Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Inga_beta

Witam wszystkich

Rekomendowane odpowiedzi

Cieszę się że odnalazłam to forum i nie rozumiem dlaczego natrafiłam na niego tak późno, chociaż od dawna poszukuję osób podobnych do mnie czyli z zaburzeniami schizotypowymi.

A na tym forum czuję się jak w wielkim mieście, po którym można chodzić bardzo długo i ciągle znajdowac coś ciekawego, w tym miejsca odpowiednie dla siebie.

Ja dopiero zaczynam czytać i szukać.

Mam bardzo silne zaburzenia schizotypowe, należące do najtrudniejszych do wyleczenia. Wg opinii mojego terapeuty, osoby z takim zaburzeniem są w terapii po lat kilkadziesiąt a efekty są tylko częściowe.

Na pytania o rokowania u mnie, odpowiedział że wszystko zależy od mojej determinacji i chęci wyleczenia. A ja je mam i dlatego robię wszystko aby choć trochę było lepiej. Na terapię chodze od prawie 6 lat i mam prawie 800 godzin terapii. W ostatnim okresie zaczynają się pojawiac wyraźne efekty i jest znaczna poprawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Inga_beta :)

Ja mam stwierdzoną schizoidalną, pomału jednak prę do przodu. Byłem na 3-miesięcznej grupowej, na której udało mi się rozpoznać to zaburzenie. Teraz staram się to kontynuować, odkrywam siebie i już sporo się na lepsze zmieniłem. Od niedawna chodzę na indywidualną, kilkanaście spotkań za mną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć. Determinacja jest ważna. W moim przypadku wokół objawów kręci się całe życie, więc czasem zbytnie nastawienie na zdrowienie może mieć niebezpieczną formę. W końcu próba wyleczenia staje się jakby jednym z objawów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie bardzo wiem co masz na myśli.

Mnie chodzi o taką postawę- zrobię wszystko co tylko możliwe aby się wyleczyć i nigdy nie zaprzestanę próbować się wyleczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, ja nigdy nie brałam leków, bo w moim przypadku by mi zaszkodziły.

Zresztą leki nie leczą tych naszych chorób a tylko pomagają przetrwać.

6 lat temu mój stan był tragiczny, byłam na krawędzi utraty kontaktu z rzeczywistością czyli zwariowania. Niewielki bodziec by wystarczył abym znalazła się po drugiej stronie a leki mogłyby mi w tym pomóc.

Przetrwałam najgorszy okres, pozostając przy zdrowych zmysłach. A teraz już nie potrzebuję lekarstw bo te lęki które mam jestem w stanie znieść. Przy trzeźwym umyśle lepiej jest pracować w terapii, zwłąszcza w moim przypadku gdy ja muszę zaglądać do największych głębin podśwaidomości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no leki na nic się tu zdadzą, mogą ułatwić znoszenie ciężkich chwil i tyle. Ja z dokładnie tego samego powodu je zostawiłem, żeby nie czuć otępienia, podobnie przez jakiś czas też alkohol i nikotynę a i teraz sporadycznie. Też mam chyba moment gdzie było najtrudniej już za sobą, teraz jest tak, że nie grozi mi szaleństwo. Miło często nie jest ale żaden lek i tak tego nie naprawi, wolę się pomęczyć bo też podobnie jestem w stanie to znieść a przez to jest szansa, że mogę coś dzięki temu zyskać.

Zaburzenie przyjąłem do wiadomości po 10 latach od diagnozy, wcześniej nawet nie sprawdzałem co ono oznacza, dopiero teraz na tej grupowej do mnie dotarło, w wypisie lekarz znów dał to samo. A obecna terapeutka ? Nie wiem właśnie do końca jak ona to postrzega, uważa, że mam jakiś rys schizoidalny ale mówi żebym się nie skupiał na tym i tak samo-nie-określał. No ja nie wiem, w którym miejscu na skali tego zaburzenia się znajduję, czasem odczuwam to bardziej a czasem mniej. Może mówi tak żebym sam siebie tym zaburzeniem nie usprawiedliwiał, zresztą ja od początku nie chcę tego robić ale czasem czuję, że ono występuje (zaburzenie, nie usprawiedliwianie). W sumie szczerze mówiąc to ja nie mam pomysłu na tą terapię, poruszam różne rzeczy ale to wszystko takie rozgrzebane. Coś mi się dzieje w tej głowie, mam problem ze zbliżeniem się do kogoś, chciałem nad tym pracować ale nie wiem już czy w ogóle jest sens się tym zajmować czy po prostu żyć tak jak teraz mi się udaje tzn. dość szczęśliwie. Pogodziłem się z tym trochę już, widzę swoje ograniczenia a kiedy zaczynam chcieć to zmieniać to komplikuje sobie życie. Zmienić raczej tego nie można ale w takim razie nie wiem jaki mam cel, chyba wciąż ten sam, po prostu być z kimś ale coraz bardziej dostrzegam, że po co właściwie. Mógłbym się spiąć i poznać kogoś ale po co zawracać komuś głowę bo ja nie będę umiał być taki cały czas. Bardzo chciałbym być jedną i tą samą osobą cały czas, mieć przynajmniej dobrą przyjaciółkę chociaż w sumie mam ale nie potrafił bym z nią żyć. Chciałbym chyba też osiągnąć coś znaczącego ale to musi mi się chyba wyklarować dopiero, biorę też pod uwagę, że nic takiego może się nie stać. A Ty jakie masz teraz na tą chwilę cele terapeutyczne ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×