Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
BoTakiJuz

Desperacja?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

Szukałam w internecie informacji o radzeniu sobie ze zbyt dużymi nerwami i tak od artykułu do artykułu trafiłam na to forum. Mam 28 lat, dziecko i drugiego męża. Patrząc na mnie z boku wydawać by się mogło, że życie mi się ułożyło, ale ja nie odbieram tego w ten sposób. W skrócie od początku.

 

W moim rodzinnym domu od zawsze pamiętam kłótnie, policję i karetki. Ojciec pracocholik/choleryk, matka z problemem alkoholowym.

Wyszłam za mąż w wieku 17 lat (ciąża + uległość presji najbliższego otoczenia, że tak WYPADA). Od momentu ślubu, przez wzgląd na jego zawód, praktycznie co rok zmienialiśmy miasto jako miejsce zamieszkania, zero stabilizacji w żadnym aspekcie. Pierwszy mąż okazał się bardzo niepoważnym człowiekiem (alkohol, hazard, zdrady, przemoc) i po 7 latach odważyłam się na rozwód. Żeby nie było, zanim złożyłam pozew, robiłam co mogłam, żeby pomóc mu wyjść z uzależnień, ale zauważyłam że nie dam rady, że traci na tym moje dziecko i ja sama i powiedziałam dość.

 

Przez półtora roku w swej rodzinnej miejscowości mieszkałam wraz z córką. Żadnych facetów. (chyba najlepszy okres w moim życiu, jak tak teraz wspominam) po czym

 

związałam się z drugim mężczyzną, który nawet z nami (ze mną i moją córką) pomieszkiwał. Po mniej więcej roku związku uznałam, że chcę to zakończyć (sprawił, że pozwoliłam mu sobą manipulować, był wiecznie nieszczęśliwy, szantażował mnie emocjonalnie), On jednak bardzo tego nie chciał i któregoś dnia pod moją nieobecność wszedł do mieszkania i wbił sobie nóż prosto w serce, znalazłam go sinego na fotelu.

 

Po tym fakcie postanowiłam się wyprowadzić (z córką rzecz jasna) do miejscowości oddalonej od rodzinnych stron o 560km. Tu wyszłam za mąż drugi raz. I co? I nie wytrzymuję. W tym mieście mieszkamy już półtora roku, a ja w ogóle nie potrafię się tu odnaleźć.

 

Obecny mąż bardzo długo złościł się o to, że chce iść do pracy, dopiero niedawno po którejś z kolei kłótni przestał stawiać opór, choć nie jest zadowolony. Nie mam tu prawie żadnych znajomych, nie mówiąc już o bliskich znajomych - bo tych nie mam wcale. Czuję się samotna, zrezygnowana, nadmiernie się złoszczę. Nie potrafię sobie wręcz czasami radzić ze swoją złością i jeśli nie pobiegam, nie pojeżdżę rowerem itp itd, to aż trzęsie mnie od środka z byle powodu. Każda drobnostka mnie dobija. Trace chęci do życia, a gdy je trace to denerwuję się jeszcze bardziej, bo czuję że powinno mi się chcieć - przecież mam mądrą córkę, a świat taki już jest, że czasami wydarzy się cos ponad normę i inni jakoś sobie z tym radzą. Często wracam do przeszłości, nie potrafię się pogodzić z tymi wszystkimi porażkami, budzę się w środku nocy bo mam koszmary z tym wszystkim związane. Nie mam się komu wyżalić, obecny mąż twierdzi, że przesadzam, więc zamknęłam się na niego totalnie i nie mówię mu o żadnej negatywnej emocji która się we mnie rodzi, za to dużo krzycze i przeklinam - nawet przy nim.

 

Dużo by pisać, ale w wielkim skrócie nakreśliłam - co mnie tu sprowadziło - DESPERACJA - bo w realnym życiu zamknęłam się na ludzi strasznie i tracę wszystkich. Dzięki za uwagę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że Twój "problem z nerwami" nie jest wyimaginowany, poza tym może tu nie chodzić o to, tylko o facetów, z którymi się wiążesz. Z tego co piszesz wynika, że przez cały czas historia dotycząca Twoich życiowych partnerów lubi się powtarzać. Inwestujesz w nieodpowiednie związki i to jest właśnie problem.

Czy partnerów znajdowałaś z miłości, czy miałaś może do tego bardziej pragmatyczne podejście, czyli chciałaś poprawić jakość bytu swojej córki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za poświęcony na lekturę i odpowiedź czas. Szczerze mówiąc drugi związek narodził się z uczucia, ale nie potrafię nazwać tego miłością, ponieważ mój pierwszy mąż pokazał mi że coś takiego w stosunku do mężczyzny może się tylko wydawać. Drugi związek czyli ten który po moim "nie" miał tragiczny finał - samobójstwo narodził sie więc z mojego uczucia i chyba Jego miłości. Jeśli chodzić o trzeci związek, czyli ten obecny, o moje drugie małżeństwo - obawiam się, że sprawa wyglądała tak, że to On znalazł mnie, a nie ja jego. Na początku znajomości, w przeciwieństwie do poprzedniego związku - wogóle nie myślałam ze to się jakoś mocniej rozwinie. Byłam dopiero co po rozstaniu i nie w głowie mi było bóg wie co. Potem było samobójstwo, a później wyjazd mój i córki. Nie podołałam jako człowiek. Zdaje sobie z tego sprawę i wogóle nie mogę się z tym pogodzić. Jestem tchórzem. Wydawało mi się że jak wyjadę to "jakoś będzie" a teraz widzę ze wcale tak to nie działa.

To straszne ale tak bardzo zamknęłam się w sobie, że nawet tu, kryjąc się pod pseudonimem, ciężko mi kliknąć "wyślij wiadomość ".

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak Twoja córka reaguje na całą sytuację? Ile czasu trwa Twoje obecne małżeństwo? Dlaczego mąż chce Ciebie ograniczyć?

Nie dziwię się Twoim emocjom, w takiej sytuacji masz prawo być sfrustrowana/ osaczona... zwał jak zwał, ważne aby coś zmienić, dlatego musisz podać więcej szczegółów dotyczących Twojego obecnego stanu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje obecne małżeństwo trwa niecały rok, jeśli chodzi o relacje córki z mężem - są pozytywne, ale czuję że moje nerwy wszystko psują, bo zamiast budować we trójkę fajną relacje, ja się od tego odseparowuje. Córka zatem powoli zaczyna widzieć ze coś jest nie tak. Jestem takim "sadzeniakiem" właśnie przez zaborczość męża. Ogranicza mnie bo twierdzi że jestem bardzo atrakcyjna oraz ze mam nieprzeciętne podejście do życia i to jest mieszanka wybuchowa, która sprawia że WSZYSCY tylko czyhają żeby mnie bliżej poznać. Nie daje mu powodów do zazdrości, zrezygnowałam z dekoltòw, staram się nie podejmować głębszych rozmów z innymi ludźmi, żeby go utwierdzic w przekonaniu że jest dla mnie bardzo ważny, ale już mi się powoli odechciewa. Widzę że popełniam błąd zateacajac siebie ale nie wiem jak się z tego delikatnie wyplątać, bo każda próba zmiany zasad to kłótnia. Bo jeśli widzę opór choć nie chce zrobić nic złego, tylko żyć jak wolny ale w związku człowiek, cieszący się życiem - wściekam się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Widzę że popełniam błąd zateacajac

 

Popełniłaś błąd ale dlatego, że przystawałaś na jego urojenia i tańczyłaś tak jak on zagrał. Teraz trudno jest to odkręcić, skoro przyzwyczaiłaś go do pewnych rzeczy. Łatwiej jest nie dopuścić do niektórych sytuacji niż później je naprawiać.

 

Skoro córka ma z nim dobre relacje to może nie jest taki zły ale na pewno przydałaby się wam poważna rozmowa i stanowczość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi się zdaje, że obojgu psychoterapia by się przydała. Sami nie dadzą rady porozmawiać. Unikanie konfrontacji na początku problemu utrwala schematy, z których wyplątać się jest cholernie trudno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki serdeczne za odpowiedzi, dawno mnie tu nie było, bo życie codzienne plus moja chora psychika zajmują dużo czasu.

Macie rację, sami sobie możemy nie poradzić ze zmianą podejścia. Ja nadal walczę On nadal nie daje za wygraną... potrafimy tylko drzeć się na siebie gdy przyjdzie do poważnych rozmów. I cóż? Staram się robić to co sprawia mi radość, a On... żeby się nie kłócić, odcina się od tego i... zostają mi samotne spacery, przejażdżki rowerowe, wyjścia na basen i tego typu wypady.

Evia On nie jest zły , nigdzie tak nie napisałam ,po prostu chyba po dłuższym czasie przebywania pod jednym dachem okazało się że jesteśmy jednak bardzo różni... nie wiem czy nie za bardzo. Chciałabym z nim móc rozmawiać o tym co mnie boli, nie musi mi przytakiwać, niech po prostu słucha, bo to jest według mnie przerażające, że obcy ludzie (jak Wy) wiedzą w tej chwili więcej niż mój własny mąż... wiedzą co mam w głowie.

NN4V - On się nigdy nie zgodzi na żadną psychoterapię. Uważa, że wszytkie problemy psychiczne to wymysł i porównuje je do dyslesji i ufo. Jest bardzo konserwatywny w swych poglądach i to wyszło dopiero po naszym ślubie .

I co najgorsze, ciągle pałęta się w mojej głowie przeszłość, były mąż który chciał zabić mnie i były partner który zabił siebie. Moje dziecko na tym cierpi najbardziej. Kiedyś nie byłam tak odcięta od świata, korzystałam z życia, byłam szczęśliwa a moje dziecko tylko z tego korzystało .

Jeszcze raz dzięki za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

BoTakiJuz, idz do pracy i tyle, w zwiazku nie jestes ubezwlasnowolniona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×