Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
sprzatam

idę tam, gdzie mnie boli

Rekomendowane odpowiedzi

Myślę, myślę i niewiele z tego wychodzi, więc może podrzucicie mi jakieś pomysły.

Przebiegłam w pamięci różne swoje relacje i dochodzę do wniosku, że zdecydowanie coś jest nie-halo.

To nie dzieje się często, mimo to regularnie zdarza się, że osoba, która zadaje mi ból, zaczyna być dla mnie bardzo ważna. Staje się ważna tak, jakby sam ból był bliskością. Zaczynam do niej lgnąć i szukać jej akceptacji. Skoro bowiem mnie rani, to musi być... wspaniała?

 

Pomimo etykiety BPD, bardzo dobrze funkcjonuję w realu. Jestem w długim i stabilnym związku. Mam dobrą pracę, znajomych i dużo miłości w domu za sprawą kocurstwa & hultajstwa. A jednak mój matrix czasem się uruchamia i próbuję zrozumieć dlaczego. Ostatni raz coś podobnego miało miejsce dwa miesiące temu. Poprzednio: dwa lata temu. Jeszcze wcześniej: sześć lat temu. Wcześniej: wiele razy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sprzatam, idąc schematycznie, czepiasz się każdego 'ośrodka' generującego emocje - dobre, złe, jeden pies w przypadku borderowym, byleby odczuwać. W zależności od tego, na jakim etapie zaleczenia jesteś, "zasługiwanie" (jakie brzydkie słowo!) postrzegasz poprzez pozytywne - "na to zasługuję", negatywne "..a na to nie". Kajając się pewnie nieświadomie oczekujesz (bo do tego akurat masz prawo) opcji - upraszczając - "złych", ergo ludzie niekoniecznie Tobie przyjaźni są słuszni, pożądani. Czasami odczuwa się wobec nich nawet rodzaj wdzięczności, za sam fakt karania.

 

To tak patrząc mi w lustro ;)

 

Pobocznie - fajnie napisane. Ciekawie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
regularnie zdarza się, że osoba, która zadaje mi ból, zaczyna być dla mnie bardzo ważna. Staje się ważna tak, jakby sam ból był bliskością. Zaczynam do niej lgnąć i szukać jej akceptacji. Skoro bowiem mnie rani, to musi być... wspaniała?

Jesteś w długim, stabilnym związku, a więc o jakich osobach i znajomościach teraz piszesz? Co za relacje Was łączą..?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Atalia, dziękuję za lustro. Właściwie wszystko się zgadza. Już od całkiem przyzwoitego czasu jestem w terapii (terapiach właściwie), ale ten masochistyczny rys dotąd mi umykał. Jeśli masz jakiś bagaż doświadczeń, którym możesz się ze mną podzielić, bardzo to docenię, :-). Poza tym poczytam Twoje wypowiedzi na forum.

 

Vian, różne relacje nieerotyczne, które nijak się mają do bycia w związku. Faktem jest jednak, że w reakcji na ból/tęsknotę chciałabym pójść z Ktosiem do łóżka. Nie próbuję tego robić. Napięcie zrzucam bieganiem, niespaniem, fajkami i innymi względnie bezpiecznymi sposobami. Łudzę się też, że mam coraz więcej dystansu do emocjonalnych hajów. Wiem, że mają niewiele wspólnego z osobą, do której mnie prowadzą. I nienawidzę swojego nagłego zaangażowania, bezbronności i tęsknoty w reakcji na ból.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sprzatam, no ok, ale jaka relacja się kształtuje między Wami? Przyjacielska? Koleżeńska? Romans, tyle, że bez finału w łóżku? Staram się po prostu zrozumieć sytuację...

I jeszcze jedno - jak Ciebie ranią..?

 

PS.

To zawsze mężczyźni?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nigdy nie są mężczyźni i mój związek też nie jest związkiem z mężczyzną (chyba powinnam była napisać o chodzeniu z Ktosią do łóżka). Nie ma reguły, jeśli chodzi o rodzaje relacji. Między nami może nie być żadnej relacji. Mogę wejść w nową grupę i osoba (kobieta), która zareaguje na mnie niechętnie i z lekceważeniem, zacznie dla mnie świecić w ciemnej przestrzeni, ;-). Jednak im bliżej temu do relacji władzy, tym bardziej jestem vulnerable. Nie reaguję w ten sposób, gdy ktoś chce mnie zranić w afekcie (np. w złości). Aby stał się dla mnie ważny, muszę natknąć się na miks: trochę lekceważenia, trochę niechęci, trochę zawstydzania. Muszę poczuć, że jestem nieważna. Jeśli, kiedyś/wcześniej czułam, że Osoba mnie akceptuje, to gdy ją "tracę", staje się dla mnie wyrocznią (:-)).

Do tej pory (mam trzydzieści lat) takie relacje dotyczyły: kilku osób w relacjach koleżeńskich, kilku ex dziewcząt, od których sama odeszłam, dwóch nauczycielek, jednej terapeutki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sprzatam, najpewniej powtarzasz pewien scenariusz z dzieciństwa. osoba bliska (obstawiam z prawdopodobieństwem 80% że matka) raniła cię często. ale jednocześnie dawała bliskość i miłość więc te 2 skrajności przeplatały się ze sobą w toksycznej symbiozie, jedno występowało w towarzystwie drugiego. dlatego dziś ból kojarzysz z bliskością ergo - lgniesz do osób które go fundują.

 

jeszcze jedno mi się nasunęło - wspaniałe są te osoby, piszesz. skoro takimi dla ciebie są, to może dążysz do tego, by wypracować sobie u nich akceptację i szacunek? są tak wspaniałe, że chciałbyś, by cię lubiły? bo to by znaczyło, że sam jesteś co najmniej tak dobry jak one?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, tak, to dość prawdopodobne. Oczywiście chciałabym uzyskać u nich akceptację, bo gdy matrix do mnie macha, 90% mojej samooceny zależy od osoby, która mnie boli - to kim jestem dla siebie wynika z tego, kim jestem w jej oczach. Dzięki za odpowiedź. Zastanawiam się na ile świadomość tego dlaczego tak się dzieje jest/będzie dla mnie wystarczająca, aby wywołać sensowną zmianę. Gdy piszę o sensownej zmianie zaś, mam na myśli modyfikację takiej uwarunkowanej reakcji, aby z automatu w ten sposób nie reagować emocjonalnie. Myśl o tym, że będę szła przez życie zmuszona do czuwania i zadawania sobie pytań czy zaczyna mi na kimś zależeć, bo daje mi emocjonalny haj, jest niedostępny, a chcę z nim fuzji itd., jest... nużąca. Zastanawiam się czym w takim kontekście jest dojrzałość i boję się, że nie jest brakiem matrixu, tylko koniecznością pogodzenia się z tym, że należy czuwać nad matrixem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sprzatam, bierzewsz cos?leczysz sie? chodzisz na terapie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14. Nie biorę nic. Jestem w terapii od dawna. Pomijając momenty z matrixem, funkcjonuję względnie bezproblemowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sprzatam, jak dajesz rade na terapii bez lekow? Pomaga Ci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, pomaga. Pomogła. Ale ja dodatkowo bardzo dużo zmieniłam w trybie życia: rzuciłam fajki, zaczęłam suplementować dużo magnezu, naprawdę zdrowo się odżywiam, dużo i regularnie się ruszam i ogólnie dbam o siebie. To mi dobrze ustawiło chemię mózgu, tj. nie mam właściwie żadnych wahań nastroju, chyba, że mam okres, ;-) lub odzywa się matrix.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sprzatam, to super :) a glupie jazdy chyba kazdy ma co jakis czas

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Faktem jest jednak, że w reakcji na ból/tęsknotę chciałabym pójść z Ktosiem do łóżka. Nie próbuję tego robić.

Nagłe porywy.

Grunt, że przetrzymujesz.

U mnie analogiczne adhocowe potrzeby wiązały się zawsze z pewnymi moimi obawami, najczęściej nie mającego podłoża w rzeczywistości.

Często na zasadzie rozpraszania swojej uwagi na więcej, aniżeli jedną osobę, "amortyzowania" teoretycznego odejścia najważniejszej w danym momencie osoby itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie analogiczne adhocowe potrzeby wiązały się zawsze z pewnymi moimi obawami, najczęściej nie mającego podłoża w rzeczywistości.

Często na zasadzie rozpraszania swojej uwagi na więcej, aniżeli jedną osobę, "amortyzowania" teoretycznego odejścia najważniejszej w danym momencie osoby itp.

 

Heh. Takie też znam (w sensie: ucieczkę w kogoś innego, albo ukaranie siebie/partnerki przespaniem się z kimś innym, za to, że mi na niej zależy). Było to dość dawno, ale owszem, wówczas do łóżka chodziłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×