Skocz do zawartości
Nerwica.com

Strach przed psychiatrą/lekami/terapią


Gość blah!

Rekomendowane odpowiedzi

Wiem, że mój temat można by wrzucić do np. wątków o Początkach psychoterapii, Lekach lub jeszcze innych, niemniej jednak odczuwam intensywną potrzebę aby wrzucić moje przemyślenia w jedno miejsce, a ten dział wydaje mi się najodpowiedniejszy. Poza tym, może akurat znajdzie sie osoba, która ma/miała podobne obawy do mnie (a wybaczcie ale już mi się dwoi i troi przed oczami od czytania postów w innych tematach w poszukiwaniu informacji a forum niebawem zacznie śnić mi się po nocach).

 

Powoli zaczyna do mnie docierać, że mam problem (nie wiem jaki i pomimo intensywnych "poszukiwań" cięzko jest mi go zidentyfikować) ale dorastam do świadomości, że coś jest na rzeczy.

Konsultowałam się z "wieloma" psychiatrami oraz terapeutami (nie tylko w Polsce) i wielu z nich utwierdzonych było, że cierpię na depresję i nerwicę lękową więc po kilku wizytach zawsze uznawałam, że próbują na chama przekonać mnie do tego nie ukazując żadnego dowodu, który to potwierdza.

 

Na dzień dzisiejszy mam bardzo mieszane uczucia i jestem pełna obaw w stosunku do podjęcia jakiegokolwiek "leczenia". Nie boję się zmian, nie mam oporów przed rozmawianiem o swoich problemach, nawet tych bardzo osobistych. Jesli mam pewność, że "coś" pomoże to jestem w stanie bez oporu przeć do przodu ale:

 

- strasznie boję się, że psychiatra przepisze mi leki, od których się uzależnię lub które pogorszą mój stan. Naczytałam się sporo przykładów, gdzie ludzie obrazują jakie negatywne skutki może nieść za sobą sztuczne stymulowanie nastroju. Raz brałam przez chwilę jakieś leki na nerwicę + antydepresanty i to był jakiś koszmar, którego nie chciałabym powtórzyć.

- obawiam się, że pod wpływem psychoterapii mogę nabawić się mentalnych "przypadłości", tak jest jak człowiekowi czasem się bez końca coś wmawia to zaczyna w to wierzyć. A nie chciałabym za pół roku zostać doprowadzona do stanu przed-suicidalnego z wizją czarnej dziury bez "dna". Ja lubię życie i czerpię z niego ogromną radość (tak przynajmniej było do momentu pojawienia się problemów zdrowotnych), jednak nadal mam ogromną ochotę do życia a nie chciałabym aby terapeuta mnie tak zmanipulował, że mi się żyć odechce.

- mam obawy przed zbyt dużym przyzwyczajeniem się do psychoterapeuty oraz zbyt dużymi oczekiwaniami pesonalnymi względem tej osoby. Wiem, jakie na takiej terapii byłyby poruszane sprawy i mam jestem pewna, że moje emocje z nimi związane miałyby negatywny wpływ na kontakt między mną a terapeutą (na moją niekorzyść).

- i na koniec, takie mniej istotne to obawy przed intensywnym przeżywaniem w samotności przebytej sesji. Kiedyś jak zdarzyło mi się odbyć "kilka" spotkań pod rząd z jednym psychoterapeutą to pierwszą rzeczą po wyjściu z gabinetu było pójście się upić - a to przecież nie na tym powinno polegać. Zresztą, nie chciałabym ponownie popełnić błedu i zacząć zapijać negatywne mysli a tego się obawiam.

 

Na dodatek niebawem chcę wrócić do "domu" gdzie nie będę miała takiej ewentualnej pomocy ze strony Ojca jak w Polsce.

 

To chyba tyle. Jeśli temat "zginie" śmiercią naturalną to można wywalić do kosza.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×