Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
dsf11

Bujna wyobraźnia, neurotyczność i wybór kierunku w życiu

Rekomendowane odpowiedzi

          Jestem w pewnym marazmie, który trwa od czterech lat około. Poszedłem na mechanikę i budowę maszyn, dosyć trudny kierunek techniczny. Praktycznie od początku się na nim męczę. Ciągle zadawałem sobie pytania czy to na pewno to itp. Na początku trzeciego roku postanowiłem zrobić sobie przerwę na rok. Zakładałem, że w czasie tej przerwy znajdę swoją pasję i przeznaczenie. Fakt, pracowałem na magazynie i na korepetycjach z matematyki, zdobyłem jakieś oszczędności, do tego warsztaty aktorskie.  Ten czas zleciał mi bardzo szybko. Bardzo szybko. Więc z racji, że nie znalazłem swojej drogi postanowiłem te studia dokończyć. I znowu mam to samo co na drugim semestrze…. Te masę wątpliwości, że to nie studia dla mnie itd. Zastanawiam się nad jakąś alternatywą, szukam….

        Przez moje lata studiów trochę się nauczyłem, poznałem trochę osób. Druga strona medalu to taka, że też zaliczyłem dużą wpadkę, bo się zakochałem w wymyślonej dziewczynie. Zachorowałem psychicznie, dostałem depresji, nerwicy natręctw itd. Wiele wizyt w gabinetach i leków na niewiele się zdało. Próbuje różnych kursów pewności siebie, medytacji itd. Od najmłodszych lat pasjonowałem się sztuką, mam mega bujną wyobraźnię, w dzieciństwie pisałem wiersze, książki, malowałem obrazy, grałem w teatrzykach. Później to zatraciłem. Problem był taki, że byłem strasznie nie pewny siebie i czułem się totalnie bezwartościowy. Rówieśnicy i inni ludzie ciągle mnie gnębili, ja to bardzo brałem do siebie, psychika mi wysiadała. Miałem mnóstwo kompleksów, z czasem chciałem się bardzo upodobnić do innych ludzi. Zacząłem trenować sport, interesować się tym co inni ludzie. To mnie troszkę zgubiło, bo zatraciłem swoją naturalną pasję do sztuki.  Poszedłem do liceum o profilu matematyczno fizycznym i się strasznie męczyłem tam.

     I obecnie jestem w tej sytuacji, że studiuje coś co nie jest moją mocną stroną i się męczę również, z drugiej strony nie chcę już tego przerywać bo zawsze jest to porządny dyplom i gwarancja jakieś choćby słabo płatnej, ale normalnej pracy, a nie ganiania na magazynie za paczkami. Gdybym miał coś dlaczego mógłbym rzucić te studia i miał jakąś gwarancje, że mi się powiedzie w życiu zawodowym to bym to zrobił i się tym nie męczył. Jak widzicie tą sytuację?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmhm. Jeśli się męczysz dlatego, że nie wiesz co się tam dzieje i niewiele umiesz to rezygnuj. Jeśli męczysz się, bo to nie Twoje powołanie (ale w sumie jeszcze nie czujesz co nim jest) to proponuję dokończyć, żeby mieć na czym się oprzeć w czasie szukania tego, co będzie bliskie sercu. 

 

Przybliżysz temat wymyślonej dziewczyny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pisałem o tym na forum w 2018 roku.  Niżej jest wrzucony post z 2018 roku.  Ogólnie to popadłem w obsesje na punkcie pewnej dziewczyny z sąsiedniej wioski.  Totalnie ją wyidealizowałem,  ta obsesja i lęk wynikający z niemożności zagadania doprowadził mnie do nerwicy natręctw,  psychozy i depresji.  Strasznie mi to osłabiło psychikę,  chodziłem na terapie,  leczyłem się lekami. Do dziś ta osoba również pojawia się w moich myślach i to często,  jest już wbita do mojej podświadomości i jak ja gdzieś zobacze to reaguje bardzo neurotycznie.  Doskonale zdaje sobie sprawe,  że ma mnie za smiecia i żyje sobie dobrze w szczęściu z chłopakiem od 3-4 lat i w cale nie jest taka grzeczna i akromna jak mi się wydawało.  
Ten post co pisalem wtedy w totalnym stanie deprechy i nerwicy:
"Ostatnio w moim życiu stała się dziwna sytuacja. Zacząłem nagle mieć znaczne obniżenia nastroju i dość duże problemy z koncentracją. I choć mogło to być przez sen i ogólne zmęczenie, ciągłą naukę. dodam, że jestem studentem Politechniki Wrocławskiej, od października zaczynam drugi rok akademicki. Nigdy wcześniej nie miałem takich huśtawek nastrojów. W rodzinie zawsze się układało i było dobrze, wiec tym bardziej sytuacja dziwi. Opowiem jak doszło do tych nagłych obniżek nastroju i stanów przygnębienia
Na wstępie warto dodać, że zawsze lubiłem dużo fantazjować i rozmyślać o różnych rzeczach, myśleć o niebieskich migdałach i zawsze miałem lekkie problemy ze skupieniem. Często tworzyłem sobie w głowie taki trochę własny świat w którym mam wiele osiągnięć i choć często motywowało mnie to do wielu rzeczy i dzięki temu na pewno też dużo osiągnąłem. Niestety chyba jednak przez to fantazjowanie i ciągłe rozmyślanie mam te problemy. Ogólnie ta sytuacja jest bardzo dziwna i być może wynika właśnie z mojej małej dojrzałości emocjonalnej, brakiem kontroli emocji, myśli, częstym popadaniem w fantazje. 
Wszystko zaczęło się w marcu 2018 roku kiedy zainteresowałem się pewną dziewczyną rok młodszą ode mnie. Dziewczyna ta chodziła ze mną do liceum 2 lata i mieszka w sąsiedniej wiosce 2 km ode mnie. Dodatkowo dość często widujemy się w autobusie, kościele itd. Nigdy z nią jednak nie gadałem, a przez te kilka lat była mi zupełnie obojętna, specjalnie nie zwracałem na nią uwagi. Nawet w szkole, chodź często ją mijałem tak jakoś wyszło, że nie poznaliśmy się osobiście. Można powiedzieć, że to normalna rzecz, że ludzie mają nieraz ze sobą styczność, a jednak nie gadają ze sobą, nie poznają się itd. Maturę zdawałem w maju 2017 roku. Więc wtedy skończyłem szkołę. Poszedłem na studia z dosyć dobrze zdaną maturę i wszystko było w porządku. Pierwszy semestr zdałem wzorowo. Ale w drugim.... na początku marca zacząłem nagle zwracać bardziej uwagę na tą dziewczynę. Chodź już rzadziej się widywaliśmy, bo głównie w autobusie to jednak coraz bardziej o niej myślałem i po prostu się nią zainteresowałem. Nie wiem czemu do niej najzwyczajniej w świecie nie zagadałem, i był później taki moment, że bardzo żałowałem, że skoro chodziliśmy ze sobą do szkoły to trzeba było podejść i pogadać. Trochę się obwiniałem o to, ale teraz już tego nie robię. Ale wracając do tej sytuacji to po prostu ta osoba mnie zafascynowała, a właściwie fantazje które zacząłem o niej mieć. Ciągle o niej myślałem, przypisałem jej cechy kobiety idealnej, pobożnej, uśmiechniętej itd. Po prostu ją wyidealizowałem. I zamiast zagadać w autobusie to przez to, że strasznie się emocjonalnie związałem z tymi wyobrażeniami o tej dziewczynie to po prostu bałem się odrzucenia. Zacząłem nieustannie jej wypatrywać, szukać kontaktu wzrokowego, uśmiechać się, szukać oznak zainteresowania z jej strony. Szukałem 100 % okazji kiedy ona popatrzy na mnie, uśmiechnie się i wtedy do niej podejdę i zagadam. Ta okazja jednak się nie pojawiła. I tu pojawia się mój kolejny problem- BRAK OPANOWANIA MYŚLI I EMOCJI. Nie mogłem przestać myśleć o tych wyobrażeniach, fantazjach. Ciągle rozmyślałem jaka to jest idealna i że jesteśmy razem, jesteśmy w związku itd. Przerodziło się to trochę w obsesję. Zacząłem szukać w internecie informacje o niej na różnych portalach, stronach. Potrafiłem długo patrzeć w jej zdjęcia na facebooku i emocjonować się jaka to jest wspaniała i ciągle wyobrażać sobie wspólne życie. I tak było przez koniec marca i cały kwiecień-szukanie 100% okazji kiedy na mnie popatrzy i da mi jasny sygnał, nieustannie wypatrywanie jej w autobusie, kościele itd. Szukałem nawet jej plany zajęć by wiedzieć o której godzinie kończy lekcje i wraca tym samym autobusem co ja. Specjalnie zrywałem niektóre zajęcia aby móc ją spotkać w tym autobusie i na nią się popatrzeć i znaleźć kontakt wzrokowy. Dodatkowo jeszcze napisałem do niej na facebooku, że jest ciekawą osobą i chcę ją poznać. Ona nie odpisała mimo wyświetlenia wiadomości. Nie chcę gdybać czemu. Może dlatego, że wzięła mnie za dziwaka i olała po prostu albo widziała, że jestem jakiś za bardzo napalony i nie chciała mnie skrzywdzić... Nie miałem wtedy jeszcze jakiś zniżek emocjonalnych, stanów przygnębienia itd. Wszystko zaczęło się w maju....
W maju postanowiłem, że skończę już z tym czajeniem się na tą osobę i zagadam w końcu. Dziewczyna w prawdzie już byłą mocno zdziwiona tą sytuacją i moją osobą, ale przez te fascynacje i wyidealizowanie tej dziewczyny w ogóle nie docierało do mnie to jak się to wszystko może skończyć. Jak jechała pisać maturę to mimo wolnego miejsca w autobusie znowu nie podszedłem i nie zagadałem. Na próżno szukając oznak zainteresowania. Przez to znowu o niej myślałem cały dzień i o tej sytuacji. Na kolejny dzień miałem jeszcze większą okazję. Wyglądało to tak jakbym miał jakąś obsesję na jej punkcie. Chciałem do niej podejść i ona się odsunęła. Wsiadłem do tramwaju za nią. I na przestanku na tym co ona wysiadłem. I nawet choć mimo tego, że przechodziła obok mnie i popatrzyła mi w oczy to nie zacząłem rozmowy. Tak po 
prostu jakbym nie mógł, albo miał jakąś blokadę. 
Można powiedzieć, że byłem zakochany w wizji jaką wyprodukował mój umysł. Ona była tylko ucieleśnieniem mojego marzenia, symbolem. Nie chodziło tak naprawdę o nią, tylko o pragnienia jakiegoś idealnego związku. Podchodząc do rzeczywistej dziewczyny i nawiązując z nią kontakt, utraciłbym bezpowrotnie ucieleśnienie swojej fantazji a to by było bolesne. Nie podchodząc nie rozmawiając mógłbym utrzymywać swoje wizje aktywne. Nadal mogłem to robić, bo nigdy nie pogadaliśmy, więc ona jest cały czas taka mało rzeczywista. Angażując swoją energię w tworzenie i walczenie ze swoją wizją nie angażowałem się w rozwiązanie właściwych problemów, ale wtedy tego po prostu nie byłem w stanie zrozumieć. Byłem strasznie zaślepiony tą wizją, fantazją, wyobrażeniem i dalej próbowałem w tym tkwić i szukać jakiś sytuacji w której do niej zagadam. Można powiedzieć, że zaczynało to być lekkim stalkingiem. 
Akurat po tej sytuacji w której bezpośrednio popatrzyła mi w oczy poszedłem ze spuszczoną głową i później miałem z tego powodu stany przygnębienia, straszną huśtawkę nastroju. W czasie stanu przygnębienia nie byłem w stanie normalnie funkcjonować, czułem żal i rozgoryczenie, nie panowałem nad tym. Nawet jak się z kolegami na juwenaliach spotkaliśmy to musiałem wcześniej wrócić, bo dopadł mnie ten stan. Natomiast w czasie euforii ciągle myślałem o tej dziewczynie i o tym jak do niej zagadać. Można powiedzieć, że byłem dalej tym wszystkich zaślepiony, tą fantazją. I postanowiłem znaleźć okazje, np. jak miała maturę ustną z angielskiego to specjalnie oszacowałem godzinę o której będzie na przestanku i czekałem na nią. Nie było jej, a czekałem ponad godzinę. Później miałem w tym dniu 2 kolokwia na studiach i oba zawaliłem. Cały ten dzień byłem mocno przygnębiony. I tak próbowałem przez kolejne kilka dni i kończyło się podobnie. Czekałem na nią w różnych miejscach, a jej nie było a ja miałem po tym znowu ten dziwny stan. 
W końcu po wizycie u psychologa zrozumiałem, że to było bardzo dziwne i tak jakby trochę się z tego ocknąłem. Nie szukałem już usilnie tej dziewczyny i sytuacji w których mógłbym zagadać. Wmówiłem sobie, że jak spotkam ją przy okazji to od razu do niej zagadam. Czyli jakbym dalej podświadomie liczył na to aby z nią w końcu pogadać. Dodatkowo 13 czerwca była uroczystość w kościele w której ona pełniła tam pewną funkcję i liczyłem, że się na niej pojawię i poczekam na końcu na nią i razem pogadamy. I tak przez 3 tygodnie od końca maja do 13 czerwca żyłem tą nadzieją, że w końcu na 100% z nią pogadam. Wtedy przez te 3 tygodnie nie miałem praktycznie żadnych stanów przygnębienia i mogłem podgonić studia. Ale kiedy nastąpił 13 czerwca i ta uroczystość, to cały ten czas myślałem o niej, wypatrywałem jej mimo, że sobie wmówiłem wcześniej, że nie będę na nią w ogóle patrzył i myślał o niej w trakcie tej uroczystości. Byłem mega wtedy zestresowany i opanowany lękiem a mimo to postanowiłem jednak poczekać na końcu na nią. I czekałem aż pół godziny i albo ją przeoczyłem albo ona zauważyła "czającego" się na nią chłopaka. Można powiedzieć, że byłem wtedy dalej opanowany tą fantazją. Jak wróciłem do domu to znowu te stany przygnębienia wróciły i trwały jeszcze kilka dni. W końcu mocno uświadomiłem sobie, że to było bardzo dziwne i nienaturalne to co robiłem i za pomocą psychologa i rodziny udało mi się ocknąć z tej fantazji. Dzisiaj jednak ciągle mimo woli wracam myślami do tej sytuacji i miewam co jakiś czas obniżony nastrój. Nie są już to stany przygnębienia jakie miałem wcześniej. Jestem świadomy tego, że to jakaś obsesja i w cale nie potrzebuję do szczęścia tej dziewczyny. Jestem też teraz świadomy tego, że to wszystko wynikało z fantazji i wyidealizowania tej dziewczyny, jednak dalej nie jest ona mi obojętna. Bardzo chcę aby była dla mnie obojętna, ale wciąż mimo woli pojawiają się w mojej głowie myśli o niej, o tej sytuacji i o tym, że kiedyś będziemy razem. Nie do końca potrafię opanować te myśli, emocje, dodatkowo mam co jakiś czas stany obniżonego nastroju. Mimo, że nastąpiła duża poprawa w stosunku do poprzednich miesięcy i mimo tego, że prawie jestem już świadomy tego, że to jakaś dziwna obsesja na temat fantazji i wyobrażeń to jednak nie mogę jakoś całkowicie zneutralizować tej dziewczyny. Normalnie funkcjonuje i nie mam tych stanów przygnębienia to jednak cały czas pojawiają się myśli o tej sytuacji, obniżony nastrój kilka razy w ciągu dnia. 
Chciałbym całkowicie aby ta osoba była dla mnie obojętna i przede wszystkim nie mieć tego dziwnego obniżenia nastroju. Wiem, że muszę mocno popracować nad kontrolą swoich myśli, nad koncentracją, aby nie popadać w fantazję i nie tworzyć jakiś dziwnych wyobrażeń. Muszę też nauczyć się panować nad swoimi emocjami by nie dopuszczać do podobnych sytuacji. Jak mogę to zrobić? Czy terapia poznawczo behawioralna będzie skuteczna? Sprawa nie jest błaha. Nawet wtedy gdy zobaczę gdzieś jakąś ładną dziewczynę to od razu uruchamia mi się wyobraźnia i jestem jak w jakimś transie. Zaczynam takiej dziewczynie nadawać jakieś idealne cechy charakteru. Nie do końca nad tym panuję... Muszę też być odporny na odrzucenie... 
Nie sądzę aby to lęk prze dziewczynami mnie paraliżował. Ja już nie raz zagadywałem do dziewczyn. Bardziej to kwestia ciągłego popadania w fantazje i tego, że szukam jakieś idealnej dziewczyny. Nadrabiam swoje deficyty przez fantazję. Muszę z tym walczyć tym bardziej, że fantazję są mechanizmem typowym dla dzieci. Dzieci sobie tworzą rzeczywistość. Wymyślają przyjaciół itd. To naturalne u dziecka. Nienaturalne u prawie dorosłego faceta. Warto dodać jeszcze, że nie mam niskiej samooceny, więc tym bardziej cała ta sytuacja dziwi. Nie mam również jakiegoś specjalnego lęku przed dziewczynami ani braku pewności siebie. Kiedyś byłem bardzo nieśmiały i w ogóle, ale mocno nad tym popracowałem. Dodatkowo mam też kolegów i normalną kochającą rodzinę. Więc dochodzę do wniosku takiego, że nie wiem co może być taką 100% przyczyną tej obniżki nastrojów i wyidealizowania tej dziewczyny. Szukam na wielu forach różnych wskazówek. 
Ta sytuacja dziwi mnie też z tego powodu, że wielokrotnie w życiu miałem różne trudności i udawało mi się je przezwyciężać. Te dziwne zmiany nastroju i popadanie w nieświadome fantazję, dodatkowo ciągłe myślenie o tamtej dziewczynie to po prostu coś z czym nie do końca potrafię sobie poradzić. "   dodatek do postu {w sierpniu 2018 pojechalem na spotkanie z jej kolżanka i dowiedzialem się,  że ma chlopaka od roku,  także wtedy to wogole wpadlem w taka depreche na kilka tygodni dodatkowo moja mama miała bialaczke} 

Najdziwniejsze jest to,  że już zrozumiałem od strony logicznej tę sytuację a dalej potrafie ni z tąd ni z owąd sobie pofantazjować jakbyto było na naszej kolacji itp Często się nie łapie na tym od razu i wpadam w trans.  Po kilku latach dalej jest jakieś piętno. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłem w jakimś transie, ale wiem,  że ona miała na to wywalone i cisnęła z tego bekę i to straszną, dowiedziałem się tego od jej koleżanki. Kiedy zagadałem z półtora roku temu (bo jeszcze dość mocno byłem w obsesji) do tej mojej "piękności" to wyszło od razu, że jest osobą przebojową, pewną siebie, która ma chody u facetów i gardzi takimi chłopcami jak ja,  ignorowała mnie i nie raz puszczała mi szydercze uśmieszki.  Przynajmniej dowiedziałem się jak bardzo  można się w swoich wyobrażeniach pomylić i przekształcić rzeczywistość, nwmm oceniłem ją jako skromną tylko dlatego, że nosiła skromne ciuszki i gorliwie modliła się w kościele, to stało się dla mnie taka bazą do stworzenia modelu tej dziewczyny w głowie jako najskromniejszej na świecie i wogóle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×