Skocz do zawartości
Nerwica.com

jak żyć z osobą która może mieć zaburzenia


zbyszko

Rekomendowane odpowiedzi

witam,

Mój problem polega na tym że nie radzę sobie w kontaktach z dominująca osobą.

Osoba ta ma skłonności do wybuchania z błahych powodów. Próby rozmawiania z nią nie prowadzą do niczego = zakrzyczy każdego lub nie docierają żadne argumenty, lub po mistrzowsku odwraca kota ogonem. Konfabuluje i notorycznie kłamie, nawet w najmniej istotnych sprawach. Dominanta w sferze łóżkowej, w nocy gorąca, a rano zimna i nie obecna. Cudowna w towarzystwie ale nie potrafiąca pogłębiać i budować relacji w domu. Nie ulega żadnym logicznym argumentom. Metoda bicz i bój się ale też na krótko działa.

 

Kłamie, łamie prawo choć nigdy na tym nie złapana. Ślizga się po życiu bezkarnie.

Dom: dominujący ostry ojciec, matka nadopiekuńcza, alkohol choć bez patologii w postaci żula, rozpieszczona i bezkarna tym bardziej że świadkowie nie reagują na jej zachowania. Osoba wykrztałcona ale nie podjęła pracy w zawodzie pomimo super kwalifikacji przynajmniej w CV.

W korespondencji emailowej po 3-4 wykrzykniki.

 

Ja wycofany i jakieś tam kompleksy. Stoję pod ścianą i zbieram cięgi. Też coś by się znalazło u mnie :)

 

Jak z nią żyć? Jak radzić sobie głównie z jej agresją słowną i notorycznym kłamaniem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak se myśle czemu cisza w tym wątku. poniekąd sprawa jest oczywista; dajesz jej ultimatum, albo idze porozmawiać z psychologiem, albo sie pożegnacie. moja matka poza łamaniem prawa jest bardzo podobna do tego opisu. więc skończyłam tą "znajomość". moim zdaniem nie ma powodu żebyś znosił takie zachowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tylko widzisz my właśnie już nie jesteśmy ze sobą. Nie wytrzymałem tego a ona nie chciała iść do psychologa. Jest jednak mały powód dla którego jestem skazany na kontakty z tą osoba do końca życia.

 

Kosztowało mnie to już załamanie ale jakoś wyszedłem w miarę na prostą dzięki pomocy bliskich i własnych umiejętności radzenia sobie z samo=reanimacją. Wstałem z kolan i przestałem się jej bać.

 

Muszę nauczyć się bronić przed nią lub z nią żyć. Wiem z kim mam do czynienia. Nie chcę nazywać syndromu bo nie jestem biegłym ani psychologiem. Ona nie widzi problemu ani jej bliscy też.

Jest bardzo agresywna słownie a wiemy że to bardziej boli niż bicie. Do tego ona jest kobietą a ja mężczyzną. Ja już się nie wstydzę o tym mówić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak sobie myśle, że skoro nie da sie jej zreformować (odmawia pomocy psychologa) to może spróbuj od swojej strony? przejdź sie do psychologa, powiedz na czym polega twój problem, psycholog wzmocni twoje poczucie wartości, nauczy asertywności, moim zdaniem to bedzie bardzo skuteczne. ja sama nad tym pracowałam ponad pół roku, obecnie już niewiele obchodzi mnie zdanie mojej matki, a wiem od rodziny, że to jej opinia na mój temat jest fatalna :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×