Skocz do zawartości
Nerwica.com
zubryk

2,5 roku

Rekomendowane odpowiedzi

W październiku 2012 roku przybyłem tu na forum aby łączyć i dzielić się w bólu spowodowanym nerwicą-qrwicą.

Pierwszy post: walcz-cy-wita-t38988.html

Nie będę przepisywał tego co już zamieściłem w tamtym temacie.

 

Droga była ciężka, najeżona wybojami, dziurami, pułapkami, tygodniami a nawet miesiącami zwątpienia.

W pierwszym roku przeżyłem kurację fluanxolem, wizyty u psychiatry oraz psychologa.

Rzuciłem się w sport - kolarstwo - który pozwalał mi na powrót nabrać stopniowo pewności siebie w stosunku do stanu zdrowia, co do którego miałem spore wątpliwości, chyba jak większość tutaj.

 

Moją drogę do wolności mogę podzielić na 5 etapów:

 

1. Zaprzestanie noszenia ze sobą inhalatora który pozwalał w krótkim czasie na wyeliminowanie duszności. Pierwsza ważna decyzja, odcięcie się od koła ratunkowego, które pomagało mi utrzymać się pośród fal wzburzonego oceanu.

 

2. Odstawienie po ok 6-8 miesiącach leku - po konsultacji z lekarzem. Powrót do stanów lękowych i bólowych ale już w mniejszym natężeniu, pozwalającym starać się żyć normalnie.

 

3. Porzucenie wizyt u psychologa. Po wielu wizytach doszedłem w końcu do wniosku, że cotygodniowe wracanie do mętolenia problemu przestawało mi odpowiadać. Zamiast zapominać o problemie, a jest to dość ważny krok ku wolności, co tydzień musiałem nurzać się w zaburzeniach, próbować rozbijać je na czynniki pierwsze. W końcu powiedziałem dość a po ostatnim wyjściu z gabinetu poczułem niebywałą lekkość.

 

4. Zakończenie współpracy z psychiatrą. Doktor zostawił mi oczywiście furtkę: jeśli tylko zaczęłoby się coś dziać proszę przyjść bez rejestracji. Moment ten miał miejsce w lutym tego roku. Oczywiście po wyjściu z gabinetu znowu poczułem lekkość.

 

5. Wyrzucenie z "zakładek", "ulubionych" czy jak to się nazywa w różnych przeglądarkach oraz historii przeglądania, wszelkich stron dotyczących nerwicy. Przy okazji przestałem szukać informacji o tej dolegliwości (tak jak bym większości nie widział po tylu dziesiątkach godzin czytania ;) ). To było nagłe cięcie ostrym nożem. Żadnych: a może zaglądnę, poczytam co nowego, co u innych. Koniec!

 

A dalej to już życie. Wspomaganie się magnezem, selenem, melisą i przede wszystkim SPORTEM. To dzięki niemu można napompować organizm endorfinami. Wytworzone podczas wysiłku hormony wzrostu pomogą odbudować to co w organizmie się posypało. Można uwierzyć, że skoro tętno 185 na wyjątkowo stromym podjeździe mnie nie zabiło to głupie, napadowe 120 też mi nic nie zrobi. Kilku godzinne jazdy stały się dla mnie czymś normalnym.

Jeśli w organizmie skumuluje mi się stres to wysiłek jest w stanie świetnie go wypalić.

 

I najważniejsze: przestać żyć nerwicą. Ona tylko wskazuje drogę, że człowiek zbłądził. Pozwala zastanowić się nad życiem, poszukać nowych możliwości lub powrócić do starych, sprawdzonych rozwiązań. Wskazówka to nie sedno życia.

 

Oczywiście nie jest łatwe zapomnieć o nerwicy, zwłaszcza kiedy boli, ciśnie, dusi, serce kołacze i się potyka, a w głowie szaleje lęk. Jednak z perspektywy czasu powiem, że łatwiej jest próbować się nie skupiać na tym zaburzeniu niż nurkować z uwielbieniem w treściach zamieszczonych na różnego rodzaju stronach poświęconych nerwicy czy analizować w głowie z dokładnością sekundową aktualne samopoczucie.

 

Jakie mam plany na przyszłość? Żyć! Cieszyć się rzeczami dobrymi, wywalać po za nawias złe.

Kryzysy są i jeszcze pewnie trochę potrwają, zwłaszcza w okresie jesiennym i wiosennym. Jednak są one coraz mniej odczuwalne. Nie przeszkadzają w codzienności tak jak kiedyś. Nie ograniczają mnie i łatwo i nich zapominam. Byle się znowu nie zapuścić tak jak kiedyś. Trzeba jednak dbać o formę.

 

Siedzenie w domu przy pudełku czekoladek, owiniętym w koc i słuchanie smutnej muzyki oraz użalanie się nad złem świata na pewno nikomu w niczym nie pomoże, a takie postawy często widziałem, kiedy jeszcze czytałem forum po 20 razy dziennie.

 

Jedną z pamiątek wydarzeń w tytułowym 2,5 letnim okresie jest nadal duża nadwrażliwość na kofeinę. Wystarczy kawa-lura i za godzinkę mam organizm napompowany adrenaliną jak przed gastroskopią w 2012 roku :).

 

Żyjcie i zrzucajcie z siebie zaburzenia. Ja zmykam.

 

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×