Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Iyss

Cześć.

Rekomendowane odpowiedzi

Nie zarejestrowałam się tu by prosić kogokolwiek o pomoc. Zarejestrowałam się, bo odczuwam taką potrzebę - potrzebę "bycia" z ludźmi o problemach tak bardzo podobnych do moich. Oczekuję jedynie odrobiny zrozumienia. Mam nadzieję, że tutaj, nie będę czuła się tak bardzo inna jak czuje się w codziennym życiu. W zasadzie nie wiem, co pisać, nie lubię mówić o sobie, dlatego przepraszam, jeśli mój post wydaje się Wam nieco chaotyczny. Pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

Można rzec że masz wspaniałe życie a pewnie wcale tak nie jest? Nie znamy się, więc napisz jak jest naprawdę.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczucie bycia rozumianym to coś bez czego bardzo trudno żyć. Życzę Ci, żebyś to zrozumienie znalazła.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak bardzo nie lubię użalać się nad sobą. O wiele bardziej lubię słuchać innych, o tak.

Ale jeśli ciągle będę udzielała wymijających odpowiedzi, to nic dobrego mi to nie przyniesie..

Eh.. Gdyby nie było mi tak ciężko mówić o sobie.. Po prostu.. Sama jestem winna swojemu stanowi, nie mogę zrzucić winy na kogoś, lub na coś. Wszystko to po prostu moja wina.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważaj z tą winą!

 

Tak naprawdę to świat nie jest taki prosty, żeby można było powiedzieć kto lub co jest wyłącznie czemuś winne. Na pewno "wszystko" nie jest Twoją winą. Wydaję mi się każdy ma prawo trochę ponarzekać, jeżeli mu to pomaga. Nawet jeśli jest w jakimś stopniu sam przyczyną swoich problemów. Poza tym, to czyja to jest wina to dość drugorzędna kwestia. Myślę, że lepiej jest skupić się na rozwiązaniu problemów, na tym jak wyjść na prostą.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem, fakt "czyja to jest wina" jest ważny. Bo skoro owa wina jest przyczyną problemów, to żeby je rozwiązać powinno się coś z nią zrobić. A co mogę zrobić sama ze sobą? Trzymam się tylko dla chłopaka, nie chce spierdzielić mu życia, odbierając mu osobę, którą kocha. Ale dla mnie.. Najlepiej byłoby przestać istnieć. To byłoby rozwiązanie moich problemów. Nie wiem więc, czy warto się na tym skupiać, zgubiłoby mnie to jeszcze bardziej.

Pozdrawiam również.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale co można zrobić z winą? To co się stało się już nie odstanie. Ludzie popełniają błędy. Jeśli miałaś na myśli, to że za winę powinna być kara, to może spróbuj się bardziej "zresocjalizować", a nie karać. W sensie, naprawić to co jest źle, żeby wszystko wyglądało lepiej, tak żebyś Ty była zadowolona.

 

Odnalezienie sensu życia jest złożoną sprawą. Ja kiedy miewam chwile zwątpienia to staram się przypomnieć sobie swoje marzenia, chwile kiedy mi było dobrze, czasy kiedy byłem "fajnym" gościem. To dodaje mi motywację. Życie to wszystko co mamy, i rezygnowanie z niego to ucięcie "wszystkiego". Myślę, że przeżyłaś już kiedyś dobre chwile. Spróbuj doprowadzić do takiego stanu, żeby móc je przeżywać jeszcze.

 

Nie chcę być odbieranym jako jakiś "mądrala". Nie jestem Tobą, i nie znam dokładnie Twojej sytuacji. Chciałbym tylko, żebyś doceniła wartość życia i spróbowała powalczyć o swoje szczęście.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie uważam Cię, za 'mądralę' - tak samo jak nie oceniam książki po okładce, tak samo nie oceniam ludzi po kilku postach (no, może z wyjątkiem "$łItAśNyCh PoKeMoNóW", których na tym forum na szczęście nie widzę). Z tego co na razie mogę o Tobie powiedzieć to tyle, że jesteś wartościowym człowiekiem, przynajmniej na razie taki mi się wydajesz. Ale wracając do tematu... A co powiesz, jeśli napiszę, że problemem jest właśnie to, że pojawiłam się na tym świecie? Tego nie mogę naprawić... No chyba że najzwyczajniej odbiorę sobie życie. A nie chcę tego robić, tzn. czasem mam ochotę, mam odwagę by to zrobić, ale "problem" w tym, że mam dla kogo żyć. Czuję się odpowiedzialna za osobę, która jest mi bardzo bliska i nie potrafię zadać jej takiego ciosu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To, że pojawiłaś się na tym świecie moim skromnym zdaniem na pewno nie jest problemem :) Ot, choćby dlatego, że dzięki temu poznałaś kogoś kto jest Ci bliski. Kogoś z kim na pewno przeżyłaś chwile szczęścia i kogoś dla kogo Ty jesteś ważna. Myślę, że to dobrze, że czujesz się odpowiedzialna za tą osobę. Jednak wydaje mi się, że powinnaś żyć nie tylko dla niej ale też i dla samej siebie.

 

Otwórz może na chwilę okno w pokoju, wychyl się i popatrz jakie ładne dziś niebo. Zauważ, że fajnie poczuć chłodne powietrze (oczywiście na moment, żebyś się nie zaziębiła ;) ). Spróbuj sobie przypomnieć te momenty kiedy byłaś szczęśliwa. Jestem przekonany, że jeszcze możesz takie przeżyć.

 

Wiem, że nie jest łatwo się zmobilizować do pokonywania problemów, kiedy wydają się one bardzo duże i trudne do przezwyciężenia. Myślę, że jednak warto próbować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mjp, wiem że czeka mnie mnóstwo fajnych chwil w życiu, ale wiem też że czekają mnie te beznadziejne. Przychodzi taki czas że człowiek po pewnym czasie traci odporność na ból, że wystarczy drobnostka, żeby zachwiał się cały świat. Zawsze byłam silną osobą, w zasadzie dalej nią jestem, ale wystarczy jakaś prosta, zła sytuacja i wszystko mi się wali. Często sobie myślę, że gdyby nie było mnie, to wielu osobom nie zadawałabym bólu, mieliby mniej zmartwień. W tym momencie żyję z przekonaniem, że gdyby nie ja, to mój facet miałby szanse na naprawdę fajną dziewczynę, bez problemów. Nie zasłużył na to by tak cierpieć przy mnie, a więc ja nie zasługuje na niego w pewnym sensie. Wiele razy próbowałam odejść tłumacząc się głupimi pretekstami, kiedy tak naprawdę tu chodzi tylko o to, żeby dać mu szansę na szczęście. Potrafię cieszyć się z życia, z drobiazgów także, czasem potrafię uśmiechnąć się patrząc na gwiazdy na niebie czy dzieci bawiące się na dworze.. Moim największym problemem nie są zaburzenia. Moim największym problemem jest troska o bliskich, których chciałabym uchronić przed sobą samą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, witam ponownie.

 

Dlaczego uważasz, że jesteś zagrożeniem dla bliskich, że powinnaś ich przed sobą chronić?

 

Może trochę za dużo od siebie wymagasz? Piszesz, że Twój facet cierpi przy Tobie, że mógłby być z kimś lepszym. Jak widać jednak "coś" w sobie masz, skoro jest z Tobą, a nie z nikim innym. Może nie ma dla niego lepszej opcji? W życiu i w związkach nie zawsze jest "kolorowo". Czy gdyby Twój Luby miał jakieś problemy to chciałabyś go od razu zostawiać? Chodzi o to, żeby się wspierać, bo każdemu może się noga powinąć. Może zamiast próbować się wykręcić ze związku i ochronić partnera przed sobą lepiej byłoby dla Was obojga gdybyś nastawiła się na poprawienie tego i owego w sobie i na zaangażowanie w relację? Z tym poprawianiem to też oczywiście bez przesady, bo na świecie nie ma ideałów i nie ma sensu wymagać od kogoś ani od siebie bycia perfekcyjnym.

 

Myślę, że cenne jest to, że potrafisz się cieszyć drobiazgami. Zdaję sobie sprawę, że czasami jak się skumuluje dużo negatywnych przeżyć, to nawet dość proste kłopoty mogą wyprowadzić z równowagi. Na szczęście to nie jest nieodwracalne. Można próbować zmienić podejście, dystansować się wobec złego, dostrzegać więcej pozytywów. Warto chyba się poświęcić i pocierpieć trochę beznadziejnych chwil, po to żeby przeżyć jeszcze kilka szczęśliwych momentów. Może też dzięki temu te szczęśliwsze chwile będą lepiej smakowały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego uważasz, że jesteś zagrożeniem dla bliskich, że powinnaś ich przed sobą chronić?

 

Nie chcę jedynie żeby cierpieli przez to, że sama sobie nie radzę.

 

 

Co do reszty wypowiedzi... Myślę, że masz rację i gdyby mój facet to przeczytał, to cieszyłby się, że ktoś wreszcie próbuje mi mądrze przemówić do rozsądku. Gdyby nie te moje cholerne bariery... Ale rozmawiałam z Nim dziś, powiedział żebym się nie przejmowała, że on zawsze będzie przy mnie i że chce żebym teraz skupiła się na moich problemach, a raczej na ich rozwiązaniu i nie przejmowała niczym innym. Mam nadzieję że potrafię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej :)

 

Fajnie, że rozmawiasz z partnerem o tym co trudne. Rozmowa to klucz do wzajemnego zrozumienia. Wierzę, że dasz radę uporać się z kłopotami. Może nie będzie łatwo ale w końcu się uda. Będę trzymał kciuki ;)

 

W razie gdybyś miała tu jeszcze ochotę porozmawiać o rzeczach poważnych lub mniej - pisz śmiało, postaram się odpowiedzieć.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

W razie gdybyś miała tu jeszcze ochotę porozmawiać o rzeczach poważnych lub mniej - pisz śmiało, postaram się odpowiedzieć.

Mogłabym w razie czego pisać na pw?

 

_wovacuum_, hej! :)

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, możesz pisać na pw. Od tego jest :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×