Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MarekWawka01

Co się dzieje z moją osobowością? Uwolnienie?

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie kochani 🙂

 

Nie wiedziałem gdzie wrzucić ten wątek bo nie potrafię nazwać tego co się ze mną dzieje ostatnio... też spokojnie to nic poważnego raczej, nie mam przed tym lęku, przyjąłem to do siebie, pogodziłem się z tym, tylko chciałbym się dowiedzieć co o tym myślicie...

 

Otóż, mam zdiagnozowane zaburzenia lękowo-depresyjne mieszane. Brałem różne leki SSRI, SNRI, TLPD aż w końcu trafiłem na swój lek - Ludiomil. Biorę go już 4 miesiące i mi pomaga 🙂

Odkąd tylko pamiętam byłem typem osoby zamkniętej w sobie, poważnej, zamyślonej, rozkojarzonej i wiecznie dostosowującej się. Byłem z tego powodu bardzo grzeczny, starałem się być idealny, tak żeby na każdym wywrzeć jak najlepsze wrażenie. Zawsze tłumiłem w sobie agresję i złe uczucia, nie potrafiłem w ogóle uzewnętrzniać swojej złości, smutku itd bo bałem się reakcji innych. Przez to jako dziecko często popadałem w takie "wewnętrzne histerie", negatywne uczucia kierowałem mocno do wewnątrz, zamykałem się w swoim świecie, lubiłem słuchać muzyki poważnej, była taka głęboka i piękna, do teraz zachwycam się nią. Lubiłem pozostawać ze swoimi myślami, miałem nawet swój "mały" dziecięcy świat w głowie, w którym tworzyłem różne historie. Teraz już nie przebywam w tym świecie, chyba gdzieś od 11.-12. roku życia. Ale najgorsze było dla mnie to, że tłumiłem tą agresję, przez to patrzyłem na świat jako wrogi i nieufny, bywałem podejrzliwy, koledzy to wykorzystywali i szydzili ze mnie, byłem bardzo słaby psychicznie i fizycznie, byłem niezdarny ruchowo, podejrzewano u mnie ZA. Bardzo mnie bolało, że nie potrafię grać w piłkę itd nie czułem się silny. W międzyczasie zacząłem odkrywać swoją fascynację osobnikami tej samej płci (uważam się za osobę homoseksualną). 

Doświadczyłem w życiu także dość nietypowej relacji, ponieważ w wieku 11 lat przez 3 lata zadawałem się z młodszymi od siebie 4 lata dziećmi. No nie wiem, wśród rówieśników ciężko było mi się czasem odnaleźć, preferowałem towarzystwo albo młodsze od siebie, albo dorosłych. Oczywiście miałem też w swoim życiu kolegów rówieśników ale nie miałem z nimi takiego kontaktu. 

Jednak kiedy zacząłem dojrzewać, było to gdzieś na przełomie 13.-14. roku życia coś we mnie pękło. Nagle wszystko w głowie mi się obróciło o 180 stopni. Zacząłem żałować tego wszystkiego jaki byłem, wstydziłem się swojej wówczas bardzo wrażliwej, romantycznej, wręcz melancholicznej osobowości i swoich wspomnień, bałem się, że wszyscy ludzie znają moje wspomnienia, że znają moje myśli, izolowałem się, nie chciałem po sobie poznać, że coś wewnątrz przeżywam. Bardzo dramatyzowałem, bałem się o swoje zdrowie psychiczne. Zacząłem się aż bać pewnych miejsc, bałem się wyjść na podwórko, bo kojarzyło mi się z nieszczęśliwym dzieciństwem. Wegetowałem tak aż do czasów liceum. Zacząłem popadać w obsesje, natręctwa, pojawiały się natrętne myśli, często bardzo przerażające, że mógłbym kogoś zabić na przykład, zacząłem przez to bardzo mocno kontrolować swoje zachowanie, bałem się samego siebie, bałem się że zwariuję, panicznie bałem się że dopadnie mnie choroba psychiczna, zacząłem mieć myśli samobójcze, lęki, napady paniki, makabryczne sny, które bardzo pogarszały moje funkcjonowanie. Nie mogłem studiować, 3 razy zmieniałem kierunek studiów po roku czasu. Mój stan tak zaczął się pogarszać, że ani obecne wtedy leki (Fevarin, Velaxin ER, Ketrel) ani psychoterapia nie pomagały, napady paniki były coraz to gorsze, czułem coraz gorsze odrealnienie i odosobnienie, momentami aż bałem się spojrzeć czasem w lustro, bo bałem się, że siebie nie poznam. Trafiłem aż do szpitala psychiatrycznego w lipcu 2020r. z powodu koszmarów sennych, ataków paniki, obniżonego nastroju i myśli samobójczych. Szpital nie wiele dał. Po szpitalu poszedłem do czwartej z kolei szkoły, żeby w końcu skończyć jakiś kierunek i pójść do pracy. Później w lutym 2021r. zmarła nagle moja mama. No cóż, i tak moja mama była po udarze, siedziała cały czas w domu, nie pracowała, mało się mną interesowała, więc jej śmierci aż tak mocno nie przeżyłem, chyba że czasami raz była złość, raz żal, raz smutek, taka mieszanka uczuć, taka reakcja, ale minęło. Też od tego czasu w końcu dostałem nowy lek, który bardzo mi pomógł, ten właśnie Ludiomil, dzięki niemu też zacząłem się bardziej otwierać, pobudzał mnie i przez to też pewne rzeczy zaczęły ze mnie wychodzić. Na terapii zacząłem się drzeć, miałem stany dysocjacyjne na tyle silne, że nie byłem w stanie psychoterapii prowadzić dalej, wszystko mi się mieszało w głowie, stawałem się z lekka agresywny, agresja ze mnie chciała wyjść. Przestałem siebie samego poznawać... Musiałem też przerwać czwartą z kolei szkołę uhh... teraz zostałem sam na sam ze wszystkim, ale jest dobrze. Uspokoiłem się dzięki temu, jak na jakiś czas odciąłem się od psychoterapii i szkoły. Zacząłem pisać wiersze, układanie rymów z niezwykłą łatwością mi przychodziło, a nigdy wcześniej tego nie potrafiłem...

Jednak od ostatnich 2 miesięcy zaszły diametralne wg mnie zmiany w myśleniu i być może osobowości. Troszkę pamięć mi nawalała momentami. Zacząłem lepiej na siebie patrzeć, zauważać swoje trudności, nazywać uczucia. Czułem się inaczej, ale coraz lepiej. Sny przestały być przerażające i żywe, znikały natrętne myśli, przyjąłem do siebie wyparte wspomnienia z ostatnich lat. Jakby wszystkie rany przeszłości zaczęły się zacierać. Miałem też dziś taki sen, śnił mi się wąż i w momencie przebudzania się, coś mi podchodziło do gardła, policzki się wydęły, jakby coś mi chciało wyjść z ust, chyba ten wąż, obudziłem się, wypluwając ślinę i rozdymając policzki. Wieczorem tego samego dnia, naszła mnie myśl, że całe zło ze mnie wyszło, jakby ten wąż był uosobieniem zła, które we mnie siedziało. Aż naszła mnie ochota pójść do kościoła, wyspowiadać się, a nigdy nie byłem osobą religijną. Poczułem się bardziej duchowo, religijnie. Czuję jakieś takie głębokie, wręcz duchowe oczyszczenie. Czuję się bardziej religijny... co to może oznaczać?

 

Pozdrawiam, Marek 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Marku,

dziękuję że zdecydowałeś się podzielić częścią swoich przeżyć.

To co najbardziej mnie uderzyło w Twojej wiadomości to proces docierania do samego siebie. 

Trudno być blisko z drugim człowiekiem, jeśli nie jest się blisko samego siebie. Z czasem te stany dysocjacyjne zaczęły rozwiewać się jak mgła. Na pewno trochę pomogło noradrenergiczne działanie Ludiomilu, które pobudziło układ współczulny oraz przyspieszyło trochę procesy poznawcze - jednak pamiętaj, że może nasilać lęki. Wydaje się, że jesteś na dobrej drodze kiedy postanowiłeś zatroszczyć się o samego siebie i skupić na sobie. Jest to bardzo korzystne i uwalniające, bo umożliwia właściwy przepływ ładunków emocjonalnych. Przez lata nazbierało się dużo gniewu i nastąpiło odhamowanie, przez co zaczął on uchodzić na zewnątrz - to jest bardzo korzystny proces! Pozwól sobie na to i podejdź ze zrozumieniem, masz prawo czuć złość. W życiu jeszcze niejedna sytuacja Cię spotka Marek i grunt, żebyś zachował w tym siebie, żebyś pozostał wierny sobie, ponieważ możesz mieć tendencje konformistyczne i ulegania otoczeniu. Zwykle jest to korzystne na optymalnym poziomie, jednak w nadmiarze może prowadzić do zachowań niezgodnych z własnymi celami, wyparcia oraz w najgorszym wypadku dysocjacji na jakimś poziomie (co też jest mechanizmem obronnym korzystnym, jednak w nadmiarze szkodliwym o czym sam się przekonałeś). To o czym przeczytałem bardziej między wierszami to samotność, która może być korzystna w ramach zdrowej indywiduacji, jednak w nadmiarze jest nieadaptacyjna i może stanowić źródło cierpienia. Postaraj się wzmocnić dobre więzi, które są źródłem wsparcia i przyjemności, ponieważ przechodzisz obecnie okres transformacji podczas którego nieraz takie wsparcie może okazać się bardzo pomocne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, jakub357 napisał:

Cześć Marku,

dziękuję że zdecydowałeś się podzielić częścią swoich przeżyć.

To co najbardziej mnie uderzyło w Twojej wiadomości to proces docierania do samego siebie. 

Trudno być blisko z drugim człowiekiem, jeśli nie jest się blisko samego siebie. Z czasem te stany dysocjacyjne zaczęły rozwiewać się jak mgła. Na pewno trochę pomogło noradrenergiczne działanie Ludiomilu, które pobudziło układ współczulny oraz przyspieszyło trochę procesy poznawcze - jednak pamiętaj, że może nasilać lęki. Wydaje się, że jesteś na dobrej drodze kiedy postanowiłeś zatroszczyć się o samego siebie i skupić na sobie. Jest to bardzo korzystne i uwalniające, bo umożliwia właściwy przepływ ładunków emocjonalnych. Przez lata nazbierało się dużo gniewu i nastąpiło odhamowanie, przez co zaczął on uchodzić na zewnątrz - to jest bardzo korzystny proces! Pozwól sobie na to i podejdź ze zrozumieniem, masz prawo czuć złość. W życiu jeszcze niejedna sytuacja Cię spotka Marek i grunt, żebyś zachował w tym siebie, żebyś pozostał wierny sobie, ponieważ możesz mieć tendencje konformistyczne i ulegania otoczeniu. Zwykle jest to korzystne na optymalnym poziomie, jednak w nadmiarze może prowadzić do zachowań niezgodnych z własnymi celami, wyparcia oraz w najgorszym wypadku dysocjacji na jakimś poziomie (co też jest mechanizmem obronnym korzystnym, jednak w nadmiarze szkodliwym o czym sam się przekonałeś). To o czym przeczytałem bardziej między wierszami to samotność, która może być korzystna w ramach zdrowej indywiduacji, jednak w nadmiarze jest nieadaptacyjna i może stanowić źródło cierpienia. Postaraj się wzmocnić dobre więzi, które są źródłem wsparcia i przyjemności, ponieważ przechodzisz obecnie okres transformacji podczas którego nieraz takie wsparcie może okazać się bardzo pomocne. 

 

Dzięki za odp 🙂

No właśnie przez tłumienie emocji, złości itd dochodzi albo do fragmentacji albo do bezradności, tak mi któraś psycholog tłumaczyła. Też takie czarno-białe patrzenie na świat mocno mi utrudniało sprawę. No trochę faktycznie się nazbierało. Jeszcze te zdziwienie terapeutki... każdy ma swoją wytrzymałość. Gdyby ta agresja i złość ze mnie nie wyszły to przerodziły by się w autoagresję czyli agresję do wewnątrz, którą również tłumiłem. Własne myśli zmuszały mnie do rozładowania jej na sobie, pocięcia się czy nawet samobójstwa. Tłumienie jest naprawdę bardzo niebezpieczne...

 

Ale najważniejsze myślę to podbudować poczucie wartości. Też otwartość jest ważna, pogodzenie z samym sobą. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×