Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
grzechmen

historia o mnie i moich problemach.. pomocy...

Rekomendowane odpowiedzi

Dość długo obserwuje te forum, ale nie znalazłem odpowiedzi na swoje pytanie, problem. Nie wiem czy w dobrym dziale piszę, mam nadzieję że tak. Mam dość specyficzny problem, z którym nie mogę sobie poradzić, a ni nazwać.

Zacznę od samego początku... od małego byłem samotny, dobrze się czułem sam. Nie rozumiałem zachowań innych. czasami mnie denerwowali, co nie było przyjemne. Ale nie byłem do końca samotny. W życiu były okresy, gdy miałem przyjaciela pod ręką. Otwierałem się na nich w całości. Pierwszy przyjaciel wyciągnął ode mnie kasę i zniknął na 2 lata( miałem 10 lat). Po tym przerwa, znowu ktoś się znalazł i znów rozczarowanie. W samotni nie rozmawiam, nie bawię się, tylko obserwuje różne grupki, różne sytuacje, kłótnie, uwagi. Nauczyłem się być empatyczny. potrafię się wczuć w sytuacje innej osoby i poczuć to co on. Zawsze byłem ambitny. Sportowo i intelektualnie. Gdy miałem może 13 lat straciłem sens życia. Chciałem umrzeć... wiedziałem ze samobójstwo w świetle ludzi nie będzie się dobrze prezentowało, więc postanowiłem trenować sporty extremalne. Moja pasja zawsze były rowery (podobno wcześniej nauczyłem się jeździć niż chodzić). Chciałem umrzeć wykonując jakąś niesamowitą ewolucję (wiadomo, że czasami coś może nie wyjść pomyślnie). Brak strachu powodowało ze moje umiejętności rosły w oczach, a adrenaliny było coraz więcej. Uwielbiałem śmierci spoglądać w oczy, to mnie nakręcało do życia. ( Wszystkie treningi odbywały się w samotności ). Potem się zakochałem w dziewczynie dwa lata starszej, która odwzajemniła uczucie. Tu ciekawy przypadek, miała problemy które mnie zaskoczyły, nie mogłem ich zrozumieć, była to np bulimia, brak pewności w siebie, bardzo niska samoocena. Czytając blogi innych z takimi przypadłościami pomogłem jej. Jest do dziś mi za to wdzięczna. Mieliśmy wspólnych przyjaciół, wtedy byłem jeszcze ok. pewny siebie, towarzyski nie było rzeczy której by nie można było wykonać lub zrozumieć. Ale nie było mi z nimi tak dobrze jak w mej samotności. Jej najlepszy przyjaciel ( znali się od podstawówki) został moim bratem krwi ( na poważnie).

Ze swoja piękną byłem razem już 1.5 roku, wtedy coś wstąpiło w brata. Zniszczył mnie emocjonalnie sprawił ze popsuło się miedzy mną a dziewczyną. Zdradziła mnie z nim... .Między czasie nie miałem sprawnego roweru bo ewolucje działy się na wysokim poziomie, potrzebowałem czegoś mocniejszego, zbierałem kasę na lepszy. Nie czułem się najlepiej, bo byłem na odwyku adrenalinowym, on to wykorzystał. Stworzył spisek,w którym wszyscy których znałem. Chciałem poderżnąć sobie żyły. Nie mogłem tego znieść. To trwało cały miesiąc. Pewnego dnia dziewczyna uznała, że lepszy będę ja od niego wróciła do mnie. Zgodziłem się pod warunkiem, że nie spotkają się nigdy więcej. Nadal ją kochałem, dlatego się zgodziłem. Dla mnie odcięła się od wszystkich tamtych znajomych.

Została urażona moja duma, będąc zmieszanym straciłem też godność siebie. od tamtego czasu nie mam pewności siebie, wszystko jest bez sensu. Mam rower... już mi się do niczego nie przyda. Dlaczego... opowiem za chwilę. Myśli samobójcze mam co najmniej 5 razy w tygodniu. Ludzi unikałem jak ogień, nie potrafię się teraz komunikować z innymi. Gdy byłem na powierzchni wszyscy moi znajomi jeden po drugim wciągał mnie coraz głębiej. gdy byłem na dnie najbliższa mi osoba której bardzo ufałem dorzuciła mi łopatę. mimo że minęło 1.5 roku od tych wydarzeń nadal jestem na dnie. Nadal jestem z tą samą dziewczyną. Uważam że jest to szczera miłość budowana na twardych fundamentach. Ona wyciągnęła mnie z dołka, ale nie potrafi wydobyć mnie na powierzchnie. Nie mam żadnych ambicji, żadnych marzeń tylko presję aby nie zawieść mej ukochanej, żeby zapewnić jej i naszym dzieciom dobrą przyszłość. Jestem w klasie maturalnej, a mam bardzo duże zaległości szczególnie przez to wydarzenie, które opisałem. Prawie 3 klasy w plecy. Co najciekawsze nie mogę poradzić sobie z samotnością. Dobrze czuje się tylko przy niej. Od samobójstwa dzieli mnie tylko jeden krok. Tym krokiem jest ona. Do puki ją mam będę żyć, ale boję się jednak nie wytrzymam i zrobię to.. Wszyscy w około we mnie nie wierzą. Ojciec zawsze powtarza, że jestem cielak, ze nic nie osiągnę w życiu. Nie mam przyjaciół ani znajomych ani pasji ani ambicji. Nie mam nic prócz dziewczyny, nie pewności siebie, niską samoocenę i chęci skończenia tego cierpienia. Czytając to co napisałem nie wyjaśniłem swojego problemu do końca, nawet to mi w życiu nie wyszło. Dlaczego jestem aż tak beznadziejny. Nawet nie wiem co chce od was pisząc to tu. Chciałbym jeszcze dodać, że nie panuje nad emocjami, nad złością, gniewem szczególnie tych złych i zawsze pobadam w skrajności. Proszę o wyrozumiałość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ej no, nie bądź wobec siebie aż tak krytyczny!! masz po prostu problemy natury psychicznej. to nie Ty jesteś beznadziejny, tylko Twoja psychika szwankuje!! Poszukaj pomocy! KONIECZNIE!! Warto żyć, ale żeby to zrozumieć, trzeba wyleźć z dołka! Uda się!! zobaczysz!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

idź do jakiegoś psychologo, bo samo moze nie przejsć. Trochę Cię rozuiem bo mam podobnie, tyle że ja mam 27 lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kochanie

To co opisujesz, to prawdopodobnie są zaburzenia osobowości. Nie jestem psychologiem, ale tak mi się wydaje. Nie trać nadziei, to sie normalnie leczy, a Ty masz wielkie szanse na całkowite wyleczenie, bo jesteś bardzo mlody i Twoja osobowość dopiero sie kształtuje. Bardzo Cie proszę, bo zależy mi na Tobie, nie popełniaj nigdy samobójstwa, za to możesz iść do piekła...nie wiem czy jesteś wierzący, ale nawet jak nie jesteś, to proszę weź to pod uwagę, że nikt nie ma dowódów co nas czeka po śmierci...zresztą popełnienie samobójstwa byłoby w Twoim przypadku strasznym błędem, bo takie zaburzenia jak opisałeś ustępują po psychoterapii...ponieważ masz myśli samobójcze, może najlepiej jakbyś od razu starał się o przyjęcie do specjalistycznego ośrodka. Jest jeden oddział w Polsce specjalizujący się stricte w zaburzeniach osobowości - to Oddział Leczenia Zaburzeń Osobowości i Nerwic w Krakowie.Ja teraz właśnie tu przebywam. Wprawdzie mój problem jest zupelnie inny, ale widzę po osobach, które są tu dłuższy czaas i mają problemy podobne do Twoich, że im ta terapia bardzo pomaga. Wychodzą stąd zadowolone uśmiechnięte osoby, którym chce się żyć. Nie trać nadziei, tylko zabierz się za leczenie, a wszystko będzie dobrze i stworzycie z dziewczyną wspaniałą rodzinę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję, że przeczytaliście moja historię. Mój kolega, który leczył się na zaburzenia schizoidalne, posiada dużą wiedzę. Generalnie powiedział mi, że wyróżniam się od innych ludzi "nie zostałeś zmanipulowany" cokolwiek by to znaczyło. Ustalił, że mam trzy osobowości, nad którymi nie mogę zapanować, bo brakuje mi substancji w mózgu, które usprawniają myślenie. Dostałem od niego tabletki. Okazały się skuteczne. Okiełznałem wszystko. Teraz ciąg dalszy problemów... . Wiem, że moje problemy są błahe w porównaniu do innych na tym forum. "Brak uczuć" stosujesz w swej wypowiedzi triki psychologiczne, na które jestem wrażliwy, ale powiem, że są skuteczne. Twoje słowa zmotywowały mnie trochę do optymizmu. Niestety nie zamierzam brać udział w żadnej psychoterapii. Dlaczego?? Bo wszystko będzie udokumentowane, boje się, że w przyszłości mogą być tego konsekwencje. Tu jestem anonimowy.

Jak zauważyliście mam ten sam problem co kiedyś moja dziewczyna, brak pewności siebie, niska samoocena. Gdy jej pomagałem, miałem w sobie jedną osobowość, dla której wszystko było możliwe. Teraz mam też jej osobowość, która jest silniejsza oraz trzecią, która powstała po niemiłych wydarzeniach opisane wcześniej. Nie śmiejcie się z mojej wypowiedzi. Nie wiem jak jaśniej mogę wam to wytłumaczyć. Nie wiem też czy moje teorie są słuszne. Co mam zrobić, że by tych dwoje się pozbyć lub jak znowu zdobyć pewność siebie i podwyższyć samoocenę. Proszę o pomoc!

 

-- 23 lut 2011, 12:57 --

 

Przepraszam, że nie pisałem tak długo, w tym czasie walczyłem, jak już napisałem na forum o pewność siebie. Pomogła mi książka "Hipnoza, klucz do umysłu"- jak hipnotyzować siebie i innych, Rachel Copelan. Książka jest o tym, jak zmieniać swoje złe nawyki poprzez autohipnozę, ale żeby proces ten mógł zadziałać, potrzebne jest pewność siebie i satysfakcja ogólno życiowa. Z moich notatek wynika, że trzeba spełnić 8 warunków, aby uzyskać pewność siebie.

1. Koniecznie zajmuj się cały czas czymś drobnym np drobnymi naprawami czy też zmywanie naczyń. Tu o to chodzi byś przyzwyczaił się do sukcesów, wybudował swoje ego, że jednak coś się potrafi. Przyzwyczajeni do porażki rzadko kiedy w ogóle stawiają sobie jakiś cel, np w moim przypadku, co powodowało coraz głębsze zatrapienie. Oczywiście w miarę lepszego samopoczucia i pewności siebie, ze się uda, należy stawiać wyższe cele, ale nie zbyt wysokie, takie które dacie radę wykonać.

"Poczucie własnej wartości ma podstawowe znaczenie w osiągnięciu czegokolwiek, ponieważ czujemy się bezwartościowi, to czujemy także, że na nic nie zasługujemy".

2. Zrób to co zawsze o tym marzyłeś, a nie zrobiłeś tego. Miałem z tym kłopot, ale postanowiłem sobie, że w lato skoczę na bandżi i będę wskakiwać na wysokie rampy, czego nigdy się nie odważyłem. Po za tym jest pewna dobra myśl pasująca do tego punktu "Lepiej osiągnąć błahy cel, niż żyć, niespełnionymi marzeniami". Zawsze chciałem być najlepszy, robić nie stworzone rzeczy, ale po co, jeśli wystarczy mi 3 metrowa rampa i bandżi, które są do spełnienia.

3. To jest punkt, bardzo trudny do spełnienia, gdy jest się pełen zmartwień. W nim należy cieszyć się życiem. Dopuszczać swoje uczucia. Każdego ranka poczuć powietrze, znaczy skupić się na nim. Należy zrobić wdech i zatrzymać go przez chwilę. Należy patrzeć na świat z zaciekawieniem, czyli uruchomić sobie myślenie dziecka w sobie. Wszystko ma cię interesować i słusznie pomaga. Czujesz, że wiesz więcej, jeśli zajmujesz się wszystkim po trochu, niż tylko jednym pełną parą. Przecież w naturze większość rzeczy się dopełnia. Przynajmniej tak myślę:)

4.Ważne są kontakty z ludźmi. Nie można trzymać nic w sobie. Energi trzeba się pozbywać, bo zaczną się problemy. Ja tłumiłem w sobie wszystko, co doprowadziło mnie do myśli samobójczych. Trzeba rozmawiać, chociażby o pierdołach, czasami wyżalić się komuś nawet nieznajomemu. Często wchodzę na czat, to też pomaga:)

5.Zrób listę DOBRYCH cech przypominaj je sobie i nimi kieruj. Należy zajrzeć w najgłębszą przeszłość i teraźniejszość. Może nie jestem teraz wytrwały, ale to pojawiło się na mojej liście, bo kiedyś taki byłem. Dla przykładu podam swoje cechy:

-ambitny

-odpowiedzialny

-wytrwały

-kreatywny

-empatyczny

-optymista

Chodź jestem teraz pesymistą, muszę zapomnieć o tym i skupić się na tym co było kiedyś, było pozytywne. Muszę skupić się na optymizmie, który mnie tak bardzo wypełniał. Właśnie tak myślę, lecz nie wiem czy na pewno mieli to na myśli w tej książce.

6. Żyj, dążąc do celu, planuj działanie i działaj planowo. Nic chyba nie muszę pisać. Zajrzyjcie jednak do punktu 2 zanim zaczniecie planować.

7.Napisz co czyni cię zdrowszym i szczęśliwym.

8.Wypisz nie wykorzystane talenty, które posiadasz.

W tych punktach jest wszystko jasne. Gdy się to spełni można przejść do medytacji. Zachęcam do przeczytania tej książki. Ja zinterpretowałem ją na swój sposób, na taki który mógłby mi pomóc. Może wam też by pomogła. Napisałem tu swoje notatki, bo nie wiem czy jest dostępna ta książka, a jednak chciałbym aby mój temat coś wnosił, a nie tylko zaśmiecał.

Dodam teraz ważne cytaty, które coś wnoszą w życie:

"Kontrolę zyskujemy jedynie poprzez wzięcie odpowiedzialności".

"Problem postrzegaj jako coś chwilowego, a jego rozwiązanie zaś jako coś trwałego".

"Napięcie rośnie przy braku ogólno życiowej satysfakcji, czego czynnikiem jest fizyczne załamanie z powodu nie wyładowanego napięcia".

"Szczęście w życiu zaczyna się od uspokojenia umysłu".

 

-- 23 lut 2011, 13:17 --

 

Pewność siebie załatwiona, zostaje samotność, wieczność beż sensu czegokolwiek. Na początek 1 niejasność po przeczytaniu całego tematu. Pomogłem dziewczynie w problemach typu bulimia, jeśli chodzi o sens życia sama na to znalazła odpowiedź czy sposób. Tylko, ze nie potrafi mi pomóc. Druga niejasność to to, że napisałem, że nie mam przyjaciół, po prostu nie uważałem ich za przyjaciół, dopiero nie dawno przełamałem nieufność.

 

Wracając do osobowości ... siebie zacząłem szukać w książkach, znalazłem dużo... zauważyłem, że tworze światy w głowie, do których uciekam zawsze, gdy jest mi źle.

 

Dziś pękło coś znowu, przyjaciel zdenerwował mnie dość mocno, zamknąłem się w sobie, wyszedłem nic nie mówiąc. W domu wyżyłem się na siłowni i poszedłem spać. Gdy zasypiałem udałem się do swojego świata. Jest bardzo realny, podobny do tego, w którym żyję naprawdę. Zaskoczyło mnie jedno. W tym świecie zamknąłem się w ciemnym pomieszczeniu, gdzie nikt nie mógł mnie znaleźć.

Jest problem - Odrywam się od świata, chce spokoju, uciekam od zła (w sumie do 16 roku życia nie wiedziałem co to jest zło, teraz mnie to przerasta). Przyjaciół uważam za przeszkody tak samo jak znajomych. W samotności byłem sam, poświęcałem czas tylko dla siebie, dla pasji, dla nauki. nie było rzeczy niemożliwych do zrealizowania. Teraz muszę dzielić czas z innymi nie mając czasu dla siebie. Może to wydaje się śmieszne, gdy mam czas wolny poświęcam go na użalaniu (tak przynajmniej twierdzi dziewczyna, co mnie boli. Tak naprawdę analizuje wszystko co było, jak kto się zachował w danej sytuacji, dlaczego tak zrobił jakie miał wyjścia i co by było gdyby zrobił inaczej) Dlaczego tak robię?? Dlatego, że nikt mnie nie wychował na człowieka i dla dziewczyny chce być jak najlepiej być przygotowany na wszystkie sytuacje, żebym umiał się zachować jak na ludzi przystało. Przykro mi mówić, bo jeśli myślę jestem sztywniakiem, ale potrafię zachować się w różnych sytuacjach, ale każdy napiera, że muszę trochę wyluzować, gdy to robię wszystko się wali, robię rzeczy którym innym się nie podobają, ale to nie ważne. Ważne jest to, że się zmieniłem i gdy jestem zamknięty w takim "ciemnym pomieszczeniu", boje się. Na sama myśl, ze jestem sam chce mi się płakać. Boje się samotności, gdy rozstaję się z dziewczyną (jesteśmy w związku na odległość, ona studiuje a ja niedługo matura, spotykamy się co jakiś czas), wtedy wszystko jest w świetle beznadziei. Jak spotykam przyjaciół zmienia się to, ale przecież oni są dla mnie przeszkodami.

Boje się samotności, wieczności, nie mam pasji, a gdy patrze w przyszłość, w przyszłe życie z dziewczyna bez satysfakcji ogólno fizycznej i psychicznej tracę całą nadzieje, że jednak świat nie ma sensu, zatracam się w sobie, idę spać i mam nadzieję, że już nigdy się nie obudzę. Dobija mnie wtedy kolejna myśl, bo bez takiej satysfakcji jestem egoistyczny, zaspakajam swoje potrzeby nie patrząc na innych, czyli myśl, że będę krzywdzić tych których kocham. Potem pojawia się jeszcze myśl samobójcza, ale ona już nie ma znaczenia. Co najciekawsze moja dziewczyna miała w liceum podobny problem, niemal , że identyczny. Poszła na studia, pierwszy rok to wieczne imprezy, nie kontrolowała alkoholu, ciągle pijana, trochę mnie to bolało, wiadomo dlaczego. nie ważne, ważne że sobie z tym poradziła, a ważniejsze jest to że ona mi nie pomoże, nie potrafi, ale stara się jak może.

Reasumując pogrążyłem się w bezsensie życia, pełnym presji, gdzie nie mogę się uwolnić, a gdy to zrobię czuje się jeszcze gorzej. Ona znalazła rozwiązanie w alkoholu ( jest na drugim roku i już nie pije), a ja szukam w różnym źródłach i nie mogę znaleźć (dopełniając, nie lubię seksu, czuje, że nie zasługuje na przyjemności, może tak się każe, dlatego zaspokajam tylko dziewczynę, nie na widzę alkoholu, mój tata kiedyś pił często, były awantury...nie chce o tym pisać).

Pomóżcie proszę. Jestem z tych ludzi którzy nie potrzebują wiele, wystarczy drobnostka, a ja z tego potrafię stworzyć ogromne imperia, proszę wystarczy tak niewiele by naprawić, by nie zepsuć swojego życia do końca.

 

"Że też trzeba decydować o swoim życiu, kiedy jest się kretynem":)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×