Skocz do zawartości
Nerwica.com

Szalony indycznik


Doktor Indor

Rekomendowane odpowiedzi

Teraz, Doktor Indor napisał(a):

Znaczy coś w stylu „idź i sprawdź czy cię nie ma w drugim pokoju” :D 

😀 

nie no to są autentyczne pytania.

albo moje ulubione: piszesz na forum,

dlatego ze nikt cie nie kocha 😀

jak ktos jest lubiany i kochany, nie wchodzi na fora, od razu wyświetla mu sie Ban permanentny z powodu zajebistosci. 😀

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lucy32, napiszę tylko w skrócie, bo już jestem trochę zmęczony. Widziałem co pisałaś (to co jest teraz w koszu jako OT) na temat naszego prywatnego folwarku i na temat tego, że jeśli ktoś chce coś dodać, to jest ignorowany. Jeśli ja kiedyś kogoś zignorowałem, to przepraszam. Na pewno nie miało to na celu olania danej osoby – może po prostu przeoczyłem posta albo nie miałem nic do dodania. Ja zdecydowanie nie zamykam się na ten „prywatny folwark” stałych userów. I mam nadzieję, że inni też nie. Tzn. są osoby, które ignoruję, ale te osoby wiedzą, kim są, i wiedzą dlaczego. Nikt nowy lub kto mi nie podpadł w jakiś paskudny sposób nie ma u mnie takiej czerwonej karteczki.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

@Lucy32, napiszę tylko w skrócie, bo już jestem trochę zmęczony. Widziałem co pisałaś (to co jest teraz w koszu jako OT) na temat naszego prywatnego folwarku i na temat tego, że jeśli ktoś chce coś dodać, to jest ignorowany. Jeśli ja kiedyś kogoś zignorowałem, to przepraszam. Na pewno nie miało to na celu olania danej osoby – może po prostu przeoczyłem posta albo nie miałem nic do dodania. Ja zdecydowanie nie zamykam się na ten „prywatny folwark” stałych userów. I mam nadzieję, że inni też nie. Tzn. są osoby, które ignoruję, ale te osoby wiedzą, kim są, i wiedzą dlaczego. Nikt nowy lub kto mi nie podpadł w jakiś paskudny sposób nie ma u mnie takiej czerwonej karteczki.

@Doktor Indor ja napisalam to w mozliwie uprzejmy sposób,tak jak ja was odbieram.Moze inni też,ale nie maja odwagi napisać.Moze tez nie powinnam sie angazowac w to wszystko.Ale zrobilam to,i nie chcialam nikogo urazić.Ale czasami bycie szczerym nie idzie w parze ,z byciem milym.I zawsze ktos poczuje się urazony,samym faktem że Lucy odwazyla sie wogole coś powiedzieć.Moim zamiarem bylo tylko zachecenie do pewnych refleksji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Lucy32 napisał(a):

Ale czasami bycie szczerym nie idzie w parze ,z byciem milym.

Ja to wiem, i osobiście uważam że szczerość jest o wiele ważniejsza od bycia miłym. Ja się nie czuję urażony. Wiem, że tu się trochę prywatny folwark zrobił… Ale też nie chcę, żeby ktoś spoza tego folwarcznego grona (które w sumie jest dosyć zmienne) czuł się (przynajmniej przeze mnie) ignorowany.

 

Staram się jednak przenosić offtopy tutaj. A że czasem zapominam… zwracajcie mi na to uwagę, nie obrażę się, obiecuję. Nie chcę psuć forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Ja to wiem, i osobiście uważam że szczerość jest o wiele ważniejsza od bycia miłym. Ja się nie czuję urażony. Wiem, że tu się trochę prywatny folwark zrobił… Ale też nie chcę, żeby ktoś spoza tego folwarcznego grona (które w sumie jest dosyć zmienne) czuł się (przynajmniej przeze mnie) ignorowany.

 

Staram się jednak przenosić offtopy tutaj. A że czasem zapominam… zwracajcie mi na to uwagę, nie obrażę się, obiecuję. Nie chcę psuć forum.

No i nasza wymiana zdań jest kulturalna prawda?.Ja podgladam wasze dyskusje)ale się nie udzielam za bardzo.Ciezko by się było wbić 😜w wasze filozoficzno-inteligentne rozmowy.Albo inaczej, wolę się nie uzewnętrzniać.Ale lubie czasami poczytac.Takze nie ma co się spinac.Jest ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Lucy32 napisał(a):

No i nasza wymiana zdań jest kulturalna prawda?

Ja zawsze jestem kulturalny :D

 

1 minutę temu, Lucy32 napisał(a):

Ja podgladam wasze dyskusje)ale się nie udzielam za bardzo.Ciezko by się było wbić 😜w wasze filozoficzno-inteligentne rozmowy.

Może czasem trzeba 🙂

 

1 minutę temu, Lucy32 napisał(a):

Albo inaczej, wolę się nie uzewnętrzniać.

Tak, to akurat rozumiem. Zauważ, że ja sporo piszę, ale wbrew pozorom nie tak dużo o sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

Ja zawsze jestem kulturalny :D

 

Może czasem trzeba 🙂

 

Tak, to akurat rozumiem. Zauważ, że ja sporo piszę, ale wbrew pozorom nie tak dużo o sobie.

 Moim zdaniem,duzo mowienia o sobie,zwykle przynosi problemy.Lepiej byc dyskretniejszym.Nie kazdemu można ufać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

13 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

No ja też, moje objawy wyglądają jak PTSD, ale nie ma zidentyfikowanego czynnika w sensie traumy, i się zakłada ze go nie ma to się do innej grupy icd wsadza. Lub inaczej PTSD powinien być w tej grupie xd 

Mówisz, że nie masz traumy… A może jest możliwe, żebyś ją miała, tylko nie zdawała sobie z tego sprawy? Mózg wiele rzeczy wypiera, a jeśli nie znamy czegoś innego, to uważa to, co znamy za normę.

 

Ja uważam, że świadectwem obecności potwora są jego ofiary. Potworem jest trauma, ofiarami – objawy.

 

Mówiłaś, że tata często pije. Ogólnie mam wrażenie że ten alkohol zawsze był gdzieś tam obecny w twoim otoczeniu, z tego co mówiłaś. Jak to wyglądało jak byłaś dzieckiem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

 

Mówisz, że nie masz traumy… A może jest możliwe, żebyś ją miała, tylko nie zdawała sobie z tego sprawy? Mózg wiele rzeczy wypiera, a jeśli nie znamy czegoś innego, to uważa to, co znamy za normę.

 

Ja uważam, że świadectwem obecności potwora są jego ofiary. Potworem jest trauma, ofiarami – objawy.

 

Mówiłaś, że tata często pije. Ogólnie mam wrażenie że ten alkohol zawsze był gdzieś tam obecny w twoim otoczeniu, z tego co mówiłaś. Jak to wyglądało jak byłaś dzieckiem?

No tak ale to normalne rzeczy na pewno nic co by mnie przygniatalo psychicznie

Dziękuję za troskę panie doktorze indyczku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Mówiłaś, że tata często pije. Ogólnie mam wrażenie że ten alkohol zawsze był gdzieś tam obecny w twoim otoczeniu, z tego co mówiłaś. Jak to wyglądało jak byłaś dzieckiem?

Ja też jestem tego zdania, ale już mi się nie chce przekonywać 😛

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

No tak ale to normalne rzeczy na pewno nic co by mnie przygniatalo psychicznie

Właśnie o to mi chodzi, że czasem za normę uznajemy coś, co nie jest normą. Tzn. dorosły może sobie wiele rzeczy wytłumaczyć i zrozumieć, ale uważam że jeśli jest dziecko, i jeśli jedno z rodziców regularnie się upija, to jest to problemem. Nie wiem czy tak było u ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Doktor Indor napisał(a):

Właśnie o to mi chodzi, że czasem za normę uznajemy coś, co nie jest normą. Tzn. dorosły może sobie wiele rzeczy wytłumaczyć i zrozumieć, ale uważam że jeśli jest dziecko, i jeśli jedno z rodziców regularnie się upija, to jest to problemem. Nie wiem czy tak było u ciebie.

No regularnie ale nie codziennie, regularnie ciągi. Tak wiem że kto żyje w patologii uznaje to za normę i to jest jego norma. Ale właściwie komu oceniać gdzie leży norma, jak dziecko od zawsze żyje w "jakims" środowisku to dziecko i jego psychika w nim się odnajduje jest to dla niego znajome i zwyczajne

Nie ma u mnie traumy, w tym obszarze też, to zwyczajne smutki były czasami. Niekiedy nie da się znaleźć przyczyny nerwicy i trzeba ja po prostu zaakceptować Tak jak inne choroby 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

36 minut temu, Dalila_ napisał(a):

No regularnie ale nie codziennie, regularnie ciągi. Tak wiem że kto żyje w patologii uznaje to za normę i to jest jego norma. Ale właściwie komu oceniać gdzie leży norma, jak dziecko od zawsze żyje w "jakims" środowisku to dziecko i jego psychika w nim się odnajduje jest to dla niego znajome i zwyczajne

Mądre książki mówią, że jeśli jeden z rodziców jest uzależniony (od alkoholu, czy narkotyków, ale myślę że można to uogólnić na każde uzależnienie, spodziewałbym się że mamusie bez końca scrollujące instagrama też mogą mieć szkodliwy wpływ), to dziecko będzie miało deficyty.

 

Ja nigdy nie wiązałem moich relacji z ojcem z jakimiś moimi trudnościami w wieku nastoletnim czy dorosłym. Jedna książka otworzyła mi na to oczy, ale tak naprawdę sam musiałem do tego dojść. Ja nie wiem jak to jest mieć ojca. Obrońcę, który zawsze za tobą stanie, wzorzec męskości, też wzorzec miłości w domu. Gdy nie ma ojca, to matka stara się przejąć jego rolę, jednocześnie dusząc swoją naturalną, subtelną kobiecość, która mogłaby rozkwitnąć przy partnerze, który dawałby jej poczucie bezpieczeństwa – robi tak z konieczności, po prostu nie może być słaba, to są podświadome mechanizmy. I dziecko wyrasta w zupełnie innym wzorcu, niż jest normalny.

 

A komu oceniać… Myślę że nasze objawy mogą brać się z kilku rzeczy – coś się działo (lub zadziało) w dzieciństwie, coś mamy nie tak z głową od urodzenia, albo coś się zadziało strasznego w dorosłości. To ostatnie u ciebie raczej wykluczamy, bo byś chyba pamiętała. Z głową, neurologicznie… no masz AuDHD, ale to nie oznacza PTSD, to są dwa różne schorzenia. Więc moim zdaniem zostaje wychowanie.

 

Moim zdaniem dziecko nigdy nie powinno widzieć rodzica w stanie, w którym ten rodzic nie jest w stanie być rodzicem – czyli pijanego, ale też np. w depresji, w ataku paniki, czy nawet jakimś typowo medycznym ataku (padaczka, hipoglikemia, itd). To zawsze zostawia jakiś ślad. Jeśli jest drugi rodzic, który jakoś to kompensuje i chroni dziecko przed poczuciem porzucenia, strachem, zagubieniem, to super. Ale czasem nie ma, lub drugi rodzic nie potrafi dać takiego poczucia bezpieczeństwa. No i co innego gdy sytuacja zdarzy się raz a co innego gdy się powtarza, gdy jest naszą normą.

 

Coś tam się musiało dziać, Dalilko. Przy czym też nie jest tak, że rodzice powinni być idealni. Nie da się być idealnym. Jest takie określenie jak „rodzic wystarczająco dobry”. Rodzic dość dobry, żeby dziecko wytworzyło sobie ten bezpieczny styl przywiązania (którego ty zdecydowanie nie masz) nawet mimo tego, że czasem coś nie będzie tak, jak w mądrych książkach, i żeby stało się stabilnym dorosłym, zdolnym do budowy szczęśliwego, stabilnego, opartego na miłości, zaufaniu i zdrowej relacji (zdrowemu wpuszczeniu kogoś do swojego świata bez jednoczesnego zatracania siebie) związku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Mądre książki mówią, że jeśli jeden z rodziców jest uzależniony (od alkoholu, czy narkotyków, ale myślę że można to uogólnić na każde uzależnienie, spodziewałbym się że mamusie bez końca scrollujące instagrama też mogą mieć szkodliwy wpływ), to dziecko będzie miało deficyty.

 

Ja nigdy nie wiązałem moich relacji z ojcem z jakimiś moimi trudnościami w wieku nastoletnim czy dorosłym. Jedna książka otworzyła mi na to oczy, ale tak naprawdę sam musiałem do tego dojść. Ja nie wiem jak to jest mieć ojca. Obrońcę, który zawsze za tobą stanie, wzorzec męskości, też wzorzec miłości w domu. Gdy nie ma ojca, to matka stara się przejąć jego rolę, jednocześnie dusząc swoją naturalną, subtelną kobiecość, która mogłaby rozkwitnąć przy partnerze, który dawałby jej poczucie bezpieczeństwa – robi tak z konieczności, po prostu nie może być słaba, to są podświadome mechanizmy. I dziecko wyrasta w zupełnie innym wzorcu, niż jest normalny.

 

A komu oceniać… Myślę że nasze objawy mogą brać się z kilku rzeczy – coś się działo (lub zadziało) w dzieciństwie, coś mamy nie tak z głową od urodzenia, albo coś się zadziało strasznego w dorosłości. To ostatnie u ciebie raczej wykluczamy, bo byś chyba pamiętała. Z głową, neurologicznie… no masz AuDHD, ale to nie oznacza PTSD, to są dwa różne schorzenia. Więc moim zdaniem zostaje wychowanie.

 

Moim zdaniem dziecko nigdy nie powinno widzieć rodzica w stanie, w którym ten rodzic nie jest w stanie być rodzicem – czyli pijanego, ale też np. w depresji, w ataku paniki, czy nawet jakimś typowo medycznym ataku (padaczka, hipoglikemia, itd). To zawsze zostawia jakiś ślad. Jeśli jest drugi rodzic, który jakoś to kompensuje i chroni dziecko przed poczuciem porzucenia, strachem, zagubieniem, to super. Ale czasem nie ma, lub drugi rodzic nie potrafi dać takiego poczucia bezpieczeństwa. No i co innego gdy sytuacja zdarzy się raz a co innego gdy się powtarza, gdy jest naszą normą.

 

Coś tam się musiało dziać, Dalilko. Przy czym też nie jest tak, że rodzice powinni być idealni. Nie da się być idealnym. Jest takie określenie jak „rodzic wystarczająco dobry”. Rodzic dość dobry, żeby dziecko wytworzyło sobie ten bezpieczny styl przywiązania (którego ty zdecydowanie nie masz) nawet mimo tego, że czasem coś nie będzie tak, jak w mądrych książkach, i żeby stało się stabilnym dorosłym, zdolnym do budowy szczęśliwego, stabilnego, opartego na miłości, zaufaniu i zdrowej relacji (zdrowemu wpuszczeniu kogoś do swojego świata bez jednoczesnego zatracania siebie) związku.

Dziękuję za takie rozpisanie. No jak jeden rodzic pije to drugi jest wspoluzalezniony :D nie wiem czy mam traumę, moje objawy lekarsko są jako po traumie lub bez traumy też się zdarzają, ale są psychologiczne, nie choroba organiczna. Mój wzorzec przywiązania mógł się wyksztalcic też z czasem, raczej płytkie relacje, ogólnie w środowisku samotna bo takie to czasy i takie pokolenie, związku potem też oba raczej traumatyczne ale to już po moich objawach które się pojawiły;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Dziękuję za takie rozpisanie.

Mam nowego laptopa i ma wygodną klawiaturę :D 

 

13 minut temu, Dalila_ napisał(a):

No jak jeden rodzic pije to drugi jest wspoluzalezniony :D

Nie zawsze, ale często tak. Wtedy są w tym razem. Jeden pije, drugi obsesyjnie stara się to picie kontrolować. Oboje są niewolnikami alkoholu, tylko każde na swój sposób.

 

14 minut temu, Dalila_ napisał(a):

nie wiem czy mam traumę, moje objawy lekarsko są jako po traumie lub bez traumy też się zdarzają, ale są psychologiczne, nie choroba organiczna.

Nie wiem czy zdarzają się bez traumy. Moim zdaniem zawsze musi się coś zadziać, coś pójść nie tak, żeby pojawiły się objawy.

 

14 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Mój wzorzec przywiązania mógł się wyksztalcic też z czasem, raczej płytkie relacje, ogólnie w środowisku samotna bo takie to czasy i takie pokolenie, związku potem też oba raczej traumatyczne ale to już po moich objawach które się pojawiły;) 

Z pokoleniem to swoją drogą, Ty może jeszcze się na to nie załapałaś (choć może już?), ale żyjemy w czasach, w jakich jeszcze nie żyliśmy. Dzieci od kołyski są uzależniane od mediów ekranowych. Tak jeszcze nie było. Skutki dopiero poznamy.

 

Ale patrz, jednak w twoim pokoleniu taki styl przywiązania chyba nie jest normą. Więc może to jednak nie pokolenie?

 

Jeśli chodzi o związki, to moim zdaniem też przyczyna leży wcześniej. Zdrowa emocjonalnie osoba, ze zdrowym poczuciem własnej wartości i zdrowymi granicami, nie wejdzie w niezdrowy związek, a jeśli już ktoś ją tak zmanipuluje i oszuka, to odejdzie, gdy zobaczy, z kim ma do czynienia.

 

Gdybym ja był zdrowy i normalny to nie interesowałby mnie ten typ kobiet, który mnie interesuje. Interesowałby mnie zupełnie inny, ten który jest teraz dla mnie zupełnie nieatrakcyjny i nieinteresujący.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

Mam nowego laptopa i ma wygodną klawiaturę :D 

 

Nie zawsze, ale często tak. Wtedy są w tym razem. Jeden pije, drugi obsesyjnie stara się to picie kontrolować. Oboje są niewolnikami alkoholu, tylko każde na swój sposób.

 

Nie wiem czy zdarzają się bez traumy. Moim zdaniem zawsze musi się coś zadziać, coś pójść nie tak, żeby pojawiły się objawy.

 

Z pokoleniem to swoją drogą, Ty może jeszcze się na to nie załapałaś (choć może już?), ale żyjemy w czasach, w jakich jeszcze nie żyliśmy. Dzieci od kołyski są uzależniane od mediów ekranowych. Tak jeszcze nie było. Skutki dopiero poznamy.

 

Ale patrz, jednak w twoim pokoleniu taki styl przywiązania chyba nie jest normą. Więc może to jednak nie pokolenie?

 

Jeśli chodzi o związki, to moim zdaniem też przyczyna leży wcześniej. Zdrowa emocjonalnie osoba, ze zdrowym poczuciem własnej wartości i zdrowymi granicami, nie wejdzie w niezdrowy związek, a jeśli już ktoś ją tak zmanipuluje i oszuka, to odejdzie, gdy zobaczy, z kim ma do czynienia.

 

Gdybym ja był zdrowy i normalny to nie interesowałby mnie ten typ kobiet, który mnie interesuje. Interesowałby mnie zupełnie inny, ten który jest teraz dla mnie zupełnie nieatrakcyjny i nieinteresujący.

A jaki Cię interesuje?

Nie było aż tak elektroniki neta ale w porównaniu do siostry to już jednak dzieciaki mniej się znały, bawiły, była większa bariera

 

Taki styl przywiązania jest normą właśnie chyba u nas. Gen z to śmieją są tzw. situationshipy, czyli właśnie unikanie wchodzenia w związek i to jest memiczne już j właśnie moje pokolenie zaczęło takie być na potęgę. Może niektórzy starsi też tak mają ale to prędzej wyjątki niż reguła 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

A jaki Cię interesuje?

Niezdrowy :D

 

3 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

Nie było aż tak elektroniki neta ale w porównaniu do siostry to już jednak dzieciaki mniej się znały, bawiły, była większa bariera

Aż tak? Ja mam wrażenie że covid zrył tym dzieciakom mózgi. Ja już dawno byłem wtedy dorosły, ty dopiero wchodziłaś w dorosłość, ale patrząc na tych, którzy byli wtedy nastolatkami, mieli lekcje zdalne… No coś jest chyba na rzeczy.

 

A jak byłem dzieckiem to smartfonów nie było, internetu też nie, dopiero się pojawił jak byłem nastolatkiem. I wtedy wsiąknąłem na amen. Moim zdaniem czasowo świetnie się w to wpasowałem – na tyle młody, żeby odnaleźć się w tym nowym, cyfrowym świecie, ale na tyle stary, żeby jak już na dobre weszły socjale (w zasadzie z Facebookiem, bo wcześniejsze nie miały algorytmów służących do uzależnienia cię) być już w miarę ukształtowanym.

 

5 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Taki styl przywiązania jest normą właśnie chyba u nas. Gen z to śmieją są tzw. situationshipy, czyli właśnie unikanie wchodzenia w związek i to jest memiczne już j właśnie moje pokolenie zaczęło takie być na potęgę. Może niektórzy starsi też tak mają ale to prędzej wyjątki niż reguła 

Może… Nie znam dużo osób z tego pokolenia. Ale myślę, że smartfony, socjale, instagramy, to wszystko musiało zryć ten masywny beret całego pokolenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

I ja się na to życie załapałam socjale pojawiły się jak byłam w starszych klasach podstawówki, jak w gimnazjum już były na dobre, pokazywanie się w socjalach 

Współczuję. Świat akurat pod tym kątem nie idzie w dobrą stronę :( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×