Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
vvrvvr

Psychoza po pramolanie (TL;DR)

Rekomendowane odpowiedzi

Słowem wstępu o mnie:
toksyczna rodzina, wysoka krótkowzroczność, depresja, samotność, introwertyzm, w przeszłości umilanie przetrwania kodeiną (thiocodin), dxm (aco), tramalem, od wyjścia mdma (nie więcej niż jedna piksa max, zwykle 1/4).

Moja postawa życiowa dzieli się na czas przed ciężko przebytą szkarlatyną w zeszłym roku i czas po niej. Przed zachorowaniem nie przejmowałam się swoim stanem, bólami, infekcjami - potrafiłam wytrzymywać ból kilka sekund dłużej, byle nie stanowić problemu miauczeniem, że ktoś mnie np. oparzył.
W czasie choroby spędziłam kilka dni w gorączce, bez jedzenia, wypiwszy w ciągu 3 dni około 0,5l wody (gardło ściśnięte na amen). Myślałam, że umrę i nawet zaczęłam się godzić z tą myślą. Po 3 dawkach penicyliny krystalicznej w zastrzykach (co 12h) dostałam w domu mini-wstrząsu albo potężnego ataku paniki. Duszenie, puchnięcie, czerwone plamy, pocenie, zimno, drgawki, strach przed śmiercią. Nie umiem tego teraz jasno ocenić, bo wcześniej nie panikowałam.
Po chorobie stałam się tchórzliwą pusią. Nie od razu, bo zdążyłam jeszcze zaliczyć stresujący wyjazd za granicę (najlepszy czas w życiu) i wrócić na stare, toksyczne śmieci. W czasie wyjazdu miewałam mini-ataki paniki związane z włączającym się wiecznie alarmem ppoż w hotelu robotniczym i tym, że nikt się nim nie przejmował. 

 

Nigdy nie dotarłam do psychologa, bo daleko, bo jestem uzależniona od innych, bo koronawirus. Bla, bla. Po prostu boję się uzależnić od pomocy za pieniądze. 

 

Skąd pramolan i dlaczego:
nie działo się nic strasznego wprost. Może wychodził ze mnie podświadomy stres związany z tym, że nie będę widzieć jak normalny człowiek, mimo że ciężko pracowałam na opłacenie laserowej korekcji wzroku a klinika potraktowała mnie jak śmiecia. No cóż. Bolało mnie serce, dopadały wewnętrzne dreszcze. I ohydne uczucie niepokoju, które nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Do tego dławienie w gardle i duszności w klatce piersiowej. Jakbym mogła napełnić płuca tylko w max. 40%. Nie spałam w nocy, czekałam aż zacznie świtać. Wtedy przesypiałam dwie, trzy godziny. Ciągle szukałam ludzi, byle być obok kogokolwiek, jakby to towarzystwo miało przynieść mi wytchnienie i zabezpieczenie. Zaczęłam wmawiać sobie wszystkie możliwe choroby, mocno katastrofizowałam. W końcu zadzwoniłam do lekarza (porady przez telefon, rzeczywistość koronawirusowa - w sumie super dla introwertyka). Trzęsącym głosem objaśniłam co i jak, lekarz się uśmiał, że nerwusek ze mnie. Kazał mierzyć ciśnienie przez kilka dni i zająć się jogą. No i przepisał e-receptę na pramolan 50 mg. "Proszę brać dwa razy dziennie po jednej tabletce, a jeśli będą mocno usypiały to po pół", powiedział.

 

Efekty pramolanu:

Stan wejściowy: dławienie w gardle i ucisk w płucach. Popiłam jedną tabletkę pramolanu herbatką i zaczęłam czekać na cud. Miał przyjechać mój chłopak, żeby zjeść ze mną obiad, który nadal czekał na przygotowanie. Po 15 minutach pramolan zaczął wysysać ze mnie energię - zaczęłam ziewać i widziałam każde miejsce jako super wygodne do położenia się. Mimo pokus, hardo postawiłam na rozpoczęcie przygotowywania obiadu. Zaczęła swędzieć mnie lewa dłoń i zauważyłam, że jest super gorąca, a w dodatku palce zaczęły wyglądać jak parówki. Zestresowałam się, wypiłam trzy wapna. Nagły, silny stres = wizyta w łazience. Po wszystkim pochyliłam się nad umywalką, oblałam twarz zimną wodą i popatrzyłam w lustro. Nagle do mojej głowy wróciła stara sprawa, która rozdarła mnie wewnątrz na kawałeczki, tam przed tym lustrem. Wszystko działo się w mojej głowie - ta myśl była nie do zdarcia, nie do wyrzucenia - pomyślałam, że jeśli się jej nie pozbędę to umrę, oszaleję. Jakimś cudem, jak szybko się pojawiła tak szybko zniknęła. Potem w mojej głowie pokazała się wizualizacja tego jak działa mój proces myślenia. Konkretyzując: widziałam jak wychodzę z myśli początkowej do innej, a przez nią do kolejnej. Wyglądało to tak jakbym przykleiła w jedno miejsce gumę do żucia, rozciągnęła ją, nie odrywając, przykleiła do następnego miejsca, znowu rozciągnęła i tak dalej... Mimo tych natręctw, które pojawiły się w mojej głowie, gdzieś z tyłu czułam narastający strach i przeogromny niepokój.
Pojawił się mój luby, udało mu się mnie trochę uspokoić. Nie miał ze mnie już żadnego pożytku w przygotowywaniu obiadu. Trzy razy musiał powtarzać co do mnie powiedział, czułam się jakby ktoś przyciszył w moim mózgu odgłosy świata. Szukałam kubka na herbatę w szufladzie ze sztućcami. Wyłączałam czajnik elektryczny po kilku sekundach od jego włączenia, będąc zdziwiona, że woda się nie zagotowała. Nosiło mnie. Głowa jakby się zapauzowało, a ciało działało samo - otwierałam po kolei wszystkie szafki, nie wiedząc czego szukam, ale wiedziałam, że mocno tego szukam. Nie chciało mi się w ogóle jeść, ale gdy poczułam zapach ciepłego obiadu to uznałam, że to najwspanialszy zapach jaki poczułam na świecie i bardzo zachciało mi się jeść. Miałam dwuminutową fazę "miłości", gdzie słodziłam chłopakowi miłosne wyznania, a za chwilę mój nastrój zjechał do "toleruję Twoją obecność". Jadłam obiad, ale nie mogłam go dokończyć. W czasie jedzenia mój nastrój i chęci do życia całkowicie oklapły.
Zrobiłam sobie supersłodką i mocną herbatę, żeby się pobudzić. W tym momencie podzieliłam się jakby na "tabletkową-mnie" i "mnie z oddali". Ta tabletkowa chciała tylko leżeć i nie reagować na cały świat, podczas gdy ja-ja chciałam chociaż obejrzeć coś śmiesznego, żeby się pobudzić, rozmawiać z chłopakiem. Leżeliśmy przy słabym świetle i oglądaliśmy zaległe filmiki na youtubie. Mało co mnie śmieszyło, dopadł mnie światłowstręt, kamera w filmikach przeszkadzała. Czułam rosnące zaniepokojenie, jakby zaraz coś miało się wydarzyć. W końcu musiałam wstać i się poruszać, zapalić światło. Czułam mroczki przed oczami, zrobiło mi się słabo i bałam się, że zemdleję. Znowu poszłam do łazienki, wróciłam, pokręciłam się, zajęłam uwagę jakąś drobnostką. Wypiłam herbatę i znowu się położyłam.
Od tego momentu czułam się stabilna - nadal byłam zaniepokojona, czułam się jakby ktoś założył mi na mózg reklamówkę. Nadal nie miałam ochoty do życia i praktycznie się nie odzywałam. Gardło nadal było ściśnięte, tak jak przed wzięciem tabletki. Tabletkę wzięłam o 17:00, a cała ta psychoza trwała dwie godziny. Efekt pramolanu "zszedł" ze mnie o 21:00. Okej, po 21:00 czułam się zrelaksowana, a gardło puściło. Ale dlaczego takim kosztem? (Ostatecznie "echo" pramolanu opuściło mnie po 3 dniach, w których zdarzały mi się nagłe zwiechy, uczucie reklamówki na mózgu, mgły w umyśle).

Pochwaliłam się lekarzowi. Stwierdził, że nigdy nie słyszał o czymś takim. Mogłam płakać, ale nie mogło mi się tak dziać jak opisywałam. To dlaczego się działo?
Słyszeliście kiedykolwiek o podobnym działaniu pramolanu? Chętnie poczytam o Waszych przemyśleniach na ten temat. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×