Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość k_o82

Czy osoba z nerwicą...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

czy osoba z nerwicą lękową, depresją, fobią społeczną która nie leczy tego u żadnego specjalisty ma

jakiekolwiek szansę na poznanie drugiej osoby która to zrozumie, zaakceptuje?

ma jakiekolwiek szanse na zbudowanie związku? tym bardziej jak ma to zrobić jeśli się obawia

niezaakceptowania tego jaka jest, obawia się odrzucenia?

jak ma wymazać sytuacje z przeszłość i zacząć od nowa wierzyć w cokolwiek że może być szczere? :<img src=:'>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zwiazek to nie lekarstwo na depresje czy fobie spoleczna, zapomnij o tym. Duzo wiecej da ci rozpoznanie tych dolegliwosci . Np skad sie bieze ta depresja? jak jej zapobiegac? jak odzyskac energie? mozesz miec pewnosc ze te problemy warto rozwiazac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ileż Ty pytań zadajesz... w sumie sama chciałabym to wiedzieć :)

 

jedno mnie tylko zastanawia - po co akceptować coś co można zmienić na lepsze? jest taki tekst "Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi abym zmieniał to, co mogę zmienić, i szczęścia aby mi się jedno z drugim nie popieprzyło" banalne, ale prawdziwe. gdybym była Twoją dziewczyną (taka hipotetyczna sytuacja ;) ) to na pewno nie chciałabym się z tym godzić tylko dla Twojego dobra namawiałabym Cię, żebyś coś z tym zrobił. Niekoniecznie od razu jakieś leki czy coś, ale psycholog czemu nie...

 

chociaż w sumie ja sama już próbowałam - zapisanie się z NFZ wymaga dużo wysiłku, i po dwóch rozmowach, każda z kim innym, odkładam to do "po wakacjach", ale jeśli tylko miałabym pieniądze na prywatne rozmowy z psychologiem nie wahałbym się ani chwili. a na razie staram się jak najlepiej poznać siebie - to też nie jest łatwe... ale myślę, że możliwe bez pomocy specjalistów, jeśli oczywiście nie jesteś bardzo chory...

 

aha, i jeszcze - myślę, że jest sporo szczerych ludzi na świecie. ja nie lubię się bawić w podchody i towarzyskie gierki, zazwyczaj ludzie których spotykam widzą to i też się otwierają - tylko, że postawa "serce na dłoni" niesie ze sobą ryzyko że ktoś kopnie cię w tyłek ;) ale moim zdaniem warto ryzykować.

 

spróbuj otaczać się dobrymi, pozytywnymi ludźmi, są tacy, naprawdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

k_o82 powiem Ci, że to zależy od osoby z jaką się zwiążesz, bo na początku może to akceptować, ale jak napisała soulfly89 ważne jest, żeby pomogła Ci to zmienić i wspierała Cię w tej walce...a nie jak w moim przypadku, że rozstanie nastąpiło, bo ta druga osoba miała już dość moich zaburzeń :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

k_o82 oczywiście miłość nie jest lekarstwem. Owszem jeśli kogoś poznasz może wydawać Ci się, że przykre dolegliwości mijają, że jesteś szczęśliwy. Ale jeśli swoje szczęście będziesz opierał jedynie na drugiej osobie możesz szybko powrócić do punktu wyjścia lub cofnąć się bardziej. Bo kiedy przyszło by się rozstać to byłoby gorzej niż przed rozpoczęciem związku.

A czy jest możliwe poznać kogoś, kto pokocha w takim stanie. Możliwe, ale baaardzo trudne. Tzn. może rozpocząć związek łatwiej, ale trudniej go utrzymać. Zwłaszcza jeśli się nie leczysz, drugiej osobie może skończyć się cierpliwość. Nie jest łatwo znaleźć kogoś kto będzie chciał nam towarzyszyć w trudnej drodze do wyzdrowienia, a co dopiero znaleźć kogoś kto będzie taki stan akceptował do końca życia... Jestem romantyczką, ale życie mnie nauczyło, że nie jest bajką. Nie chcę Cię dołować, ale zachęcam do zmian w samym sobie. Psychoterapia, rozmowy z kimś zaufanym (nawet tu na forum), samoakceptacja. Jeśli pogodzisz się z sobą, będzie Ci łatwiej. Bo czy miałbyś satysfakcję ze związku jeśli byłbyś tak mocno ograniczany przez życie i nie mógłbyś cieszyć się swoją miłością...

GDY KOGOŚ KOCHASZ I DAJESZ MU SIEBIE - POSTARAJ SIĘ DAĆ TO CO NAJLEPSZE UKOCHANEJ OSOBIE

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

od prawie 2 lat nie spotykam się z nikim, jakbym był sparaliżowany strachem przed wyjściem na światło dzienne...

po kilku znajomościach nie chce mi się już wierzyć w szczerość kobiet tym bardziej w ich bezinteresowność

jeśli sam miałem okazje przekonać się kilka razy że większość z nich i tych które w jakiś sposób przyciągałem

chciała tylko się "najeść" i na tym się kończyło.

Myślałem że jeśli ktoś coś robi dla drugiej osoby bezinteresownie to ona to doceni a nie będzie bardziej wykorzystywać,

długo w to wierzyłem do momentu w którym poświęciłem jednej kobiecie dwa lata a ona sobie zniknęła... bez słowa...

po tej znajomości na odległość rozbroiło mnie całkowicie... wiara w siebie... więcej samokrytyki i obrzydzenie własną osobą

niż pewność siebie... już na ten temat się wypowiadałem nie raz ale każdy ma klapki na oczach i nie potrafi zrozumieć

co napisałem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
czy osoba z nerwicą lękową, depresją, fobią społeczną która nie leczy tego u żadnego specjalisty ma

jakiekolwiek szansę na poznanie drugiej osoby która to zrozumie, zaakceptuje?

A uważałbyś za zdrowy związek gdyby twoja siostra/koleżanka/córka kiedyś przyszła do domu i powiedziała spotykam się z narkomanem/alkoholikiem/hazardzistą - on się nie leczy, nie ma zamiaru, ale ja to akceptuję? Co byś powiedział?

Żaden związek nie przetrwa jeśli ta osoba nie będzie chciała się leczyć, nie będzie chciała czegoś zmienić w swoim życiu - bo ile może przetrwać ta zdrowa połówka pary? Na ile starczy sił? Na pomoc w walce zawsze się znajdą - ale na ciągłe znoszenie objawów choroby bez jakiekolwiek wizji zmiany?

 

 

ma jakiekolwiek szanse na zbudowanie związku? tym bardziej jak ma to zrobić jeśli się obawia

niezaakceptowania tego jaka jest, obawia się odrzucenia?

Jeśli nie leczy, nie ma zamiaru - to moim zdaniem nie ma żadnych szans na normalny związek. Jego obawa odrzucenia jest uzasadniona i całkiem realna, co więcej nie powinien mieć pretensji do osoby która porzuci go po usłyszeniu wiadomości nie tyle o chorobie co o niechęci do leczenia.

 

Takie jest moje zdanie na ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żaden związek nie przetrwa jeśli ta osoba nie będzie chciała się leczyć, nie będzie chciała czegoś zmienić w swoim życiu - bo ile może przetrwać ta zdrowa połówka pary? Na ile starczy sił? Na pomoc w walce zawsze się znajdą - ale na ciągłe znoszenie objawów choroby bez jakiekolwiek wizji zmiany?

Jeśli nie leczy, nie ma zamiaru - to moim zdaniem nie ma żadnych szans na normalny związek. Jego obawa odrzucenia jest uzasadniona i całkiem realna, co więcej nie powinien mieć pretensji do osoby która porzuci go po usłyszeniu wiadomości nie tyle o chorobie co o niechęci do leczenia

 

No dobrze, ale mimo leczenia to druga osoba i tak odchodzi, bo nie ma natychmiastowych efektów...to jak to nazwać? Płytkością uczucia, egoizmem? Ale prawdą jest, że nie można opierać się na drugim człowieku, tylko na sobie...A pretensje zawsze będą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie odchodzą i przychodzą niezależnie od tego czy ktoś jest chory, czy nie, nie każdy jest w stanie wytrzymać taki ciężar jak choroba partnera/partnerki. Wydaje im sie, że miłość wszystko przetrwa a okazuje się, że to nie takie proste....jak to nazwać.....tu trzeba by było analizować chyba każdy przypadek osobno....egoizm...każdy z nas jest egoistą bo trudno wymagać od kogoś żeby poświęcał całe swoje życie dla drugiej osoby, jeśli para była ze sobą bardzo długo i układało im się świetnie, nagle jedna z osób choruje na nerwicę, depresję i wszystkie bonusy z tym związane to utrzymanie takiego związku jest trudne.

Dla osoby zdrowej - bo musi "znosić", wspierać, pomagać, zapomnieć o osobie i swoich potrzebach w tych najtrudniejszych chwilach.

Dla osoby chorej - bo ciężko jej się uporać z samym sobą, a co dopiero ze związkiem.

Obie osoby muszą pracować - jeśli ta zdrowa odejdzie, jak widać nie jest na tyle twarda emocjonalnie....poza tym, czy ta zdrowa osoba wolałby zachować taki związek ? Żeby ta zdrowa osoba sama nabawiła się jakichś zaburzeń?

Jeśli obie osoby się starają to jest szansa, mogą to razem przejść

 

Jeśli natomiast poznajemy osobę zdrową(zakładam, że jesteśmy w lepszej kondycji), już na początku mówimy jej co jest z nami nie tak, że chorujemy, jak to wygląda - jej się może wydawać, że da radę, że to miłość, że jakoś przejdziemy - zwykle jeśli nie miała nigdy wcześniej kontaktu z tymi chorobami - no i cóż, zauroczenie mija, pojawia się spadek formy, nic nie jest takie łatwe jak wcześniej i ludzie się rozstają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
czy osoba z nerwicą lękową, depresją, fobią społeczną która nie leczy tego u żadnego specjalisty ma

jakiekolwiek szansę na poznanie drugiej osoby która to zrozumie, zaakceptuje?

ma jakiekolwiek szanse na zbudowanie związku? tym bardziej jak ma to zrobić jeśli się obawia

niezaakceptowania tego jaka jest, obawia się odrzucenia?

jak ma wymazać sytuacje z przeszłość i zacząć od nowa wierzyć w cokolwiek że może być szczere? :<img src=:'>

pewnie i ma szanse tylko niestety jest to skazywanie na cierpienie psychiczne już nie tylko siebie samego ale i drugiej osoby która nie potrafi ci pomóc, zaniechanie leczenia jest złym wyjściem, nie znam Cie i nie wiem czemu sie nie leczysz ale to nie jest dobre ani dla ciebie ani dla twojej przyszłej partnerki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

maggieflakes, jeśli masz zamiar trwać w chorobie - to tak moim zdaniem lepiej się nie wiązać bo... zalamka87 już to wyjaśniła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie mam zamiaru tkwić w chorobie...po prostu ostatnio powątpiewam w sens istnienia związków...bo czy jest się zdrowym czy chorym to zawsze istnieje ryzyko porzucenia przez drugą osobę i tego niestety nie da się uniknąć...takie niestety jest życie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, że ludzie odchodzą od siebie - nawet ci zupełnie zdrowi... Tak niestety wygląda życie - często inaczej niż bajki i filmy... Jednak choroba na pewno do takiego rozstania może nas przybliżać. Dlatego warto walczyć o siebie. Dla siebie i tej drugiej osoby, która jest bądź może kiedyś będzie. A jeśli ktoś chce nas oszukać i wykorzystać to zrobi to czy jesteśmy zdrowi czy chorzy. Ale często odchodzą osoby, które naprawdę kochają, ale nie mają siły do chorego partnera, który nie daje sobie pomóc, pogrąża się i zatruwa życie sobie i innym... Ja obecnie przeżywam rozstanie, a powodem wcale nie była moja choroba. Ponad to mój partner wcale nie był zbyt wyrozumiały, to był dość toksyczny związek... Teraz moje objawy się pogłębiają, ale walczę z nimi z całych sił. Dwie myśli dają mi siłę: mogę wygrać z chorobą, mogę znowu pokochać. "Niech żywi nie tracą nadziei", trzymajcie się wszyscy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego ludzie upatrują wciąż w związku z kimś szczęścia i miłości i innych bzdet.Jeżeli myślicie,że wyleczy to Was(nas) z depresji to mylicie się.Osoba która nie może dojść do ładu z samym sobą,nie stworzy dobrego związku,ba! nie będzie miała udanych kontaktów nawet na poziomie teoretycznie niższym od miłości - przyjażni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak poznasz osobe ktora naprawde nadaje sie na przyjaciela to choroba nie ma tu nic do gadania.O milosc osoby chorej ze zdrowa napewno trudniej.Mysle ze dwa nerwusy o wiele szybciej by sie dobraly :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dlaczego ludzie upatrują wciąż w związku z kimś szczęścia i miłości i innych bzdet.Jeżeli myślicie,że wyleczy to Was(nas) z depresji to mylicie się.Osoba która nie może dojść do ładu z samym sobą,nie stworzy dobrego związku,ba! nie będzie miała udanych kontaktów nawet na poziomie teoretycznie niższym od miłości - przyjażni.

 

Brat , moja historia, (i nie tylko moja), obala Twoja teze w 100 %. Nie będe sie znów rozpisywać, ale nie musze dodawać, że chłopie znowu pieprzysz. Ludzie upatrują szczescia i miłości w związku bo tego potrzebują, to najnormalniejsza cecha ludzka.

A że Ty Darek masz wyyebane na to (choć o tym to itak mam inne zdanie), nie musisz rozsiewać tego zdziwenia, jakbyśmy byli conajmniej UFO i mieli tyfusa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko,że ja nie nadaje się do takiego życia z kimś.Oprócz tych wszystkich nerwic i fobii(teraz np.w pracy z ludżmi sobie nie radzę,rzadko się odzywam a jak już coś powiem to eh tak jakby nikt tego nie słyszał,jak jestem o coś pytany to nie umiem przedłużyć rozmowy,siedzę i patrze tak żeby moje spojrzenie nie ścinało się ze spojrzeniem koleżanek i kolegów z pracy,nie mam z nimi o czym rozmawiać,nie potrafie z nimi rozmawiać,nie rozumiem ich)mam całe spektrum dysfunkcyjnych zachowań które nie pozwalają mi na szczęśliwe życie wśród ludzi...no ja po prostu nie umiem być samodzielny,jestem nieporadny,zawsze potrzebuje pomocy kogoś bo nie potrafie czegoś zrobić i choć walczę z tym to i tak przegrywam,często czuje się jak bym walczył z wiatrakami...A już najgorsze jest to że ludzie oceniają mnie właśnie na podstawie tego co robię,jak robię,jak kontaktuje się,bo przecież jak ktoś nic nie umie powiedzieć i jest hmmm no ,ma osobowość unikającą to według innych zdrowych ludzi z reala jest dziwny.

 

Siostro-ciesze się,że jesteś wyrozumiala względem mnie.

Mam wspaniałą siostrę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Darek żeby nie było, ja Cie cholernie dobrze rozumiem, i wiem jak to jest nie rozumiec ludzi, bać sie ich, ich reakcji i wogóle wszystkiego związanego z kontaktami miedzyludzkimi. Była fobiczka społeczna dobrze to rozumie. I to, że ja Cie tak namawiam, żebyś coś zmienił i dał sobie szanse na miłość.... to tylko dlatego, że sama po sobie wiem , że to sie da zmienić i da sie być szczesliwym. Wiem co czujesz bo ja czułam to samo, identycznie, dlatego ciężko jest mi patrzeć jak wbijasz sobie te bzdury do głowy :( Bo wiem , że Ty tak naprawde nie myślisz, że w głebi serca masz co innego.

I rozumiem, że masz dość juz tego mojego gadania. Nie będe sie juz wtrancac.

 

Nie gniewaj sie brat :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

teraz sam wiem że jest to bardzo cieżkie. za dużo pesymistycznych myśli, za dużo wspomnień, za dużo złych sytuacji które nie pozwalają normalnie funkcjonować...

z jednej strony chcesz kogoś poznać, ta druga osoba Ciebie też a z drugiej strony w Twojej głowie

jest totalny pier.....nik

wiec lepsza samotność niż rozpie....nie czyjegoś życia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×