Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Psychotropka`89

Boję się, że niepodołam... :(

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Witam Was,

Piszę, bo nie mam z kim porozmawiać, a muszę wylać swoje żale... Podejrzewam,że jestem DDD. Mam praktycznie wszystkie symptomy, do tego dochodzi nerwica lękowa i strach o to co dalej...

 

3 sierpnia biorę ślub z narzeczonym. Mężczyzna dobry, czuły, empatyczny, delikatny, znamy się bardzo dobrze, znamy 4,6 roku. Problem tkwi we mnie. Mam częste napady lęków, paniki. Ślub, wyprowadzka z toksycznego domu, nowa praca . Wszystko wygląda świetnie, prawda? No właśnie, a ja się nie cieszę, ja jestem sparaliżowana strachem, że nie dam rady. Że nie będę wystarczająco dobrą nianią, żoną, panią domu. Na dodatek mama widzi, że mam załamanie i zamiast mnie wspomóc, to mówi "no cóż... żadnej wyprowadzki nie będzie. Nie poradzisz sobie. Z tej waszej samodzielności tyle wyniknie, że zostaniecie u nas." . Oczywiście nie chcę tego...

 

Mam mętlik w głowie, że sobie nie dam rady z tym wszystkim. Jestem młodą kobietą, a czuję się jak małe dziecko. Jestem zgorzkniała, wsłuchująca w krytykę innych ludzi. Dalsza rodzina nagadują na mój temat. Ja zamykam się coraz bardziej. Nerwica osiąga apogeum. Nie chce być dla swojego przyszłego męża ciężarem, wiecznie grymaszącą zołzą. On mówi, że kocha, że będzie wszystko dobrze jak się już wyprowadzę. Trudno mi okazaywać Mu uczucia, jestem zamknięta coraz bardziej, chorobliwie zazdrosna, obawiająca się zdrady . Jak mam się zmienić? Jak ze sobą rozmawiać? Przecież kocham tego człowieka i chcę z Nim być! To jest chore ale mimo tego, że poza domem rodzinnym czuję się wyśmienicie, to gdy mnie tam nie ma czuję poczucie winy, że zostawiam rodziców samych. Czuję się źle... Pomóżcie, co jest nie tak z moją głową? :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możliwe, że przez nerwicę patrzysz na swoją sytuację w krzywym zwierciadle Wydaje ci się, że nie podołasz, a tak na prawdę nie ma się czym przejmować. Nie potrafię dużo powiedzieć, bo wobec swoich smutków jestem bezsilny. Może nie zamartwiaj się aż tak przyszłością i nie twórz czarnych scenariuszy, żeby nie stały się samospełniającymi przepowiedniami. Spróbuj, co masz do stracenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monk.2000, dziękuję za odpowiedź. Tak, oczywiście, masz rację ale nie wiem jak tego dokonać. Te lęki, napady paniki, powodują, że czuję się jakimś odrzutkiem. W domu rodzice kompletnie tego nie rozumieją, bagatelizują, brat się nabija i śmieje. Nie wiem jak mam się zachowywać, co robić. Jak odnaleźć sens w tym wszystkim...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze, zeby sie dobrze poczuc, przestań słuchac toksycznej matki, która Cie dołuje. Dlatego jak najszybciej wyprowadzka. Bez wysłuchiwania negatywnych komentarzy o sobie szybko poczujesz sie lepiej, i coraz lepiej bedziesz sobie radzić. Za jakis czas odzyjesz, szczególnie z kochajacym meżemu boku, kóry bedzie Cie wspierał i podtrzymywał na duchu.

Po drugie, nie wiem jakie masz problemy, ale rola żony/niani raczej nie odbiega od obowiazków, z którymi w wiekszosci spotykamy sie na codzień. Wiec dlatego niby miałabys sobie z tym nie poradzić ? to normalne sprawy, chyba ze zostajesz zona ambasadora i musisz wydawac przyjecia na 200 osób ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze,NIE musisz przebywać w towarzystwie toksycznych osób które cie dołują i pogarszają stan psychiki,kij im w,d... A fakt że to rodzina niczego nie zmienia,tym bardziej rodzina,powinna,wspierać a,nie olewać oliwy do ognia,próbuj nauczyć się zdrowego egoizmu i olewać to co pieprzy matka (bo zapewne dołujące farmazony i nic więcej)..

Po drugie skup się na przeprowadzce,na życiu z partnerem,na przyszłości,walce z własnymi słabościami i zaburzeniami...

Poza tym cóż...powodzenia na nowej drodze życia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Podołasz tylko nie nakrecaj sie.

Przed Toba nowe zycie,zmany to normalne ze sie denerwujesz kazdy tak ma.Opuscisz toksyczny dom,bedziesz z czlowiekiem ktorego kochasz,wszystko sie uklada.Nie przykladaj uwagi co Ci tam truja frustraci,musza byc bardzo nieszczesliwi albo zwyczajnie Ci zazdroszcza .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kestrel, dziękuję Ci bardzo. :smile:

Saraid, masz dużo słuszności w tym co piszesz. Nakręcam się ale nie bez powodu... Ja po prostu to nakręcanie i niską samoocenę mam wszczepioną przez rodziców i relacje jakie panowały. Brat-idealny, synuś, który nic nie musi robić, nie szanujący nikogo prócz siebie, narcyz. Ja obrywałam za jego przewinienia, ja z siostrą wypełniałam obowiązki, bo "to przecież chłopak". Tata do dziś mówi, że talerza po sobie nie umyje, bo "koń by się z niego śmiał, jak by to zobaczył. 2 baby w domu, a ON ma naczynia myć?!" Jak się moja najstarsza siostra urodziła, to mama dumna i blada pokazała ją babci , a ona tylko spojrzała i z niezadowoloną miną powiedziała: "No ładna, ładna... tylko co z tego jak dziurawiec". Ja to już w ogóle be byłam.

 

Mama złym człowiekiem nie jest ale ma w sobie tyle jadu... A że siostra się wyprowadziła, tata albo trzaska drzwiami albo zaczynają się wrzaski, brat ma totalnie wyj...ane, to na mnie mama wylewa całe nieszczęścia swego życia i od dziecka leje we mnie te swoje frustracje. Ojciec ją skrzywdził, teściowa ją skrzywdziła, rodzina taty ją skrzywdziła. Wszędzie winni, tylko ona taka bidusia. Współczuję jej, na prawdę ale już mam dość wysłuchiwania po raz 1000 tych samych historii... Tata pił, robił awantury, mnie też to nie ominęło ale nie chcę tego wysłuchiwać. Wielokrotnie Ją prosiłam, żeby mi tego nie mówiła bo to są sprawy między nimi... Bezskutecznie. Mimo wszystko mam szacunek do ojca, do niej zresztą też. Są rodzicami, stworzyli dom, było co jeść, nauczyli, że są pewne wartości, zasady.

 

Może ona nie może się pogodzić z tym, że zostaje właściwie sama w domu gdzie syn pan hrabia a mąż furiat.

Nie wiem... nie umiem tego rozgryżć. Wiem jedynie, że odciska to na mojej psychice straszne piętno...

 

Wybaczcie długość posta ale chciałam to z siebie wyrzucić. Na pewno są tu na forum osoby z podobnym problemem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kochana Twoi rodzice w duzym stopniu nie radza sobie ze swoimi emocjami na dodatek zrzucajac to wszystko na Was.Oni sa dorosli ,byli jak powolali Was na swiat co nie znaczy, ze byli dojtrzali.Nikt nie jest idealnym rodzicem takich nie ma,ale fajnie jest starac sie uczyc jak byc dobrym,jak najlepszym rodzicem pomimo popelnianych bledow na to nigdy nie jest za pozno tylko trzeba miec odwage uswiadomic sobie swoje bledy.To jakies sredniowiecze bo chlopak to lepszy??co za bzdury kazde dziecko zasluguje na taka sama milosc dobra rodzicielska.Rozumiem doskonale ,ze to odcisnelo na Tobie pietno musialo za bledy rodzicow placa przewaznie ich dzieci.Ty uczeszczasz na terapie?wiesz bardzo by Ci to wiele dało.Masz w sobie ogromny chaos ,tak z czasem kiedys na spokojnie zaczac to przerabiac by moc zyc w poczuciu uporzadkowanych wartosci.Dobrej wlasnej samooceny i postrzegania wielu spraw inaczej,niepotrzebnego poczucia winy.Zaslugujesz na szczescie,spokoj i dobre zycie aby to osiagnac musisz zaczac od samej siebie.Swiata nie zmienisz ,ale siebie tak duzo siły Ci zycze na nadchodzacy czas i wytrwalosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Saraid, bardzo Ci dziękuję. Wiem, że jest mi potrzebna terapia. Zamierzam się na nią wybrać ale to dopiero jak zacznę pracę, wyprowadzę się, stanę na nogi finansowo... Nawet mój narzeczony twierdzi,że mama mocno mnie zniszczyła psychicznie. Tata swoją drogą, ale nie chcę się w to zagłębiać. Zamartwiam się i trzęsę, żeby tylko nie powielać jej błędów i z trwogą stwierdzam, że pomalutku właśnie to nieświadomie robię. Swoim pesymizmem, wiecznymi podejrzeniami, obawami... Uważacie, że jestem DDD? Tata kiedyś pił sporo ale nie codziennie, dlatego nie wiem czy mogę go nazwać alkoholikiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie ma sie czego bac. Wydaje mi sie, ze nie jestes DDD, ale poprostu troche za bardzo wyolbrzymiasz pewne sprawy. Wiadomo sa to nowe sytuacje, ale jak wejdziesz w rutyne, to dasz rade:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychotropka`89, poradzisz sobie. W koncu maz bedzie Cie wspieral. I nie musisz byc doskonala pania domu, doskonala zona. Wystarczy ze bedziesz sie starac stworzyc dobry, cierply dom. No tez uwazam ze terapia Ci potrzebna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dasz rade a doskonały nikt nie jest

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Psychotropka`89, poradzisz sobie. W koncu maz bedzie Cie wspieral. I nie musisz byc doskonala pania domu, doskonala zona. Wystarczy ze bedziesz sie starac stworzyc dobry, cierply dom. No tez uwazam ze terapia Ci potrzebna

 

 

Zgadzam się. My kobiety, mamy jakieś chore ambicje dążenia do perfekcyjności, a przecież czegoś takiego nie ma i w sumie o nic takiego nie chodzi. Ważne by było dobrze, nie musi być idealnie. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No właśnie... A ja nawet nie jestem w połowie drogi do tego, żeby być idealną dziewczyną. Jestem zimna, nieufna, nie jestem tak wylewna jak On wobec mnie. Nie mam do niego 100% zaufania. Nie szpieguję, nie sprawdzam ale tylko dlatego, że gdy to robiłam zawsze coś było na rzeczy... Mój obecny stan nerwowy jest fatalny i nie chcę go sobie dodatkowo szagać. Nie umiem poradzić sobie z pamiętliwością. Skupiam się na tym co złe, nie na tym co dobre. Znów widzę kopię mamy w sobie. Ten sam syndrom pokrzywdzonej... No ale co się dziwić skoro od dziecka nasiąkam tym jadem. I nie trafiam na mężczyzn, którzy potrafiliby być wobec mnie fair całkowicie. Szczerość była dla mnie bardzo ważna. Niestety od jakiegoś czasu wyznaję zasadę Dr House`a "Everybody lies". Bez terapi się nie obejdzie. Może komuś z boku będzie łatwiej ocenić obiektywnie moje życie, doradzić coś, powiedzieć jak się zmienić. Bo mimo tego, że za wszelką cenę nie chcę być podobna do mamy w wielu kwestiach, to... podobieństwa widać. I wiem, że jak nic z tym nie zrobię, to te podobieństwa będą coraz bardziej widoczne. Mimo, że tego nie chcę... :(

 

Cały czas liczyłam na miłość nieskazitelną, szczerą, z zaufaniem... I wiecie co Wam powiem? Taka miłość nie istnieje, a ja nie umiem się z tym pogodzić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychotropka`89, miałam dokładnie to samo.... nie będę nigdy wystarczająco dobra - tak często bywa gdy człowiekowi całe życie tak wmawiano. Ciągłe nakładanie na siebie masy obowiązków i paraliżujący strach, co będzie jeśli nie będę najlepsza?

Musisz zadać sobie kilka pytań, dlaczego chcesz być najlepsza? Znasz kogoś kto jest idealny? Co stanie się gdy zawiedziesz? Co czujesz do siebie? Co o sobie sądzisz? Czemu tak zależy ci na opinii innych? Co cię definiuje?

 

 

Myślę, ze świetnie zrobiłaby ci psychoterapia w nurcie behawioralno-poznawczym :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Panicznie boję się zdrady... Nawet nie opuszczenia ale kłamstwa i zdrady. A podobno zdrada zawsze leży po obu stronach, więc będzie to dowód tego, że ZNOWU coś zrobiłam nie tak. Zaniedbałam, schrzaniłam, byłam niewystarczająco dobra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychotropka`89 boisz się powtórki z domu rodzinnego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie, boję się powtórki z poprzednich związków. Nawiasem mówiąc mój obecny związek też bez skazy nie jest. Zdrady nie było, ale kłamstwa, owszem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żaden związek nie jest idealny..... a jak myślisz, jak twój bezpodstawny lęk może wpłynąć na związek? Czy lęk jest w stanie cię przed czymś uchronić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Destrukcyjnie... Nie, nie uchroni mnie on przed niczym, jedynie pogłębi obawy i lęki. Dlatego czuję, że terapia jest niezbędna... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

byłam niewystarczająco dobra.

albo zbyt dobra, zbyt doskonala i partner czuje sie nikim. U mnie tak bylo ..wiec dowartosciowywal sie gdzie indziej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja pierdziele... Być dobrą-źle, być złą-źle... To jak ma być dobrze? Jest jakiś złoty środek wypośrodkujący to? :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wysposrodkujaco pomoze wplynac psychoterapia ;).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jak ma być dobrze? Jest jakiś złoty środek wypośrodkujący to? :roll:

 

u mnie ? daje ale i wymagam. Stawiam granice. Faceta bardzo szybko mozna przyzwyczaic do bycia jedynie biorca i nawet pretensji nie mozna miec bo kto by nie chcial jedynie brac nie dajac nic w zamian? A my kobiety mamy tendencje do bycia nieskonczonym dawca. Wiec dlatego zasada dostaniesz ode mnie ile dasz od siebie dziala . Przynajmniej w moim obecnym zwiazku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Candy14, masz racje. Ja jestem ze swoim dlugo ale od razu postawilam granice i jest ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×