Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Straszne, bardzo uderzające prawdą i dlatego ohydne, anekgar ; )

 

Boję się, że moja diagnoza czwartkowa to właśnie borderline. A jak nie to coś w stylu.

 

Nie wiem czemu się boję.

 

-- 01 mar 2013, 20:37 --

 

Keji, a ja się zmuszałam żeby coś robić, tworzyłam wtedy np. sztuczną tożsamość, coś takiego. Przez wiele czasu odnosiłam 'sukcesy', a potem czułam się przed sobą jak szmata. Wolałabym już coś rzucić. Ale boję się, że umrę i nic po mnie nie zostanie. A chcę żeby ktoś kiedyś mnie poznał. To też jakiś mój odchył, nie lubię go, nie pozwala nic robić z pasją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie czuję się osobą chorą... jestem inna... zapewne jest wiele teorii dotyczących osobowości chwiejnej emocjonalnie... ja miałam to potwierdzone u poprzedniej lekarki że to z powodu zdarzeń traumatycznych... dorastałam w środowisku gdzie widziałam wiele wersji norm i na żadną nie mogłam się zdecydować... jako nastolatka byłam zagubiona... myślę że moja osobowość kształtuje się dopiero teraz, że to, co według różnych naukowych opracowań powinno następować w wieku nastoletnim, dzieje się teraz; niedaleko przed trzydziestką... jestem na etapie buntu, jak nastolatka podważam wszystko... nie jestem milutką, uległą kobietką która zagryza grzecznie zęby... nie, we mnie budzi się pyskata suka... poczynam sobie na polu feministycznym; jedna sprawa się opóźnia z winy instytucji która ma zatwierdzić grupę samopomocy dla ofiar przestępstw, napisałam anonimowo artykuł na pewną stronę; pyszczę anonimowo w necie i tępię każdy napotkany komentarz o ofiarach gwałtu typu "sama się prosiła" czy "kobiety do garów"...

 

od terapii oczekuję poskładania tych nowych wartości w całość, są one inne niż te w których się wychowałam i tańczą w tej chwili pogo... nie chcę by terapeuta był kolejnym rodzicem, arbitrem w decydujących dla mnie sprawach - na pewno nie dam mu do tego prawa... nie chcę, by wtłaczano mnie w normy których nie uznaję - np. z jakiej racji mam myśleć że jak schudnę to poczuję się lepiej, jakby będąc grubą nie mogłabym czuć się dobrze; z jakiej racji bez pracy mam być zgorzkniała, z jakiej racji odpowiedzialność pojmować tak jak mi to wtłoczono - jako winę za niewykonany obowiązek, nie jako sprawczość własnych działań; z jakiej racji mam się nie buntować gdy lekarz nie daje mi upoważnienia do informowania kogoś o moim stanie zdrowia; siedzieć cicho gdy ktoś wygłasza przy mnie seksistowski,rasistowski itp. pogląd? (nie chodzi o to by przekonać taką osobę ale spuścić z siebie parę że mi się to nie podoba)...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie czuję się osobą chorą... jestem inna... zapewne jest wiele teorii dotyczących osobowości chwiejnej emocjonalnie... ja miałam to potwierdzone u poprzedniej lekarki że to z powodu zdarzeń traumatycznych... dorastałam w środowisku gdzie widziałam wiele wersji norm i na żadną nie mogłam się zdecydować... jako nastolatka byłam zagubiona... myślę że moja osobowość kształtuje się dopiero teraz, że to, co według różnych naukowych opracowań powinno następować w wieku nastoletnim, dzieje się teraz; niedaleko przed trzydziestką... jestem na etapie buntu, jak nastolatka podważam wszystko... nie jestem milutką, uległą kobietką która zagryza grzecznie zęby... nie, we mnie budzi się pyskata suka... poczynam sobie na polu feministycznym; jedna sprawa się opóźnia z winy instytucji która ma zatwierdzić grupę samopomocy dla ofiar przestępstw, napisałam anonimowo artykuł na pewną stronę; pyszczę anonimowo w necie i tępię każdy napotkany komentarz o ofiarach gwałtu typu "sama się prosiła" czy "kobiety do garów"...

 

od terapii oczekuję poskładania tych nowych wartości w całość, są one inne niż te w których się wychowałam i tańczą w tej chwili pogo... nie chcę by terapeuta był kolejnym rodzicem, arbitrem w decydujących dla mnie sprawach - na pewno nie dam mu do tego prawa... nie chcę, by wtłaczano mnie w normy których nie uznaję - np. z jakiej racji mam myśleć że jak schudnę to poczuję się lepiej, jakby będąc grubą nie mogłabym czuć się dobrze; z jakiej racji bez pracy mam być zgorzkniała, z jakiej racji odpowiedzialność pojmować tak jak mi to wtłoczono - jako winę za niewykonany obowiązek, nie jako sprawczość własnych działań; z jakiej racji mam się nie buntować gdy lekarz nie daje mi upoważnienia do informowania kogoś o moim stanie zdrowia; siedzieć cicho gdy ktoś wygłasza przy mnie seksistowski,rasistowski itp. pogląd? (nie chodzi o to by przekonać taką osobę ale spuścić z siebie parę że mi się to nie podoba)...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, spływa po mnie to co mówisz, po pierwsze doucz się, kryzys tożsamości nie występuje w wieku 2 lat; po drugie nie zamierzam ci wchodzic w tyłek i udowadniac jak to bardzo akceptuję twoje normy... zdaje się że w innym temacie, tym gdzie pisałam o ciąży już się żarłyśmy...

 

osobowośc chwiejna emocjonalnie nie świadczy o mojej wartości jako człowieka... nie będę wchodzic w rolę chorej, tj. zależnej od innych i grzecznie przyjmującej leki... to tylko parę literek, nie coś co mam wyżarte na czole...

 

chcesz, to bądź zależna od lekarza i innych ale nie masz prawa naginac mnie do takich norm... jestem na to zbyt dumna i niezależna...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, spływa po mnie to co mówisz, po pierwsze doucz się, kryzys tożsamości nie występuje w wieku 2 lat; po drugie nie zamierzam ci wchodzic w tyłek i udowadniac jak to bardzo akceptuję twoje normy... zdaje się że w innym temacie, tym gdzie pisałam o ciąży już się żarłyśmy...

 

osobowośc chwiejna emocjonalnie nie świadczy o mojej wartości jako człowieka... nie będę wchodzic w rolę chorej, tj. zależnej od innych i grzecznie przyjmującej leki... to tylko parę literek, nie coś co mam wyżarte na czole...

 

chcesz, to bądź zależna od lekarza i innych ale nie masz prawa naginac mnie do takich norm... jestem na to zbyt dumna i niezależna...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

małpka bubu, nie mam pojęcia o jakich normach mówisz. nie narzucam innym moich norm. poprostu świerzbi mnie ręka jak czytam rzeczy niezgodne z rzeczywistością. jesteś de facto na etapie buntu 2 latka, bo taka jest specyfika tego zaburzenia i tylko o to mi chodziło. nie ma to żadnego związku z wiarą w leki czy role chorej osoby.

 

poza tym mit o niezależności to największe kłamstwo bordera wobec siebie :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

małpka bubu, nie mam pojęcia o jakich normach mówisz. nie narzucam innym moich norm. poprostu świerzbi mnie ręka jak czytam rzeczy niezgodne z rzeczywistością. jesteś de facto na etapie buntu 2 latka, bo taka jest specyfika tego zaburzenia i tylko o to mi chodziło. nie ma to żadnego związku z wiarą w leki czy role chorej osoby.

 

poza tym mit o niezależności to największe kłamstwo bordera wobec siebie :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

napisałam ci wyraźnie - chcesz to bądź zależna od innych...

 

uważasz że niezależność to mit - twoja ryba

 

jestem zbyt dumna by zrezygnować z nauki tej niezależności... tak, nazwij sobie jak chcesz, że jest to na poziomie 2 letniego dziecka które uczy się mówić nie...

 

uważam tylko że to zaburzenie to nie wyrok, w żadnym razie nie obliguje mnie do przyjęcia stereotypowej roli... dostosować się do ogólnych norm społecznych to co innego, a mieć np. inne poglądy polityczne niż współlokatorzy to drugie i o taką niezależność mi chodzi... by nie być przedłużeniem osobowości rodziców, partnera, terapeuty, pracodawcy itp...

 

podziwiam niepełnosprawne osoby które mimo swoich ułomności nie rezygnują z życia, pasji; np. taki Jan Mela który zdobywał bieguny... i to tacy ludzie są dla mnie autorytetem, pokazują że mimo ułomności można sięgać gwiazd...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

napisałam ci wyraźnie - chcesz to bądź zależna od innych...

 

uważasz że niezależność to mit - twoja ryba

 

jestem zbyt dumna by zrezygnować z nauki tej niezależności... tak, nazwij sobie jak chcesz, że jest to na poziomie 2 letniego dziecka które uczy się mówić nie...

 

uważam tylko że to zaburzenie to nie wyrok, w żadnym razie nie obliguje mnie do przyjęcia stereotypowej roli... dostosować się do ogólnych norm społecznych to co innego, a mieć np. inne poglądy polityczne niż współlokatorzy to drugie i o taką niezależność mi chodzi... by nie być przedłużeniem osobowości rodziców, partnera, terapeuty, pracodawcy itp...

 

podziwiam niepełnosprawne osoby które mimo swoich ułomności nie rezygnują z życia, pasji; np. taki Jan Mela który zdobywał bieguny... i to tacy ludzie są dla mnie autorytetem, pokazują że mimo ułomności można sięgać gwiazd...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie, no spoko jak chodzi o niezależność w rozumieniu odseparowania się od rodziców to jak najbardziej się zgadzam. w tym przedewszystkim od matki, bo ta jest najbardziej problemotwórcza i stawia opór gdy dostrzeże przejawy takiej separacji. gdybys nie próbowała się od niej uniezależnić, to pewnie nie podjęłabyś leczenia. ale jednocześnie każdy border jest zależny w tym sensie, że nie potrafi znieść porzuceń, nawet tych wyimaginowanych. huśtawki nastrojów biorą się właśnie z tego i skoro nie jesteśmy w stanie zapanować nad tym, to znaczy, że jesteśmy zależni od obecności bliskich osób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie, no spoko jak chodzi o niezależność w rozumieniu odseparowania się od rodziców to jak najbardziej się zgadzam. w tym przedewszystkim od matki, bo ta jest najbardziej problemotwórcza i stawia opór gdy dostrzeże przejawy takiej separacji. gdybys nie próbowała się od niej uniezależnić, to pewnie nie podjęłabyś leczenia. ale jednocześnie każdy border jest zależny w tym sensie, że nie potrafi znieść porzuceń, nawet tych wyimaginowanych. huśtawki nastrojów biorą się właśnie z tego i skoro nie jesteśmy w stanie zapanować nad tym, to znaczy, że jesteśmy zależni od obecności bliskich osób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

uważam tylko że to zaburzenie to nie wyrok, w żadnym razie nie obliguje mnie do przyjęcia stereotypowej roli... dostosować się do ogólnych norm społecznych to co innego, a mieć np. inne poglądy polityczne niż współlokatorzy to drugie i o taką niezależność mi chodzi... by nie być przedłużeniem osobowości rodziców, partnera, terapeuty, pracodawcy itp...

 

a co ma BPD do feminizmu i zdecydowanych poglądów? oczywiście, że diagnoza i terapia nie są żadnym "wyrokiem", zaburzenie niesie ze sobą pewne konsekwencje i tyle

 

świadomość pewnych mechanizmów powoduje, że łatwiej się żyje ze sobą i innym łatwiej żyć z tobą - przecież nie chodzi o wyrzeczenie się własnych przekonań (!) niezależność oznacza też odpowiedzialność za siebie i innych

 

podam ci przykład, żeby było jasne, o czym mówię: powiedzmy, że wracasz w nocy z dwoma niewielkimi kolegami i natykasz się na kilkunastu pijanych kibiców śpiewających antysemickie przyśpiewki - jeśli będziesz dążyć do ostrej konfrontacji, koledzy zbiorą łomot, jako osobie z BPD będzie ci po prostu trudniej zareagować w takiej sytuacji, bo możesz nie zauważyć granicy po przekroczeniu której konfrontacja stanie się po prostu bardzo niebezpieczna - nie tylko dla ciebie, ale i dla tych nieszczęsnych kolegów

 

z radykalizmem jest prosty problem - nie chodzi o przekonania, tylko o zachowania z nich wynikające - mogą być zwyczajnie straceńcze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

uważam tylko że to zaburzenie to nie wyrok, w żadnym razie nie obliguje mnie do przyjęcia stereotypowej roli... dostosować się do ogólnych norm społecznych to co innego, a mieć np. inne poglądy polityczne niż współlokatorzy to drugie i o taką niezależność mi chodzi... by nie być przedłużeniem osobowości rodziców, partnera, terapeuty, pracodawcy itp...

 

a co ma BPD do feminizmu i zdecydowanych poglądów? oczywiście, że diagnoza i terapia nie są żadnym "wyrokiem", zaburzenie niesie ze sobą pewne konsekwencje i tyle

 

świadomość pewnych mechanizmów powoduje, że łatwiej się żyje ze sobą i innym łatwiej żyć z tobą - przecież nie chodzi o wyrzeczenie się własnych przekonań (!) niezależność oznacza też odpowiedzialność za siebie i innych

 

podam ci przykład, żeby było jasne, o czym mówię: powiedzmy, że wracasz w nocy z dwoma niewielkimi kolegami i natykasz się na kilkunastu pijanych kibiców śpiewających antysemickie przyśpiewki - jeśli będziesz dążyć do ostrej konfrontacji, koledzy zbiorą łomot, jako osobie z BPD będzie ci po prostu trudniej zareagować w takiej sytuacji, bo możesz nie zauważyć granicy po przekroczeniu której konfrontacja stanie się po prostu bardzo niebezpieczna - nie tylko dla ciebie, ale i dla tych nieszczęsnych kolegów

 

z radykalizmem jest prosty problem - nie chodzi o przekonania, tylko o zachowania z nich wynikające - mogą być zwyczajnie straceńcze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

barsinister, dlaczego zakładasz że w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia nie zareaguję prawidłowo (nie znając mnie, kierując się byc może stereotypami, byc może tym co przeczytałaś/eś w kilku publikacjach... gdzieś tu już pisałam że jestem przeciwko wtłaczaniu mnie w sztywne normy i nie lubię gdy ktoś zakłada że w danej sytuacji zareaguję dokładnie tak jak opisał to autor danej publikacji, pamiętaj że gdy ktoś pisze że 60% w danej próbie badawczej reaguje tak, zawsze jest te 40% które zareaguje inaczej; poza tym wyniki mogą byc zupełnie inne jeśli weźmie się inną próbę) ? :shock:

 

w podanej przez ciebie sytuacji przechodzimy na drugą stronę ulicy i ich omijamy... w ogóle, gdy jest późna noc wracamy oświetloną, główną trasą, nie żadnymi tam podejrzanymi skrótami, korzystamy z linii nocnych, taksówek...

 

byłam już w podobnych sytuacjach, szliśmy wieczorem ze skarbkiem/znajomymi a tu grupka rozwrzeszczanych podrostków - reagowałam jak opisałam, przeszło się na drugą stronę ulicy i spokojnie ich ominęliśmy...

 

co ma to do odmiennych poglądów? a to, że jeśli otoczenie wymaga od ciebie identycznych a ty myślisz inaczej...

prosty przykład, że większośc myśli że pacjent psychiatryczny ma byc zależny od rodziny, lekarza itp... a ja uważam że choroba psychiczna to nie wyrok, że dla mnie wzorem są osoby aktywne,nie rezygnujące ze swoich pasji i marzeń mimo ułomności...

albo jak większośc twojego otoczenia wymaga standardowych kulturowych ról płciowych a ty chcesz się odciąc i życ po swojemu, jako facet zapłakac a jako kobieta wnieśc szafę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

barsinister, dlaczego zakładasz że w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia nie zareaguję prawidłowo (nie znając mnie, kierując się byc może stereotypami, byc może tym co przeczytałaś/eś w kilku publikacjach... gdzieś tu już pisałam że jestem przeciwko wtłaczaniu mnie w sztywne normy i nie lubię gdy ktoś zakłada że w danej sytuacji zareaguję dokładnie tak jak opisał to autor danej publikacji, pamiętaj że gdy ktoś pisze że 60% w danej próbie badawczej reaguje tak, zawsze jest te 40% które zareaguje inaczej; poza tym wyniki mogą byc zupełnie inne jeśli weźmie się inną próbę) ? :shock:

 

w podanej przez ciebie sytuacji przechodzimy na drugą stronę ulicy i ich omijamy... w ogóle, gdy jest późna noc wracamy oświetloną, główną trasą, nie żadnymi tam podejrzanymi skrótami, korzystamy z linii nocnych, taksówek...

 

byłam już w podobnych sytuacjach, szliśmy wieczorem ze skarbkiem/znajomymi a tu grupka rozwrzeszczanych podrostków - reagowałam jak opisałam, przeszło się na drugą stronę ulicy i spokojnie ich ominęliśmy...

 

co ma to do odmiennych poglądów? a to, że jeśli otoczenie wymaga od ciebie identycznych a ty myślisz inaczej...

prosty przykład, że większośc myśli że pacjent psychiatryczny ma byc zależny od rodziny, lekarza itp... a ja uważam że choroba psychiczna to nie wyrok, że dla mnie wzorem są osoby aktywne,nie rezygnujące ze swoich pasji i marzeń mimo ułomności...

albo jak większośc twojego otoczenia wymaga standardowych kulturowych ról płciowych a ty chcesz się odciąc i życ po swojemu, jako facet zapłakac a jako kobieta wnieśc szafę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×