Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kociania

Nie wiem gdzie to napisać ale gdzieś muszę

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Jestem w okropnym dołku i nie wiem gdzie szukać pomocy, a jest mi niesamowicie ciężko. Raczej nie mam depresji chyba że jej początki. Poprostu życie mnie przytłoczyło i nie wiem co robić aby odzyskać spokój ducha. Zresztą sama nie bardzo wiem czego chcę. 

Od zawsze byłam osobą mało asertywną a słowo "nie " sprawia mi niemal fizyczny ból. Każda decyzja w moim życiu jest analizowana pod kątem czy nikogo nie skrzywdzę. Tysiące razy obiecałam sobie że myślę tylko o sobie, że nie da się przejść przez życie nie raniąc nikogo. Ale wolę skrzywdzić siebie niż kogoś. A jeżeli już komuś sprawię przykrość to przeżywam to długo, chociaż to był drobiazg.

W tamtym roku przeszłam operację tarczycy, niestety z powikłaniem w postaci nieruchomej struny głosowej. Spowodowało to że musiałam zmienić pracę ponieważ struna jest cały czas nieruchomą i głos szybciej mi się męczy. Oczywiście nie obyło się bez stresu i załamań ale pracę przez przypadek znalazłam, tylko niestety umowę mam do maja, więc prawdopodobnie zostanie mi nie przedłużona.

Operacja zabrała mi jeszcze jedno, moje wielkie hobby. Przed operacją byłam odnosząca drobne sukcesy biegaczką górską i ultramaratonką, niestety prawdopodobnie nigdy nie wrócę już na ścieżki biegowe a już na 100%nie w takiej formie jak kiedyś. Bardzo przeżywam każdy start moich przyjaciół i mam wielkie uczucie żalu i buntu dlaczego mnie to spotkało. Oprócz tego po operacji sporo przytyłam i brakuje mi motywacji do walki ze swoim ciałem i uprawianiem jakiegokolwiek sportu.

Jestem mężatką od 18 lat i niestety mój mąż jest alkoholikiem. Jest alkoholikiem wysokofukcjonujacym i uważa że nie ma problemu, a ja wymyślam. Na terapię nie pójdzie. Zdaję sobie sprawę że jestem współuzależniona, ale tak naprawdę niewiele z tym robię. Mój mąż też nie radzi sobie z moimi emocjami, nie potrafi mnie wesprzeć, pocieszyć. Trzyma mnie na dystans. Nie rozmawia również ze mną na tematy naszych emocji i naszego związku. Wydaje mi się że jemu bardzo dobrze jest w tym jego świecie w którym może spokojnie zjeść, przespać się z żoną,napić się piwa i ewentualnie na rower wyskoczyć. A moje problemy i negatywne emocje jako coś co trzeba przeczekać bo mi przejdzie a ja czuję się bardzo samotna i nieszczęśliwa. Mam przyjaciela który nie jako wypełnia tę pustkę. Mówi mi miłe rzeczy, że wierzy we mnie, że jestem wartościową osobą, że jestem silna i dam radę. Kiedyś powiedział że mnie kocha i bardzo chce być ze mną i że będzie na mnie czekał. Bardzo dobrze nam się rozmawia i świetnie się rozumiemy. Jestem bardzo rozdarta bo nie mam pojęcia w którą stronę mam iść. Co zrobić i jak zrobić żeby być szczęśliwym. Wiem że aby to osiągnąć muszę kogoś zranić. Boję się zostawić męża bo może już całkiem się rozpić, a jeszcze mamy dzieci. Czasami mam wrażenie że noszę na swoich plecach nie tylko swoje życie ale każdej osoby która jest mi bliska. Czasami odczuwam realny fizyczny ból ciała. Rąk, pleców, czasami nóg. Chciałabym się od tego uwolnić i czasami marzę aby nie istnieć, umrzeć aby nie czuć już nic. Obawiam się że długo nie dam rady. Nie wiem gdzie szukać pomocy i jak. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

uCześć, jesteś współuzależniona, poszukaj terapii w ośrodkach specjalizujących się w rozwiązywaniu problemów alkoholowych, są zarówno państwowe jak i prywatne (przychodnie na nfz).

Ja nie jestem dobra w dawaniu rad i szukaniu rozwiązań, ale zdecydowanie powinnaś zrozumieć, że nie jesteś odpowiedzialna za męża i jego postępowanie ("rozpicie"). Skoro macie dzieci to jak możesz pozwalać im na dorastanie w dysfunkcyjnym domu, tolerując alkoholizm męża? Sama najwyraźniej tez nie jesteś zbyt oddana życiu rodzinnemu skoro masz na boku wyjście awaryjne, jak to ładnie określiłas "przyjaciela".

Może tak zamiast dogadzania portkom zająć się sobą i dziećmi? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Nie sypiam z nim, jeśli o to chodzi. Poprostu czasami mu się zwierzam. Chociaż myślę że go wykorzystuję bo on nie dostaje nic a ja jakieś tam wsparcie. 

Edytowane przez kociania

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W żadnym wypadku nie masz powodu, by czuć  się, jakbyś go wykorzystywała. To tak nie działa, bo nie oczekujesz niczego, oprócz rozmowy. Wsparcie nie jest czymś, za co oczekuje się nagrody, zwłaszcza jeśli  faktycznie darzy się osobę wspieraną silniejszym uczuciem. Jako osoba wspierana i wspierająca, widzę zarówno u siebie i u przyjaciela takie stwierdzenie, że  "Ty mnie ciągle słuchasz i wspierasz, a ja nic Ci nie daję". Ale to tak nie jest. Jedyne czym za wsparcie można  podziękować, to zrewanżowanie się tym samym, kiedy ta druga osoba będzie  w dołku 🙂

 

Druga sprawa, to fakt, że  zarówno  dla Ciebie jak i dla dzieci byłoby  znacznie lepiej, gdybyś poradziła  sobie z problemami i uwolniła się od nich, w tym wypadku od męża, skoro to on stanowi ich ośrodek. Przez całe dorastanie obserwowałam moją nieszczęśliwą matkę, na siłę trzymającą się związku i zdecydowanie uważam, że to nie wyszło mi na dobre. 

 

Nie jestem w stanie poradzić nic konkretnego. Rķwnież w kwestii poczucia winy, ale obie jesteśmy świadome, że żyć trzeba SWOIM życiem, nie życiem  innych, prawda? Musisz dbać przede wszystkim o siebie, bo tylko wtedy zadbasz o najbliższych, o siebie i dzieci. Strach przed zranieniem drugiej osoby jest potworny, wiem, poczucie winy aż krzyczy na samą myśl, ale co jeśli również  twj drugiej osobie wyjdzie to na dobre?  

 

Życzę Ci powodzenia i przede wszystkim odwagi, byś potrafiła zawalczyć o swoje szczęście. Życie nie jest długie, dlatego nie traćmy go, z właśnej woli skazując się na bycie nieszczęśliwym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 13.04.2020 o 22:29, kociania napisał:

Nie wiem gdzie szukać pomocy i jak. 

Ależ doskonale wiesz, tak samo jak wiesz jak trafić na forum "psychologia".

 

Skoro jesteś tak długo w takiej nieludzkiej sytuacji mordowania siebie i innych to znaczy, że masz z tego głęboką, pewnie nieuświadomioną satysfakcję. Np. radośc z tego że jesteś np. dobra, niezłomna i dzielna, że podtrzymujesz świat na swoich barkach, rozkosz z poświęcania się, z bycia sprytną i krycia męża z jego piciem, frajdę z tego że tylko jak jesteś nieszczęśliwa to możesz liczyć na pomoc innych, etc. Oprócz tego sytuacja w jakiej się stawiasz sprawia, że nie musisz się jakos samookreślać i narażać na wewnętrzne pytania egzystencjalne, bo radary masz nastawione na innych, na odgadywanie ich pragnień i dostosowywanie się do nich, więc i inni określają kim masz byc i co robić. To wygodne.

Mam taką myśl, że taka uległością likwidujesz sobie lęk (jak bedę grzeczna to nic się nie stanie" lub "jak bym była niegrzeczna to ktos potężny zrobi mi krzywdę"). Idąc dalej -uległością i zaniedbaniem siebie być może łagodzisz swoje impulsy narcystyczne (rozwijasz je inaczej, np w postawie ratowania innych), egoistyczne czy sadystyczne (ma je każdy i nie są złe), żeby nie "zaczepiły" tej potężnej figury i nie doprowadziły do konfrontacji. Na straży tego, żebyś nie zaczepiała "potężnych" stoi poczucie winy.

Cały ten układ jest dość wygodny i stabilny (prawie 20 lat!), ale przeszkadza tu ciało (choroby, psychosomatyczne symptomy) i dusza (depresja, obniżony nastrój, wyczerpanie).

Jest więc kwestia satysfakcji i wewnetrznych korzyści z podległości, kwestia lęku, braku kontaktu ze sobą i zaniedbanie własnych potrzeb, poczucie winy, utajona agresja (która idzie na ciebie lub którą wypierasz w relacjach) i cały układ zachowań które pewnie wyniosłaś jako bagaż z domu. Tego nie da się wytresować. Tj nauczyć się kilku sztuczek "asertywności", żeby komus coś odpyskować- bo potem bedziesz umierać z poczucia winy i się samo-karać.

Tutaj myślę potrzebna jest głębsza praca psychologiczna nie tylko nastawiona na proste zadbanie o siebie ale głównie- na przepracowanie  postaw z domu i złagodzenie swojej agresji i lęku (pogodzenie się z nimi?). Psychoterapia byłaby chyba dobrym wyjściem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doi dziękuję za odpowiedź, bardzo długo myślałam o tym co napisałaś. Zdecydowanie masz rację, otworzyłaś mi oczy na wiele spraw. Jestem po rozmowie z psychologiem bo bardzo chcę zawalczyć o swoje szczęście. Muszę zaakceptować siebie taką jaką jestem naprawdę a nie taką jaką się widzę w oczekiwaniach innych ludzi (w moim wyobrażeniu) Czeka mnie bardzo dużo pracy ale jestem bardzo zdeterminowana. Jeszcze raz dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.04.2020 o 17:25, kociania napisał:

Czeka mnie bardzo dużo pracy ale jestem bardzo zdeterminowana.

I tak trzymać. Powodzenia :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×