Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Spadająca_Gwiazda

Kiedyś sie odnajdę..

Rekomendowane odpowiedzi

W zasadzie nie wiem o czym napisać.

Jestem zwykłą dziewczyną która nie radzi sobie ze swoim życiem i ze swoimi emocjami.

Wydaje mi się że dotarłam do takiej granicy kiedy albo spada się w dół alb budzi z tego snu.

Chce żyć, nie istnieć jak kiedyś ktoś mądry powiedział i będę o nie walczyć z całych sił.

 

Witajcie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj;) Bardz dbrze, że Ci zależy i się starasz. Z takim podejściem masz szansę osiągnąć to o czym marzysz. Powodzenia;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuje wam za miłe słowa. W końcu mam chwilę dla siebie.

Zdaję sobie sprawę że takich jak ja jest tutaj bardzo bardzo dużo. Mam nadzieje że na tyle się zaprzyjaźnimy, że nie będę tak całkowicie bezosobową dla was osobą.

 

O marzeniach już dawno zapomniałam, nie dla mnie one

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj Spadająca_Gwiazda, miło Cię poznać. Przyjdzie czas, gdy i marzenia staną się realne. Czas zabrać się do pracy. Co zamierzasz :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem.. nie mam planow.. nigdy ich nie miałam.. myslałam że dobre rzeczy nie sa dla mnie, że sie nie nadaję nie zasłużyłam.

Nie wiem co bedzie jutro ani za 5 lat.

To straszne nie mieć planów na siebie :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tak, to na pewno nie dobrze - no to spytam inaczej - gdzie chciałabyś widzieć siebie jutro, za rok czy 5 lat :?: Co wtedy robisz :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spadająca_Gwiazda, witaj! super, ze chcesz walczyc to juz polowa sukcesu... hmm, ja tez mam taki problem, ze nie wem co dalej, nie mam planow, ba, mimo skonczonych studiow nie wiem co chcialabym robic...

uporasz sie ze soba to wtedy wszystko sie zmieni. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bethi:

nie widzę siebie.. naprawdę..

za 5 lat mam przed oczami obraz dorosłego który nadal tkwi w miejscu tu gdzie jest tylko do tego wszystkiego dochodzi presja od rodziny bym się wyprowadziła i zaczęła życie na własny rachunek.

Inną wizją trochę zmienioną jestem ja, która ma upragniona rodzinę i męża.. ale nie radzi sobie z rachunkami, nie ma pieniędzy ani perspektyw na lepsze życie.

Jest już za późno by cokolwiek zmieniać chyba, ludzie od najmłodszych lat inwestują w siebie, są aktywni a ja biernie sobie płynę w zupełnie odwrotnym kierunku.

 

Inez3:

Ja tez studiuję.. coś co mnie zupełnie nie interesuje, na czym sie w ogóle nie znam.

Chciałabym być taka optymistka tak jak ty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hm, może jednak powalcz jeszcze raz [tylko uczciwie] - bo skoro tutaj jesteś to chyba nie do końca jeszcze spisałaś się na straty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie, że jest o co walczyć...........walczyć o to, że któregoś dnia wyjdziesz sobie ze znajmomymi na koncert, uśmiech nie będzie ci schodził z twarzy a marzenia same będą się wciskać do głowy:-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zaproponowałabym Ci autosugestie - ale nie bardzo wiem, jak bardzo głębokie są 'źródła' Twoich problemów. Jeśli chodzi o ADHD to na pewno autosugestia byłaby skuteczna. A terapii jakiejś próbowałaś :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beti nie martw się o mnie wal jak w dym na pewno nie zdołuje się tym bardziej.

A zródła problemów sięgają dzieciństwa więc dosyć dawno.

 

Bardzo chciałam się zapisać na jakąś terapię, mówiłam to nawet mojej nowej psycholożce wczoraj ale ona powiedziała że zobaczy przy następnych spotkaniach czy mi to potrzebne jest czy uda się jej ze mną uporać bez tego.

 

A co tam masz w zanadrzu niecna kobieto? :>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nooo to, że autosugestia mi bardzo pomogła - znajdowałam się w stanie hmmm skrajności nie tylko psychicznie ale już i fizycznie... no i stymulowanie myślenia okazało się bardzo skuteczne dla uporządkowania moich nieokrzesanych myśli a co za tym idzie - poprowadziło mnie do lepszej jakości życia. A byłam se w stanie, że darzyłam śmierć głębokim, szczerym uczuciem i tylko jej chciałam. Twój sposób myślenia o sobie nie jest mi obcy dlatego Cię tu ciągle dręczę aby powiedzieć Ci, że można inaczej myśleć o sobie w każdej perspektywie - a wówczas wszystko nabiera innych kształtów i barw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz beti ona tez to stwierdziła, że mam żałośnie niskie mniemanie o sobie, no po prostu samo dno. Choć może na pierwszy rzut oka nie widać ale jedna problem jest.

 

A jakich autosugestii używasz? poważasz sobie przed lusterkiem rożne zdania?

jakie np.? Jak często?

Wszystko co może pomóc interesuje mnie bardzo :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie używam żadnych szablonów - na początku pospisywałam parę naj-negatywniejszych myśli i wymyśliłam naj-pozytywniejszy 'odmiennik' do nich i z uporem, czasem nawet ze łzami w oczach powtarzałam ten odmiennik w każdej sytuacji, gdy pojawiały się te negatywne myśli. Nie było łatwo - grunt, to nie pozwolić sobie na zastanawianie się nad sensem tego, co się myśli - po prostu uparcie powtarzać. Z czasem efekt przerósł moje oczekiwania - powolutku zaczęłam 'przekręcać' pozytywnie następne złe myśli i następne... i weszło w krew. Teraz, gdy pojawi się zła myśl od razu ją odrzucam, nie marnuję nawet chwilki aby się nad nią zastanowić, bo jak zaczniesz się zastanawiać to wiesz jak to jest... Nadal muszę się kontrolować ale przychodzi mi to z dużo większą łatwością a i moje samopoczucie i samoocena są dużo lepszej jakości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem czemu ale czuje się coraz gorzej.. nastrój z godziny na godzinę spada w dół..

Patrze na swoją twarz w lustrze i chce mi się płakać, patrze na swoje życie i to już nie płacz ale krzyk ściska mi gardło.

Co się dzieje ze mną... ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Moje Słońce, ja zawsze zwalam pogorszenie nastroju na pogodę :lol: Nie pociesza, ale pozwala nie koncentrować negatywnej uwagi na sobie... A nad swoją samooceną musisz koniecznie zacząć pracować - sumiennie. Dobrze wiesz, że nie jesteś obiektywna w samoocenie. Nie daj się zwieść mechanizmom choroby. Być może takie rzeczowe podejście do sprawy wydaje Ci się niemożliwe, gdy w człowieku toczy się walka uczuć, emocji ale jesteś inteligentną osobą, znasz realia i dlatego powinno Ci się to udać. Brzydko to zabrzmi ale staraj się nie wyolbrzymiać stanu, w którym się znajdujesz - wiesz, że choroba tym się karmi.

 

W przypadku, gdy masz problemy z patrzeniem na siebie - poszukaj w necie ćwiczeń bioenergetyki [a najlepiej poszukaj w swoim mieście takich i zapisz się na nie] - to zajęcia 'z ciałem'. Gorąco polecam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuje kochana już mi troszkę lepiej :)

Myślałam że wizyta u mojej babeczki od duszy coś pomoże, ale wyszłam jeszcze bardziej zła na siebie niż przed wizytą.

Mam wrażenie że ona słucha mnie nie z powołania ale z wyuczonego zawodu, takie "robię swoje i ide do domu". Skrupulatnie odmierza czas a jak chce jeszcze coś powiedzieć to owszem słucha ale nerwowo spogląda na zegarek.

Ja się tak łatwo nie zrażam będę ją nadal nawiedzać swoja skromną osobą, tylko czasami myślę czy powinnam ją zmienić czy poczekać na diagnozę i rozwój wypadków :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Eee, nie zatruwaj sobie głowy podejrzeniami - nawet, jeśli są one uzasadnione staraj się wyciągnąć z terapii jak najwięcej dla siebie - pamiętaj, że ona jest dla Ciebie a nie na odwrót :!:

 

W ogóle, jeśli terapia wywołuje negatywne emocje to ponoć dobrze - jest to objawem zmian w Nas zachodzących. Pamiętam, że podczas swojej pierwszej terapii żarłam się z moją psychiartyczką jak pies z kotem, zdarzyło mi się nawet ją obrazić - tyle, że nie polecam przebierać w słowach - bo każdy ma swoją wytrzymałość i dumę. Z czasem okazało się jednak [w moim przypadku], że moja psychiatryczka zastosowała na mnie metodę prowokacyjną... aby wyzwolić we mnie reakcje samoobronne, na które sobie nie pozwalałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no wiesz tylko że ja od początku wyłożyłam kawę na ławę, nie byłam zamknięta. Założyłam sobie że przyszłam się z tego wyciągnąć a nie popatrzeć na ściany.

Dlatego na wszystko odpowiadam zgodnie z sumieniem i prawdą, na prawdę nie jestem zamkniętą osobą, chcę współpracować.

 

Dlatego kiedy wychodzę od niej to mam taki żal że to nie jest tak jak to sobie wyobrażałam że będzie. Bo opowiadanie o tym ulgi mi nie przynosi a raczej wstyd i poczucie że inna osoba osadza mnie na swój sposób samej o tym nie mówiąc.

 

Początkowe wizyty wyglądają tak, że psycholog bada przeszłość i zadaje pytania, a kiedy już się wszystkiego dowie co i jak to jak będzie to wszystko wyglądało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nawet psycholog ma prawo do swojego zdania ale jeśli Cię ocenia i mówi to na głos, Tobie - to radzę zmienić specjalistę. Jeśli taka sytuacja będzie miała miejsce to będzie świadczyć, że to konował a nie lekarz. A jeśli chodzi o obawę, że nie będzie o czym mówić - to już problem psychiatry - to on powadzi terapię - nie Ty - Ty jesteś pacjentem nie na odwrót. Nie wiem czy to terapia płatna czy nie - ale tak czy siak, masz prawo wymagać skoro potrzebujesz pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie płace za to na szczęście. Przynajmniej tutaj mam spokój sumienia jeśli chodzi o finanse rodziców.

Ona nie wypowiada swojego zdania, powiedziała że nie ona jest tutaj od oceniania. Zadaje pytania, analizuje sobie w myślach cos zapisuje. Jest miła, ale jakoś nie czuje z nią takiej "więzi" ani zrozumienia. Może dlatego że za mało czasu upłynęło, może dlatego że jest dosyć młodą osobą bo w sumie niewiele starsza ode mnie.

Nie mam nic do niej tak wprost, jestem ciekawa co będzie dalej, czasami pytam się co tam wyczytała z moich rysunków itp.

Ostatnio śmiałyśmy sie bo dostał mi sie temat na zaliczenie na studiach na temat samobójców.. Ma być śmiesznie, odwalony show i tak żeby ludziom kopary opadły.

Tak.. nie ma co trafiłam w dziedzinę.. :]

Czasami staram sie spojrzeć z jej perspektywy na własna osobę i dlatego ogarnia mnie smutek bo wydaje się sobie sama takim małym żałosnym człowieczkiem.

A wracając do poprzedniej wypowiedzi - skoro terapia nie polega na tym że ona wyraża swoje zdanie to jak taki człowiek z tego wychodzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie na dawaniu rad polega terapia - do wniosków musisz sama dojść. Stety niestety ale ma to sens. Na następnej sesji powiedz jej to, co Nam tutaj. Wyjaśnijcie sobie tę kwestię, bo nie ona powinna zaprzątać Twoją głowę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×