Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość doloressss20

Może kiedyś zasne i się nie obudze...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

witam.

chciała bym uzyskac pomoc od wszystkich ludzi ktorzy moga podejrzewac co mi jest...

mam następujace objawy: brak sily i zapalu do dzialania nie chce mi sie jesc coraz czesciej siegam po alkohol nic mi nie wychodzi czuje sie osamotniona i nie chciana...odrzucona... dlaczego mi nic nie wychodzi w zyciu?? czy jestem az takim nieudacznikiem?? coraz czesiej mysle o tym ze to moze byc depresja ale potem zastanawiam sie ta pelna zycia wesola ambitna dziewczyna jaka bylam kiedys nie moze miec depresji....dlaczego akurat ja...

czy ktos ma podobny problem??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczytaj forum...masa osób, na pierwszy rzut oka szczęśliwych, młodych, którym w teorii niczego do szczęścia nie brakuje...choruje, tak jak i ty.

Jeśli ten stan trwa już długo i zaczyna utrudniać życie czas się tym zająć.

Daj sobie pomóc, nie ma się czego wstydzić - znajdź najbliższą poradnię psychologiczną i zapisz się do terapeuty.......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

naprawde duzo razy sie staralam. trafialam na psychologow ktorzy mnie nie slychali liczyli czas i mi przypominali ile zostalo do konca i zebym sie streszczala albo czekali az im zaplace....zrazilam sie... mam wrazenie ze mi nie pomoga...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

doloressss20, to może czas na psychologa z NFZ, tam przynajmniej nic na to nie wydasz....no i hmm, może wizyta u psychiatry i leki antydepresyjne? Zastanów się...bo szkoda życia :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

bylam u psychologow z NFZ i to u niejednego trafila sie jedna pani ktora juz nie pracuje...

moze musze pojechac gdzies dalej moze trafi sie jakis ktory mi doradzi i wyslucha...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

doloressss20, ważne, żeby to był psychoterapeuta........a nie zwykły psycholog. Idź do psychiatry, przeprowadzi wywiad, zdiagnozuje i wypisze skierowanie na terapię....może kogoś poleci.

Swoją drogą, rozumiem, ze choroby fizyczne wykluczone? Problemy z tarczycą? Hormonami? Borelioza?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mam wszystki wykluczone poniewaz troche chorowalam i mialam wszystkie badania robione... ortopeda neurolog

endokrynolog kardiolog i wszystko wporzadku. moze masz racje warto bylo by sprobowac pojsc do psychterapeuty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niemądry, no nie wiem, mi wypisał psychiatra.....wiesz pewnie "co kraj to obyczaj" - trzeba się pytać ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepiej byłoby zasnąć i się nie obudzić. W sumie to nawet jeszcze parę dni temu kładąc się spać prosiłem o śmierć, żeby mnie zabrało. Dziś jest lepiej, pewnie dlatego że mam 3 dni wolnego czyli świętego spokoju... Od poniedziałku czy niedzieli wieczora wszystko zacznie się na nowo. Zasnąć i się nie obudzić, byłoby pięknie, ale... gdy sobie pomyślę że wtedy nie zobaczę już wielu miejsc w które chciałbym się wybrać, że nie zrobię wielu rzeczy które chciałbym zrobić, nie dowiem się co to miłość czy przyjazń. Wiem że to śmieszne bo z jednej strony myślę o tym by następnego ranka nie wstać z łóżka, a z drugiej łudzę się że może kiedyś będzie wreszcie normalnie i spełnię swoje marzenia. Chyba tylko to mnie trzyma przy życiu, marzenia.

 

Co do objawów to brak siły i ochoty na cokolwiek też u mnie występuje, do tego dochodzi cała masa innych objawów. Ja postanowiłem najpierw wykluczyć wszystkie choroby i tak powoli lista się skraca a ja coraz bardziej skłaniam się że to wszystko bierze się z mojej głowy... U Ciebie może być podobnie. Też myślałem by sięgnąć po alkohol albo cokolwiek co pozwoliłoby mi zapomnieć o tym życiu, ale nie mogę. Może ratuje mnie to że nie przepadam za alkoholem?

 

Tak więc jak widzisz nie tylko ty masz takie problemy... Takich ludzi jest cała masa. Moje 21 lat życia to jedna wielka porażka, te lata przepłynęły mi przez palce. Do momentu ukończenia liceum jakoś jeszcze dawałem radę, potem wszystko się rozwaliło. Szkoła to było uporządkowane życie, a gdzieś niecały rok po maturze kompletnie mnie rozwaliło i nie potrafię odnalezć sensu swojego życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

widze ze rozumiesz mnie i to co sie dzieje ze mna. jak juz napisalam chorowalam i mialam robione wszystkie badania. od 8roku zycia do nie dawna(a mam teraz 20) mialam straszne wachania nastroju raz. przez krotka chwile bylam pelna energii a potem jakby zycie ze mnie wyszlo plakalam wszystko mnie przygnebialo przypominalam sobie co robilam zle w zyciu co mnie spotkalo zlego i znowu plakalam. mie mialam z kim porozmawiac i kto by mnie wspieral... teraz zostalo tylko przygnebienie. wczoraj prawie caly dzien przeplakalam. nie moge nawet liczyc na swoich rodzicow. tak bardzo sie od nich oddalilam...wiem ze alkohol to nie wyjscie sytuacji i to co mnie w tym gubi to to ze moge zapomniec o wszystkim...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
od 8roku zycia do nie dawna(a mam teraz 20) mialam straszne wachania nastroju raz. przez krotka chwile bylam pelna energii a potem jakby zycie ze mnie wyszlo plakalam wszystko mnie przygnebialo przypominalam sobie co robilam zle w zyciu co mnie spotkalo zlego i znowu plakalam.

Znam te wahania nastroju. Nieraz pod wpływem książki, filmu, czy jakiegoś wydarzenia, wpadam w totalną euforię, czuję że mógłbym góry przenosić, że teraz wreszcie się przełamię, że będzie wreszcie normalnie. Trwa to do momentu aż życie mnie nie zweryfikuje i nie okaże się że jednak nic się nie zmieniło i wszystko jest jak było. W lipcu dostałem się na studia w innym mieście, na kierunek mnie interesujący. Przełamałem się, zrobiłem coś co robiłem rzadko, zaryzykowałem. Mówiłem sobie że spróbuję, że będę walczył o to by je ukończyć, jeśli się nie uda to trudno ale się nie poddam. Myślałem że to będzie nowy start, nowe miasto, nowi ludzie, z daleka od domu w którym zaczynam się dusić. Byłem pełen entuzjazmu, byłem przekonany że wreszcie będzie inaczej. Jednak okazało się że dokądkolwiek bym nie uciekł mój problem będzie podążał cały czas za mną. Mam w sobie blokadę, której nie jestem w stanie przeskoczyć, to niszczy mi życie. No i się zaczęło... Znowu wpadłem w totalny dołek, znowu nie widzę sensu życia, znowu myślałem o samobójstwie. Kładę się spać i płaczę, bo nie widzę swojego życia w przyszłości.

 

mie mialam z kim porozmawiac i kto by mnie wspieral... teraz zostalo tylko przygnebienie. wczoraj prawie caly dzien przeplakalam. nie moge nawet liczyc na swoich rodzicow. tak bardzo sie od nich oddalilam...wiem ze alkohol to nie wyjscie sytuacji i to co mnie w tym gubi to to ze moge zapomniec o wszystkim...

Ja w swoim życiu nigdy z nikim szczerze nie rozmawiałem, z nikim. Nikt nie wie co przeżywam, wszyscy myślą że jestem zadowolony ze studiów bo wreszcie studiuję to co chciałem, wszyscy myślą że wreszcie normalnieję. Zawsze uznawano mnie za dziwaka, ale wszyscy to tłumaczyli sobie że jestem nieśmiały, zamknięty w sobie itd. Nikt nie widział, a może nikt nie chciał widzieć że mam bardzo poważny problem. Nikt nawet się nie domyśla że w mojej głowie co jakiś czas pojawiają się myśli by to wszystko zakończyć. Dosyć niedawno sobie uświadomiłem że z rodzicami nigdy nie byłem blisko, nasza rodzina to taka sztuczna rodzina. Niby wszystko jest dobrze, ale każdy swoje problemy trzyma dla siebie, nikt nie rozmawia szczerze że sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ja mam to zadanie jeszcze tym bardziej utrudnione(z rodzicami)poniewaz moi rodzice sie rozstali jak mialam wlasnie 8 lat i od tamtego momentu sie wszystko zaczelo. wszytkie problemy taka beznadzieja ze moze byc juz tylko gorzej ze nigdy nie bede taka jak inni moi rowiesnicy. kiedys mojej znajomej udalo sie mnie wyrwac na domowke bylam tam zaledwie niecala godzine bo nie moglam z nikim porozmawiac. ja czesto placze wyobrazam sobie jakby moje zycie wygladalo jak by rodzice byli razem jak by wygladala nasza rodzina... boje sie tego ze i ja w przyszlosci nie bede mogla zalozyc rodziny takiej jak bym chciala kochajacej cieplej otwartej...

 

[Dodane po edycji:]

 

wiem ze wiele ludzi ma wieksze problemy ze rozstanie rodzicow to nie koniec swiata ale dla mnie to bylo tragiczne i okropne zawalil mi sie swiat. pamietam jak dzis jak wygladala moja komunia rodzina ze strony mamy i taty wszyscy mieli do siebie pretensje panowal ponury nastroj jedni obwiniali innych. to jeden z najgorszych dni w miom zyciu. ten dzien powinien wygladac wspaniale powinnam sie czuc wyjatkowo a ja plakalam zeby rodzice sie pogodzili.

 

[Dodane po edycji:]

 

i znowu wspomnienia,placz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy się nie dowiesz co by było gdyby... Ja też nie wiem jak będzie wyglądała moja przyszłość, chciałbym założyć rodzinę, prawdziwą rodzinę. Kiedyś mi na tym nie zależało, w sumie było mi to obojętne, ale może dlatego że zrozumiałem że nigdy nie miałem prawdziwej rodziny to teraz sam chciałbym taką założyć? Wiem tylko jedno, dopóki nie uporam się sam z sobą to nie jest to możliwe, bo mój problem będzie za mną podążał jak cień i on będzie zawsze. Muszę się go pozbyć raz na zawsze z mojego życia.

 

Nie mogę nic powiedzieć na temat rozstania rodziców, nie wiem co może czuć taka osoba, ale dla dziecka na pewno jest to coś okropnego. Moi rodzice co prawda są cały czas ze sobą, są ale tak jakby w rzeczywistości ich nie było. Tak było zawsze, nie widziałem nigdy żeby między nimi było jakieś uczucie, miłość, po prostu są ze sobą i tyle... A ja coraz bardziej czuję że... mnie z rodzicami też nic nie łączy, po prostu mieszkamy razem, dzięki nim mam co zjeść i tyle. Nie czuję nic więcej... Mam starsze rodzeństwo ale tu jest podobnie, nie czuję jakiejś mocnej więzi. I przez to wszystko czuję się sam jak palec, bo nie mam ani rodziny, nie mam przyjaciół, nie mam po prostu nikogo...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ja tez nie mam narazie nikogo komu bym zaufala na tyle zeby mu cos powiedziec tak szczerze mam wrazenie ze ktos moze mnie zle zrozumiec wysmiac a to bylo by okropne.najgorsza jest mysl ze gdy cos sie stanie nie bede nawet sie miala komus wyrzalic. ja mam podobne odczucie co do rodzicow sa bo sa. ale to nie tak ze sa mi calkiem obojetni bo jednak dzieki nim jestem na swiecie gdyby odeszli to bym cierpiala jeszcze gorzej bo staram sie pamietac o nich tylko to co dobre z dziecinstwa.tylko czy to ze jestem na tym swiecie to jest takie dobre?? moze gdyby mnie nie bylo nie przechodzila bym tego co przeszlam i nie czula bym tyle bolu co teraz...

marze o tym by choc na chwile zapomniec, przestac czuc, a gdybym mogla cofnela bym czas...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie rodzice też nie są całkowicie obojętni w końcu to moi rodzice, ale nie czuję się z nimi związany, bardziej czuję się że jestem od nich uzależniony, że wszystko co dzieje się w moim życiu zależy od nich. Co by było gdyby umarli? Nie wiem... Wiem że dla niektórych może to brzmieć strasznie, ale nie wiem. Nie czuję tej więzi która powinna chyba w rodzinie występować.

 

Ponoć "Wszystko ma swój cel. Jedynie od ciebie zależy, czy wykorzystasz to jak najlepiej. Wszystko jest lekcją. Wszystko ma cel, cel, cel" Naprawdę nie wiem jaki jest cel tego że jesteśmy totalnie rozbici, że wiele osób nie radzi sobie z życiem. Nie wiem co to za lekcja, czego ma to nas nauczyć. Ale chcę wierzyć że ma to jakiś sens...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ma cel ale dlaczego musimy tak cierpiec?? za co?? czy moglam zrobic kiedys cos tak bardzo zlego ze zycie mnie tak karze??

chcialabym wierzyc ze to wszystko kiedys sie skonczy ale to takie trudne... to tak samo jakby wierzyc ze jestesmy nieśmiertelni.

myslalam kiedys ze cierpie za kogos... wiem to sie moze wydac glupie.

jeszcze cos co powinno mnie zdolowac a jest mi to obojetne. mialam chlopaka zadzwonil do mnie dzisiaj i zapytal sie czy moze wreszcie gdzies wyjdziemy. nie potrafi mnie zrozumiec ja poprostu nie chce sie z nikim widziec...nie jest mi zal z tego powodu bo chyba nigdy go nie kochalam. powiedzial jeszcze ze jestem inna z charakteru niz sobie mnie wyobrazal... znalismy sie od dziecka i dlatego moze z nim bylam...

to glupie ale musialam to z siebie wyrzucic...ten"zwiazek" z gory byl skazany na niepowodzenie ale w nim tkwilam bez zadej nadziei na lepsze jutro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja mam to zadanie jeszcze tym bardziej utrudnione(z rodzicami)poniewaz moi rodzice sie rozstali jak mialam wlasnie 8 lat i od tamtego momentu sie wszystko zaczelo.

 

Odeszłam od męża jak syn miał 11 lat. Teraz ma 20 i depresje. Najpierw toksyczna rodzina - mąz, o czym dowiedziałam sie juz po ślubie, miał próby samobójcze. Z perspektywy czasu widzę że miał ogromna depresję połączoną z totalnym brakiem odpowiedzialności za rodzinę i własne czyny. Po rozwodzie, tatus chciał mieć synka dla przyjemności - wyjścia do kina, spacery itp. A ja zagłaskałam syna prawie na śmierć bo chciałam wynagrodzić mu rozwód ale jednocześnie w ogóle z nim nie rozmawiałam. Żadno z nas nigdy nie rozmawiało z synem na temat rozwodu, nie pytaliśmy o jego uczucia, obawy i lęki a miał ich mnóstwo. Wiem że skrzywdziłam swoje dziecko ale nie jestem w stanie tego odkręcić. Dzięki jego depresji, paradoksalnie, zaczęliśmy rozmawiać o tym co było. Nie raz wyłam, nie raz myslałam co ze mnie za matka. Ale nie zmienie tego co było. Nie chce nawet dziecku wynagradzać tych krzywd. Teraz dąże do tego aby zmienić siebie, aby nie popełniać wiecej takich błedów. Chce być dla syna oparciem i przyjacielem. I chyba mi sie to udaje. Syn powiedział nie dawno, że cieszy się że mnie ma, że jestem, że słucham, że pomagam. I to jest dla mnie największa nagroda.

Nie wiem jakie relacje masz z rodzicami ale może warto z nimi również porozmawiać. Polecam też psychoterapię ale tu trzeba chcieć pracować bo synowi ostatnio się nie bardzo chce i leczenie w miejscu stoi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ja wogóle nie mam kontaktu z rodzicami mieszkam teraz u taty ale to wszystko kiedys bylo inaczej ale wszystko sie popsulo i nie moge sie od tamtej pory podniesc z dolka. moge liczyc tylko na siebie. jest mi ciezko z tym.

nie chce nikogo obwiniac ale rozwod rodzicow dla dziecka jest trauma i chyba nic gorszego od tego nie moze spotkac dziecka ale nie tylko male dzieci przezywaja. moi rodzice nawet przez jakis czas traktowali mnie jak karte przetargowa..

nie wiem jaka pani jest mama podejrzewam ze wspaniala skoro pani pomaga synowi. powinien sie cieszyc ze ma taka mame. ja tyle szczescia nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja tez nie mam narazie nikogo komu bym zaufala na tyle zeby mu cos powiedziec tak szczerze mam wrazenie ze ktos moze mnie zle zrozumiec wysmiac a to bylo by okropne.najgorsza jest mysl ze gdy cos sie stanie nie bede nawet sie miala komus wyrzalic.
Możesz póki co wyżalać się na forum. Ale w naturze też dobrze mieć kogoś do wyżalania. Jeżeli nie odwazysz się poszukać takiej osoby nie dowiesz się czy sie sparzysz. Nie masz jakiejś dobrej koleżanki? Kuzynki? Taka osobą moze być też psycholog. Fakt, że jest to może troche deprymujące, że po godzinie czas Ci się kończy i do widzenia. Ale tego to raczej sie nie zmieni więc trzeba przyjąć i już.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wlasnie nie mam nikogo komu bym zaufala...nie chce wyjsc na jakas pozbawiona doszczetnie uczuc istote ale mysle ze nie bede w stanie zaufac zadnemu z rodzicow...

 

[Dodane po edycji:]

 

wiem ze dobrze bylo by miec kogos takiego ale co poradze na to ze nie potrafie zaufac? na forum nikt sie nie zna i moge napisac co czuje i mysle.

 

[Dodane po edycji:]

 

a mam do pani pytanie tylko prosze nie brac tego zabardzo do siebie.

czy pani wie co przezywal pani syn po rozwodzie rodzicow??

co on wtedy czul??

a moze mi pani powiedziec bo nigdy nie potrafilam sie postawic na miejscu moich rodzicow: jak pani przezyla rozwod?

moze to pytanie nie jest odpowiednie ale chciala bym to wiedziec i byla bym wdzieczna jezeli by mi pani napisala.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jeżeli zakładasz że nie jesteś w stanie zaufać nikomu to nikomu nie zaufasz. Trzeba zmienić trochę myslenie i spróbować. Gdy mój syn zgłosił mi problem a było to tak że napisał o sobie na jakimś forum i dostał odpowiedzi - duzo z nich mówiło o tym żeby powiedzieć o problemie rodzicom. I to wszystko dał mi do przeczytania. Bał się mojej reakcji. Nie wiedział czy zrozumiem czy nakrzycze, wyzwę od leniuchów. Trudno było zrozumieć, trudno przyjąć do wiadomości. Cały czas się uczę. A teraz jest okropnie. Syn ma fobie społeczną, nie chce chodzić na praktykę, może nie skończyć szkoły (ostatni rok). Wie że terapia stoi w miejscu bo nie pracuje nad sobą ale z tą wiedzą nie robi nic. Nie bierze się do roboty. Pojęcia nie mam co robić ale myslę ale może w końcu coś wymyslę. Jedni radzą - wywal z domu, drudzy - wspieraj :szukam: Zmień myslenie i spróbuj coś zrobić bo nikt za Ciebie tego nie zrobi ale jeżeli ktoś będzie wiedział to być może pomoże. Może warto powiedzieć tacie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

a co moge zrobic z tym ze jesli chcialam porozmawiac to ojciec wychodzil z pokoju mowiac ze to dla niego trudny temat??

albo pogadaj z matka ona wie lepiej...

 

[Dodane po edycji:]

 

a jezeli chodzi o syna to nigdy w zyciu nie wywalac go z domu bo to ze sie teraz zachowuje to nie tylko jego wina.

niech pani wogole nie bierze takiego rozwiazania pod uwage... cos musialo spowodowac to ze tak robi:(

ja go rozumiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co czuł mój syn? Czuł się winny. Nie wiedział dlaczego, nie zrobił nic złego a czuł się winny. On sam nie potrafi tego wyjaśnić. Ja wiem że to wynikało z braku rozmów i wyjaśnienia mu że to nie jego wina. A jak ja się czułam? Okropnie. W moim małżeństwie źle się działo prawie od razu ale ostatnie trzy lata to była gehenna. A ja sie miotałam, być z nim dla dobra dziecka, czy odejść również dla dobra dziecka.Nie był dobrym ojcem. Jedyną metodą wychowawczą było lanie. Ale zrobił to tylko dwa razy, postarszyłam obdukcją i sprawą karną. Starałam się chronić dziecko przed tym laniem więc jeżeli miał problem choćby w szkole to mężowi o tym nie mówiłam. W ogóle mój mąż chciał mieć tylko to grzeczne posłuszne dziecko, problemy mu przeszkadzały, chciał mieć święty spokój. Było mnóstwo kłotni, syn to słyszał, widział. Potem doszło jeszcze kilka spraw które spowodowały że z dnia na dzień wyprowadziłam się. To jest tak w dużym skrócie. To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu, z perspektywy czasu uważam że równiez jedna z najlepszych decyzji. Wiedziałam że rozbijam dziecku rodzinę, mimo jakiś ułomności mojego męża, dziecko go kocha. Widziałam zreszta nie raz, już po wyprowdzce, jak syn tęskni za ojcem, Który czasem nie dawał przez miesiąc znaku życia. Widziałam jak cierpi. Wiem rówież że mój były miał depresje i tymi zniknięciami próbował sobie z tym radzić. Absolutnie go tym nie usprawiedliwam bo uważam że jak sie juz dało dziecku życie to bez względu na to co sie z tobą dzieje masz obowiązek nim sie zająć a jak nie radzisz sobie to szukaj pomocy. I tak to wyglądało :(

 

[Dodane po edycji:]

 

a co moge zrobic z tym ze jesli chcialam porozmawiac to ojciec wychodzil z pokoju mowiac ze to dla niego trudny temat??

albo pogadaj z matka ona wie lepiej...

 

No to faktycznie lipa... Może spróbuj z mamą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

dziekuje ze napisalas :smile: jezeli moge cos powedziec to tyle ze w twoim przypadku postapilas dobrze rozstajac sie z mezem. nie moze sie wyrzywac na dziecku albo tobie. ale u mnie bylo wszystko wporzadku. rodzice byli bardzo dobrana para ale moj ojciec byl malo odpowiedzialny, wybral swoja mame a nie zone.

 

[Dodane po edycji:]

 

z mama... tez trudny temat zabardzo jest zajeta swoim nowym facetem... nie mam czego u niej szukac bo i tak samo jak i u ojca odejde z kwitkiem i slowami jestes dorosla radz sobie sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku myślę że w jakimś stopniu do tego w jakim jestem obecnie stanie doprowadzili mnie rodzice... W ciągu mojego życia nie wydarzyły się jakieś traumatyczne przeżycia, jak strata kogoś bliskiego czy coś w tym stylu co mogłoby spowodować takie problemy. Rodzice ze mną nigdy nie rozmawiali, tak jak już wspomniałem to jest sztuczna rodzina. Pisze tu pani że po rozwodzie zagłaskała syna by mu to wynagrodzić, i jednocześnie nie rozmawiała z synem to jest właśnie to... U nas nigdy nie rozmawiało się na temat problemów, zawsze unikało się tych trudnych tematów, nawet jak chciałem spróbować to jakoś zostawałem zbyty, w końcu zaczęła się pojawiać blokada i przestałem rodzicom mówić wszystko. Ogólnie teraz często im kłamię. Co do zagłaskiwania to był błąd moich rodziców, błąd przez który dziś mam problemy ze sobą. Ogólnie u mnie jest też ten problem że rodzice są dużo starsi, praktycznie mogliby być moimi dziadkami... Może dlatego też nie potrafimy się dogadać? Ojciec gdy skończył pracować to całymi dniami siedzi w krzyżówkach, nasze rozmowy dotyczą tylko i wyłącznie sportu i to od czasu do czasu. Mama pracuje, wraca i czyta gazety plotkarskie (żyje życiem innych ludzi), a od 17 do wieczora serial po serialu (nie ma to jak życie fikcyjnymi problemami innych). Gdy nie pracuje w weekendy to zawsze coś robi, albo udaje że robi. Niby że na nic nie ma czasu. Nawet nie ma czasu na rozmowę, zresztą oni od rozmów unikają. Kiedyś chciałem poruszyć ważny temat, nie tak z grubej rury, ale zaczynałem coś tam przebąkiwać. Chyba mama wyczuła co się święci bo to można powiedzieć że wręcz uciekła z kuchni. Wracając do zagłaskiwania bo odszedłem od tematu, u mnie było tak że jak coś chciałem to wystarczyło iść do mamy i zawsze to dostawałem. Wszystko załatwiała za mnie, cokolwiek, wszystko, dzięki temu mam problem z ludzmi, nie potrafię się z nimi dogadać. Problemem dla mnie jest iść do sklepu, problemem jest wszystko co wiąże się z kontaktem z innymi ludzmi. I to wszystko dzięki temu że moja mama chciała dla mnie jak najlepiej... To trwa do dziś, próbuję coś załatwić i nagle ona stara się zrobić to za mnie, robię sobie śniadanie a moja mama zaczyna robić to za mnie, co mnie po prostu wkurza i zaczynam robić się zły, a ona się pózniej dziwi że jestem jak osa. Tak się skończyło to całe zagłaskiwanie...

 

Myślę żeby o swoim problemie powiedzieć rodzicom, ale szczerze mówiąc nie wiem jak się za to zabrać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×