Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak poznać kogoś....


Kamil1996

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich

Mam 30 lat, od kilku lat choruję na CHAD

Leczę się regularnie ale czasem jak czuje się bardzo dobrze pomijam wieczorną tabletkę i niestety skutki tego szybko są widoczne:(

Każdy kto choruje na tą chorobę wie o czym mówię

Wtedy lekarz, L-4 na kilka tygodni a czasem oddział :(

Mieszkam sam, jakis sobie radzę, pracuję, mam swoje zainteresowania ale....właśnie to ale!

Ciągle jestem sam a lata lecą

Poznając jakąś dziewczynę np. w klubie boję sie powiedzieć o swojej chorobie bo jak sie dowie że choruję to nie będzie się chciała ze mną spotykać, jak ukryję swoją chorobę to odejdzie gdy to kiedys wyjdzie /wystarczy nawrót choroby choćby z powodu nie regularnego braku leków jak to czasem u mnie bywa/

I co wtedy lepsze? Mówić czy ukrywać? Ani to ani to :(

Więc mam proste pytanie: jak taki człowiek jak ja może poznać partnerkę aby ułożyć sobie życie i nie byc do końca życia sam?...Mam wyższe wykształcenie, pracuję....ale ciągle sam bez szans na zmianę

Może tu jest ktoś taki jak ja i ma dosyć samotności?...We dwójkę  byłoby raźniej, można sie nawzajem wspierać

Myślę co dalej ze mną będzie...

Pozdrawiam wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć. Nie wiem, gdzie poznać kogoś, ale jeśli chodzi o mówienie partnerowi/ partnerce o chorobie, to dopiero na pewnym etapie, jak już Cię pozna i zaufa. Wtedy dojdzie do wniosku, że ok, może i chorujesz, ale przez ostatnie parę miesięcy było fajnie, więc ta choroba chyba nie jest taka straszna. Jak powiesz za wcześnie, to ucieknie. Zataisz, będzie wściekła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mogę powiedzieć, że po powiedzeniu o swojej chorobie pewien facet zniknął bez słowa. Wcześniej chodziliśmy do różnych miejsc i nawet przywoził mi do mieszkania leki na grypę 🤓wydawał się zainteresowany i dobrze się razem dogadywaliśmy. Jednak tak jak mówię: wieść o mojej chorobie go odepchnęła i zapadł się kompletnie pod ziemię. 

 

Druga sytuacja, to mój były kiedyś mi powiedział, że "odkochał się, bo jestem chora". 

 

 

Jeszcze innym gość z którym byłam na kilku spotkaniach po wieści o moim ChAD powiedział, że na pewno jestem wykluczona społecznie 😃 i że jestem wyrzutkiem. Ten gość i tak okazał się palantem, bo jego teksty złośliwe zdarzały się coraz częściej.

 

Ludzie nie rozumieją tej choroby. Ludzie nie chcą być z chorymi psychicznie. Dla nich to są osoby przegrane lub niebezpieczne. Mogą wykorzystać Twoje słabości, jeśli je poznają. Mogą Cię nazywać szalonym przy każdej możliwej kłótni. 

 

Jeśli sama wiadomość o chorobie ich odpycha, no to trudno. Trzeba to przełknąć.

 

Nie jestem ekspertem od znajdywania partnerów, bo już mi to bokiem wychodzi. Jestem jeszcze na etapie wychodzenia z pewnej, długoletniej relacji, która tylko pogłębiała moje problemy. Na ten moment nawet nie myślę o zakochaniu się. Nie chcę tego, ale czuję, że powinnam kogoś mieć. Rodzina na pewno by się ucieszyła. Pytanie tylko, czy ja tego chcę.

 Niby tak i niby nie. Męczy mnie szukanie i poznawanie kogoś od podstaw. Mogę być potem pełna nadziei i oczekiwań, a facet dowiedziawszy się o zaburzeniu ucieknie. Jestem też z charakteru dość trudna i tak samo trudno jest mi kogoś znaleźć. W zasadzie znajdywanie kogoś nie jest łatwa rzeczą, nawet u zdrowych. Chyba najłatwiej ludzie łączą się w pary, gdy są ekstrawertykami i ciągle imprezują, są piękni i młodzi 😁 

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na apkach randkowych jest taka niezałatana metoda, że swoje psychiczne problemy można sobie dodać w bio albo nawet z dupy od razu o nich pisać, z zerową presją i bez żali oczywiście, najlepiej coś wymyślić w humorystycznym tonie.

Po co sie stresować takimi rzeczami później jeśli można od razu, nawet moze to być dla kogoś ciekawe i nowe, bo pomyśl ile osób ma psyche żeby tak robić i na start sobie pogarszać pozycje 😆 W końcu coś się złowi, a od razu będzie dużo bardziej dopasowane

 

Na żywo to nie wiem, wydaje mi się że jeśli nie szukasz wśród leczących się psychicznie, albo nie trafisz akurat na kogoś obeznanego w temacie, to każdy w końcu ucieknie. Albo od razu gdy im powiesz o chorobie, albo odważniejsi dopiero wtedy gdy Cie zobaczą w tragicznym stanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, conditioner napisał(a):

Na apkach randkowych jest taka niezałatana metoda, że swoje psychiczne problemy można sobie dodać w bio albo nawet z dupy od razu o nich pisać, z zerową presją i bez żali oczywiście, najlepiej coś wymyślić w humorystycznym tonie.

Po co sie stresować takimi rzeczami później jeśli można od razu, nawet moze to być dla kogoś ciekawe i nowe, bo pomyśl ile osób ma psyche żeby tak robić i na start sobie pogarszać pozycje 😆 W końcu coś się złowi, a od razu będzie dużo bardziej dopasowane

 

Na żywo to nie wiem, wydaje mi się że jeśli nie szukasz wśród leczących się psychicznie, albo nie trafisz akurat na kogoś obeznanego w temacie, to każdy w końcu ucieknie. Albo od razu gdy im powiesz o chorobie, albo odważniejsi dopiero wtedy gdy Cie zobaczą w tragicznym stanie

To mi zamiotłeś XD ja tak robię, gadam nawet gorsze rzeczy, jakoś chyba nie mam serca żeby tak komuś potem zabrać ileś lat życia to nie wporządku 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie musisz od razu mówić nowo poznanej osobie w klubie. Ale jak już pójdziecie na randkę i będzie temat rozkmin o życiu i o sobie to wtedy możesz powiedzieć, jeśli druga osoba wzbudza Twoje zaufanie.

Mogą tego nie zaakceptować, tak samo jak i wielu innych rzeczy zresztą, ale przynajmniej będziesz wiedział na czym stoisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 22.09.2026 o 18:37, Kamil1996 napisał(a):

Poznając jakąś dziewczynę np. w klubie boję sie powiedzieć o swojej chorobie bo jak sie dowie że choruję to nie będzie się chciała ze mną spotykać, jak ukryję swoją chorobę to odejdzie gdy to kiedys wyjdzie /wystarczy nawrót choroby choćby z powodu nie regularnego braku leków jak to czasem u mnie bywa/

I co wtedy lepsze? Mówić czy ukrywać? Ani to ani to :(

Mówisz to, bo tak właśnie się zdarzyło? Czy bo myślisz, że tak się zdarzy?

 

Szczerze? Nigdy nie miałem problemów w relacjach z kobietami z powodu "moich psychicznych ułomności". Czasem przez te zaburzenia nawalałem po całości i to wtedy był problem ale mówimy tu już o trochę innym etapie. Żeby tylko kogoś poznać/wejść w związek to choroba nigdy nie była przeszkodą.

Chociaż pare okazji mi uciekło z powodu tego, że przez lęk z jakiejś zrezygnowałem zbyt wcześnie xd

 

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, conditioner napisał(a):

nawet moze to być dla kogoś ciekawe i nowe

kiedyś ktoś z kim się spotykałam powiedział, że dla niego moja choroba jest czymś fascynującym i jest to dla niego "zaletą", w sensie, że to czyni mnie bardziej ciekawą i na pewno mnie z tego powodu nie skreśla.

Dosyć szybko mówię o chorobie, żeby być w porządku, bo ludzie różnie reagują i nie każdy chce być z kimś zaburzonym.

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Wszyscy jesteśmy glupi tylko w różnym natężeniu. Tu nie ma co się mazać 

Można się mazać jak się ma uczucia, a jak niektórzy mają w czterech literach to  się nic nie zrobi. Ja tam swoje błędy mam i o nich wiem. 

Edytowane przez Zniszczona38

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Zniszczona38 napisał(a):

Można się mazać jak się ma uczucia, a jak niektórzy mają w czterech literach to  się nic nie zrobi. Ja tam swoje błędy mam i o nich wiem. 

Ja też mam błędy i o nich wiem, tylko po co do tego wracać :D 

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co ,a kto nie jest zaburzony, niektórzy są zaburzeni tylko w granicach ,niektórzy bardziej .Jak z kimś dłużej pobędziecie to zawsze jest coś nie halo,w tym świecie pełnym haosu i sztucznego pędu każdy coś ma z głową.

W dniu 24.09.2026 o 12:48, Niewkopomonowana napisał(a):

Wszyscy jesteśmy glupi tylko w różnym natężeniu. Tu nie ma co się mazać 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, burzowo napisał(a):

Wiecie co ,a kto nie jest zaburzony, niektórzy są zaburzeni tylko w granicach ,niektórzy bardziej .Jak z kimś dłużej pobędziecie to zawsze jest coś nie halo,w tym świecie pełnym haosu i sztucznego pędu każdy coś ma z głową.

 

Ja tam będę się mazać i koniec. 😅

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciężko poznać kogoś gdy ma sie zaburzenia choć wiadomo, te zaburzenia są różne więc I różnie z tym bywa. Jedni mogą mieć trochę latwiej a inni ekstremalnie trudno jak u mnie. Ja sie ostatnio spotykałem z typiarą przez 2 lata gdy bylem na totalnym dnie. W kazdej strefie życia praktycznie. Nie pracowałem przez złe samopoczucie wiec długi rosły i sytuacja była naprawdę pod ścianą. Naprawdę różne mialem pomysły na " wyjście " z sytuacji. Nie muszę chyba nazywać rzeczy po imieniu bo niby co ma zrobić czlowiek który nie ma wsparcia praktycznie żadnego, tonie w długach, do pracy iść nie może i nie widać nawet najmniejszego światełka w tunelu na poprawę a o pomoc profesjonalistow nie jest w stanie owocnie sięgnąć z takim samopoczuciem. Siedząc bez przerwy w domu dużo rozmawialiśmy, poświęcałem jej mnóstwo czasu. Wydawało sie ze ona mnie rozumie. Schody zaczęły sie gdy jakimś cudem zaczalem czuć sie odrobinę lepiej I zaczalem chodzić do pracy. Ona zaczęła sabotować moje samopoczucie przez zaburzanie mojego snu,gdy powtarzałem jej tryliard razy wczesniej że odpowiedni sen jest u mnie absolutnie i niezaprzeczalnie podstawą lepszego samopoczucia i wtedy większość moich problemów z sobą nie istnieje. Za kazdym razem gdy poruszałem z nią ten temat ona kompletnie nie przyjmowała do wiadomości faktu że odpowiedni sen jest dla mnie absolutnie najwazniejszy do jakiegokolwiek funkcjonowania i że ona miała jakikolwiek wpływ na niego. Ona była przyzwyczajona że ja poświęcam jej cały swój czas tarzając sie po dnie i nie podobało jej sie że nagle pracując 12h dziennie przestaje to robić. Nie rozumiała że praca jest dla mnie najważniejsza i jak juz pojawia sie lepsze samopoczucie to muszę zrobić wszystko żeby go utrzymać a już na pewno nie mogę zaburzać sobie mojego kruchego snu który jest podstawą tego lepszego samopoczucia. Za kazdym razem gdy poruszałem ten temat z nią, widząc że ona nie widzi swojego jasnego jak słońce wpływu na zaburzenie mojego snu, ja sie denerwowałem. Niejednokrotnie przez nią nie poszedlem do pracy bo coś w nocy " wymyśliła " . I to w sytuacji gdzie przez półtora roku nie pracowalem i tylko mogłem pomarzyć o polepszeniu samopoczucia umożliwiającym pójście do pracy. Chyba każdy byłby wkurzony na moim miejscu widząc że ta niby druga połówka nie robi sobie nic z tego. No i zaczęła sie jazda bo księżniczka poczuła się urażona moją reakcją i dyskusja całkowicie przeszła na gadkę o mojej reakcji i słowa jakie użyłem w zdenerwowaniu gdy widziałem ze ona kompletnie nie widzi swojego wpływu na mój sen I samopoczucie. Największym problemem w jej mniemaniu bylo wlasnie to a nie fakt że ja znowu zaczynam tonąć dosłownie w długach przez jej nocne wybryki. Problem mojego snu Dla niej nie istnial a gdy juz jakimś cudem bylismy w stanie o tym po dluuuugich podejsciach porozmawiać normalnie i gdy wydawało sie ze ona cos rozumie,to jej nagle niby zaczelo sie coś dziac, lądowała na sorze z byle gownem a po powrocie to samo bylo. Gadka jakie to ja slowa użyłem ale o jej wpływie na moje samopoczucie i sen ani słowa. Byle tylko ona w centrum uwagi. Raz pojechala niby na sor i do rana sie nie oddzywała. Nie mieszkaliśmy razem. Zawsze cos robiła by to ona była w centrum uwagi. Nawet przy pierwszej rozmowie telefonicznej, bo poznaliśmy sie przez internet, przez 15 minut mówiła tylko o sobie. Juz wtedy jakaś lampka mi sie zapaliła no ale człowiek myśli ze skoro w necie fajnie sie rozmawiało to moze to był wypadek przy pracy. Okazalo że ani trochę. Po czasie stwierdzam że jest narcyzem szukajacym atencji kiedykolwiek czyjaś uwaga osoby z jej życia nie jest skierowana na nią. Oczywiście powiedziałem jej to to dopiero było halo 😆 powiedziała ze zrobiła test u psychologa i ta żadnych cech narcystycznych nie widzi. No jak miała widzieć jak pacjentka to nałogowa klamczucha i zrobiła by wszystko by wyjsc na jakimkolwiek teście pozytywnie. Ile ona mnie naklamala odkad sie poznaliśmy to az głowa boli a jeszcze o ilu pozostalych rzeczach nie wiem to juz boli jeszcze bardziej. Na samą myśl o tym mi sie niedobrze robi. Ja jej wszystko o sobie ze szczegółami opowiadałem od poczatku a a ta od początku mnie okłamywała że chodzi do pracy, że w pracy faceci sie o nią biją dosłownie aż do tego stopnia że musieli niektorych facetów niby przenosić na inne działy w pracy żeby ich od niej i innych oddzielić. Komedia normalnie. Ale ja przymknalem na to oko,ale na jej sabotowanie mojego snu i dobrego samopoczucia już nie mogłem. Ja sie staram ostatkami sił,gdy pojawi sie ciut lepsze samopoczucie, utrzymac jakos na powierzchni i pracować a ta co sobie ubzdurała że mnie kocha jest powodem przez który znowu wylądowałem na dnie i od grudnia nie mogę sie znowu z tego podnieść. Gdzie po raz pierwszy od 2 lat przepracowałem 2 miesiace i samopoczucie choć dziurawe to o niebo lepsze bylo a ona jeszcze ma ale gdy chce o tym rozmawiać. A o wszystkim wiedziała jak ja funkcjonuje. A w jej mniemaniu to ja jestem tym który ją skrzywdził. Śmiech na sali dosłownie. 

I weź tu myśl o poznaniu kogoś z zaburzeniami takimi jak ja mam. Ech,daruje sobie. Naprawdę. 

Sory że sie tak rozpisalem ,wyszedł niezły esej heheh. Pewnie trochę nie na temat no ale jak coś to mozna przenieść 

 

Mirtazapina 15mg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 24.09.2026 o 08:45, Zniszczona38 napisał(a):

Gorzej jak zaburzony skrytykuje zaburzonego. To dopiero robi się interesująco... Nie wspomnę o tym jak potrafi napisać, że jesteś głupi/ głupia gdzie sam/sama zmaga się ze swoimi problemami. 

No wlasnie😂to jest nawet czasem zabawne 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę ze dobry zwiazek i zdrowym ludziom często trudno znaleźć, znaleźć odpowiednia osobę)a co dopiero zaburzonym .A często ci co myślą, o sobie, że są,,normalni" są bardziej pierdolnieci niz ci z choroba.Zależy jeszcze jakie zaburzenia,bo np . Borderem jest ciężko. @Perłowy mysle ze wlasnie taka ci się babeczka wlasnie trafila,choc nie jestem lekarzem żeby ja diagnozowac.Ale bordery lubia dramy robic😎

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Perłowy napisał(a):

Ciężko poznać kogoś gdy ma sie zaburzenia choć wiadomo, te zaburzenia są różne więc I różnie z tym bywa. Jedni mogą mieć trochę latwiej a inni ekstremalnie trudno jak u mnie. Ja sie ostatnio spotykałem z typiarą przez 2 lata gdy bylem na totalnym dnie. W kazdej strefie życia praktycznie. Nie pracowałem przez złe samopoczucie wiec długi rosły i sytuacja była naprawdę pod ścianą. Naprawdę różne mialem pomysły na " wyjście " z sytuacji. Nie muszę chyba nazywać rzeczy po imieniu bo niby co ma zrobić czlowiek który nie ma wsparcia praktycznie żadnego, tonie w długach, do pracy iść nie może i nie widać nawet najmniejszego światełka w tunelu na poprawę a o pomoc profesjonalistow nie jest w stanie owocnie sięgnąć z takim samopoczuciem. Siedząc bez przerwy w domu dużo rozmawialiśmy, poświęcałem jej mnóstwo czasu. Wydawało sie ze ona mnie rozumie. Schody zaczęły sie gdy jakimś cudem zaczalem czuć sie odrobinę lepiej I zaczalem chodzić do pracy. Ona zaczęła sabotować moje samopoczucie przez zaburzanie mojego snu,gdy powtarzałem jej tryliard razy wczesniej że odpowiedni sen jest u mnie absolutnie i niezaprzeczalnie podstawą lepszego samopoczucia i wtedy większość moich problemów z sobą nie istnieje. Za kazdym razem gdy poruszałem z nią ten temat ona kompletnie nie przyjmowała do wiadomości faktu że odpowiedni sen jest dla mnie absolutnie najwazniejszy do jakiegokolwiek funkcjonowania i że ona miała jakikolwiek wpływ na niego. Ona była przyzwyczajona że ja poświęcam jej cały swój czas tarzając sie po dnie i nie podobało jej sie że nagle pracując 12h dziennie przestaje to robić. Nie rozumiała że praca jest dla mnie najważniejsza i jak juz pojawia sie lepsze samopoczucie to muszę zrobić wszystko żeby go utrzymać a już na pewno nie mogę zaburzać sobie mojego kruchego snu który jest podstawą tego lepszego samopoczucia. Za kazdym razem gdy poruszałem ten temat z nią, widząc że ona nie widzi swojego jasnego jak słońce wpływu na zaburzenie mojego snu, ja sie denerwowałem. Niejednokrotnie przez nią nie poszedlem do pracy bo coś w nocy " wymyśliła " . I to w sytuacji gdzie przez półtora roku nie pracowalem i tylko mogłem pomarzyć o polepszeniu samopoczucia umożliwiającym pójście do pracy. Chyba każdy byłby wkurzony na moim miejscu widząc że ta niby druga połówka nie robi sobie nic z tego. No i zaczęła sie jazda bo księżniczka poczuła się urażona moją reakcją i dyskusja całkowicie przeszła na gadkę o mojej reakcji i słowa jakie użyłem w zdenerwowaniu gdy widziałem ze ona kompletnie nie widzi swojego wpływu na mój sen I samopoczucie. Największym problemem w jej mniemaniu bylo wlasnie to a nie fakt że ja znowu zaczynam tonąć dosłownie w długach przez jej nocne wybryki. Problem mojego snu Dla niej nie istnial a gdy juz jakimś cudem bylismy w stanie o tym po dluuuugich podejsciach porozmawiać normalnie i gdy wydawało sie ze ona cos rozumie,to jej nagle niby zaczelo sie coś dziac, lądowała na sorze z byle gownem a po powrocie to samo bylo. Gadka jakie to ja slowa użyłem ale o jej wpływie na moje samopoczucie i sen ani słowa. Byle tylko ona w centrum uwagi. Raz pojechala niby na sor i do rana sie nie oddzywała. Nie mieszkaliśmy razem. Zawsze cos robiła by to ona była w centrum uwagi. Nawet przy pierwszej rozmowie telefonicznej, bo poznaliśmy sie przez internet, przez 15 minut mówiła tylko o sobie. Juz wtedy jakaś lampka mi sie zapaliła no ale człowiek myśli ze skoro w necie fajnie sie rozmawiało to moze to był wypadek przy pracy. Okazalo że ani trochę. Po czasie stwierdzam że jest narcyzem szukajacym atencji kiedykolwiek czyjaś uwaga osoby z jej życia nie jest skierowana na nią. Oczywiście powiedziałem jej to to dopiero było halo 😆 powiedziała ze zrobiła test u psychologa i ta żadnych cech narcystycznych nie widzi. No jak miała widzieć jak pacjentka to nałogowa klamczucha i zrobiła by wszystko by wyjsc na jakimkolwiek teście pozytywnie. Ile ona mnie naklamala odkad sie poznaliśmy to az głowa boli a jeszcze o ilu pozostalych rzeczach nie wiem to juz boli jeszcze bardziej. Na samą myśl o tym mi sie niedobrze robi. Ja jej wszystko o sobie ze szczegółami opowiadałem od poczatku a a ta od początku mnie okłamywała że chodzi do pracy, że w pracy faceci sie o nią biją dosłownie aż do tego stopnia że musieli niektorych facetów niby przenosić na inne działy w pracy żeby ich od niej i innych oddzielić. Komedia normalnie. Ale ja przymknalem na to oko,ale na jej sabotowanie mojego snu i dobrego samopoczucia już nie mogłem. Ja sie staram ostatkami sił,gdy pojawi sie ciut lepsze samopoczucie, utrzymac jakos na powierzchni i pracować a ta co sobie ubzdurała że mnie kocha jest powodem przez który znowu wylądowałem na dnie i od grudnia nie mogę sie znowu z tego podnieść. Gdzie po raz pierwszy od 2 lat przepracowałem 2 miesiace i samopoczucie choć dziurawe to o niebo lepsze bylo a ona jeszcze ma ale gdy chce o tym rozmawiać. A o wszystkim wiedziała jak ja funkcjonuje. A w jej mniemaniu to ja jestem tym który ją skrzywdził. Śmiech na sali dosłownie. 

I weź tu myśl o poznaniu kogoś z zaburzeniami takimi jak ja mam. Ech,daruje sobie. Naprawdę. 

Sory że sie tak rozpisalem ,wyszedł niezły esej heheh. Pewnie trochę nie na temat no ale jak coś to mozna przenieść 

 

Nie doczytałam do końca ale jak napisałeś o sorze to już wiedziałam że narcyzka. Wbrew pozorom borderzy mimo że bywają straszni to umieją też przepraszać i widzą winę xd mega ci współczuję mam nadzieję że byłeś krótko z nią

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×