przejąć (pracuję 50km dalej). itp. Na moim mężu też nie pozostawia przysłowiowej "suchej nitki". Ponieważ sytuacja była nie do opanowania, mama musiała przeprowadzić się bliżej mnie, ale mieszkamy oddzielnie. Teoretycznie miała pomagać przy dziecku.Praktycznie

nie pomaga, bo jest schorowana, bo nie ma siły, bo dziecko jest niewychowane i będzie z nim spędzać czas jak zacznie się przyzwoicie zachowywać (ma 2,5 roku i bunt dwulatka). Oczywiście zachowanie dziecka to moja wina, bo będąc w ciąży wiele razy się z nią kłóciłam i dlatego dziecko jest nieznośne - taka to babcina teoria.

 

Najgorsze jest to, że ja słucham tych obelg, boli mnie serce, że mama absolutnie nic nie akceptuje w moim życiu, że jest biedną schorowaną wdową, kórzy wszyscy deptają psychicznie, a ja jestem taka niewdzięczna za to wszytsko co dostaje od niej, wsparcie

i ciepły obiad w sobotę, że nienawidzi rodziny zmarłego ojca, że chciałby umrzeć - i tak wygląda każde spotkanie.

Ja wracam do domu do męża zapłakana, roztrześiona i zmęczona jakbym tonę węgla przeniosła.

 

Matka obraża się, bo użyję słowa, kótry wg mniej jest "kloaką jezykową", bo się zachowam nie tak jak trzeba, bo jestem wyrodną

matką bo chociaż jedną sobotę w miesiącu chciałbym mieć dla siebie - pójść do fryzjera i zwyczajnie odpocząć jak każda młoda, pracująca matka. Dowiedziałam sie też, że nigdy nie powinnam mieć dzieci. Nie mam koleżanek, bo nikt mnie

nie akceptuje, bo nikt by mnie nie zniósł na dłuższą metę i ona (mama) powie mojemu mężowi jaka ja jestem naprawdę -

rozbije mi małżeństwo, tak jak to ja rozbijałam jej "knując" z ojcem przez całe życie. Oczywiście zarabiam za mało

i ona nie wie po co mnie kształciła, jednka powinnam pójśc do zawodówki bo tyle lat nauki poszło na marne

i ona w moim wieku miała juz stanowisko kierownicze (PRL)! (a jest tylko po liceum bo jej , tak jak mnie nikt nie dał szansy na studia).

 

Rozumiem, że dla osoby z zewnątrz to jest żenująco-śmieszne, ale dla mnie to jest krwawe cierpienie,

mama wyprowadza mnie z równowagi każdym małym uszczypnięciem, a ja nie potrafię się uspokoić

i po prostu tego zignorować. Od razu, na każdą chamską zaczepkę, narasta we mnie wielka złość.

To już nie chodzi o pojednyczą sytuacje, ale o całokształt 30paru lat.

 

Wielkokrotnie mówiłam Mamie, że boli mnie jak źle mnie traktuje i to co ze mną robi, to przemoc

psychiczna - w odpowiedzi słyszałam wielokrotnie "prawda w oczy kole", "nie chcesz tego słuchać, bo wiesz że to prawda" itp. kolejne obelgi.

 

Obecnie widujemy się raz w tygodniu. 90% spotkań kończy się jw. Przed rodziną , znajomymi mama traktuje mnie

jak dziewczynkę, którą nalezy strofowować za każde słowa i poprawiać kokardy. Mąż, kóry jako

DDA poradził sobie z toksyczną sytuacją w domu rodziców, dał mi ultimatum - albo zrobię porządek z sytuacją

z matką, albo się rozchodzimy i zabiera mi dziecko. Sąd w takiej sytuacji da większe prawa jemu , jako ojcu.

 

Najgorsze jednak słowa, które od niej usłyszałam w dniu 1 stycznia tego roku, to "żałuje że nie urodziłam drugiego dziecka.

wtedy bym ciebie nie znała". Serce mi wówczas pękło, a każdy wyjazd z dzieckiem do matki jest dla mnie stresem.

Cieszę się, że mam jeszcze mamę i mam do kogo pojechać na ciepły obiad, ale z drugiej strony jestem straszliwie

zmęczona ciągłą walką o swoje status quo.

 

Moja matka nie specjalnie chce się zajmować moim dzieckiem (chodzi o kilka godzin w sobotę), bo przecież jest schorowana starszą panią i matka musi sobie sama wychować. Nie mamy już innym dziadków, rodzice męża nie żyją. Oboje jesteśmy jednynakami.

Chodzimi do pracy, mąż na dwa etaty i jestem cały czas sama z dzieckiem, a moja mama, zamiast okazywac mi pomoc

jedynie podcina mi skrzydła, że nie umiem wychować dziecka. W mimioną sobotę powiedziała do mojej córki cytuję "nie lubię Cię",

tylko dlatego że rzuciła ciastkiem (ma 2,5roku). Dziecko jest małe i tego nie rozumie....do czasu.

 

Mam świadomość, że moja mama jest toksyczna, ale po pierwsze - ja mam obsesję, że po awanturze

jej się coś może stać, nie daj Boże, wylew albo zawał. Czuję się za każdym razem winna, chcęc przepraszać

Niby się ok, pogodzimy się , ale dwa dni później mama jest obrażona a ja biorę na siebe całą winę.

Bardzo się o nią boję i z całych swoich sił dążę do zgody i pokoju, kóry i tak za kolejny tydzień

zostanie po raz kolejny rozchwiany bo znowu zrobię coś nie tak.

Druga kwestia, to chcę, żeby dziecko miało chociaż jedną babcię bo widzę jej wielką radość na te spotkania.

 

Nie chcę starcić mamy, bardzo ją kocham, nie chce tracić z nią kontakt i wiem, że jej nie zmienię

jeśli przez ponad 30lat nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale proszę o pomoc, o wsparcie - w jaki sposób

mam reagowac, zeby nie przeżywać tych obelg które odbierają mi radość i siły życia

a z drugiej strony móc się cieszyć, że jeszcze mam do kogo pojechać na sobotni obiad.

 

Bardzo kocham moją Mamę, mimo wszytsko i chciałbym umieć jeszcze Jej to okazać.

 

Dziękuję za pomoc i zrozumienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Druga kwestia, to chcę, żeby dziecko miało chociaż jedną babcię bo widzę jej wielką radość na te spotkania....

Czyli chcesz, by mamusia zafundowała dzieciakowi to samo, co Tobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do NN4V - nie zafunduje, bo widują się w sobotę 2-3h w moim towarzystwie. Więcej czasu z nią nie spędza, bo babcia nie chce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie chcę starcić mamy, bardzo ją kocham, nie chce tracić z nią kontakt i wiem, że jej nie zmienię
Wiec będzie jak do tej pory. Ona będzie niszczyła Ci życie, a Ty bedziesz się wkurzac, złoscic, zamartwiac i.... dalej jej na to pozwalac. Chodzisz na terapie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Eh... Ja nie mam toksycznych rodziców, ale mam w rodzinie osobę, która od czasu do czasu stosuje podobny szantaż emocjonalny, co Twoja matka (coś w stylu "Ja o was dbam, a mną się nikt nie przejmuje"). Gdy byłam dzieckiem też parę razy usłyszałam od tej osoby, że jestem niewychowana, bo coś zrobiłam, np. za głośno się zachowywałam. Ale nigdy w takiej skali.

 

Mam świadomość, że moja mama jest toksyczna, ale po pierwsze - ja mam obsesję, że po awanturze

jej się coś może stać, nie daj Boże, wylew albo zawał. Czuję się za każdym razem winna, chcęc przepraszać

Niby się ok, pogodzimy się , ale dwa dni później mama jest obrażona a ja biorę na siebe całą winę.

Bardzo się o nią boję i z całych swoich sił dążę do zgody i pokoju, kóry i tak za kolejny tydzień

zostanie po raz kolejny rozchwiany bo znowu zrobię coś nie tak.

Nawet gdyby się jej coś stało, to nie Twoja wina. Może to brzmi brutalnie, ale nie możesz odpowiadać za to, co się z nią stanie. Jest dorosłą osobą, więc powinna umieć zadbać o siebie. A Ty masz swoje życie, swoją rodzinę. Jesteś dorosła, nie możesz pozwolić, żeby wciąż niszczyła Ci życie. Tak będzie dopóki umrze, a nawet po jej śmierci. Bo zaszczepiła w Tobie takie poczucie winy, że nawet gdyby samolot spadł na jej dom i to byłaby przyczyna śmierci, to i tak będziesz się obwiniać, że to Twoja wina.

 

Mąż, kóry jako

DDA poradził sobie z toksyczną sytuacją w domu rodziców, dał mi ultimatum - albo zrobię porządek z sytuacją

z matką, albo się rozchodzimy i zabiera mi dziecko. Sąd w takiej sytuacji da większe prawa jemu , jako ojcu.

I słuchaj męża, bo on wie jak to jest mieć toksyczną rodzinę i w dodatku to przepracował. Z nim masz szanse być szczęśliwa, ze swoją matką nie.

 

W mimioną sobotę powiedziała do mojej córki cytuję "nie lubię Cię",

tylko dlatego że rzuciła ciastkiem (ma 2,5roku). Dziecko jest małe i tego nie rozumie....do czasu.

Myślisz, że nie rozumie? Może nie, ale odczuwa wrogość babci. To dziecko, które jest małe i pewnych rzeczy nie rozumie, może powiedzieć do kogoś "nie lubię cię", ale nie babcia do dziecka. Ona przelewa niechęć, którą żywi do Ciebie na Twoją córkę. Uważam, że lepiej by było, żeby mała nie miała babci, niż żeby miała doświadczać tego, co Ty, nawet w 10%.

 

Nie chcę starcić mamy, bardzo ją kocham, nie chce tracić z nią kontakt i wiem, że jej nie zmienię

jeśli przez ponad 30lat nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale proszę o pomoc, o wsparcie - w jaki sposób

mam reagowac, zeby nie przeżywać tych obelg które odbierają mi radość i siły życia

a z drugiej strony móc się cieszyć, że jeszcze mam do kogo pojechać na sobotni obiad.

Może jakaś terapia? Musisz zacząć układać swoją relację z matką tak, żebyś nie zgadzała się na szarganie swojej godności. Nie przepraszaj jej. Kiedy zacznie Cię oskarżać spokojnie wyjaśnij, dlaczego nie zamierzasz tego robić. Jeśli zacznie Cię obrażać, powiedz, że sobie nie życzysz takiego traktowania i nie będziesz z nią w ten sposób rozmawiać. Jeśli będzie się nad sobą użalać, nie zwracaj uwagi. Jeśli zapyta czy Cię jej los nie obchodzi, powiedz, że owszem, ale uważasz, że przesadza, a jeśli się źle czuje, powinna iść do lekarza.

Chociaż uważam, że bez terapii się nie obędzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za odpowiedzi. Najgorsze jest to, że moja matka cały czas odbija piłeczke na pytanie "dlaczego mnie tak traktujesz", odpowiada "bo ty jesteś dla mnie niedobra" , albo "nie mów do mnie tak" - mówie do Ciebie tak jak na to zasługujesz. I co ja mam wtedy robić? Mój mąż mówi, że powinnam wyjśc i przynajmniej miesiąc się nie pokazać. Byłam u psychologa. Zwalił winę na ojca, że tolerował takie zagrywki matki i miał mnie od niej odłączyć jak byłam mała. Ponieważ tego nie zrobił - został uznany za współodpowiedzialnego nieszczęścia.

 

Wiem, że najlepiej nie wdawać się z matką w pyskówki, ale nie potrafię tak po prostu przemilczeć jak ktoś mną "szmaci" - mówiąc kolokwialnie i niepotrzebnie rozpętuję burzę. Matka mnie obraża, a ja mam co ? Udawać że mi komplementy prawi ? Pomóżcie proszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

anaid, Twój mąż ma rację. Jeżeli matka po tym, jak mówisz jej, że nie chcesz, żeby tak do Ciebie mówiła, odpowiada, że na to zasługujesz, powinnaś powiedzieć jej, że nie będziesz z nią tak rozmawiać i najlepiej na jakiś czas nie kontaktować się z nią. Ale na spokojnie, tak żeby widziała, że to nie jest foch, jakaś fanaberia pod wpływem emocji, tylko mocne postawienie sprawy, że nie dasz się dłużej tak traktować.

 

Co do psychologa, to mógł mieć trochę racji. Z Twojego opisu wynika, że Twój ojciec był dobrym człowiekiem, kochającym ojcem, ale bagatelizował trochę zachowania Twojej matki. Być może na niego nie wpływały one tak destrukcyjnie jak na Ciebie i przez to uznał, że i na Ciebie one tak nie wpływały. Może myślał, że lepiej sobie z tym wszystkim radzisz, niż było w rzeczywistości.

 

Nie reaguj na zaczepki. To dobrze, że potrafisz jeszcze zareagować na to, że matka Cię źle traktuje. Ale gdy wdajesz się w kłótnię, ona potem zwala wszystko na Ciebie. Lepiej powiedzieć, że nie życzysz sobie takiego traktowania i nie kontaktować się z nią przez pewien czas. Myślę, że mąż Ci dobrze podpowiada - wyjść, nie dzwonić, nie przyjeżdżać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję, chętnie odcięłabym się od mamy przynajmniej na miesiąc, ale problem w tym, że czuję się za nią odpowiedzialna, boję się, że jej się coś stanie, cały czas mówi jak bardzo jest schorowana .... podobno przeze mnie. Kiedyś mi powiedziała, że ja tylko czekam na jej śmierć. Tu własnie jest mój problem, że nie potrafię się na nią obrazić i dać sobie spokój - jestem uzalezniona, boję się, że tydzień bez kontaktu skończy się jakąś tragedią. Nie chcę się od niej odcinać, próbuję znaleźć sposób jak ucinać chamskie zaczepki, które mnie niszczą w każdą sobotę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Właśnie to musisz przestać robić - czuć się odpowiedzialna za nią. Ona jest dorosła, może sobie poradzić bez Ciebie. Z resztą zapewne wyolbrzymia to, że się źle czuje, żeby Cię szantażować i zachować nad Tobą kontrolę. Nie możesz odpowiadać za to, co się może stać. Zawał może spotkać każdego w każdej chwili.

Wybacz bezpośredniość, ale gdyby moja matka tak do mnie mówiła, to na takie teksty już dawno odpowiedziałabym, że sama jest sobie winna, bo mogła mnie nie rodzić, oddać do adopcji itp. Bo nie wiem jak można traktować tak własne dziecko, które w dodatku jest porządnym człowiekiem i w niczym nie zawiniło.

Niestety, ale musisz zaakceptować, że Twoja matka nie jest dobrą matką i niszczy Ci życie. Wielu ludzi odcięłoby się od takiej osoby na całe życie. Możesz próbować układać sobie z nią relację tak, żeby nie wpływała na Ciebie destrukcyjnie. Żeby to zrobić niestety, ale musisz ograniczyć z nią kontakty. Z resztą sama to wyczuwasz, bo masz dość tego co robi, co mówi. Tylko, że ona okręciła sobie Ciebie wokół palca wywołując w Tobie poczucie winy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dziękuję, chętnie odcięłabym się od mamy przynajmniej na miesiąc, ale problem w tym, że czuję się za nią odpowiedzialna, boję się, że jej się coś stanie, cały czas mówi jak bardzo jest schorowana
Nowa jednostka chorobowa :arrow: smiertelny foch matki, zabija w ciągu miesiąca ;)

Przeciez nawet jezeli postawisz mamie warunki, to bedzie jej wybór, czy woli się nie kontaktowac z Tobą, czy zacząć traktować Cie kulturalnie. Dlaczego Ty czujesz się za ten i inne jej wybory odpowiedzialna :bezradny:

Na serio to powinnas jak najszybciej isc na terapie, bo widać ze za bardzo się zapetliłąs w tym toksycznym związku z matką. Na poziomie emocjonalnym odczuwasz wizje braku matki jako cos nie do przezycia, a przeciez w rzeczywistości tak jest tylko w czasie bycia niemowlęciem. Teraz jesteś dorosła i samodzielna , bez matki nie grozi Ci żadne niebezpieczeństwo, jest wrecz przeciwnie - ona Ci szkodzi i zagraża. Na terapii powinnas to sobie uświadomić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze, że zdałaś soboe sprawę z tego, że ona jest toksyczna. Szkoda, że nie umiesz jej postawić granic: żeby się do Ciebie w ten sposób nie odzywała, nie obrażała Cię...

Twoje dziecko jest małe ale jak się naogląda tego to potem będzie albo Cię traktować tak samo albo bedzie czuło się zdeptane tak samo jak Ty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Twoje dziecko jest małe ale jak się naogląda tego to potem będzie albo Cię traktować tak samo albo bedzie czuło się zdeptane tak samo jak Ty.

Właśnie. Jak nie dla siebie, to dla swojego dziecka powinnaś zmienić swoje relacje z matką. Przede wszystkim idź na terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dziękuję, chętnie odcięłabym się od mamy przynajmniej na miesiąc, ale problem w tym, że czuję się za nią odpowiedzialna, boję się, że jej się coś stanie, cały czas mówi jak bardzo jest schorowana .... podobno przeze mnie. Kiedyś mi powiedziała, że ja tylko czekam na jej śmierć. Tu własnie jest mój problem, że nie potrafię się na nią obrazić i dać sobie spokój - jestem uzalezniona, boję się, że tydzień bez kontaktu skończy się jakąś tragedią. Nie chcę się od niej odcinać, próbuję znaleźć sposób jak ucinać chamskie zaczepki, które mnie niszczą w każdą sobotę.

To jest dobrze znany mechanizm emocjonalnego uwikłania. Moim zdaniem powinnaś spróbować terapii dla siebie. Niestety wiązałoby się to z koniecznością izolacji (przynajmniej tymczasowej - do skutku) od szantażysty. Długoterminowo (licząc w latach) istnieje możliwość uregulowania stosunków, ale wymagaloby to od Ciebie stanowczości i konsekwencji w wyznaczaniu nieprzekraczalnych granic. Teraz jesteś niewolnicą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podejdę do tego tak: jeżeli obcy człowiek Ciebie traktował jak "matka" co byś zrobiła? Pewnie nie utrzymywała z nią kontaktu.

 

Powiem Ci coś, z czego możesz nie zdawać sobie sprawy- matka też jest człowiekiem takim jak każdy inny, i masz pełne prawo tak jak z milionami innych osób nie utrzymywać z nią kontaktu. Dlaczego zdając sobie sprawę z tego, jak Ciebie całe życie traktowała nie odcinasz się od niej? Martwisz się, bo "ona sobie nie poradzi", "bo ona się obrazi" zaniedbując swoją rodzinę.

Sama swoim zachowaniem zapracowała sobie na to, aby od niej odejść.

 

Musisz zdecydować- albo Ty, twoja rodzina albo "matka".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wszytskim za odpowiedzi. Wypróbuję metodę ze śmieszną wizualizacją,

chociaż ciężko "udawać, że pada gdy ktoś na Ciebie pluje". Moim problem

jest fakt, że daję się sprowokować. Jak miałam 15 lat moja matka zaczęła

prowadzić pamiętnik moich "występków" z informacją, że mi go zostawi

na pamiątke po śmierci jaka byłam dla niej niedobra, jak ich "olałam" po studiach

i opuściłam, bo wyjechałam za granicę zamiast z nimi zamieszkać i wić szczęśliwe gniazdko

z mężem, którego mi wybrali.

 

Ojciec się nie odzywał, machnął ręką i tyle go widzieli przy każdej sytuacji nerwowej.

Jak ojciec zmarł, matka próbowała mi wmówic, że rak płuc u ojca to była też moja

wina, bo on tak bardzo przeżywał jak byłam za granicą.

Matka choruje na jaskrę, też z powodu mnie, to jaska to "krzyk duszy" - ona miała

menopauzę a ja jako dziecko fundowałam jej bunt nasotlatka i wychodziło co wychodziło.

Z tych wszytskich histEryjek to można książkę napisać, ale nie o to chodzi.

 

Moim największym problem jest to że daję się sprowokować, wdaję się w pyskówki

a na drugi dzień mam straszne wyrzuty sumienia, że wykańczam starą, schorowaną matkę.

Moja mama nie naciska, zebym miała drugie dziecko, bo uważa że jestem fatalną matką

a do mojej córki mówi "współczuje Ci takich rodziców". Na prośbę nie mów tak do niej

- matka mówi, "niech wie jaka jest prawda".

 

Czemu się od matki nie odseperuję ? Boję się, że coś jej sie stanie i będę miała wyrzuty sumienia, że to z mojego powodu.

 

Zdaję sobię sprawę, że muszę znaleźć jakiś złoty środek, żeby

nie przejmować się , na początek spróbuję techniki wizualizacji klauna, indyka, czegoś radosnego.

Jeśli są jeszcze sprawdzone metody, to chętnie przecztam.

Bardzo dziękuję wszytskim za pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anaid, Twoim problemem wcale nie jest to, że dajesz się sprowokować. Twoim problemem IMHO jest to, że matka nadal pozostaje najważniejszą osobą w twoim życiu, punktem odniesienia i kimś, komu podporządkowujesz swoje działania. Wydajesz się z nią być po prostu zrośnięta i bez separacji w tej czy innej formie nic na lepsze nie zmienisz.

Napisałaś, że dla osobie z zewnątrz Twoja relacja z matką może się wydawać żenująco - śmieszna. Mnie, osobie z zewnątrz jawi się ona jako przerażająca, niszcząca i koszmarna. Jesteś mimo metrykalnej dorosłości jak mała dziewczynka, dla której mama jest najwyższym autorytetem, która bez mamy zginie marnie i która za cel życia ma otrzymanie od mamy akceptacji. Jak mała dziewczynka słyszysz coś od mamy i ...wierzysz w bzdury w rodzaju, że jaskra to krzyk duszy - toż to absurd jest.

Jedyna sprawdzoną metodą zmiany takich relacji jak Twoja z matka jest postawienie granic, separacja. Ani jedno ani drugie nie wydaje Ci się możliwe. I ile by tu nie pisać, że jak najbardziej jest możliwe oraz daje dobre skutki i tak zbyt się na obecnym etapie boisz swoich wyrzutów sumienia. Możliwe, ze pojawi się w Twoim życiu coś, czego będziesz się bała bardziej niż tych wyrzutów sumienia i wtedy coś zmienisz. Ale może jednak warto sięgnąć po pomoc fachowca - terapeuty zanim dojdzie do takich radykalnych zdarzeń?

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli nie zmienisz swojej relacji z matką w sposób znaczący/radykalny to sama będziesz toksyczną matką, nie wykluczone ze rozwiedzioną? Już zaczyna to być widać. Że bez względu na to, jak Twoja matka będzie się zachowywała i tak będziesz jej dowoziła wnuczkę zgodnie z rozkazem. Ze strachu przed własnymi wyrzutami sumienia. Którym to wyrzutom sumienia podporządkowujesz od lat swoje życie. Oraz próbujesz podporządkować matce także życie męża i dziecka.

Twoja matka nie naciska , żebyś miała drugie dziecko. A jakby naciskała to co, natychmiast byś wzmogła starania o powiększenie rodziny żeby była zadowolona?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zdaję sobię sprawę, że muszę znaleźć jakiś złoty środek, żeby

nie przejmować się , na początek spróbuję techniki wizualizacji klauna, indyka, czegoś radosnego

Tu nie ma złotego srodka, jedynym rowiazaniem jest terapia, o której już tu wielokrotnie pisano, a co Ty kwitujesz milczeniem /?/. Imo próbujesz robic to samo, co wiele osób na tym forum - oczekujesz, ze możesz zmienić swoje położenie, nie zmienajac za bardzo ani siebie, ani swoich zachowań. Niestety żeby wyjac, trzeba włożyc. Im mniej zdecydowanych i konsekwentnych działań podejmiesz, tym szanse na sukces mniejsze. Na razie próbujesz leczyc gangrene plasterkiem. Ale cóz, tworzenie iluzji tez może być coś warte :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem :) dopiero dzisiaj sprawdziłam, czy wątek jeszcze jest aktualizowany.

Wczoraj byłam u mamy i metoda "klauna" i wizualizacji sprawdziła się rewelacyjnie.

Dziękuję.

Dodam, że mama była ciężko zdziwiona moim odmiennym zachowaniem.

Natomiast pojawił sie kolejny problem - moja mama siedzi i płacze, myślę że ma depresję.

Wszyscy się od niej odsunęli, rodzina do niej nie dzwoni, rodzina ojca jej nie zaprasza.

Siedzi i płacze. Twierdzi, że była u psychologa. Myślę, ze zmieszał ją , za przeproszeniem

z błotem, ponieważ powiedziała że więcej do niego nie pójdzie.

Oczywiście wymyśliła nowy problem - dziecko (2,5 roku) nie zna Ojcze Nasz :)

Mnie jest ogólnie lepiej na duszy, aczkolwiek po wyśmianiu jej kilka razy, jak jechałam

do domu miałam w okolicach mostka uczucie ścisku / kamienia - czy to już nerwica??

Mama nie chce się leczyć z depresji, my nie spełniamy jej oczekiwań, chce umrzeć i iśc do ojca.

Taki to poziom abstrakcji i jakby cały problem teraz skupia się już nie na mnie, a na niej.

Dziękuję wszytskim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Metoda się sprawdziła? A jak sądzisz, czemu się "pojawił kolejny problem"? Jest po prostu reakcją na Twoje inne zachowanie. Kolejną bronią z matki arsenału. Metoda się o tyle sprawdziła, ze matka poczuła zagrożenie dla status quo, a Ty jak byłaś bezbronna wobec niej tak zostałaś.

Uczucie ściskania to reakcja stres związany z odwiedzinami i takim a nie innym ich przebiegiem. Klasyka gatunku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wymyśliła kolejny problem, ponieważ sądzi, że zmienisz swoje postępowanie. Ja mam podobnie. Też mam toksyczną matkę. Ojciec to nie uczestniczył w moim wychowaniu.

Toksyczne matki tak mają wymyślają takie problemy usiłując zmiękczyć osobę słabą psychicznie. Moja to mi z kolei czasem potrafi gadać, żebym sobie chłopaka znalazła. Nie obchodzi jej to, że mam złe doświadczenia w kontaktach z facetami. Idź na terapię.

Powiem Ci coś takiego. Jeżeli bym miała dziecko to nie chciałabym by przechodziło przez to samo bagno w którym ja byłam 25 lat.

Trzeba przerwać ten chory łańcuch.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czemu się od matki nie odseperuję ? Boję się, że coś jej sie stanie i będę miała wyrzuty sumienia, że to z mojego powodu.

 

Jeżeli ma się coś stać to nie będzie Twoja wina.

Jeszcze raz powtórzę: Matka jest człowiekiem jak każda inna osoba, obcą osobę, która by Ciebie traktowała jak śmiecia już dawno odprawiłabyś z kwitkiem, więc skąd ten strach o matkę?

I nie, nie pisz "bo Ty nie rozumiesz"- tak się składa, że rozumiem. Rozumiem jaki to problem wybierać między sobą, a "matką", ale co będzie jak ona umrze? Będziesz rozpaczać, bo "co ja mogłam zrobić by mamusia nie umarła"- na zaś odpowiem: NIC!

Zauważ, że nie masz tak naprawdę swojego życia- gdzie coś dla siebie? Basen, kino- kiedy byłaś z mężem i dzieckiem gdziekolwiek?

Tobie to jest potrzebna solidna terapia DDA/DDD, bo z tego co widzę nie masz w sobie siły, by móc przeciąć więzi między Tobą, a "matką".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za wszelkie mądre słowa. Mąż to odrębna bajka, jest przemęczony pracą na dwa etaty i dużo mu uchodzi na sucho z przemęczenia. Najciężej mi poradzić sobie z matką, poza tym jestem bardzo słabego charakteru i dopiero się uczę asertywności. Mamusia mnie nauczyła, że trzeba być zawsze grzecznym i nikomu nie odmawiać. Np. w pracy dać się wkorzystać do najgorszej roboty poza godzinami pracy za friko. Macie rację, takie relacje rzutują na całe życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

anaid, powiedz matce ze 2.5 letnie dziecko moze jeszcze dobrze nie mowic bo mowa sie kształtuje do 7 r zycia. I ze sie nauczy. A co do płaczu to okaz troske, poklep, przytul ale badz stanowcza. Przeciez Twoja matka nie umiera...pytanie czy ta depresja jest rzeczywista czy wydumana. A mama nie ma jakiegos hobby np szydełkowania? Doczytałam ze ma jaskre, to szydełkowanie odpada, ale w wielu miastach w Pl jest za darmo operacja jaskry, moja znajoma z pracy lat 60 miała taka i duza poprawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×