Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czytam te wątki i zastanawiam się ile osób świętuje dzisiaj narodziny Chrystusa?


miL;)

Rekomendowane odpowiedzi

1 minutę temu, Doktor Indor napisał(a):

Nie wyjdzie dopóki ktoś będzie mu odpisywał. Ja go ignoruję. Niech pisze sam do siebie.

O tchórz się pojawił...

Wklej sobie coś zabawnego.... Takich jak ty bez jaj i honoru zostawiam mniejszym  Yoma- uba

11 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Nie wyjdzie dopóki ktoś będzie mu odpisywał. Ja go ignoruję. Niech pisze sam do siebie.

Będziesz miał na barkach w każdym wpisie za twoje chamstwo, co więcej będę cię podbijał bo jesteś ulubieńcem...

Tu spostrzega legionu... Znasz pisma więc znasz znaczenie swej pychy i zaproszenia... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, najlepiej zamknąć, niech plują na innych, a potem zamknąć resztę bo trzeba zamknąć

Ale zamknąć tych niepoprawnych bo poprawnie mogą pluć... 

W sumie to bez znaczenia. To już poszło...

Indor- bez znaczenia... Gdakanie bez argumentów

Cyntia- zapach cytryny lub pomarańczy... Twoja decyzja. Najbardziej intrygująca... Lilith...  Nie przejmuj się wszystkie kobiety na to się złapały. Ale Lilith była najpotężniejsza i to pamiętam..

Veriana- chorągiewka, ale szukająca

A świstak.... Yama-uba! Pokory... Ona przyjdzie w snach 

A mnie możecie zablokować, zabić... A i tak subtelnie połachoczę ego powyższych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 29.12.2025 o 20:30, cynthia napisał(a):

o Wielkim Wybuchu?

Z wielkim wybuchem też jest ciekawa sprawa - fizyka skupiona na obserwowalnym wszechświecie zakłada, że czas istnieje tylko wraz z materią. Ale przecież bezmasowe cząstki elementarne jak fotony i fermiony Weyla prawdopodobnie istniały również przed wielkim wybuchem, bo inaczej co by w nim wybuchło.

I poza znanym fizykom czasem zależnym od materii, grawitacji i przestrzeni musi też istnieć coś bardziej pierwotnego niż ten opisywany przez fizykę czas. Jakkolwiek by to nazwać.

Przed wielkim wybuchem mogły istnieć inne wszechświaty, które można nazwać wszechświatami równoległymi. Dlaczego ilość wszechświatów nie miałaby być nieskończenie wielka.

Najprawdopodobniej nie było okresu, w którym nie istniało nic, w tym bezmasowe cząstki elementarne. Choć ogólnie, samo rozważanie o tym potrafi przyprawić o zwarcie styków. ;)

 

A skoro już jesteśmy przy fizyce, to ciekawa jest kwantowa teoria świadomości Rogera Penrose'a i Stuarta Hameroffa. Że świadomość jest możliwa dzięki mikrotubulom w neuronach i zachodzącym z nich procesom kwantowym.

 

Dla mnie te teorie są ciekawsze niż religijne rozważania o duszy, zmartwychwstaniu, grzechu pierworodnym, niepokalanym poczęciu, odkupieniu, ofierze itd.

W dniu 29.12.2025 o 20:30, cynthia napisał(a):

uwielbiam Cię czytać. Brawo za wiedzę i inteligencję.

Dziękuję za miłe słowa. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Muszę dołączyć się do pochwal @cynthia i też docenić to co psizesz @Kiusiu.

Nie ma dnia, bym nie myślał o tym "jak to wszystko działa". I mimo, że najczęsciej moje rozważania zmierzają ku beznadziei nas jako jednostki. To ciągle mam w głowie teorie związane ze zbiorową świadomością i tym, że wszyscy możemy być w jakiś sposób połączeni ze sobą i z resztą wszechświata/wszechświatów. Religie od tego oddzielam, bo żadna do mnie nie przemawia. Być może trochę buddyzm. Natomiast rozwój fizyki kwantowej myślę, że w niedługim czasie przyniesie kilka ciekawych odpowiedzi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, shadow_no napisał(a):

Religie od tego oddzielam, bo żadna do mnie nie przemawia. Być może trochę buddyzm.

Buddyzm ma koncepcję anatman, czyli zakłada, że nie istnieje indywidualna jaźń, zaś ego jest tylko złudzeniem. Że "ja" jest nieustannie zmieniającym się konglomeratem wrażeń, wspomnień, cech i predyspozycji - kontinuum ciała i umysłu. I w tym punkcie buddyzm jest zbieżny z podejściem współczesnej psychologii.

To też bardziej do mnie przemawia niż założenia religii takich jak chrześcijaństwo lub podobnych.

Tyle że buddyzm jest raczej filozofią niż religią.

Odnośnie połączenia ze sobą wszystkiego, to z tego co kojarzę, haitańskie voodoo też zakłada, że wszystkie istoty są ze sobą połączone.

 

Poza tym, podczas doświadczenia psychodelicznego również ma się bardzo silne wrażenie, że nie istnieje się jako odrębny byt, tylko że jest się wszystkim, co istnieje, a jednocześnie częścią całości, i że jest się połączonym ze wszystkimi innymi istotami i bytami. Że nic nie jest osobne ani oddzielne. Można mieć wrażenie, że dotarło się jednocześnie do końca i początku czasu i przestrzeni, a przy tym że jest się poza czasem i przestrzenią.

Gdy podczas rytuału ayahuaski słyszysz, że ktoś rzyga, to masz wrażenie, że to jakaś część Ciebie rzyga.

 

Też mam nadzieję, że rozwój fizyki kwantowej pozwoli odpowiedzieć na przynajmniej kilka nurtujących mnie kwestii.

 

Co do Bożego Narodzenia i chrześcijaństwa.

Żydzi nie uznają Jezusa za mesjasza, bo Jezus nie wypełnił mesjańskich proroctw. Takich jak np. odbudowa świątyni jerozolimskiej, przywrócenie sprawiedliwości, nastanie trwałego mesjańskiego pokoju na świecie, zmartwychwstanie umarłych, uwolnienie zniewolonych i powrót wszystkich Żydów z wygnania.

A przy tym Jezus nie pochodził z rodu Dawida i najpewniej nie urodził się w Betlejem, a w Nazarecie.

O spełnieniu wielu pomniejszych proroctw wspomina wyłącznie ewangelia Mateusza, a milczą o tym wszelkie inne źródła.

Chrześcijanie tłumaczą niewypełnienie mesjańskich proroctw tym, że ma ich zdaniem nastąpić paruzja, czyli ponowne przyjście Jezusa. Tyle że pierwsi chrześcijanie, w tym Paweł z Tarsu, byli przekonani, że paruzja nastąpi za ich życia i że w związku z tym oni nie zaznają śmierci (np. 1 Tes 4,17). Bardzo się pomylili. Paruzja nie nastąpiła ani wtedy, ani wcale. I w księgach prorockich nie było mowy o ponownym nadejściu mesjasza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 2.01.2026 o 16:23, Kiusiu napisał(a):

A przy tym Jezus nie pochodził z rodu Dawida i najpewniej nie urodził się w Betlejem, a w Nazarecie.

A dlaczego tak myślisz? Miasto Betlejem było miastem Dawida, w którym się urodził. Maryja i Józef zmierzali tam z obowiązku spisu ludności.
To nie było blisko, jakieś 3-5 drogi pieszo czy na osiołku. Nie sądzę aby Maryja chciała udać się tam z Józefem w czasie zaawansowanej ciąży i taką niełatwą drogę, tylko by mu towarzyszyć 😉
Wnioskuję z tego, że ona też była potomkinią Dawida.

 

W dniu 2.01.2026 o 16:23, Kiusiu napisał(a):

Żydzi nie uznają Jezusa za mesjasza, bo Jezus nie wypełnił mesjańskich proroctw. Takich jak np. odbudowa świątyni jerozolimskiej, przywrócenie sprawiedliwości, nastanie trwałego mesjańskiego pokoju na świecie, zmartwychwstanie umarłych, uwolnienie zniewolonych i powrót wszystkich Żydów z wygnania.

Na ten temat pisałem w swoim poprzednim poście na samym końcu, gdy była mowa o Judaszu, jak chcesz to poczytaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, Rolan napisał(a):

Miasto Betlejem było miastem Dawida, w którym się urodził. Maryja i Józef zmierzali tam z obowiązku spisu ludności.

Tak stwierdził tzw. ewangelista Mateusz - jednak wiele wskazuje na to, że Betlejem jako rodzinne miasto Jezusa zostało dodane post factum właśnie przez tego autora. Podobnie jak próba wywiedzenia rodu Józefa od Dawida. Żadna inna ewangelia o tym nie wspomina.

Zresztą właściwie nie wiadomo, o jaki konkretne spis chodzi, bo słynny spis Kwiryniusza miał miejsce w szóstym roku, gdy Jezus miał około dwunastu lat. Bo tak - Jezus urodził się ok. 6-7 roku p.n.e. I w chwili ukrzyżowania nie miał 33 lat. Na pewno było to już po śmierci Heroda Wielkiego. Może namiestnik Syrii Gajusz Sencjusz Saturninus przeprowadzał jakiś lokalny spis pod koniec życia Heroda, jednak też nie ma tu nic pewnego.

W każdym razie, Jezus z Nazaretu najprawdopodobniej ani nie miał związku z rodem Dawida, ani nie urodził się w Betlejem.

Dla tzw. Marka, autora najstarszej z ewangelii, najwidoczniej nie miał znaczenia ani rodowód Jezusa, ani miejsce jego urodzenia, ani dziewictwo Marii, ani zwiastowanie, ani rzekome odwiedziny mędrców ze wschodu i darów od nich - on o tym wszystkim milczy.

 

Za to autor najpóźniejszej z ewangelii, nazwany Janem, włożył w usta Jezusa słowa o tym, że jest jednym z Ojcem, czyli Bogiem, i że zanim Abraham stał się, on już istniał - co z kolei stało się dla chrześcijan podstawą dla tezy o preegzystencji Jezusa i jego boskości.

Tzw. ewangelista Łukasz twierdził, że po narodzinach Jezusa Maria z Józefem zanieśli go do świątyni - co jednak przeczy stwierdzeniom Mateusza, że oni uciekali do Egiptu, o czym z kolei milczy Łukasz.

A problemów synoptycznych jest znacznie więcej. Np. kto szydził z Jezusa na krzyżu, a kto go bronił. I co głosił napis na krzyżu, na którym został ukrzyżowany. I kto znalazł pusty grób Jezusa oraz kogo lub co został(a) w środku. To akurat wątki bardziej pasujące do tematu o Wielkanocy. Ciekawe, że twórcy filmów o Jezusie i scenarzyści spektakli w rodzaju misteriów męki pańskiej próbują łączyć i mieszać wątki ze wszystkich ewangelii i wyciągać z nich średnią zamiast zrobić wierną adaptację tylko jednej z nich. Np. skoro bierzemy wątki i wydarzenia opisywane przez Mateusza, to trzymajmy się tylko jego. Albo skoro bierzemy wątki i wydarzenia opisywane przez Marka, to trzymajmy się tylko jego. Itd.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

Wnioskuję z tego, że ona też była potomkinią Dawida.

To już naprawdę mocno naciągana teza.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

gdy była mowa o Judaszu,

Warto nadmienić istotną rzecz.

Chrześcijaństwo silny nacisk kładzie na kwestię grzechu pierworodnego - stąd skupienie na zbawieniu i dlatego też powstał dogmat o niepokalanym poczęciu NMP itd. Tyle że to pojawiło się dopiero w chrześcijaństwie, bo w judaizmie nie ma pojęcia grzechy pierworodnego. Chrześcijaństwo zakłada, że Jezusowi chodziło o uwolnienie ludzi od grzechu, że jego królestwo jest nie z tego świata itd. Tyle że z ksiąg prorockich nie da się wywnioskować czegoś takiego. Chrześcijańska reinterpretacja świętych ksiąg judaizmu zrobiła sporo zamieszania. Jak i to, że chrześcijanie postrzegają księgi ST przez pryzmat NT i przez pryzmat Jezusa.

 

I inna kwestia, może równie istotna: zaratusztrianizm, tradycyjna perska religia, głosi, że u kresu czasów nadejdzie wysłany przez dobrego boga Ahura Mazdę zbawca Saoszjant, który ma poprowadzić ludzkość do ostatecznej, zwycięskiej bitwy z siłami zła pod wodzą boga-antagonisty Angra Mainju. I który sprawi m.in., że nie będzie już "skalania", czyli grzechu, i pobłażania samemu sobie, że wszyscy ludzie przejdą przez oczyszczający strumień płynnego metalu, i że owo przejście będzie przyjemne dla szlachetnych, a męczarnią dla nikczemników. I że umarli zmartwychwstaną, że powstanie nowy, odrodzony świat, który będzie trwał wiecznie, a ludzie będą nieśmiertelni.

Ponadto zaratusztrianizm zakłada, że dusze ludzi po śmierci trafią przed sąd Mitry i że gdy osądzony okaże się mieć w sobie więcej zła niż dobra, jest strącany do Domu Najgorszego Bytowania vel Domu Najgorszej Myśli, gdzie będzie pod kontrolą Angra Mainju, poddawany cierpieniom. I że gdy skalania duszy się równoważą, trafia do Miejsca Pomiędzy, gdzie nie będzie ani radości, ani smutku, tylko oczekiwanie na odrodzenie świata.

 

Brzmi znajomo?

Najpewniej zaratusztriańskie koncepcje wywarły duży wpływ na powstanie chrześcijaństwa, w tym na koncepcję dualizmu, sądu ostatecznego itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę się nie zgodzę... 
Nie tylko Mateusz pisał o Betlejem. Masz poniżej inny fragment:


W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida,  żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.  Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Łk 2

 

7 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

W każdym razie, Jezus z Nazaretu najprawdopodobniej ani nie miał związku z rodem Dawida, ani nie urodził się w Betlejem.

 

Ale dlaczego? Bo jak coś to chętnie się dowiem, i czy to mnie w czymś przekonuje czy nie.

 

7 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

To już naprawdę mocno naciągana teza.

 

Tak szczerze to bardziej realna niż mniej, ale trzeba to dobrze rozumieć też. Dzisiaj jako współcześni ludzie myślimy inaczej niż kiedyś, i szukalibyśmy najlepiej zgodności DNA, a wtedy to nie było znane. My myślelibyśmy o całym drzewie genealogicznym, a król Dawid żył 1000 lat przed Jezusem. Mówi się natomiast o tym że miał wiele potomków, ponieważ gdy jego dynastia upadła, to jej członkowie choć nie zaginęli, nie wymarli, to nie byli już potem władcami czy elitą. Wielu z nich było zwyczajnie biednych.


Jednak to nie każdy mógł się nazywać synem Króla Dawida, a Jezusa tak ludzie nazywali, i występuje to w każdej ewangelii, nie tylko Mateusza, choć tam najczęściej. Ludzie się znali w swoich społecznościach, w swoich wioskach i każdy wiedział kto kim jest i skąd pochodzi choćby jako sąsiedzctwo. Pamięć rodowa była przekazywana ustnie w domach czy na uroczystościach i miało to zawsze duże znaczenie. Były również rejestry świątynne czy właśnie spisy ludności. Ktoś kto by chciał z tym oszukiwać, spotkał by się z uwagą różnych naczelnych np. kto byłby spisany inaczej, a potem stwierdził czy wyparł by się, że ma inne pochodzenie. A zwłaszcza już nazywać się synem Króla Dawida, bo miało to szczególny charakter polityczny i nie można było tego przypisać sobie bez napotkania konsekwencji. Jezus właściwie miał problem z tym, że ludzie go właśnie rozpoznawali, jako syna cieśli Józefa i Maryji, niż to że ludzie by wątpili w jego rodowe pochodzenie.


Jezus nie był uznany za syna Króla Dawida dlatego, że ewangelie tak napisały.
Ewangelie tak to napisały, bo ludzie już go tak nazywali. 


Dlatego Maryja udała się tam gdzie powinna, czyli do Betlejem, nie mogła iść gdzieś indziej, takie było prawo i jej formalny obowiązek. 

 

7 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Chrześcijaństwo silny nacisk kładzie na kwestię grzechu pierworodnego - stąd skupienie na zbawieniu i dlatego też powstał dogmat o niepokalanym poczęciu NMP itd. Tyle że to pojawiło się dopiero w chrześcijaństwie, bo w judaizmie nie ma pojęcia grzechy pierworodnego. Chrześcijaństwo zakłada, że Jezusowi chodziło o uwolnienie ludzi od grzechu, że jego królestwo jest nie z tego świata itd. Tyle że z ksiąg prorockich nie da się wywnioskować czegoś takiego. Chrześcijańska reinterpretacja świętych ksiąg judaizmu zrobiła sporo zamieszania. Jak i to, że chrześcijanie postrzegają księgi ST przez pryzmat NT i przez pryzmat Jezusa.

 

Chrześcijaństwo jest różnie interpretowane i ma swoje odłamy, pastor np. może mieć żonę, a ksiądz już nie. Raczej nie chcę się nad tymi różnicami czy podobieństwami rozwodzić. 

 

6 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

A co powiedzie na ciała świętych co nie gniją? Mumifikacja oj chyba to inny proces ? To robienie tego ze zwłokami jest nie do odróżnienia na oko ;O 

 

Aha, czyli że jeśli człowiek za życia nie grzeszył, albo się oczyścił to potem już nie śmierdzi :)) 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz

Spis Kwiryniusza miał miejsce, gdy Jezus miał około dwunastu lat. Czyli nie mogło to mieć miejsca w okresie, gdy się urodził. No ale ewangelie Mateusza i Łukasza powstały kilka dekad po ukrzyżowaniu Jezusa. Nic dziwnego, że część rzeczy przeinaczono, by dopasować fakty pod tezę. Skoro Jezus był mesjaszem, to musiał urodzić się w Betlejem - więc zmieniono mu miejsce urodzenia. Co to komu szkodzi - przecież nie sporządzono aktu urodzenia Jezusa, więc nikt by tego nie sprawdził.

Jeśli Maria udała się do Betlejem (co wątpliwe), to raczej było to ok. 12 lat po narodzinach Jezusa.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

Ale dlaczego?

Dla przykładu: katolicki ksiądz i biblista Joseph Fitzmeyer stwierdził, że spis ludności jako umiejscowiony w czasie na krótko przed narodzinami Jezusa był czysto literackim zabiegiem, użytym, by powiązać Maryję i Józefa, mieszkańców Nazaretu, z Betlejem, miastem Dawida.

Maria z Nazaretu, Jezus z Nazaretu. Nie z Betlejem.

Według ksiąg prorockich sprawiedliwy król-mesjasz miał pochodzić z rodu Dawida i urodzić się w Betlejem. Nie ma tam jednak nic o tym, jakoby miał być boską istotą czyniącą cuda - owszem, jest tam mowa o zmartwychwstaniu umarłych, jednak nie o tym, że mesjasz miałby osobiście (podobno) wskrzeszać kilku zmarłych, a resztę pozostawić martwymi.

Kleopatra i Marek Antoniusz jakoś pozostali martwi, podobnie Hipokrates, Eratostenes, Euklides i wszyscy inni znani starożytni.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

Jezusa tak ludzie nazywali, i występuje to w każdej ewangelii, nie tylko Mateusza, choć tam najczęściej.

Za to w ewangelii Jana Jezus nazywa siebie synem Boga, co z kolei jest sprzeczne z byciem synem Dawida. "Zanim Abraham stał się, Ja jestem", jak miał powiedzieć wg tej ewangelii. Abraham żył przed Dawidem.

Ogólnie, to wszystko jest na maksa pogmatwane i zawiłe. Naprawdę nie dałoby się prościej i bez wewnętrznych sprzeczności?

"Jeden Bóg w trzech osobach" to też wewnętrzna sprzeczność.

Jeśli Jezus był synem Józefa, to może i pochodził z rodu Dawida - tylko że wg ewangelii Jezus nie był synem Józefa, który był dla niego tylko opiekunem i jakby ojczymem.

Co, jeśli prawdziwym ojcem Jezusa był Tyberiusz Juliusz Abdes Pantera?

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tyberiusz_Juliusz_Abdes_Pantera

Ten żołnierz z pewnością nie pochodził z rodu Dawida.

15 godzin temu, Rolan napisał(a):

Chrześcijaństwo jest różnie interpretowane

Owszem. Jednak określone podstawy doktrynalne ma. Centralną postacią tej religii jest Jezus.

Tyle że o historycznym Jezusie więcej nie wiadomo niż wiadomo. Święte księgi nie są źródłami historycznymi. Nie są nimi również apologetyczne teksty, których autorom bardzo zależy na tym, by ukazać dane postacie w określonym świetle.

Np. katolicka tradycja zakłada, że pierwszych trzydziestu biskupów Rzymu było, oprócz jednego, męczennikami - choć nie ma żadnych niezależnych źródeł, które by mówiły cokolwiek o przyczynach i okoliczności ich śmierci. Nie ma dowodów, że ponieśli męczeńską śmierć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Spis Kwiryniusza miał miejsce, gdy Jezus miał około dwunastu lat. Czyli nie mogło to mieć miejsca w okresie, gdy się urodził.

 

Jak wolisz, ale nie znam źródeł na jakich to opierasz, ale nawet jeśli to racja, to nie zmienia faktu że Maryja  i tak musiała się tam udać. Jak podkreślałem poprzednio, ew. nie domyśliły rodu Jezusowi, tylko Jezus był już tak nazywany, co istotne, całkiem publicznie. Pochodzenie rodu myślę ma większe znaczenie niż dokładna lokalizacja urodzenia.
Dla mnie osobiście jednak nie jest takie ważne, bo najbardziej interesuje mnie jego ponad-czasowa nauka. Gdybyś pokazał mi tu nawet jakieś niezbite dowody, że Jezus byłby fikcyjną postacią, to wciąż musiałby istnieć ten ktoś kto tą całą historię by wymyślił. Uwzględniając przy tym zbieżność odkryć z fizyki kwantowej, funkcjonowania w społeczeństwie takiego bardziej moralnego, czy pokazanie że Bóg jest miłosierny niż okrutny. A wtedy dość błyskotliwy musiałby być ten powieściopisarz czy jakaś grupa pisarzy.

 

 

 

 

 

Jezusa fizycznie już nie ma, ale jego przesłanie pozostało, a podobno... musiał odejść.


Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was „ J 16


Dopóki Jezus żył, ludzie opierali się na nim, i  tym, że go widzą swoimi oczami jako coś na zewnątrz siebie. Dopiero kiedy odszedł mogli spojrzeć, poszukać jego obecności w swoim już wnętrzu.


Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli „ J 20

 

 

 

Tak, w czasach Jezusa ludzie mieli większą tendencję opierania się bardziej na nim, a bez niego byli bardzo krusi:


"Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli."  Mk 14
"Zobaczywszy Piotra grzejącego się (przy ogniu), przypatrzyła mu się i rzekła: I tyś był z Nazarejczykiem Jezusem. Lecz on zaprzeczył temu"  Mk 14
"tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami"  J 20

 

Nieco później już:

Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? - mówili pełni zdumienia i podziwu. ”  Dz 2

 

 


A akurat Galilejczycy byli ówcześnie uznawani za:


Judejczycy mieli tendencję do patrzenia z góry na Galilejczyków, postrzegając ich jako niewykształconych i o wątpliwym pochodzeniu (J 1:46; 7:52). Galilejczycy mieli również reputację awanturników, ponieważ często brali udział w protestach i powstaniach przeciwko rzymskim okupantom. Znaczące jest, że Jezus dorastał w Galilei (Mt 2:19-23) i w Galilei zwerbował większość swoich uczniów, rozpoczął swoją służbę i dokonał pierwszych cudów (Mt 4:17-23; J 2:11). Będąc Galilejczykiem, Jezus był "wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego" (Izajasza 53:3). 

https://www.gotquestions.org/Polski/Galilejczycy-w-Biblii.html

 

6 godzin temu, Kiusiu napisał(a):

Za to w ewangelii Jana Jezus nazywa siebie synem Boga, co z kolei jest sprzeczne z byciem synem Dawida.

 

Ale to chodzi rodowo jako potomek 

Edytowane przez Rolan

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×