Krótka historia o wiecznie małym chłopcu.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Krótka historia o wiecznie małym chłopcu.

przez karmazyn 07 sty 2014, 03:29
Ten tekst nie jest pisany w calu publikowania go w gazetach, portalach internetowych itp wiec nie będzie on poprawny ani stylowo ani ortograficznie ani interpunkcyjnie. Jeśli Ci to przeszkadza po prostu nie czytaj. Będę również dość często rzucal kurwami…
To co napisze będzie chujowe, nudne oraz mój cel w pisaniu jest taki abym się wreszcie gdzies porządnie wygadal, bo już mam /cenzura/ dosyć tego co we mnie siedzi. Kto wie, może to mi odrobine pomoze.
A wiec tak, mam na imie M., mam prawie 20 lat i jestem studentem informatyki.
Moje drugie imie to lama, milo mi. Jestem po prostu zyciowa lamą. Wszstko zaczelo się już w podstawówce. Non stop byłem przeciętnym niesmialym i grzecznym chłopcem. Niby wszystko ok. poza tym ze stwierdzono u mnie dysleksje to sobie jakos w szkole radziłem. nie byłem zadnym pośmiewiskiem ani nic w tym stylu. Byłem i już. Koniec kropka. Wszystko się zmienilo w 6. Klasie kiedy to moja jedna z najlepszych koleżanek, jeżeli nie najlepsza popelnila samobójstwo. Bardzo to przezylem, wlasciwie przezywam do dziś czyli prawie 7lat.
Jak to wiele osob mowi, czas leczy rany. A gowno prawda. Dobra zgoda, może teraz na co dzien o tym nie mysle ale kiedy tylko zostaje sam na sam ze sobą, oczywiście co?! A no wlasnie. Ale dobra idzmy dalej, w gimnazjum byłem tym samym bachorem co w podstawówce. Byłem, istniałem ale bez zadnych rewelacji. 0 sukcesow, bez rewelacji w ocenach. Wlasciwie to na tle całej klasy z ocenami wypadałem chujowo, ale pocieszałem się tym ze nie tylko ja mam slabe oceny. Jedynym moim sukcesem był ogolem dobry wynik z egzaminu gimnazjalnego.
Kiedy wybierałem się do liceum stwierdzilem ze musze się zmienić. Powiedziałem sobie ze chce być kims, chce być zauważalny. No i po części moje oczekiwania co do siebie się spelnily. Zaangazowalem się do szkolnego radia gdzie poznałem wspaniałych ludzi. Sa oni do dziś moimi przyjaciolmi. Gdyby nie oni to jestem pewien, ze już by mnie nie było. Nie pisałbym tego marnego wywodu. Wracając do teamtu liceum jestem ogolnie zadowolony z tego okresu mojego zycia. Chciałbym aby czas liceum się nie konczyl. Wtedy było w miare stabilnie, już pomijając to ze nigdy nie miałem takiej naprawdę bliskiej mego sercu osoby. Marzę o tym by w końcu poznac jakas kobiete. Z całym szacunkiem do moich przyjaciol ale mam wrazenie, ze oni tak naprawdę wcale mnie nie znaja. Nie mowie im o swoich problemach itp. Chociaż zdarzylo mi się raz wyzalic jednemu z nich, po czym kazałem mu zapomnieć o tej rozmowie. Zazdroszczę swoim rówieśnikom kiedy widze ich szczęśliwych i ze maja kogos do kogo mogą się przytulic.
Po liceum jestem tutaj, czyli w jebanym rodzinnym miescie. I co?! O czywiscie mieszkam z rodzicami. Caly czas mi wypominają ze może bym poszedł do jakiejś roboty zarobić pare groszy. Tyle ze mi się nie chce. Co więcej, mi się nawet uczyc nie chce. Chciałbym wyjechać z polski do pracy, może tam bym znalazł motywacje, której mi na każdym kroku brakuje. Wszystko co do tej pory robilem, wszystkie hobby zainteresowania dziedziny sportu które trenowałem, nic z tego wszystkiego nie byłem w stanie utrzymać i dalej trenować. Jedyne co potrafie robic bez przerwy to siedzieć przed komputerem. Nawet mi się jebanej książki nie chce czytac. Dlatego coraz częściej zastanawiam się po co ja istnieje. Bo tak naprawdę to marnuje tylko powietrze. Jestem bezwartosciwym gownem.
Zmierzam do tego ze się nienawidzę, nienawidze tej formy która jestem. W lustrze prawie nigdy nie patrze sobie na twarz, nie chce tego widzieć.
Cierpie na bezsenności, co prowadzi do tego ze bardzo często placze po nocy kiedy rozmyślam nad swoim życiem. Bardzo często mam myśli samobójcze. Przeraza mnie przyszlosc i przeszlosc. Jest wiele momentow w moim zyciu których się bardzo wstydzę, a jak o nich mysle mam ochote się jebnac w glowe z całej sily. Jakby tego było mało nieco ponad rok temu zmarl mój kuzyn, z którym tak naprawdę nie miałem zadnego kontaktu. Powodem śmierci było zgadnij co… samobójstwo. Mimo to ze ni widziałem gościa ponad rok to wywołało to we mnie tak mocne uczucia, że zwątpiłem w istnienie boga(zawsze byłem mocno wierzącym, a wtedy…. Sam nie wiem, cos peklo…). Te emocje były tak intensywne ponieważ przypomniały mi się wydarzenia z podstawówki. To było tak silne ze skuliłem się i zaczalem plakac, od tak. Byłem sparaliżowany przez 30min.
Często wydaje mi się ze jestem takim żółwiem, twardy tylko z zewnątrz. Na co dzień staram się być usmiechniety pogodny itp. Itd. aLe jak tylko jestem sam to albo zaczynam użalać się nad sobą, albo uciekam do używek. Zdarza mi się pic samemu, albo palic Mj.
Mam wrazenie ze moje zycie jest seria porażek. Jakbym miał 3 slowa, aby się opisac bylyby to: debil, nieudacznik, no i wspomniana już lama.
Za chaos w tym czyms co przed chwila przeczytales bardzo Cie przepraszam i jednocześnie dziekuje, ze dotrwałeś do końca.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 sty 2014, 03:25

Krótka historia o wiecznie małym chłopcu.

przez kolekcjoner snów 07 sty 2014, 03:47
Coś trzeba w życiu robić. Dobrze jakbyś odnalazł co chcesz robić. Pełno negatywnych emocji w Tobie w stosunku do siebie. Moze zaczniesz od psychologa? Bo widzę, że nie jesteś teraz w stanie na jakieś gruntowne zmiany póki jako tako ładu w sobie nie zaprowadzisz i nie zajmiesz sie czymś w większym stopniu.
kolekcjoner snów
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do