Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Emotional

Nie czuję strachu

Rekomendowane odpowiedzi

Mam taki problem, że w ogóle nie czuję strachu.

W październiku zeszłego roku wyjechałam na studia 200km od domu. Myślałam, że to będzie rozwiązanie moich problemów. W liceum bałam się wszystkich ludzi, bałam się, że mnie nie akceptują, jak słyszałam śmiech na korytarzu, to wiedziałam, że to ze mnie się śmieją, kiedy patrzyłam w lustro w szkole, widziałam kogoś, kogo odrzucałam i wiedziałam, że inni też mnie odrzucają, krytykują. Uważam, że jest to wina mojej mamy. Od 4 klasy podstawówki miałam ataki paniki, jakieś lęki... Mama jest psychologiem, ale wmówiła mi i wszystkim, że kręci mi się w głowie, bo jest zła pogoda. Tak kręciło mi się w głowie jeszcze do końca gimnazjum. Myślę, że mama mnie odrzuca, kiedyś bałam się, że mnie opuści, a może ciągle czułam się porzucona. Więc dlatego myślałam, że wyjazd 200km od domu rozwiąże moje problemy, każda podróz sprawiała, że czułam się trochę wyzwolona. Na pierwszym semestrze studiów strasznie się bałam, wszystkiego, mieszkałam w akademiku i bałam się po prostu od rana do wieczora. Ogólnie wszystkich ludzi dookoła mnie. Ale zmuszałam się żeby nie dzwonić do mamy i jej nie opowiadać. Ona bardzo łatwo się z tym pogodziła, że już nie mówię o swoich problemach, zawsze kazała mi udawać, że wszystko jest w porządku.

Aż w końcu, nie do końca wiem jak to się stało, ale przestałam się bać. Świat stał się idealny, bo nie boję się niczego. Idę środkiem ulicy, wokół mnie są tłumy obcych ludzi, ale co mnie to obchodzi, jak mnie oceniają? Jestem niezależna. I nie zależy mi na obcych. Czasem myślę, że nic nie czuję. Umiem sobie dać radę ze wszystkim, do wszystkiego mogę się zmusić. Czuję się lepsza od wszystkich, wyjątkowa. I czuję też, że na niczym mi nie zależy. Mogę żyć, a mogę nie żyć. Wszystko mi jedno. Czasem myślę, ze śmierci też się nie boję. Nie boję się niczego. I nie mogę już tego znieść, chociaż z drugiej strony czasem jestem taka szczęśliwa, bo moje życie jest idealne, nareszcie daję sobie radę, wszystko się udaje. Tylko raz na jakiś czas, przez chwilę czuję, że nic nie chcę, ze równie dobrze mogłabym w ogóle nie wstawać z łóżka, albo robić cokolwiek innego. A potem to uczucie znika, i znowu jestem szczęśliwa...

 

Proszę, napiszcie mi coś. Nie opowiem przecież o tym mamie. Myśle, że jestem na to za stara. I nie mam też pojęcia, jak mam sobie z tym dać radę. Rozważałam ucieczkę z domu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Idealne bo co? Zaliczyłaś pierwszy rok studiów i czujesz, że coś Ci dobrze idzie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nic tylko pozazdrościć dziewczyno - ja osiągnęłam taki stan dopiero po lekach ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jam Van Dahi Idealne bo... Właściwie trochę się nad tym zastanawiałam. Chyba idealne, bo czuję, że mogę osiągnąć każdy cel, to znaczy z takich prostych czynności. Bo mam wszystko pod kontrolą. Kiedyś ciągle obwiniałam o coś mamę, uważałam, że kontakt z nią mi szkodzi, że coś jest z nią nie tak i mówiłam jej o tym. Kiedy wyprowadziłam się z domu postanowiłam, że przestanę szukać wsparcia w mamie. Ale wtedy, jeśli coś mi się nie udawało, nie umiałam się dogadać z koleżankami, bo się bałam, albo nie wiem, byłam bardzo wystraszona na zajęciach i pewnie wszyscy to widzieli - mogłam obwiniać tylko siebie. A ja bardzo dużo analizuję. Więc postanowiłam poradzić sobie ze wszystkimi problemami, jakoś je przeanalizować, wpłynąć sama na siebie, coś sobie wmówić, powtarzać, zacząć myśleć inaczej... I się zmienić, zmienić tamtą sytuację. Bo teraz cała odpowiedzialność spoczywała na mnie, a ja muszę być idealna. I ogólnie trochę to trwało, potem zmienili się ludzie na studiach i bardzo często byłam sama i w końcu, nagle poczułam, że poradziłam sobie ze wszystkim. I to jest idealne. I to, że umiem się odgrodzić od innych. Że umiem zrobić to, co postanowię. Już się za siebie nie wstydzę, a raczej jestem z siebie zadowolona. Bo jestem pewna siebie, chyba robię dobre wrażenie. Często czuję się szczęśliwa.

Ale ja wiem, że to jest jakieś powierzchowne i nieprawdziwe. I chyba dlatego czasem tak siadałam na ławce i czułam, ze to całkiem bez sensu, ale że coś jest nie tak. Nie miałam pojęcia co, ale jakoś nie chciałam tego idealnego życia, ale tylko tak trochę i przez chwilę, a potem o zapominałam o tym uczuciu...

Przepraszam, że chyba nie całkiem Ci odpowiadam na pytanie :) . Nigdy nie szło mi to za dobrze.

 

jazzowa Bałam się, że ludzie będą mi tak odpisywać :( . Tylko, że mi się wydaje, że jest bardzo, bardzo źle, ale jakoś sama tego nie dostrzegam zazwyczaj... Naprawdę uważasz, ze właśnie tak jest dobrze? Bo ja chciałam, żebyście mnie przekonali, że nie jest za dobrze...

 

-- 11 lip 2014, 14:28 --

 

Proszę, napiszcie mi coś, co o tym myślicie. Ja muszę usłyszeć co myślą inni. Bo sama ciągle tylko myślę, analizuję, już chyba rozumiem siebie i kontroluję całkowicie i... Tak jakby takie coś w środku mnie chciało stworzyć mnie idealną, ale jakby to nie była prawda... A potem już wierzę, że jest idealnie, bo tak czuję. Czasem mam (miałam) tak, że ciągle wszystko w sobie tak analizowałam, że już nie mogłam tego wytrzymać, ale nie umiałam przestać, bo co, udawać, że nie rozumiem, jak rozumiem? Albo pod koniec pierwszego roku studiów miałam tak, że coś robię, sprzątam, uczę się, a potem stwierdzam, że ja przecież udaję, że to nie jestem ja i kładłam się na łóżku, nic nie robiłam, żeby być sobą, chciałam sie zmusić do bycia sobą, a potem stwierdzałam, że może jak wtedy sprzątałam, to jednak byłam sobą... Ja nie umiem przestać siebie kontrolować.

Nie mogę już tak sama ciągle analizować. Naprawdę, napiszcie mi cokolwiek, co o mnie myślicie. Jest dobrze i powinnam się cieszyć?...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Emotional, czyli umiesz wyciągnąć konstruktywne wnioski i coś ze sobą zrobić w określonym kierunku plus zaczęłaś wierzyć w swoje możliwości.

Wygląda na kryzys poznawczy i miotanie się w tym kim się jest. Co ogólnie robisz poza tym? Znajomi, pasje? Bo chyba bardzo wąskim torem się ustawiłaś. I ciągle gdzieś na horyzoncie się pojawia to słowo "ideał", co może prowadzić do jakiś sztuczności i to, że zabijasz w sobie radość na skutek zmuszania sie ciągle do czegoś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Emotional, podobna historia i podobne odczucia do moich. Ja się pogubiłam w tym kim jestem aż w końcu dostałam ciężkiej depersonalizacji. Za dużo analizowania. W pewnym momencie samoświadomość zamieniła się w głęboką nieświadomość. Do końca nawet teraz nie pamiętam jak to się stało. Ale skończyło się depresją. Już wolałam się 'oszukiwać', ale być 'szczęśliwa'. Wolna. Zniewoliłam się sama. Myślę, że to dlatego, że nie mogłam uwierzyć w to, że aż tyle osiągnęłam. Ja? Zawsze odrzucana i odpychana? A nawet znienawidzona momentami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hejka,

zdrowe odczuwanie nie wygląda raczej tak, jak to opisałaś w swoim poście.. Strach (nie lęk nerwicowy) jest bardzo potrzebną emocją i zdrowy ją odczuwa, adekwatnie do sytuacji, ostrzega przed zagrożeniem. Według mnie to, co opisałaś, wygląda na mocną narcystyczną obronę, albo wręcz maniakalną, omnipotentną, ale to już musiałby jakiś spec stwierdzić. Poczucie wyższości nad innymi, zero poczucia strachu, totalna olewka lub wręcz pogarda dla opinii innych, wieczne zadowolenie... Ja doradziłabym terapeutę, ale najprawdopodobniej w tym stanie nie będziesz mieć ani motywacji do tego, ani potrzeby ;) Problem w tym, że w pewnym momencie te mechanizmy mogą się załamać, a wtedy możesz się nieźle zdezintegrować i potwornie cierpieć - czego Ci nie życzę, ale niestety jest taka opcja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie nie ma czego zazdrościć. To jest chwilowy stan, jeden większy problem i możesz się złamać. Poprostu czujesz si ę bezpiecznie w takim otoczeniu a nie innym. Tylko, że to dopiero początek, przyjdzie pisać ci prace licencjackie, magisterskie, część ludzi może okazać sie fałszywych z częścią urwiesz kontakt. Bo nie wierzę że jesteś zupelnie sama. Czeka cie mnóstwo zmian.

Mi przez myśl przeszło że masz dwubiegunówkę- raz wydaje ci sie że jesteś lepsza od innych, za jakis czas analizujesz siebie- że może jednak ni jesteś sobą, jesteś przez to gorsza.

Nikt tu nie może postawic Ci diagnozy. Ja po drugim epizodzie podjęłam sie psychoterapii. Dodam że na 1szym roku też sie balam jak cholera jasna, potem przyszła depresja, a potem "brak strachu" by epizod lękowy wrócił pod koniec 3 roku. W międzyczasie też uważałam że pozostali to nieuki bo umiałam znacznie więcej. Ze radzę sobie od nich lepiej, bo jestem sama, musze sobie samej gotować, sprzątać itd. Jakiś czas to ja zrozumiałam, że nauka człowieka nie czyni, lecz jego czyny i radzenie sobie w życiu codziennym. Po drugie, spędzając tyle lat z dala od rodziny mogę powiedzieć: samotność uwiera najbardziej, im trwa dłużej tym gorzej. Człowiek zaczyna analizować czy to co robi ma sens- skoro i tak jest sam

Podsumuwując: Polecam psychoterapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jazzowa,

nic tylko pozazdrościć dziewczyno - ja osiągnęłam taki stan dopiero po lekach

 

mozesz napisać jakich?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Emotional, masz uszkodzone ciało migdałowate?czy niemasz nic do stracenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale jak ty masz się bać jeśli mama tobie zabroniła? Serio pisze, myślę, że całe życie chciałas tej akceptacji od mamy, a mama nie pozwalała tobie na lęk i ty się w jakis sposób odciełas od tej wrażliwej swojej częsci . Gdybys na prawde była z tym szczęsliwa nie pisałabys tu o tym, ale skoro piszesz to sama czujesz, że cos jest nie tak. Idz do psychotetapeuty, taka moja rada :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Dzięki za wszystkie odpowiedzi.

nieboszczyk Właśnie, masz rację, ja nie mam nic do stracenia, bo w ogóle nie staram się o to, na czym mi zależy. Już teraz nawet nie wiem, co to jest. Kiedy na drugim semestrze zmienili się ludzie, to zostałam sama (no może nie całkowicie, ale chyba większość kontaktów była z inicjatywy kogoś) i przestałam walczyć o ludzi, bo dzięki temu się nie bałam... Jak można zmusić się do robienia czegoś, na czym wydaje ci się, że ci zależy, ale tak naprawdę to tego nie czujesz, bo tak jest bezpiecznie... A jak się nie starałam, to nawet nie było najgorzej, a do tego przestałam się bać. Może jest idealnie, bo cokolwiek się stanie, to mi na niczym nie zależy? Tylko mam wrażenie, że ja za niedługo przestanę istnieć!

Dużo osób radzi psychoterapię. Wiecie, ja chodziłam do psychologa przez półtora roku w liceum. Tam też ciągle się zmuszałam do mówienia, nie miałam relacji z terapeutką, a jak ona coś mi sugerowała, to od razu się z nią zgadzałam. I sama nie wiem, czy cokolwiek z tego wyniosłam, a może zaczęłam się jeszcze bardziej kontrolować? Ale może jednak potrzebuję pomocy z zewnątrz, sama nie potrafię tego rozwiązać.

Vitalia Ogólnie Ty też masz rację. Staram się teraz myśleć tak, że to ja opuszczam mamę, to ja dorastam, usamodzielniam się (jutro pierwszy raz idę do pracy). Niezależnie od tego, czy ona będzie się o mnie starać, czy tak samo mnie opuści. Wyobrażam sobie, że ta relacja całkiem zniknie...

Jam Van Dahl Co robię poza tym? Rysuję, zwykle kiedy czuję dużo emocji. Ostatnio byłam na festiwalu muzycznym, i to było coś, na czym naprawdę mi zależało :) , na jednym zespole... Tu, gdzie jestem teraz mam jedną przyjaciółkę, ale wydaje mi się, że to nie jest przyjaźń, na pewno nie z mojej strony, i bardzo chciałabym to zakończyć. Wszyscy mówią, że tak się nie robi... Na studiach też miałam jedną bliższą koleżankę i na niej mi w sumie zależy, ale mieszka daleko, w wakacje może raz się spotkamy. No i teraz idę do pracy, ale nie wiem jak to będzie.

Bo ogólnie się tak rozpisałam, ale ja jestem bardzo oderwana od tego, co jest naprawdę. To jest dla mnie jakieś mało ważne. I to chyba mnie najbardziej martwi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak nie czujesz strachu to psychopatia:)

 

A tak poza tym to mnie też przez lata dopadało coraz większe zobojętnienie i wydawało mi się, ze staję się coraz silniejsza i odważniejsza, a teraz się okazuje, ze zwyczajnie odcięłam się od własnych emocji i stałam się takim robotem. Teraz już na niczym mi nie zależy, mogę żyć, mogę nie żyć, zero motywacji do działania, prawie cały cały czas leżę w łóżku.

I tak jak prze zlata spychałam swoje uczucia coraz głębiej teraz zajmie mi dużo czasu ich odgrzebywanie po to, żeby znowu przejść przez piekło, które kiedyś czułam, żeby je przepracować i ewentualnie osiągnąć w miarę zdrową sytuację.

 

Ale ja niestety czuję lęk.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×