Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
żadna

już prawie mnie nie ma-pustka

Rekomendowane odpowiedzi

witam!

pisalam tu juz kiedys, nie wiem czemu nie moge znalezc moich postow..

ale przejdzmy do rzeczy.

jak wiekszosc z Was, mnie tez meczy depresja. I chociaz nie jestem moze w bardzo ciezkim stanie, nigdy nie popelnilam proby samobojczej, nie bylam w szpitalu itd, mam wrazenie ze ta depresja przewija sie przez cale moje zycie.

Mimo ze nie mialam zadnych traumatycznych przezyc w dziecinstwie, radzilam sobie, mialam kolezanki, kochajaca rodzine,dobrze sie uczylam, sukcesy, zajecia pozalekcyjne itd. wiec nie mozna sobie tlumaczyc mojego stanu trudna sytuacja zyciowa czy urazem z przeszlosci.

Jednak czytajac Was, uswiadamiam sobie, ze ze mna jest cos nie tak, i to byc moze jest gorsze niz ciezka depresja (chociaz nie powinno sie wartosciowac ani porownywac,wiem).

Czemu? Bo mi brakuje podstawowej rzeczy: reakcji na rzeczywistosc. Okreslenia czego bym chciala,a czego nie, za czym tesknie, czego mi brakuje. We mnie nie ma uczuc. Nie mam swojego zdania, nie mam marzen,jestem stlamszona.Totalnie zablokowana i obojetna.

Oczywiscie przeklada sie to na kontakty z ludzmi. Jedna po drugiej przyjazn sie koncza, bo we mnie nie ma ani radosci z tych kontakow, ani inicjatywy, zeby cos zrobic, ani empatii do tego co przezywa dana osoba, ani dysusji,bo nie mam swojego zdania..

Do tego studia (3ci rok), ktore wybralam droga eliminacji, ktore kompletnie mnie nie interesuja, ale z drugiej strony nie wiem co innego by mnie interesowalo.

Do tego chlopak, z ktorym bylam trzy lata, a teraz nawet nie potrafie okreslic, czy bym chciala do niego wrocic czy nie? I tak to, co pamietam z bycia z nim , to stres, co mam powiedziec, i zastanawianie sie , co on we mnie widzi i dolowanie, ze on ma wiecej znajomych, zainteresowania i ze traktuje mnie jako "prosta w uzyciu".

Do tego ciagla zazdrosc, chroniczna, porownywanie sie w kolko, ilu kto ma znajomych, przyjaciol , ile osob do niego dzwoni, z kim jedzie na wakacje itd. (ogladanie zdjec na naszej-klasie-moja glowna "rozrywka" :/ )

No i co jakis czas (mniej wiecej 5-6miesiecy/rok od 4 lat) powraca depresja,razem z silnym lekiem przed ludzmi: kiedy robie sie tak skrepowana, ze w ogole boje sie odzywac, po prostu nie mam co mowic . Nie ma we mnie nic. I juz nie wiem czy to ta powracajaca depresja jest przyczyna tego braku zdania i uczuc, czy ja juz taka sie po porstu stalam przez te lata.

Obecnie jestem na Erasmusie: myslalam,ze zmiana srodowiska, sloneczny kraj, nowe wyzwania, jakos pomoga mi zaczac od nowa i "sie poukladac" ale okazuje sie , ze depresja zlapala mnie tez tu. Podczas tych 7 miesiecy nie nawiazalam zadnych przyjazni,ciagle tylko sie gdzies "doczepiam" do jakiejs grupki, a lek przed ludzmi spowodowal ze do moich wspollokatorow prawie sie nie odzywam, tak silny jest to stres,ze nie mam co mowic. Probowalam z wieloma osobami, ale po jakims czasie mnie ignoruja, bo nie powstaje zadna relacja.Wiec jestem sama.

Od 3 miesiecy ciagle siedze w pokoju, spie, chodze po internecie i unikam ludzi. I przede mna pustka: nie wiem jak wroce do Polski, bo nie mam do czego wracac. Kontakty z resztka przyjaciol mi sie bardzo rozluznily, bo kto chce sluchac ze znowu mam dola, ze nie wiem co ze soba zrobic, ze jestem tu samotna itd. Wracac zeby konczyc moje tragiczne studia?

Zaczelam brac leki,ale wiem ze to moze jakies 10% sukcesu. Reszta nalezy do mnie, tylko ze w ogole tego nie widze: jak mialabym cos zmienic? Skoro mi nie zalezy, skoro jestem tak obojetna,nie ma nic dla czego chcialabym zyc, tylko ta zazdrosc...

 

Dodam jeszcze ze w zeszlym roku probowalam terapii: jednak po 12 spotkaniach pani psycholog stwierdzila, ze tak jak ze wszystkiego w zyciu, ja sie wycofalam (zaczelam unikac spotkan, balam sie) i nie zaangazowalam, i ze nie czuje ode mnie checi ani budowania z nia relacji, ani pracy nad soba. Wiec przerwala, mowiac ze czeka na "wyrazna decycje ode mnie". Ale to wlasnie jest moj problem! Ze nie umiem podejmowac dezycji i cale zycie sie mecze,ale i tak mi to jakos podejrzanie obojetne..

 

Ma ktos z Was moze podobnie? Albo moglby mi jakos doradzic?

Dziekuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem troche zszokowana jak to możliwe, ale mogłabym napisać dokładnie to samo, z tym że ja dopiero wybieram studia i z tym, że lęk zablokował mnie na tyle że w życiu się nawet nie umówiłam z facetem. Resztę wyjęłaś mi z ust. Myślałam że to ja jestem takim ewenementem zazdrości który wszystkich porównuje... z ust mi to wszystko wyjęłaś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

heh,to ja tylko dodam, ze nie wiem czy sie cieszyc, ze nie jestem sama, czy smucic, ze Ty tez tak masz, czy martwic, ze nic mi nie poradzilas,

ech, nie urodzilo sie nic. Pogapie sie jeszcze pusto w ekran,moze pogram w pasjansa i spac..:/

ale pozdrawiam i skoro mamy podobny problem, bedziemy w kontakcie, co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie że tak. Jedyne co Ci mogę poradzić to spróbować podjąć leczenie... ja po miesiącach walki z samą sobą i dostawania szału gdy słyszałam "weź się w garść" itede poszłam do psychiatry, jestem na lekach i mam nadzieje że bedzie lepiej... także prócz tych leków spróbuj sama się zmobilizować do walki... ja wiem że też powinnam, obecnie się staram -_- a wiem że muszę... i Ty tez powinnaś... Trzymaj się ;**

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm.. No wlasnie ta samotnosc i wyobcowanie w wiekszosci nie zrozumiale przez innych z powodu naszej innosci,dziwacznosci zwiazanej z nadwrazliwoscia,obsesjami,lekiem.itp.A to dlatego,ze 80% spoleczenstwa to sami lunatycy.Byc soba to jest podstawa sukcesu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak ja... wiem, co czujesz... współczuje. Bo ja też nie potrafię nic z tym zrobić. I nikt nam nie pomoże... niestety;(:( Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez jestem calkiem obojetna w moim zyciu. Teraz jak mam depresje tym bardziej. Od tygodnia nie chodze do szkoly - pewnie zawale studia. A jestem na 4tym roku. Przynajmniej mam licencjat, ale co to za pocieszenie - zawale rok studiow i nie zrobie magistra...

Nie chodze na zajecia, bo czuje okropny lęk kiedy pomysle ze mam siedziec w szkole wsrod ludzi i z nimi rozmawiaic. Siedze w domu i gapie sie w monitor. Rodzice na mnie krzycza ze mam isc do szkoly a ja mowie ze sie boje. Przeciez przegram zycie niedlugo jesli nic sie nie zmieni. Chodze do psychiatry i psychologa. Ale leki ktore bralam (zaczelo sie od psychozy i lęku przed ludzmi, przed wszystkim)przez miesiac nie pomogly mi. Bralam Rispolept. Psychoza minela ale pozstala depresja i lęk przed zyciem. Moze powinna brac jakies antydepresanty? Nie wiem juz nic...Okropny brak perspektyw i brak sensu zycia - to czuje...

Czuje sie taka bezbronna i beznadziejna. Dni mi sie dluza. Nic nie robie tylko leze w lozku z laptopem i czytam o depresji i nerwicy..ile mozna tak zyc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

stokrotna, oby jak najkrócej bo czym dłużej się odcinasz tym głębiej Cie to wciąga wyrywaj szybko z tego stanu Pozdrawiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie bedzie takie latwe...Za bardzo sie stresuje zeby isc od ludzi. To juz 3ci raz w zyciu - pierwszy raz na 1szym roku - jakos zaliczylam w depresji wszystko z jedna poprawka.

Natomiast kiedy drugi raz cierpialam na depresje musialam wziac urlop dziekanski bo nie dalam rady chodzic do szkoly. Stresowalam sie, nie moglam sie skupic, trzeslam sie, robilo mi sie goraco, czulam calkowita pustke w glowie. Wydaje mi sie ze jestem jedyna osoba na forum ktora ma az takie problemy ze soba - nie widze siebie w ogole w przyszlosci - czuje sie tak beznadziejna...

Te slowa nie wyrazaja tego co czuje...bezkresna rozpacz,brak perspektyw, tylko sie zabic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam serdecznie,

 

to o czym piszesz jest trochę przerażające. Rispolept jest lekiem przeciwpsychotycznym, objawy o których piszesz wyglądają przede wszystkim na zaburzenia lękowo - depresyjne, których jedyną skuteczną formą leczenia jest psychoterapia. Jaka będzie jej forma zależy to od Ciebie, może to być terapia indywidualna, grupowa (w trudnościach o jakich piszesz mogłaby okazać się bardzo pomocna), choreoterapia, drama czy inne. Leki stosuje się tylko przez pewien czas, aby pomóc "przetrwać" osobie w radzeniu sobie z trudnościami dnia codziennego. Nie dotra one jednak do Twojego wnętrza, tłumionych urazów, nierozwiązanych spraw z przeszłości (np. niedomknięcie relacji z byłym chłopakiem) itp. Nie wiem gdzie mieszkasz i jaki masz dostęp do specjalistów psychoterapeutów, nie zniechęcaj się jednak do szukania pomocy wcześniejszymi niepowodzeniami. To psycholog jest odpowiedzialny za nawiązanie kontaktu i prowadzenie terapii, jeśli tamta osoba nie potrafiła tego zrobić świadczy to na jej niekorzyść. "Otworzyć się" i mówić o sobie jest bardzo trudno, sam fakt, że zdecydowałaś się na taką wizytę świadczy o podjęciu przez Ciebie jakiś kroków, a to już jest ważne. Terapia ma na celu odkryć przyczynę złego stanu psychicznego i znalezienie drogi jak to zmienić. I to wszystko jest możliwe, choć wymaga czasu.

Życzę powodzenia w poszukiwaniu swojej ścieżki życiowej i serdecznie pozdrawiam.

 

Paula Stolorz,

psycholog, Ekspert abcdepresja.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje za te mile slowa. Czuje sie troche bardziej normalna kiedy slysze takie wyrozumiale slowa. Moja psycholog nawet nie mowi o nastepnych wizytach tylko sama musze wypytywac kiedy bedziemy mogly sie spotkac. Dlatego bylam teraz na 1szej wizycie u innej psycholog - wydaje mi sie ze bedzie lepiej.

Tak bardzo chce wyjsc z tych lękow - boje sie o swoje zycie ze dluzej nie wytrzymam w takiej beznadziei...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Depresja,dotyka ludzi inteligentnych i wrazliwych(mowa tu oczywiscie o depresji psychonerwicowej) pomysl o tych procesach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
witam!

pisalam tu juz kiedys, nie wiem czemu nie moge znalezc moich postow..

ale przejdzmy do rzeczy.

jak wiekszosc z Was, mnie tez meczy depresja. I chociaz nie jestem moze w bardzo ciezkim stanie, nigdy nie popelnilam proby samobojczej, nie bylam w szpitalu itd, mam wrazenie ze ta depresja przewija sie przez cale moje zycie.

Mimo ze nie mialam zadnych traumatycznych przezyc w dziecinstwie, radzilam sobie, mialam kolezanki, kochajaca rodzine,dobrze sie uczylam, sukcesy, zajecia pozalekcyjne itd. wiec nie mozna sobie tlumaczyc mojego stanu trudna sytuacja zyciowa czy urazem z przeszlosci.

Jednak czytajac Was, uswiadamiam sobie, ze ze mna jest cos nie tak, i to byc moze jest gorsze niz ciezka depresja (chociaz nie powinno sie wartosciowac ani porownywac,wiem).

Czemu? Bo mi brakuje podstawowej rzeczy: reakcji na rzeczywistosc. Okreslenia czego bym chciala,a czego nie, za czym tesknie, czego mi brakuje. We mnie nie ma uczuc. Nie mam swojego zdania, nie mam marzen,jestem stlamszona.Totalnie zablokowana i obojetna.

Oczywiscie przeklada sie to na kontakty z ludzmi. Jedna po drugiej przyjazn sie koncza, bo we mnie nie ma ani radosci z tych kontakow, ani inicjatywy, zeby cos zrobic, ani empatii do tego co przezywa dana osoba, ani dysusji,bo nie mam swojego zdania..

Do tego studia (3ci rok), ktore wybralam droga eliminacji, ktore kompletnie mnie nie interesuja, ale z drugiej strony nie wiem co innego by mnie interesowalo.

Do tego chlopak, z ktorym bylam trzy lata, a teraz nawet nie potrafie okreslic, czy bym chciala do niego wrocic czy nie? I tak to, co pamietam z bycia z nim , to stres, co mam powiedziec, i zastanawianie sie , co on we mnie widzi i dolowanie, ze on ma wiecej znajomych, zainteresowania i ze traktuje mnie jako "prosta w uzyciu".

Do tego ciagla zazdrosc, chroniczna, porownywanie sie w kolko, ilu kto ma znajomych, przyjaciol , ile osob do niego dzwoni, z kim jedzie na wakacje itd. (ogladanie zdjec na naszej-klasie-moja glowna "rozrywka" :/ )

No i co jakis czas (mniej wiecej 5-6miesiecy/rok od 4 lat) powraca depresja,razem z silnym lekiem przed ludzmi: kiedy robie sie tak skrepowana, ze w ogole boje sie odzywac, po prostu nie mam co mowic . Nie ma we mnie nic. I juz nie wiem czy to ta powracajaca depresja jest przyczyna tego braku zdania i uczuc, czy ja juz taka sie po porstu stalam przez te lata.

Obecnie jestem na Erasmusie: myslalam,ze zmiana srodowiska, sloneczny kraj, nowe wyzwania, jakos pomoga mi zaczac od nowa i "sie poukladac" ale okazuje sie , ze depresja zlapala mnie tez tu. Podczas tych 7 miesiecy nie nawiazalam zadnych przyjazni,ciagle tylko sie gdzies "doczepiam" do jakiejs grupki, a lek przed ludzmi spowodowal ze do moich wspollokatorow prawie sie nie odzywam, tak silny jest to stres,ze nie mam co mowic. Probowalam z wieloma osobami, ale po jakims czasie mnie ignoruja, bo nie powstaje zadna relacja.Wiec jestem sama.

Od 3 miesiecy ciagle siedze w pokoju, spie, chodze po internecie i unikam ludzi. I przede mna pustka: nie wiem jak wroce do Polski, bo nie mam do czego wracac. Kontakty z resztka przyjaciol mi sie bardzo rozluznily, bo kto chce sluchac ze znowu mam dola, ze nie wiem co ze soba zrobic, ze jestem tu samotna itd. Wracac zeby konczyc moje tragiczne studia?

Zaczelam brac leki,ale wiem ze to moze jakies 10% sukcesu. Reszta nalezy do mnie, tylko ze w ogole tego nie widze: jak mialabym cos zmienic? Skoro mi nie zalezy, skoro jestem tak obojetna,nie ma nic dla czego chcialabym zyc, tylko ta zazdrosc...

 

Dodam jeszcze ze w zeszlym roku probowalam terapii: jednak po 12 spotkaniach pani psycholog stwierdzila, ze tak jak ze wszystkiego w zyciu, ja sie wycofalam (zaczelam unikac spotkan, balam sie) i nie zaangazowalam, i ze nie czuje ode mnie checi ani budowania z nia relacji, ani pracy nad soba. Wiec przerwala, mowiac ze czeka na "wyrazna decycje ode mnie". Ale to wlasnie jest moj problem! Ze nie umiem podejmowac dezycji i cale zycie sie mecze,ale i tak mi to jakos podejrzanie obojetne..

 

Ma ktos z Was moze podobnie? Albo moglby mi jakos doradzic?

Dziekuje

spoko.jak rodzina cie nie nienawidzi,jak straż ochrony kolei cie nie skopała w pociągu kiedy się położyłaś na fotelu w obuwiu zasnełaś zmęczona i nie wjebała ci mandatu,jak kanar ci w nie wjebał mandatu kiedy autobusem wracałaś z domu do szpitala psychiatrycznego,mimo że zadawałaś sie z tak niewielu jesteś znienawidzona przez każdego jednego,nie zamieniłaś towarzystwa ludzi ba bezludne pasje w których się spełniasz,nie wykorzystywali cię seksualnie i finansowo,rodzinka ci nie zniszczyła wszystkich znajomości i układów,nie podsuneła ci aranżowanego męża który nie chce być z tobą i jest z tobą tylko dla pieniędzy,nie jesteś ubezwłasnowolniona,sama sobie nie robisz prezentów urodzinowych bo nikt nigdy o tobie nie pamięta,społeczeństwo wie o tobie i widziało cię na oczy,nie musiałaś zniknąć ponieważ nie rozwinełaś się tak jak zaplanowali twoi rodzice i społeczeństwo,psy cie nie pogryzły,nie byłaś przez całe życie myszą laboratoryjną,prześladowana,szczuta izolowana,inwigilowana,i unieruchamiana,nie dokonowałaś samookaleczeń,lekarze w szpitalach i dentyści troszczyli się o ciebie,nie chcieli cie zapuszkować za znalezienie na ulicy monety,pierścionka,zegarka,lekarz na kursie prawa jazdy nie wysyłał cie do psychologa,nie nabrałaś obrzydzenia do ludzi stosunkowo szybko i nie czujesz jak od nich wali duszący fetor kiedy cie obściskują,kiedy każdej części ciała która cie rozbolała nie przyszło ci wycinać,kiedy od przedszkola do wieku średniego cię wszyscy nie wyzywali,"znajomi którzy cie zaprosili na zagraniczne wakacje gdzie kupiłaś już bilet lotniczy za kilka tysięcy nagle w przededniu wylotu nie zmienili decyzji i nie zapowiedzieli że nic z tego że bilet kupiłaś bo cie nie wpuszczą do domu,nie wpuszczą cie bo jesteś niedorobiona a niedorobionych nie tolerują i sie z niedorobionymi nie zadają nie bili,rodzinka nie zamykała cie na lata w zakładzie gdzie dostałaś ciężkiej wszawicy i ospy z powodu ciasnoty gdzie na wolności tych chorób nigdy byś nie złapała.nie kazali ci w zakładzie psychiatrycznym leżeć w łóżku całymi dniami,nie zabrali ci skarpet,kapci i kalesonów,nie zamykali cie w zakładzie zamkniętym kiedy miałaś 4 latka,w przedszkolu nie zamykali cię w brudowniku bo "nie umiałaś się bawić z dziećmi"nie przeszłaś pierwszej amputacji w wieku 5 lat, nie przyszło ci wyrywać stałego zęba w wieku 10 lat,nie leczyłaś skręcenia stawu skokowego przez 3 lata,nie masz bezmoczu,problemów ze wzrokiem,nie gnijesz jak zwłoki bo ludzie cie nie chcą i nie chcesz ich irytować swoim wyglądem,społeczenstwo ciebie nie "dziobie" jako najsłabsze ogniwo,nie wytypowali ciebie na kozła ofiarnego,nie boli cie klatka piersiowa i kręgosłup przez bite 4 lata ciągle w dzień i w nocy,co noc nie śnisz o własnym pogrzebie,swoim nagrobku,stypie za ciebie i o leżeniu na stercie zdechłych kur,nie twierdzili że rozmowa z tobą to obraza majestatu szlachetnych zdrowych,nie banowali cie bez powodu,nie pluli i nie odlali sie na ciebie,nie zapraszali cie tylko po to żeby z ciebie zrobić pośmiewisko,policja nie wjebała ci wysokiego mandatu kiedy wyjełaś w parku z kieszeni puszkę z piwem,nie zamykali,nie wybijali ci oczu procą,nie kradli ci pieniędzy,rowerów,nie niszczyli mienia,instruktor się do ciebie nie przytulił na strzelnicy gdzie zła na cały świat studziłaś emocje z powodu nowotworu płuc z przerzutami,nie oskarżali cie fałszywie o coś czego nie zrobiłaś,ojciec ci nie wybijał zębów i nie łamał nosa,nie traktowali cie jak głupka i nie chcieli być z tobą,nie wywalali cie z mieszkania na bruk,ratowali cie z twoich nieszczęść,nie połamali ci żeber,nie masz głodowych pencji i gdzie się podziać,odwiedzali cie w szpitalu,dawali prezenty,pamiętali o tobie to pogratulować podejścia.wysoce adekwatne do galeriańskiego trybu życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nieboszczyk, problemem w depresji jest to, że właśnie nasze uczuciu/nastój/samopoczucie są nieadekwatne do panującej sytuacji.

 

I teraz powodem takich nieadekwatności mogą być albo konkretne kwestie psychologiczne często dość głupawe, typu dana sytuacja skojarzy Ci się (nawet możesz świadomie nie zauważyć) z inną po której było nieprzyjemnie. I teraz już czujesz negatywne emocje niezależnie czy stało się coś przyjemnego czy nie. To zjawisko nazywa się "Pavlovian conditioning", bo polsku chyba po prostu "warunkowanie".

 

Innym źródłem tego typu problemów natury psychologicznej jest oczywiście obraz swojej osoby, innych ludzi, tego jak powinny wyglądać normalne, zdrowe relacje. Obydwa te problemy są adresowane w podejściu poznawczo-behawioralnym. Ważne jest aby pozostawiają one możliwość zmiany nastroju przy sprzyjających warunkach (np. spotkanie z ludźmi, których lubisz, z którymi kontaktu się nie obawiasz i czujesz się bezpiecznie w tej relacji, a którzy nawet poprawiają obraz twojej osoby)

 

Inna bajka to problemy bardziej natury biologicznej, ew. psychobiologicznej. Ja np. zwykle jak się budzę to taki mam cały dzień. Żadne sytuacje dnia ani nie poprawiają nastroju ani nie pogarszają. Właściwie spływają po mnie jak po kaczce. Mam czasami takie dni, że czuję się niekomfortowo w tłumie ludzi (objaw fobii społecznej?) ale kontroluję je dość dobrze i nie wiadomo, na ile to leki wywołują takie stany. Są też dni gdzie jestem totalnie wyluzowany, zrelaksowany, pewny. Na SSRI bardziej tak miałem. Na NDRI te lękowe dni to już dość często są. W problemach, w których występuje tzw. niereaktywność nastroju dość oczywistym jest upatrywać jakiejś bardziej ogólnej biologicznej dysfunkcji/skutków leków. Rozwiązaniem na problemy tego typu są leki.

 

Okej, rozpisałem się trochę nie na temat, ale chciałem podkreślić, że to co się w życiu dzieje nie równa się temu jak się człowiek czuje. Że nie możesz ocenić tego czy dana osoba ma depresję na podstawie tego, jak widzisz jej życie zewnętrzne, szczególnie słabo kogoś znasz. I besztanie ludzi za to, że narzekają, a maja tak zajebiście jest bez sensu. Mnie szlag trafia jak patrzę jakie świetne rzeczy dzieją się w życiu a nie mogę czerpać z nich radości. Strasznie głupio mi narzekać, bo nikt tego nie zrozumie patrząc tylko powierzchownie na ogólne funkcjonowanie. I myślę, że sporo depresantów właśnie w taki sposób czuje się "nierozumiana", ale to w sumie i tak jeden z najmniejszych problemów tej trudnej chorobowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×