Skocz do zawartości
Nerwica.com

Życie może być piękne


Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem od czego zacząć. Pierwsza myśl, "...Majka jesteś totalną wariatką i nie ma pomocy dla ciebie..." LOL:)

 

Dokładnie siedem lat temu moi rodzice postanowili zrobić sobie przerwę, separację. Dokładniej to ojciec stwierdził ze nie jest w stanie porozumiec się z moją mama. Doskonale wiem co miał na myśli, bo nigdy nie ukrywali co się dzieje miedzy nimi. Awantury na całego, głowa puchła. Ciężko w tym czasie było się skupić na czymkolwiek, a nigdy nie przyszło mi do głowy uciekac z domu. Może to był bład.

Nie ukrywam że częściej przyznawałam ojcu rację, przysłuchując się jak wrzucają swoje racje. Hmmm wyboru raczej nie miałam, skoro siedziałam w domu.

Ojciec przez całe swoje życie wpajał mi że dobrze jest jak kobieta niezależną jest, jak się szanuje, zna swoją wartość, posiada wiedzę, wykształcenie. Zachęcał mnie do uprawiania sportu, interesowania się Światem, informacjami, nauką języków itd. Marzył żebym stała się wartościowym człowiekiem. ( Ja i moja siostra)

W awanturach zarzucał mamie, że jest kobietą mało ambitną, ze zatraca swoje zdolności nic nie robiąc. Jak jej powiedział ze ma zadbac o siebie, to zaczeła wychodzic wieczorami na spot z kolezanka. Mówiąc w drzwiach "...wychodzę..."

Próbował mamę również zmotywować, proponował jej studia, kursy, wysiłek intelektu. Jak przestała pracować na etat zaproponował wspólny business, też nie. Mama zawsze się stawiała, zrzucała winę prawie na cały Świat. Teściowa winna, ciotki winne, siostra taty winna, wszyscy winni, nawet ja byłam z czasem winna. (Odwiedzając ciotkę za granicą stałam się wrogiem mamy) Mówiła, że oni są winni że tak między nimi jest, że chcą ich rozdzielić. Dziwne!!! bo przez ten czas urodziła się moja siostra, potem ja i przeżyli ze sobą 25lat małżeństwa. I tak w kółko, over and over. W Święta Bożego Narodzenia udawało się zachować ciszę. Wtedy to mama płaczliwie, prosiła o rodzinna atmosferę i wybaczenie sobie tych awantur. Nie minał tydzień, znowu ...

Przez ten czas można było oszaleć. Z mamą nie mogłam rozmawiać, bo po awanturach zamykała się w pokoju, papieros, tabletka i lulu. W ciągu dni spokojniejszych mówiła ze mam sobie iść do Tatusia, bo przecież przyznaje mu racje, albo jechać do cioci bo tam jest tak fajnie jak opowiedam. I tak stałam się "córeczką tatusia":/ Próbowałam 10000..podejść do mamy, potrzebowałam jej, nic. Z tatą nie mogłam rozmawiać na wszystkie tematy, ale tez nie było źle. W sprawach kobiecych rozmawiałam z siostra, ciotką, pania lekarka. Czułam się pozostawiona sama sobie. Ojciec przychodził podirytowany i mowił w drzwiach przepraszam a potem znikał do salou. Czułam ze jest mu strasznie przykro i wstyd. Nie stałam po stronie ojca , bo jego zachowanie było również nie na miejscu. Gdyby jednak nie zwracać uwagi na formę tylko treść to miał dużo racji. Mamy tez mi było żal , nie umiałam nic zrobić zeby przestała sie dołować. Chciałam zeby ze mna spedzała czas, jak mama z córka, a tu nic.

 

 

Wyjechałam na studia. W tym czasie miałam nadzieje ze w domu bedzie lepiej. Rodzice mogli byc sami. Na drugim roku ojciec powiedział mi, ze odchodzi od mamy. Nie miałam żalu. Wiedziałam ze nie miał juz siły. Ich wspolne wieczory to jeden w jednym pokoju, drugie w drugim. Masakra.

Moja mama popadła w taka depresje, ze nie wychodziła z domu, na tabletkach zalana łzami siedziała w ciemnym pokoju. Przez całe wakacje prosiłam mame zeby wziela sie za siebie. Przez tyle lat jej to mówił, wykrzykiwał itd. Doskonale wie ze własnie to tate odsuwało od niej. Jak pokaze ze potrafi stac na własnych nogach, być partnerem to może tato wróci. I wtedy mama mnie poprosiła zebym wybłagała ojca by wrócił. Obiecała mi ze się zmieni, ze weźmie się za siebie, tylko niech tato wróci. :/ W płaczu i beznadziejnej rozpaczy mówiła mi takie słowa które dzisiaj wiem ze będę pamiętać do końca życia.." Wolałabym żeby Twój ojciec nie żył, niż miałby być z inną kobietą.."

Przed Świętami Bożego Narodzenia 2004 roku Tato nas odwiedził i przekonałam go w rozmowie zeby wrócił do mamy. Wrócił.

( Nie zawdzięczam sobie tego, że wrócił. Wiem że rodzice pisali do siebie, rozmawiali. Znając ojca to to była jego decyzja.)

 

Rok 2005, dużo się nie zmieniło. Mama szybko się wypaliła, na szczęscie nie było awantur tylko rozmowy. Nie tak często ale były. Przez ten czas zauważyłam, że tato strasznie posiwiał. Nie wyglądał dobrze. We wrześniu siostra brała ślub i na zdjęciach Tato nie wyglądał ciekawie. Październik pojechał do szpitala. Dwa tygodnie póżniej operacja na otwartym sercu. Wycieli 7cm guza. Diagnoza nowotwór serca. OMG!!! CO!! Przecież to nie możliwe. Nikt o takim czymś nie słyszał. Przez rok 2006 leczyli go chmioterapią. Był zmuszony zamknąć firmę. Załamał się całkowicie. W listopadzie odszedł już na zawsze. I nie mogę nawet do niego zadzwonić i pogadać.;(;(;(;( Mama jak niegdy się mna nie interesowała, zaczeła pytać jak uczelnia, czy mam wszystko zaliczone bo to przecież pieniądze itd., co dziennie dzwoniła i pytała czy mam jeszcze cos do zaliczenia, mówiła"...Maju tato niechciałby żebyś teraz się poddała kiedy go nie ma.." We mnie buzowała złość, gniew. Czułam się jak czajnik sygnalizujący gwizdkiem ze woda się gotuje. :cry::!::!::!: W głowie myśli "...Kobieto co ty ode mnie chcesz??, tyle lat prosiłam o kontakt to użalałaś się nad sobą. Nie myśląc o mnie, co czuje w sytuacji kiedy się kłócicie??..""...Nagle stałaś się nadgorliwa.."

"...Co mam zrobić kiedy nie czuje bliskości..?" "...Mamo.."

3 miesiące po odejsciu taty targnełam się na swoje życie. Jak widać odratowali mnie. Wystraszyłam się i powiedziałam co bedzie się działo zachwile ze mna i niech mnie ratują. Mama uważała że chciałam zwrócić uwagę na siebie. A ja ciągle mówiłam ze mam dość i jestem tym wszystkim zmeczona, również jej mądrościami. Z każdym dniem zamykałam się w sobie. Na zewnątrz uśmiech, luz (psełdo luz) w samotności masakra. Siostra była zła na mnie że nie mówiłam o swoich problemach. Jak jej powiedziałam, to usłyszałam ze takie życie, ze trzba isc dalej i zebym była tolerancyjna dla mamy.

 

Przyznam ze to tak trwa do dzisiaj. Kłócę się teraz ja z mamą. I choć nie chce, to troche mam zal do mamy, za siebie i za tatę. Może się mylę, ale obwiniam ją za to co się stało. Czuję się samotna. Teraz ja siedze w pokoju, a ona za ścianą. Zadna rozmowa nie pomaga. Proszę ją zeby zblizyła sie trochę do mnie, nic. To chyba za pozno{?}

(Na nieszczęście mieszkam z nią i nie mogę się doczekać kiedy będę miała swoje mieszkanie.) Szukam rozwiązań aby samodzielnie zaczac zycie. Oszczedzam na mieszkanie, a zdolnosci kredytowej jeszcze nie mam. Jest coraz gorzej i nie wiem czy długo wytrzymam.

 

Majka

 

[Dodane po edycji:]

 

Co mam na myśli...

 

"..Mogło być gorzej.."

"..Ciesz się że nie było alkoholu, przemocy.."

"..Doceniaj to co miałaś, masz.."

"..Ona siedzi za sicianą.."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Majko.

 

Dobrze, że tu trafiłaś. Jest tu sporo ludzi, którzy całkiem mądre rzeczy piszą. Z resztą przekonasz się sama, gdy sobie przejrzysz napisane wątki.

 

Smutna ta Twoja historia. Bardzo mi przykro z odejścia Twego ojca.

 

Sytuację obecną masz nie za wesołą. Myślę, że powinnaś się wziąć za wprowadzanie zmian we własnym życiu. Tak by stało się lepsze i szczęśliwsze. Dlatego gorąco namawiam Cię do psychoterapii. Warto przy asyście specjalisty zmierzyć się z własnymi kłopotami i popracować nad własnym szczęściem. Myślę, że nie będziesz żałowała. Psychoterapia może wnieść dużo dobrego do Twego życia. Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdzie mam szukać pomocy?

 

Jak znaleźć odpowiednią psychoterapię? Czy to tylko ode mnie zależą stosunki z mamą? Przecież Ona osunęła się ode mnie z powodów swoich osobistych. Czy nie powinna też w tym uczestniczyć?

 

 

Tak bardzo potrzebuję zmian. Wiem że moje życie może być cudowne, czuję to w głębi samej siebie i chcę sobie pomóc. Czuję że nie wykorzystuję swojej siły. Chce być silna, zapomnieć o przeszłość, o bólu, brać życie pełnymi garściami. Zobaczyć blask w oczach kiedy się śmieje. Teraz to jest pusty temp śmiech, oczy pełne goryczy. Chciałabym być na tyle silna, żeby nie przejmować się brakiem kontaktu z mamą.

 

 

:)Majka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajny masz nick, tak przy okazji. :D

 

Gdzie mam szukać pomocy?
Wszędzie, lecz zacznij od psychoterapeuty.

 

Jak znaleźć odpowiednią psychoterapię?
Poszukaj psychoterapeutów koło miejsca zamieszkania, w przychodniach zdrowia psychicznego, w prywatnych gabinetach, w przychodniach studenckich... Net i fora psychologiczne są dobrym źródłem. Przejrzyj to forum, zadaj pytanie, podaj swoje miasto, może ktoś się odezwie... Jest mnóstwo źródeł.
Czy to tylko ode mnie zależą stosunki z mamą?
Nie. Ale od Ciebie zależy' date=' jak będziesz tolerować różne zachowania mamy i generalnie jak będziesz się czuć mimo złych stosunków z mamą. Nie od Ciebie zależy, czy z nieba będzie padał deszcz. Ale od Ciebie zależy, czy nie zmokniesz, bo będziesz zaopatrzona w parasol. ;)
Czy nie powinna też w tym uczestniczyć?
Być może. Ale jej do tego nie zmusisz. Dlatego zajmij się najpierw sobą i swoim dobrobytem. I tym co sama napisałaś poniżej:
Tak bardzo potrzebuję zmian. Wiem że moje życie może być cudowne, czuję to w głębi samej siebie i chcę sobie pomóc. Czuję że nie wykorzystuję swojej siły. Chce być silna, zapomnieć o przeszłość, o bólu, brać życie pełnymi garściami. Zobaczyć blask w oczach kiedy się śmieje. Teraz to jest pusty temp śmiech, oczy pełne goryczy
.

 

Chciałabym być na tyle silna, żeby nie przejmować się brakiem kontaktu z mamą.
Dokładnie to będzie z jednym z celów psychoterapii.

 

Pozdrawiam Jamaicę ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Majkajamaica,

 

Dostrzegasz podobieństwo między zachowaniem ojca, a swoim ? Konkretnie mam na myśli obwinianie za niepowodzenia w największym stopniu Twoją mamę, a jego żonę. Tato widział u Twojej mamy za mało ambicji, za niskie wykształcenie itd. - najprawdopodobniej widział to jako główną przyczynę braku spełnienia w małżeństwie (?). Jednak popełnił ogromny błąd - przekroczył granicę między sugerowaniem, a narzucaniem (wywieraniem presji) takich zmian. Każdy broni się przed narzucaniem czyjegoś zdania, światopoglądu.

Niewykluczone, że przesiąknęłaś wpajaną przez ojca wizją "jaka kobieta musi być" i możliwe, że gdzieś w głębi duszy obwiniasz mamę, że ona do tego wzorca nie przystaje.

Wina nie leży wyłącznie po stronie mamy, nigdy nie leżała wyłącznie po jej stronie. I w żadnych relacjach między ludzkich wina nie leży tylko po jednej stronie.

 

Dopóki jeszcze Twój tato żył, mama raczej nie otrzymywała wsparcia ani od niego, ani od Ciebie i całkiem możliwe, że i od siostry również. Po jego śmierci chyba nadal nie otrzymuje, od nikogo. Z tego powodu może tkwić w niej żal, który... może blokować ją, by okazywać wsparcie Tobie. Jeśli ta hipoteza jest trafna, obie nakręcacie się w nieokazywaniu sobie wsparcia.

 

Nie polecam wcielania w życie chęci "nieprzejmowania się brakiem kontaktu z mamą", ponieważ w dalszym życiu nieraz będzie Cię kusiło, by w ten sposób reagować zawsze, gdy tylko nie będzie dochodziło do porozumienia między Tobą, a np. mężem, dzieckiem, przyjaciółmi, szefem w pracy, albo podwładnymi itd. :roll:

 

Jak radzi miki74, psychoterapia jest wskazana, uzmysłowi Ci inne zadawnione żale do mamy. To może być bardzo pomocne przy naprawianiu relacji z mamą. Spróbuj zrozumieć nie tylko swoje zachowanie, reakcje, ale i ją jej, wtedy łatwiej będzie Ci wyciągnąć do niej rękę na zgodę. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie o to chodzi że mama dostawała wsparcie od taty. Nie narzucał jej że coś musi zrobić, proponował jej możliwości kreowania siebie. Każdy w życiu powinien mieć cele. Siedzenie w domu nie jest dobrym rozwiazaniem. Tato bardzo kochał mame i próbował mame wspierać. Po stracie pracy chciał pomoc jej, ze moze sie dokształcić, badz business wspolny moga poprowadzic. Mama nie dawała żadnych znaków. Ojciec pracował na utrzymanie całej rodziny. Od siostry wsparcie dostawała i dostaje. To dzięki niej sprawy po śmierci ojca są załatwione.

Nie jest rówież dobrze obwiniać wszystkich w około za swoje niepowdzenia.

 

Tato nie zostawił mamy, trwał w tym wszystkim przez 24 lata. Dzisiaj mogę podziękować ojcu i moja siostra ze nas wspierał i zachęcał do działania. Nie była to chora wizja, też się nad tym zastanawiałam. Rodzice chcą by dzieci myślały o przyszłości, by mogły poradzić sobie w życiu. Bycie ambitnym, dążenie do celu i chęć posiadania ogólnej wiedzy nie jest niczym złym.

 

I właśnie się przejmuję brakiem kontaktu. To ja robię podejscia od tylu lat i nic. Ona nie przyjdzie, tylko jak coś potrzebuje,"..Maja zbliża się termin opłat, daj pieniądze.." a porozmawiać to nigdy.

 

Nie wcielam się w rolę taty, kompletny bezsens. Nie można tak tego porównywać, ja jestem córką.

 

Najgorsze ze mama nie chce rozmawiać, bo gdyby się ona otworzyła może by było lepiej. To trwa już tyle lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bycie ambitnym, dążenie do celu i chęć posiadania ogólnej wiedzy nie jest niczym złym.
To stwierdzenie jest częściowo prawdziwe. Bycie ambitnym, dążenie do celu i chęć posiadania ogólnej wiedzy nie jest niczym złym, o ile takie potrzeby w wypływają z danej osoby (albo chociaż ta osoba je zaakceptuje), oraz co niemniej ważne, o ile te potrzeby są realnie dobrane do siły charakteru.

Myślę, że te warunki nie były spełnione w przypadku Twojej mamy. Niewykluczone, że dawno temu, na początku podejmowała rozmowę z tatą i broniła własnych potrzeb i celów. Ale z czasem mogła zrezygnować spotykając się z brakiem zrozumienia i akceptacji. A później najprawdopodobniej już wszyscy troje "uszczęśliwialiście na siłę" mamę, "wiedząc lepiej" od niej, co jest dla niej dobre. Koniec końców mama mogła już całkiem popaść w depresję spotykając się z brakiem zrozumienia potrzeb i pragnień jej własnych, a nie taty, Twoich, czy siostry. A najprawdopodobniej teraz odczuwasz tego konsekwencje :roll:

 

Oczywiście nie mam patentu na prawdę i jak każda osoba, mogę się mylić. Co nie zmienia faktu, że życzę Ci, byś znalazła na forum pomoc :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, a mi się wydaje , że w jakimś stopniu "odrzucasz" tę mamę, bo nie jest taka jak twoje wyobrażenia o niej. Żal mi twojej mamy, bo ja też jestem taką mamą. Jak płaczę (bo mi źle - powód bywa różny) to moje dziecko po prostu wychodzi z domu... Nie czuję tej pomocy, uczuć , chwili rozmowy czy zainteresowania, slyszałam natomiast "no i najlepiej ryczeć" i trach ! drzwiami.... Twoja mam czeka na miły gest, na słowo kocham, a ty... nie jesteś czasem zbyt zawiedziona i obojetna ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Majkajamaica, kurcze poryczałam się jak to przeczytałam, a zwłaszcza o twoim tacie... straszne... walcz żebyś ty była zdrowa i miała życie na tyle normalne na ile można !!!

 

[Dodane po edycji:]

 

Noemi, ja słyszałam że to rodzice są od tego żeby zajmować się dziećmi, a nie dzieci od tego aby zapełniać emocjonalne braki rodziców - a tak się niestety dzieje. Dlaczego nie poszukasz pomocy wśród dorosłych zamiast obciążać swoje dziecko swoimi emocjonalnymi problemami? Skoro ty sama ich nie potrafisz rozwiązać to myślisz że pomoże ci w tym dziecko?

 

[Dodane po edycji:]

 

Oprócz tego Majkajamaica moja mama jest trochę podobna do twojej, zamknięta w sobie, trudna w kontakcie... i mój tata też jest osobą bardziej otwartą na świat, gotową do działania... wydawało mi się że często bywa odwrotnie. W każdym razie moi rodzice są dawno po rozwodzie, ale jakoś lepszy kontakt wydaje mi się mam z ojcem, mimo że z nim się znacznie rzadziej widuję niż z mamą. Ile robiłam prób żeby nawiązać z nią kontakt to szkoda gadać, zniechęciłam się już...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Polakita, ja mam dorosłe dziecko. Gdy odwróci się ode mnie to oleje również innych ludzi . Pomocy szukałam, znalazłam, dziś jest ok, ale miewam jeszcze gorsze dni. Czy nadzieja /prośba o miły gest od dziecka to za dużo wg ciebie? Nie zyjemy w wielkim pałacu, ale w sredniej wielkości mieszkaniu, natykamy się na siebie w każdym stanie - weseli , smutni. Nauczyłam się prosić o pomoc, potrafię pomagać. Tego również przez wiele lat uczyłam moje dziecko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hallo Majkajamaica,

 

przeczytalam twoja historie i serce mi scisnelo jak juz dawno nie. Czytajac twoja opowiesc, czulam sie jak bym czytala moja.

 

Ojciec, matka...ja , caly swiat obwinniony przez moja mame, tata ktory cale zycie jednak z nia zostal, a teraz juz go nie ma.

 

Czytajac takie podobne do mojego zycia historje zawsze czuje jak mi by ktos goraca reka zaciskal serce.

 

Wiesz chce cie troche pocieszyc...sprobuj znalezc tak zwany Muster w zyciu twojej rodziny (mama twojej mamy , twoja mama i ty) jesli go odnajdziesz i duzo zrozumiesz, bedziesz w stanie przerwac powtarzanie sie Muster. To co prawda nie uleczy ran na twoim sercu ale uczyni ze bedziesz mogla zniesc ten bol, nie bedzie ciebie niszczyl. Ja dlugo nie moglam tego znalezc (identycznych powtarzajacych sie sytuacji w kazdej generacji), pomimo ze nie chcialam i bronilam sie jak moglam, aby nie byc "jak moja mama" to wlasnie dlatego ze sie tak bronilam nic nie rozumiejac, niezauwazajac tego powtarzalam jej zycie (powielalam). Uswiadomienie se tego bylo jak cios w moje serce.

 

Dzis kocham moja matke nadal, kocham z daleka, nie przestane jej kochac mimo jej bledow i wad, ale juz wiem ze kontaktu nie moge miec bo jest zbyt toxyczny dla mnie.

 

Czasami w zyciu trzeba wybrac to mniejsze zlo i sie z tym pogodzic.

 

Nauczylam sie zyc z demonem mojej przeszlosci terazniejszosci i przyszlosci "z demonaem milosci do mojej matki" milosci ktora boli.

 

Zawsze czulam sie odepchnieta przez nia zawsze bylo mi jej brak, ale nie bylam tego swiadoma bo bylam wsciekla na nia za wszystko, za tate, za siostry, za jej zachowanie.

 

Na odwyku od Diazepamu w szpitalu, po odstawieniu go, dostawalam Ataki Paniki myslac ze z bolu umieram...traf chcial ze na oddziale byla tez inna pacjetka z polski. Jak dostalam tragicznego ataku i pielegniarka poleciala po lekarza, wziela mnie w ramiona ta wlasnie pacjetka z polski, mowiac po polsku "nie boj sie jestem przy tobie ,bedzie zaraz dobrze". W tym momencie poczulam bol ktorego nie umiem nawet opisac, mimo czucia sie jak w matrix i strachu przed smiercia, nagle jak z glebokosci mojego serca wydobylam jeden krzyk "MAMO" w tym momencie jak byl byla oblana zimna woda. Usiadlam i sama nie wierzylam ze tak zawolalam , uswiadomilam sobie ze mimo wszystkiego, ja bardzo kocham i tak bardzo mi jej brak...

 

Dzis juz nie oceniam jej i jej postepowania, dzis juz nie oskarzam jej za wszystko...dzis wybaczylam jej ale nie zapomnialam wszystkiego co robila, dzis nauczylam sie z tym zyc.

 

Matke ma sie jedna ale czasami nie mozemy z nia zyc, aczkolwiek wiez (ta niewidoczna) miedzy nia a nami bedzie trwala wicznie.

 

Moj tata zmarl 3 lata temu, mama nawet mnie nie poinformowala (chciala corke tatusia ukarac) nie moglam nawet z nim sie pozegnac. Nie wiem jak o tym zapomniec. Nie uwazalam ojca za ideal ale chcialam mu jak odchodzi powiedziec ze mu wybaczam, niestety nie bylo mi to dane.

 

Dzis po wielu terapiach umiem z tymi demonami zyc, bol jest mniejszy ale zawsze zostanie.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z God's Top (jak zwykle:) wydaje mi się, że Twój tata po prostu nie akceptował Twojej mamy i na siłę chciał z niej zrobic kogoś innego. może ona wolała gotować albo szydełkować niż studiowac? odnoszę wrażenie że był on silną osobowością i przytłoczył ją.

 

nie mozna komuś narzucac, czym ma się interesowac albo jak się ma w zyciu realizowac.

 

Ciebie też ukształtował wg własnych przekonań, Ciebie wychował zgodnie z wyznawanymi przez siebie wartościami (nauka , języki,etc.) Ale Ciebie mógł wychowac, bo byłas jego córką i małym dzieckiem, natomiast on chyba myslał że "wychowa" tez Twoją mamę. nie da się zmienić dorosłej osoby i narzucic jej zainteresowań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt na mamie niczego nie wymuszał. Cieszyłabym się gdyby chociaż szydełkowała cokolwiek, by miała coś swojego i cieszyła się z efektów. Tato miał patrzenie takie i mówił ze studia, językim jakiś sport by się wzmocnić. Trochę by śmiesznie brzmiało gdyby mówił do mamy może spróbujesz szydełkowania, hehehe

Nie był idealny, nikt nie jest. Ja też mam swoje wady.

Szukał możliwości i sposobu by mame zachęcić do czegokolwiek, by jej życie nie polegało tylko na podstawowych czynnościach każdego człowieka, by miała pasję, hobby. Ojciec chciał zabysmy nie były głupie (ja i siostra). Wolał zebyśmy najpierw odrobiły zadania domowe, pouczyły się a potem przyjemności. Próbował wzbudzać w nas zaintereswania, muzyka, malarstwo, sport, teatr cokolwiek. Mama uważała ze do poki jest słońce to niech dzieci się bawią, a wieczorem niech robią zadania. W momencie gdy tato zapytał czy nam mama pomoże przy nauce jej rola się kończyła, jak przy innych sytuacjach.

 

Nie uważam ze popełniał bład wychowaczy. Jego wizja nie była jego wizja, tak jest na całym Świecie. Zapytam was, co wy robicie poza pracą która przynosi pieniadze? bo jesli wasza praca jest pasja to gratuluję:). Jakie macie hobby, co aktywnego robicie w życiu?

 

 

Naomi, Ja nie odwróciłam się od mamy. To ja jako dziecko przychodziłam i mowiłam mamo nie płacz przytulałam, i mi wtedy mowiła daj mi spokoj. To ja siedziałam w pokoju za drzwiami i nigdy nie usłyszałam "przepraszam". To co wyprawiali te krzyki, przepychanki były masakra w mojej głowie. Większość moich problemów bycia nastolatką opowiadałam siostrze, bo moja mama mnie z tym zostawiła. Dziękuję że mam rodzeństwo:*. W tedy kiedy jej potrzebowałam, zatracała się we własnych problemach, schizach, emocjach. Jak própowałam rozmawiać też nic. Potrzebowałam ciepła, dobrego słowa, wsparcia, a z czasem to ja odgrywałam rolę matki pocieszając mamę. Tato kiedyś stwierdził ze ma 3 córki, a nie żone i dwie. Zapytał kiedyś czy mama nie potrzebuje pomocy psycho., bo widział co się dzieje. Nic nie robić, to albo jest się leniem, albo ma się problem. I mama się stawiała. Zal mi było tego wszystkiego....

 

 

Nie wiem może mojej mamie tak wygodnie nic nie robić. Irytuję się czasami ale próbuję to zaakceptować w swojej głowie i robić swoje. Zaakceptować ze taka jest i tyle.

 

I nie odwracam się od niej. Nie zmusi się człowieka, poki sam nie bedzie chciał tej pomocy.

 

 

 

MajkaJamaica

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz co Majko może Cię to zdziwi ale mimo ze jestem nauczycielem to tez uwazam ze lepiej zeby dzieci sie bawiły kiedy jest słońce i odrabiały lekcje kiedy jest ciemno:) szczęście i subiektywny sukces w zyciu nie zalezy od naszej wiedzy i umiejętności,ani znajomosci języków czy malarstwa.

 

myślę że Twoja mama czuła się stłamszona i zdominowana, samo to że ojciec mówił że ma "3 córki" też pokazuje jej rolę...

 

zobacz ile osob stara się wytłumaczyc zachowanie Twojej mamy...może to świadczy o tym że więcej osób ją rozumie?

 

 

moze przestan zyc przeszłościa i rozmyślaniem nad nieudanym zyciem małżeńskim rodziców a mamę staraj sie zaakceptowac.

 

i nie gniewaj sie ze moje rady sa tak jednostronne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie jednostronne rady.

 

Ja mam się zająć swoim życiem, a przecież jak bede chciała mieć dziecko czy dzieci to bede musiała wziąć odpowiedzialność.

 

Mając swoje problemy bede musiał równiez byc dla swojego dziecka a nie mowic mu daj mi spokoj. Bede musiała byś o wiele silniejsza by jemu przkazać wiedze, moje doswiadczenia. Oczywiscie nie wpajajac dziecku ze ja jestem biedna poraniona i wszyscy są mi winni. Lepiej zastanowic sie nad tym czego chce sie w zyciu. Zrobic dziecko to nie problem, ale wychowac to juz sztuka. Moja mama tak nie uwazała i kazdego i wszystko obwiniała o to jak ma w zyciu zamiast wziasc sie za siebie.

 

Chyba nie czytaja co niektorzy całości moich wypowiedzi. Dziecko niech sie bawi, nie mam nic za złe, ale jak przychodzi wieczorem zmeczone i ma problem z zadaniem to mama juz nie potrafi pomoc i o to sie tato denerwował, dodatkowo pracował na całą rodzine.

 

Gdyby nie ojciec to nie wiem co by dzisiał sie stało z mama, bez pracy i mozliwosci, zyje z rety po ojcu. Mama nie ma nawet podstaw do emerytuty, a ciagle mowi ze mam sie brac do roboty bo kasa kasa. Nie ma ukonczonych studiów. Jak pytam co by chciała robic to nie wie.

 

[Dodane po edycji:]

 

Panie nauczycielu. Prosze nie pisać od czego nie zależy szczęście i subiektywny sukces. Proszę napisać od czego zależy szczęście i subiektywny sukces???

:)

 

[Dodane po edycji:]

 

myślę że Twoja mama czuła się stłamszona i zdominowana, samo to że ojciec mówił że ma "3 córki" też pokazuje jej rolę...

 

Dlaczego tato tak stwierdził??? Skad takie stwierdzenia???

 

I to jest kompletnie bezsensu trzymać czyjąś stronę. Nie przyszłam na ten portal by bawić się w osądy kto ma rację a kto nie. Dla mnie cytuacja rodzina spowodowała załamanie. Moja matka jak dziecko emocjonalnie podchodzi do wszystkich spraw. Jak miałam problemy nastoletnie to jej nie było, ale dzisiaj nad tym się nie zastanowi, przychodzi do mnie o pomoc. Ja jej nie odpycham tak jak ona mnie. Życie na zasadzie zeby jakos było nie jest życiem, a mama takie proponuje. Nie przerzucam na nią moich problemów..to się nazywa inteligencja emocjonaln, ktorej jej było i brak. Jak widać przez 25 lat nie rozwiazała problemów z tatą. Piszę ze tato nie naciskał na mama! Proponował sposoby na zycie, kreowanie siebie, nie wymuszał na niej.

 

Odczuwam ze pare osób w ogole nie czyta całości tylko, albo robi projekcje na siebie i wyciąga części historii, a nie bierze pod uwage całości i mojego problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panie nauczycielu. Prosze nie pisać od czego nie zależy szczęście i subiektywny sukces. Proszę napisać od czego zależy szczęście i subiektywny sukces???

 

myślę że gdyby ktokolwiek znał na to pytanie odpowiedz, dostałby Nobla.

 

Chyba nie czytaja co niektorzy całości moich wypowiedzi
Odczuwam ze pare osób w ogole nie czyta całości tylko, albo robi projekcje na siebie i wyciąga części historii, a nie bierze pod uwage całości i mojego problemu.

 

odbieram to jako aluzje do m.in. moich wypowiedzi i obiecuje, że nie będę się już wypowiadać w tym wątku, podtrzymując wszystko co napisałm wcześniej.

 

powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Majkajamaica, myślę, że nikt z forumowiczów tego nie planował (przynajmniej ja z całą pewnością nie planowałem), ale sytuacja w tym temacie bardzo przypomina sytuację w Twojej rodzinie.

Najprawdopodobniej w tym temacie czujesz się osamotniona ze swoim spojrzeniem na sprawę, podczas gdy kilkoro forumowiczów (w tym i ja) reprezentuje pogląd odmienny od Twojego. Nasze intencje są szczere (nie mamy żadnego interesu w złym doradzaniu Ci) - chcemy doradzić Ci dobrze, wg naszych doświadczeń.

Podobnie było w relacjach między Twoją mamą, a Twoim tatą, Tobą i siostrą, również chcieliście dla niej dobrze, radziliście jej (w dobrej wierze) co powinna zmienić, by być szczęśliwszą.

 

Gdyby Wasza mama rozważyłaby Wasze rady i zastosowała się do nich, to nie byłoby konfliktów, a dziś wszyscy byliby szczęśliwsi (przynajmniej taki możliwy scenariusz można wywnioskować z Twoich wypowiedzi).

 

A więc, jeśli jesteś pewna swoich racji w relacjach z mamą, bądź konsekwentna i rozważ również to, co napisaliśmy (zamiast sugerować, że nie czytamy wszystkiego w całości).

 

I jeśli moje porównanie jest trafne, możliwe (i byc może nie wszelkie możliwe) następstwa w tym temacie mogą być następujące:

a) nadal będziesz uznawała, że to my się mylimy; wtedy najprawdopodobniej poczucie Twojego osamotnienia w tym temacie jeszcze bardziej wzrośnie, aż wreszcie stwierdzisz coś w stylu "to forum jest głupie, nikt mnie tu nie rozumie, znikam stąd". Inaczej mówiąc zrobisz to, co zrobiła Twoja mama - wycofała się i zamknęła w sobie z powodu braku zrozumienia u Was;

b) "my" uznamy nasz błąd, zgodzimy się z Tobą i razem będziemy sobie potakiwać w obwinianiu Twojej mamy (?) :shock: Tylko, taka opcja spowoduje poprawę Twojego samopoczucia na jak długo ?

c) odnajdziesz zrozumienie u kogoś innego, wtedy trudno mi domyśleć się, jakie rozwiązanie znajdziecie. W każdym razie może przy tej opcji uzyskasz pomoc, której szukasz;

d) uznasz, że Twój tata mógł nie mieć racji (podobnie jak teraz Ty broniąc jego decyzji), co pozwoliłoby Ci zrozumieć mamę i dotrzeć do niej, a więc i (częściowo) znaleźć rozwiązanie swoich problemów.

 

Używając terminologii piłkarskiej: "piłka jest teraz na Twojej połowie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Majkajamaica, ja nie zgadzam się z betty_boo i z God's Top 10, bo sytuacja w mojej rodzinie jak pisałam jest bardziej zbliżona do twojej (tata jest osobą bardziej aktywną i otwartą na świat, a mama jest pogrążona w sobie i w swoim złym samopoczuciu ale nie próbuje tego zmienić) więc ja akurat rozumiem to o czym piszesz, i o tym że nie można kogoś wyciągnąć z marazmu jeśli sam tego nie chce... nie chodzi o obwinianie, chociaż jakiś żal jest, i jest niemoc zmiany tej sytuacji...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem ze to co zaraz napisze prawdopodobnie odrzucisz...

 

 

Jedyna mozliwoscia jest wybaczenie aby sie od tego uwolnic. Moze zaraz napiszesz ze ty juz nie masz zalu itd. Znam to wszystko bo tez przez to przeszlam. Dopiero teraz jak se uswiadomilam ze jednak nie wybaczylam...i dzieki terapie wybaczam co dzien po troche...uwalniam sie od przeszlosci i czuje sie wolna i lekka.

Przeszlosci nie zmienisz, mamy tez nie..jedyne na co masz wplyw do nie pozwolic aby twoja przeszlosc i rany z przeszlosci cie uwiezily , wyzwolenie ale lezy w wybaczeniu a to bardzo trudne.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej

 

Trochę mnie nie było,praca, obowiazki. W międzyczasie myślałam o wszystkich wypowiedziach, radach, propozycjach.

 

Nie mogę powiedzieć ze nie mam zalu, bo jest mi przykro ze tak było w moim zyciu. Wydaje mi się, ze każdy miałby zal, nie mylić z obwinianiem. Ja chcę sobie pomoc i z tego powodu znalazłam się na tym forum. Nie jest to jedyny sposób na pomoc. Moja mama przez lata nie chciała tej pomocy, skoro akceptuje swój stan i jest jej z tym dobrze niech sobie żyje. Nie będę jej do niczego zmuszać. Jak zdecuduje się to sama przyjdzie. Mój ojciec rozmawiał z mama dlatego ze był jej mężem, oboje podjeli decyzję żyć razem i ponościć za siebie wspólnie odpowiedzialność. Nikt nie powiedział że życie razem to sielanka, jest to szkoła przetrwania. " Wyobraziła sobie parę która jest "na stałe" związana i musi razem przejść przez tor przeszkod, życie. Utrudniając sobie trudno będzie przejść.

 

Dla mnie nie jest ważne kto miał racje, czy tato za dużo wymagał, czy mama przestała dbać o siebie ( nie mówie tu o kosmetyce)

Ja chcę sobie poradzić z własnymi problemami, ze strachem i czasem który był dla mnie jak koszmar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie sugerowałem próby zrozumienia mamy, po to by poszukiwać winnych. Myślę, że zrozumienie przez Ciebie mamy, mogłoby pomóc Ci zbliżyć się do niej (a o takim oczekiwaniu napisałaś na początku).

 

Natomiast to, jak energicznie broniłaś swoich racji w tym temacie, jest zastanawiające. Tak to odbieram (nie wiem na ile prawidłowo), jakbyś czuła się oszukana (nie wiem, czy to dobre określenie), jakbyś miała żal o to, że mimo postępowania w zgodzie ze swoimi (i taty) radami, to jednak pojawiła się u Ciebie depresja (to tylko moje przypuszczenie, najlepiej by to stwierdził specjalista)... podobnie jak u mamy, która postępowała wbrew Waszym radom.

 

Jeśli moja hipoteza jest trafna, to im dłużej będziesz pielęgnowała w sobie ten (a może jakiś inny ?) żal, tym trudniej będzie Ci pomóc sobie - skorzystać z pomocy specjalistów.

I dlatego uważam, że zrozumienie przez Ciebie Twojej mamy i jej choroby, może Ci pomóc - łatwiej będzie Ci wtedy wybaczyć. Wybór drogi "wet za wet" ("jak ona mnie nie wspierała, tak ja jej nie będę wspierała"), nie doprowadzi do niczego dobrego ani dla Ciebie, ani dla mamy.

 

Najprawdopodobniej źródło Twoich problemów jest w Twoich relacjach z rodzicami, dlatego i najbardziej prawdopodobną szansą na wyzdrowienie jest zmierzenie się z tymi relacjami z pomocą specjalisty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, a mi się wydaje , że w jakimś stopniu "odrzucasz" tę mamę, bo nie jest taka jak twoje wyobrażenia o niej. Żal mi twojej mamy, bo ja też jestem taką mamą. Jak płaczę (bo mi źle - powód bywa różny) to moje dziecko po prostu wychodzi z domu... Nie czuję tej pomocy, uczuć , chwili rozmowy czy zainteresowania, slyszałam natomiast "no i najlepiej ryczeć" i trach ! drzwiami.... Twoja mam czeka na miły gest, na słowo kocham, a ty... nie jesteś czasem zbyt zawiedziona i obojetna ?

 

 

Wiesz Noemi, my rodzice jesteśmy czasem toksyczni.

Niestety. To my modelujemy nasze dzieci, tak, jak i nas kiedyś ukształtował rodzinny dom.

zaburzona relacja dziecka z rodzicami, niestety, nie jest winą dziecka.

Tak, jak ktoś napisał, nie można odwrócić dziecku ról w rodzinie.

Odesłałabym do lektury "Toksyczni rodzice". Tam, jest wiele literatury na ten temat.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×