Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
lulu

DDA-uczucie wewnętrznego rozbicia, odmienności

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, od 2 może 3 lat jestem świadoma, że jestem DDA, ale dopiero teraz, kiedy stopniowo uświadamiam sobie skutki dzieciństwa w strachu, kłótniach, upokorzeniach i oczywiście z alkoholem w roli głównej, widzę ogrom poniesionych strat w mojej psychice. Czuję się rozbita tak, ze nie umiem sama się pozbierać do "kupy", ba nawet czuję, że nic nie jest w stanie to zrobić. Czuję się wręcz nienormalna, jak kosmita (?). Patrzę na moich rówieśników i widzę, że rzeczy z którymi ja mam ogromne trudności, dla nich nie są przeszkodą, że sytuacje, które choć sprawiają im zawód, złość, nie wywołują większych szkód w psychice. A ja? Każda, nawet najdrobniejsza rzeczy rozwala mnie jak bomba jądrowa. Co gorsze, nawet kilka dni po zdarzeniu nie umiem prowadzić normalnego (to pojęcie w życiu DDA nabiera innego wymiaru) trybu życia. Zgaduję, czy moje zachowanie, słowa, myśli są 'normalne' czy pochodzą z głębi mojego DDA. Rozmyślam o sytuacji i widzę wiele rozwiązań, ale nie potrafię wskazać tego 'normalnego' wyjścia. 'Normalnego' czyli nie zaburzonego dramatycznym dzieciństwem. Męczy mnie to już od dłuższego czasu, ale nie umiem znaleźć właściwego wyjścia. Czerpię trochę z teorii społecznego uczenia się i patrząc na rówieśników, którzy nie są DDA, uczę się od nich zachowywać, myśleć i może czuć inaczej, niż to robiłam do tej pory, czyli przez pryzmat DDA.

Napiszcie, czy Wy też odczuwacie podobnie. Może znaleźliście inne rozwiązania tej chorej sytuacji.

P.s. Dodam, że chodziłam na terapię, podczas której Pani psycholog próbowała rozwiązać moje problemy wynikające z DDA, ale jedynym jej sukcesem było to, że uświadomiłam sobie że jestem DDA i to, że jestem nienormalna.

Pozdrawiam,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mam podobne doświadczenia, a raczej intensywniejsze, bo dochodzi jeszcze wrogość do tej "reszty" osób. Nie rozumiem, jak można się obnosić ze swoim "cierpieniem", że się nie dostało tego czy tamtego przez dwa tygodnie - czy oni sobie w ogóle zdają sprawę, jakie problemy mają inni? :? Inni ludzie (bez problemów) są dla mnie niedojrzali i nie mają żadnej empatii. Nie zmienia to faktu, że oni sobie umieją radzić w podstawowych sytuacjach, a ja czasem przekombinuję o 180 stopni :roll: dorastanie w domu z problemem alkoholowym sprawia, że jest się wyczulonym na każdą najdrobniejszą rzecz, bo u siebie też trzeba być non stop czujnym. Myślę, że właśnie stąd się bierze to rozpamiętywanie, analizowanie i kombinowanie. Mnie dodatkowo pogrąża fakt, że jestem typową jedynaczką, i zawsze towarzyszyło mi poczucie "inności", niezależne od problemów w domu.

 

-- 18 sty 2012, 07:42 --

 

Ciekawi mnie tylko, czemu jedni umieją z tym żyć, a inni nie? Dlaczego mój kuzyn jest normalny, a mnie to rozwala od środka? :( może dlatego, że jego tata to był "ten zły" i menel, bo wżenił się w rodzinę, każdy o tym wiedział i to przyjmował do wiadomości, a mój ojciec był kochanym synkiem, szanowanym człowiekiem i do dziś się nam obrywa, że jesteśmy wariatki, że go wyrzuciłyśmy z domu :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • "dorastanie w domu z problemem alkoholowym sprawia, że jest się wyczulonym na każdą najdrobniejszą rzecz, bo u siebie też trzeba być non stop czujnym".

Zgadzam się. Ludzie nie mający do czynienia z alkoholem lub inną patologią w domu nie rozumieją nas DDA, a my ich. Też uważam, że ludzie którzy nie cierpieli są płytcy i powiem, że moje doświadczenie to potwierdza. A empatia DDA? hm, powiem, że zbyt wielka i mnie to właśnie często przeszkadza, właśnie z powodu nadmiernej empatii mam problemy i cierpię.

 

  • Ciekawi mnie tylko, czemu jedni umieją z tym żyć, a inni nie? Dlaczego mój kuzyn jest normalny, a mnie to rozwala od środka? :( może dlatego, że jego tata to był "ten zły" i menel, bo wżenił się w rodzinę, każdy o tym wiedział i to przyjmował do wiadomości, a mój ojciec był kochanym synkiem, szanowanym człowiekiem i do dziś się nam obrywa, że jesteśmy wariatki, że go wyrzuciłyśmy z domu :?

 

Też tego nie wiem, czemu jedni sobie z tym radzą, inni nie. Co do Twojego kuzyna siedem_zapalek, jeśli wychowywał się w rodzinie z problemem alkoholowym, to zawsze odciśnie piętno w człowieku i nie będzie nigdy 'normalny', więc pewnie Twój kuzyn też ma problemy, może jeszcze się nie ujawniły, bo moje emocje skrywane przez lata cierpień "uaktywniły" się dopiero po latach, kiedy już miałam swoją rodzinę z dala od alkoholu...

 

Co do ludzi, którzy mają płytkie problemy... Też mam do nich dystans, tyle że nie odczuwam wrogości, ale żal... Bo choć cierpienie nie jest przyjemne, to jednak USZLACHETNIA! Zawsze sobie to powtarzam, że gdybym miała 'normalną' rodzinę, miałabym szczęśliwe dzieciństwo, ale za to dziś nie byłabym taka wrażliwa na krzywdę drugiego człowieka, zaradna, rzetelna i wiele więcej takich pozytywnych cech mogłabym wymieniać. Znam osoby, które miały normalne dzieciństwo, i mają "pstro" w głowie: poddają się z byle powodu, są egoistyczni, często są to osoby typu węże - ślizgają się przez życie po innych ludziach. Brzydzę się takimi ludźmi i to mnie podnosi na duchu, że nie jestem taka.

Może warto spojrzeć na siebie właśnie przez te dobre cechy, które wykształciły się w nas DDA, właśnie przez to cholerne piekło w dzieciństwie??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siedem_zapalek, lulu, a przeszło Wam może przez myśl, że ci ludzie, którzy obnoszą się ze swoimi trywialnymi problemami, mają też inne, o wiele poważniejsze, tylko że te zachowują dla siebie...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kiya, och tak, zwłaszcza takie jak "nie dostałam lustrzanki od zaraz, moja mama to potwór", "moja babcia jest pasożytem, bo nie robi prania" :roll: nie oceniam ludzi, których nie znam, mówię o tych, o których wiem. Nie mają problemów, mają idealne życie a robią z siebie cierpiętników i przez to ich nienawidzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siedem_zapalek, dobra, zagięłaś mnie :mrgreen: Jak ja nienawidzę ludzi! Zwłaszcza takich :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No właśnie, a ja będąc uczennicą "dobrego liceum" mam z tym styczność non-stop :? strzeliłabym takim w pysk, ale i tak by nie pomogło :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też mówiłam o ludziach, których znam, dlatego pisałam, że mówię z doświadczenia. Często tacy ludzie uważali/uważają za gorszą (choć może to tylko ja tak siebie postrzegam?)

Ale wracam do wątku: skąd bierze się w DDA poczucie rozbicia? I jak sobie z nim radzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siedem_zapalek, mnie też byś znienawidziła pewnie, też uważałabyś, że mam idealnie i że jak ja mogę narzekać na życie, skoro mam wszystko; znam takie osoby jak ty i z kolei ja takich jak ty nie lubię;

nie lubię ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć, że inni mogą mieć inne problemy, nie lubię takich, którzy licytują, które problemy są poważniejsze;

ja ludzi, którzy według mnie nie mają problemów, lub mają je mniejsze, po prostu ignoruję, nie zazdroszczę im, nie wkurzam się, że oni mają 'lepsze' życie, bo najprawdopodobniej nie jest to prawdą, każdy ma problemy i każdy problem potrafi zatruć, zniszczyć życie;

 

lulu, sory, że nie odpowiedziałam na temat, ale chyba mnie to nie dotyczy, tzn. ja się nie czuję jakimś nie wiadomo jakim odmieńcem, to raczej od ludzi słyszę czasami, że jestem inna, albo dziwna, i tak w ogóle to chyba jestem bardziej ddd niż dda, chociaż alkohol też był w domu, tylko że nie non stop

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Tobą restless, ale przyznać musisz, że ludzi, którzy nie mieli ciężkich problemów, patologicznych (bo tylko takie mam na myśli, pisząc w tym poście), cechuje mniejszy poziom empatii i nie potrafią zrozumieć innych, którzy te problemy mają. Tak jak matka, która ma zdrowe dziecko, pieniądze na jego utrzymanie nie zrozumie, co przeżywa matka, która codziennie patrzy na chorobę dziecka i matka, której serce pęka na pytanie co na obiad? Tak ludzie, nie mający kłótni, bicia, zastraszania, interwencji policji w środku nocy i ucieczek, byle nie dać się pobić/zabić, nie zrozumieją, co DDA przeżywa. Mogą co najwyżej pokiwać głową na znak współczucia i na drugi dzień nie pamiętać tej rozmowy na temat dzieciństwa. Myślę, że siedem_zapałek też ma takie osoby na myśli...

 

Dodam jeszcze, że tak jak dzieciństwa DDA mogą się różnić od siebie, tak ludzie z tym syndromem też. Pamiętam taką osobę, z którą rozmawiałam o alkoholizmie w rodzinie. Wkurzyło mnie to, że dla niej tragedią było to, że jej tata pod wpływem alkoholu nie potrafił wyjść po schodach i ona bała się że spadnie albo co gorsza sąsiedzi to zobaczą. Popatrzyłam na nią i... żal mi jej było. Już nie wspomniałam o tym, że mój ojciec po pijanemu szykował na mnie i siostrę tasak, którym zapewniał nas "dziś w nocy nas zapier...li", nie mówiłam jak czuwałyśmy z siostrą na zmianę w nocy, nadsłuchując czynie idzie, jak pod groźbą śmierci kazał mi wyłączyć komputer w domu, który podtrzymywał go niewidzialnymi nićmi (wtedy jeszcze komputer był osobliwością w domu, nikt go jeszcze nie posiadał). Takim osobom chętnie dała bym w pysk, ale jak to powiedziała siedem_zapałek i tak to nic nie da. Rozumiem, że dla niej to, że ojciec się upija, to dramat. Ciekawe jak by nazwała ten koszmar, który ja miałam?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

restless, ja nie znam Ciebie, ty nie znasz mnie. Nie, nie znienawidziłabym Cię, czytałeś co ja w ogóle powiedziałam? Mówię o moich dobrych znajomych, byłych przyjaciołach, dla których to jest tak cholernie trudne do zrozumienia, że można tak po prostu się bać, tak po prostu być smutnym. Liczą się tylko oni i ich problemy, bo nie znają wymiaru tych prawdziwych.

 

Chyba ja wiem lepiej, czy ludzie z mojego środowiska, których znam długo, mają dobre życie od Ciebie. Nie musisz mnie lubić, nie zabiegam o to, żeby mnie lubiono - kolejny bonus bycia DDA.

 

Edit: nie umiem czytać :oops: wybacz lulu, nie ogarnęłam, mam podobne doświadczenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz lulu, współczuję Ci, ale nie w taki sam sposób, jakby współczuli ci ludzie, którzy mieli podobne sytuacje w domu, taka jest niestety rzeczywistość;

u mnie aż takich ekstramalnych sytuacji nie było, mimo to, mam zjechaną psychę i nie potrafię sobie poradzić z wieloma sprawami w życiu;

 

niestety, nie możesz oczekiwać od wszystkich takiego samego poziomu współczucia, tego, że wszyscy w jednakowy sposób będą cię rozumieć;

dlaczego dałabyś takim osobom w pysk....?? czy to wynika z czystej zazdrości, że takie osoby miały/mają łatwiej w życiu?

ja niestety jestem otoczona w tej chwili ludźmi, dla których alkohol w domu to totalna abstrakcja, i inne dysfunkcje raczej też, nie czuję się dobrze w ich otoczeniu, jestem od nich inna, oni są dla mnie po prostu infantylni i płytcy, problemy dziewczyn ograniczają się do: 'muszę sobie koniecznie kupić nową kieckę i buty na wesele za dwa tygodnie', mimo tego, że w szafie wisi conajmniej 30, serio piszę; a faceci: moją beemkę mam już 3 lata, muszę ją jak najszybciej zamieć na subaru (chyba tak się to pisze), tylko że nie mam kasy w tej chwili i muszę odkładać AŻ 3 miesiące);

ze względu na związek z chłopakiem jestem otoczona takimi pustakami, myślisz, że oni mnie wkurzają, że wywołują we mnie zazdrość? nie; jedyne co mnie wkurza, to to, że muszę mieć z takimi kontakt, najchętniej odcięłabym się zupełnie, bo po prostu nie mam o czym z nimi rozmawiać; ale ty chyba piszesz o innego rodzaju sytuacji;

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ja niestety jestem otoczona w tej chwili ludźmi, dla których alkohol w domu to totalna abstrakcja, i inne dysfunkcje raczej też, nie czuję się dobrze w ich otoczeniu, jestem od nich inna, oni są dla mnie po prostu infantylni i płytcy, problemy dziewczyn ograniczają się do: 'muszę sobie koniecznie kupić nową kieckę i buty na wesele za dwa tygodnie', mimo tego, że w szafie wisi conajmniej 30, serio piszę; a faceci: moją beemkę mam już 3 lata, muszę ją jak najszybciej zamieć na subaru (chyba tak się to pisze), tylko że nie mam kasy w tej chwili i muszę odkładać AŻ 3 miesiące)

 

A może to tylko ich zewnętrzne ja, może mają takie problemy, o jakich Ci się nie śniło :shock: obie wiemy, że nie, więc po co naskok na mnie, skoro widzisz to samo :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siedem_zapalek, czytałam, co pisałaś, ale zrozumiałam, że chodzi ci ogólnie o ludzi z gorszymi od twoich doświadczeniach, a nie o twoich bliskich przyjaciół; najwidoczniej nie są to ludzie, z którymi powinnaś się przyjaźnić, nie masz się co łudzić, że oni cię zrozumieją;

 

ale czemu od razu piszecie, że takich nienawidzicie, że chętnie dalibyście takim w pysk? tego nie rozumiem

ja tam ich nie nienawidzę, a raczej współczuję, że są tacy puści i ograniczeni?

 

i fakt oni pewnie mają problemy o jakich mi się nie śniło, jednym z nich może być chociażby taki, że od czasu do czasu życie lub kontakt z innymi, nieco bardzie rozgarniętymi ludźmi uświadamia im, jacy są głupi, co na pewno nie jest przyjemne; osobiście nie chciałabym mieć takiego problemu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

restless, obcych nie mam na myśli, nie siedzę w ich głowach i nie mam prawa oceniać ;) dlatego już nie mam z nimi kontaktu, wydawali się inni.

 

Współczułabym im, ale oni perfidnie potrafią się z takich sytuacji śmiać czy je wykorzystywać :? z kim ja się zadawałam ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dlaczego dałabyś takim osobom w pysk....?? czy to wynika z czystej zazdrości, że takie osoby miały/mają łatwiej w życiu?

Nie. Teraz wśród moich znajomych, z którymi się spotykam codziennie, bo w pracy nie ma żadnego DDA, ale dobrze z nimi się dogaduję. Oni wiedzą o moim dzieciństwie i rozumieją (na tyle ile potrafią oczywiście) i im nie dałabym w pysk. Bo choć różnimy się doświadczeniami, to mamy charaktery podobne.

Tamta osoba, o której pisałam, była mimo dzieciństwa z alkoholem płytka. To była osoba, o jakiej piszesz restless: oj muszę sobie koniecznie nogi wydepilować i to laserowo! och, nie długo mój ślub, nie wiem co kupić, ilu gości zaprosić... jedynym jej problemem było to jaki cień do powiek użyć... No podsumowując: Ja DDA i ona DDA... Może pod kołderką tych płytkich problemów, kryła wielki ból... może,wielka wątpliwość raczej. Taki to jest rodzaj człowieka..

 

restless: nie mam na myśli tego, że takich osób nienawidzę. Naprawdę daleka jestem od nienawiści, nigdy nie należałam do osób, które żyją nienawiścią, mnie ona męczy i wolę przebaczyć, niż kogokolwiek nienawidzić.. A w pysk tamtej (bo powtarza mnie wszyscy tacy są płytcy) bym dała nie dlatego że jej nienawidzę, ale dlatego, żeby się obudziła, ocknęła i przejrzała na oczy że są ludzie którzy mieli gorzej, których najgorszym wspomnieniem nie jest ojciec leżący na schodach... O tym piszę, odnoszę się do moich doświadczeń z takim typem osoby. Powtarzam, nie jestem wrogo nastawiona do NIE-DDA,przeciwnie.Mówię tylko że życie w luksusach i braku problemów większych niż w co tu się ubrać? powoduje oziębłość empatyczną i poczucie wyższości nad innymi, co większości DDA nie dotyczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Współczułabym im, ale oni perfidnie potrafią się z takich sytuacji śmiać czy je wykorzystywać

a to ci się nie dziwię

 

lulu, to ci zazdroszczę, że masz takich ludzi w pobliżu, bo ja jak na razie jestem otoczona takimi głąbami, że szkoda gadać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chcę być wróżbitką, ale myślę, że długo w takim towarzystwie nie wytrzymasz. Jeśli dobrze zrozumiałam, to jesteś skazana na takie towarzystwo, ponieważ są to znajomi twojego chłopaka, czyli dalej wnioskuję, iż twój chłopak jest podobny do nich? To jeśli tak jest to nie wierzę, że wasz związek przetrwa, zbyt duża różnica, rozbieżność między światami - 'oni' nie rozumieją naszego DDA, 'my' ich świata materialistycznego. I nawet jeśli teraz jest ładnie, pięknie, to po latach ta różnica zacznie wam bardzo dokuczać. No chyba że Ty restless nie jesteś DDA czy DDD?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Jesteście otoczone bogaczami, czy co?

 

Można tak powiedzieć :roll: co najmniej klasą średnio-wyższą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Okropne stworzenia, unikam ich kiedy tylko mogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Cóż, dlatego właśnie nie mam życia poza szkołą, nawet nie żałuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jesteście otoczone bogaczami, czy co?

no ja na pewno nie. Nie umiem się dogadać z takimi, a nawet nie próbuję, bo jakoś mnie do nich nie ciągnie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat bardzo ciekawy.

 

Jeśli chodzi o mnie to tak, czuję wewnętrzne rozbicie, pustkę, odmienność. Co prawda żyję na marginesie społeczeństwa (niemal zupełnie wykluczony z tzw. normalnego życia), jednak nie robię rzeczy na tyle dziwnych, aby mnie uznać za całkowitego odmieńca. Jednak już od dzieciństwa byłem przez znajomych uważany za "innego".

 

 

Z obserwacji wiem jedno. DDD/DDA to syndrom postępujący, równia pochyła w dół. I tak im szybciej się przerwie ten straszny łańcuch współuzależnienia i życia życiem pijącego lub w inny sposób porytego rodzica, tym lepiej.

I tak da się zauważyć, że ci DDD/DDA, którzy szybko zaczęli żyć swoim życiem, to wyszli na prostą, a ci co ciągle litowali się nad rodzicem/rodzicami, żyli ich życiem, a nie swoim, to tkwią dalej w bagnie.

 

I tak jak pierwsza grupa np. wyjechała za pracą za granicę, pozakładała własne rodziny i żyje swoim życiem, tak druga grupa tkwi w bagnie, różnie rozumianym.

 

Ja w takim bagnie tkwiłem przez prawie 30 lat. Wiecznie się litowałem nad ojcem, a on skutecznie mi rył psychikę. Żyłem naiwnością, że się może w końcu zmieni, a nawet tak mnie porył, że to on jest wzorem, a inni są gównem.

 

Odkąd uciąłem wszelkie kontakty z nim i jego klakierami jest trochę lepiej. Powoli zaczynam żyć swoim życiem, choć na razie jest to margines. Miałem wybór: żyć w domu z ojcem lub wylądować na ulicy. Wybrałem ulicę.

Choć może się to wydawać, że z deszczu pod rynnę, to tak do końca nie jest, bo bardzo możliwe, że właśnie ulica uchroniła mnie przed śmiercią i/lub więzieniem (kiedyś wielokrotnie groziłem ojcu i byłem bliski spełnienia egzekucji).

 

Dziś też wiem, że - choć wyda się to dla Was może absurdalne - powinienem przebaczyć ojcu. Ma być to nie tyle dla niego, co dla mnie. Wewnętrzna nienawiść do niego mnie zabijała. Decyzję podjąłem: chcę mu przebaczyć, co nie równa się kajaniu z nim. A skoro chcieć to móc ...

Bo przecież on jest chory, żyje swoimi urojeniami wyższości nad innymi, przecież on też pochodził z nienormalnego domu i ten wzorzec skutecznie przekazał na swoje dzieci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem otoczona bogaczami. Tak myślałam całe życie. Dopóki któregoś dnia nie przejrzałam na oczy i zrozumiałam - "hej, to nie oni są bogaci, tylko ja biedna"... Szczerze mówiąc nie znam nikogo, kto miałby cięższą sytuacją finansową ode mnie (nie licząc mojej rodziny)... Codziennie mnie to boli, bo nawet nie mam nikogo, komu mogłabym się po prostu pożalić na brak pieniędzy - każdy odbiera to jako prośbę o pomoc... A ja nie pomocy chcę, tylko kogoś, kto ma podobne problemy do mnie...

 

lulu, ruszyło mnie bardzo to, co napisałaś o swojej sytuacji z domu rodzinnego (rozumiem, że już tam nie mieszkasz?). Ja też nie miałam w domu wesoło, ale na rękoczynach i zniszczonych sprzętach użytku domowego się kończyło... Plus przemoc psychiczna, w której czuję, że będę uwięziona do końca swoich dni.

 

Odmienność? Całe życie ją odczuwam. Koleżanki powtarzały mi, że każdemu wydaje się, że jest inny... Ale chyba jednak są inni i "inniejsi"...

 

Co do problemów innych ludzi. W pracy mam taką jedną koleżankę, solarka, tleniony blond - wiadomo jak to się kojarzy. Przez długi czas nie miałam o czym z nią rozmawiać, w końcu jak się z nią oswoiłam, to gadamy po prostu o głupotach. A dziś usłyszałam ledwo kilka zdań o jej dzieciństwie... DDD i DDA jak nic, w skrócie mówiąc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×