Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem przerazona i zdesperowana do tego stopnia, że muszę założyć wątek.

Nie wiem co jest grane ze mną.

Najpierw zaznaczę, że jestem po terapii, bardzo lekkie zaburzenia nerwicowe i takie tam.

Poznałam chłopaka, przez internet wprawdzie - prawie 3 msce kontaktu, teraz prawie 3 msce spotykania się co jakiś czas i codziennego kontaktu przez skype...

[nie piszcie o wybrażeniach i o tym,że bywa że czasem jest zonk na żywo bo to przerabiałam już)

Byłam zachwycona, gadało się super, z wyglądu ok itd. Spotkaliśmy się, najpierw trochę nie spodobał mi się jego wygląd, ale potem było wszystko ok.

Czułam że się zakochałam (tak szybko, bo mimo że przez net wcześniej był kontakt, to bardzo bliski i ciepły) , pociągał mnie itp Po 4 dniach przebywania ze sobą praktycznie cały czas(!!!) zaczęłam mieć jakieś jazdy, że on mi sie nie podoba. Nagle. Mina nie ta, jakieś zachowanie.

Wyjechałam ze świadomością, że nie wiem jak to dalej będzie. Z niepokojem. Że sama nie wiem co czuję i muszę sobie wszystko poukładać. Wydawało mi sie, że sobie wkreciłam że mi sie podoba - bo on jest dla mnie niemal idealny, trudno żeby sie nie podobał....

On zupełnie zdezorientowany to sie dzieje..

Co innego czułam (żeby sie wycofać) co innego myślałam

Trochę doszłam ze sobą do ładu, byłam u psychologa, byłam przeszczęśliwa, jak po konsultacji dowiedziałam się,że po prostu widzę jego wady, to normalne że tak może być.

Dobra, widzieliśmy sie potem kilka razy, było dobrze, choć czasem czułam trochę niepokoju. BYły takie momenty, że czułam że trzeba to zerwać (ale dlaczego?)

Taki lęk czy nie wmówiłam sobie tego uczucia. Cieszyłam się jak przyjechał - co 3, 4 tygodnie sie widzieliśmy. Z dnia na dzień podobał mi się coraz bardziej, czułam że się zakochałam.

 

I teraz, jako niespodziankę - zjawił się nagle - a ja widząc go zamiast radości poczułam smutek i dezorientację. A było tak dobrze wcześniej.... A tu nie poczułam takiej radości :-| Ten smutek sprawia, że nie potrafię cieszyć się nim - bo tak świadomie chcę z nim być, uwielbiam go, kocham nawet jego wady... :why: a czuję często coś innego...

 

On do mnie bardzo pasuje, nie wyobrażam sobie jak miał zniknąć. Jestem nim zachwycona, jest mi bliski emocjonalnie, intelektualnie jest też ok, pociąga mnie fizycznie.

I właśnie boję się, że pomyliłam pożądanie z miłością. Mój lęk i niepokój znika, jeśli jest bliskość fizyczna - tj pocałunki, pieszczoty - wtedy przestaję się bać, że to nie to, wiem wtedy na 100% że chcę z nim być. Czuję się spokojna... Przecież nie można się w nieskonczoność całować...

On mi się podoba do tego stopnia, że akcetuję wszystkie jego wady, czuję ogromne przyciąganie jak patrzę

Wiem, że to wszystko jest dziwne... nie wiem może to jakiś lęk przed stabilizacją, przed związkiem, przed normalnością?

Czasem myślę, że ja potrzebuję nowych wrażeń, silnych emocji, skrajnych? kłótni, żeby się coś zmieniało. Jak zaczyna być dobrze, to zaczynam schizować, że to nie ten i że sobie wmawiam wszystko...

 

Mam nadzieję, że problem jest we mnie... boję się go stracić. Kiedy myślę - tak to nie to - pojawia się 2 minutowy spokój, a potem rozpacz, że nie wyobrażam sobie życia bez niego, że jest najwsanialszym facetem na świecie, że nie chcę i nie wyobrażam sobie nikogo innego...

Ale może rzeczywiście sobie wszystko wmówiłam, całe to uczucie... nie wiem. Nie potrafię odejść, bo oprócz zmiennych uczuć nie znajduję racjonalnego powodu do tego....

 

Wiem, że muszę do psychologa, ale może miał ktoś podobnie???

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że miewam podobnie. Chyba jest to u Ciebie spowodowane obawą przed brakiem akceptacji ze strony tego chłopaka. Po prostu myślisz, że im bardziej będzie Cię poznawał, tym bardziej będzie odkrywał, że tak naprawdę nie jesteś tak wspaniała, jak na początku mu się wydawało. No i dlatego chcesz sobie wmówić, że go nie kochasz - boisz się zbliżyć do niego, żeby nie pokazać mu całej siebie, bo uważasz, że wtedy Cię zostawi. Czy nie masz przypadkiem niskiej samooceny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak zaczyna być dobrze, to zaczynam schizować, że to nie ten i że sobie wmawiam wszystko...

 

Ha ha, czytam o sobie. Jest taka piosenka Garbage z tekstem "I'm only happy when it rains, I'm only happy when it's complicated"... Ja też mam coś podobnego, ale nie tylko jeśli chodzi o związek - ja tak mam ze wszystkim i dlatego od czasu do czasu muszę coś sobie w życiu namieszać, żeby nie było za łatwo. Niestety.

 

Jaka na to rada? Uspokoić skrajne emocje i spojrzeć na rzeczy racjonalnie, zdystansować się. Usiądź spokojnie i zapytaj siebie co tak naprawdę czujesz. Nie można ignorować swoich emocji, nawet jeśli MYŚLISZ że jest super, cudownie idealnie, ale CZUJESZ inaczej, to to i tak prędzej czy później wyjdzie. Inna kwesta to dowiedzieć się dlaczego tak czujesz. Ale w tym Ci nie pomogę, sama nie wiem skąd się biorą niektóre moje uczucia. Może nie podoba Ci się fakt, że go poznałaś przez internet, może czujesz jakoś podświadomie, że jednak powinnaś mieć kogoś lepszego, ale nie chcesz sama się przed sobą do tego przyznać, bo masz wizję siebie jako dobrej kochanej istotki, a nie kogoś kto zostawia faceta.

 

EDIT: The Grengolada, właśnie przeczytałam Twój post i cholera, nie wiem, chyba jednak ja nie mam racji i jest sporo prawdy w tym co piszesz. Niewygodnej prawdy, ech.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam bardzo niską samoocenę, ale on bardzo dużo o mnie wie, też tych trudnych rzeczy i mnie akceptuje. Najgorsze jest jeszcze to, że czuję do niego skrajne uczucia jak irytację czy niechęć - ale i silne przyciąganie - że chcę o niego dbać, troszczyć się o niego i go kochać po prostu.

Mam wrażenie, że jak są fajerwerki, negatywne czy pozytywne to czuję że żyję... :bezradny: chore

 

Nie wiem dlaczego się tak nie niego uparłam... nie, nie znajdę nikogo takiego jak on. nie chcę...

 

muszę się zdecydować dziś, czy mam do niego jechać za kilka dni, na drugi koniec Polski, ale boję się, że będę smutna przy nim....

boję się, że to się skończy.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dina, ja akurat walczę z tym na terapii.

 

Poznałam kogoś (zresztą z każdą osobą tak było), i nagle zamiast cieszyc się, że komuś się podobam, że komus może na mnie zależeć, ja szukam powodu by zerwać znajomośc, bo się boję odrzucenia, boję się, że to nie prawda, że on nie może mnie kochać, nie może mnie chcieć, że jak się spotkamy to się zawiedzie itp...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nawet nie umiem czasem odczytać swoich emocji... czasem mi się nawet wydaje, że czuję obrzydzenie...

ale kurcze jakim sposobem, jak mnie bardzo pociąga... :?::?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
dina, ja akurat walczę z tym na terapii.

 

Poznałam kogoś (zresztą z każdą osobą tak było), i nagle zamiast cieszyc się, że komuś się podobam, że komus może na mnie zależeć, ja szukam powodu by zerwać znajomośc, bo się boję odrzucenia, boję się, że to nie prawda, że on nie może mnie kochać, nie może mnie chcieć, że jak się spotkamy to się zawiedzie itp...

 

... albo robie wszystko, żeby przestać mu się podobać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×