Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
znerwicowanaaaa

Alkohol w trakcie farmakoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Lilith

Wiesz...ja akurat jestem osobą, której alkohol szkodził. Powodował zjazdy depresyjne, które różnie się kończyły. I to niezależnie od ilości. Potrafiłam mieć zjazd po lampce wina albo po jednym piwie. Przestałam go pić w ogóle i nie napiję się nawet tej przysłowiowej lampki. Uważam, że jeśli czuję się po nim źle ( podobnie autorka wątku ), to zwyczajnie wywalam go z życia. To, w jaki sposób podejdą do tego inni - jest wyłącznie ich własną sprawą i ich decyzją. Każdy jest przecież dorosły. U mnie zero kompromisów i naginania decyzji o odrzuceniu alko w stylu: nie piję, ale w Sylwestra jednak wypiję szampana, bo przecież jest okazja, inni piją i ja też powinnam. Nie i koniec. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, exodus! napisał:

pozostawię to bez komentarza!

 

Czemu tak negatywna reakcja?

Prawda nie musi być dokładnie taka, jakie ty masz przekonania.

Ja nie piję alkoholu bo nie lubię i mi nie służy a że znam osobę która jak ma ochotę to pije  i jest ok to co w tym niezrozumiałego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Lilith napisał:

Nigdy tego nie zrozumiem. Czy alkohol jest naprawdę aż tak istotny, żeby pić go podczas leczenia? Nawet jeśli istnieje kilka % szans na to, że podziała negatywnie, to po co ryzykować? Przecież, żeby poczuć się lepiej powinno się zrobić absolutnie wszystko i zminimalizować jakiekolwiek ryzyko. 

Wiesz to jest takie trochę przekonanie osób które ciągle są jeszcze powiedzmy nie do końca wyleczone niestety sam się do nich zaliczam.

U tych gdzie lek fajnie działa zaczynają żyć w pełni ,normalnie, nie analizują tak wszystkiego nie szukają przeróżnych badań statystyk, publikacji że coś tam może powodować to a to to już prosta droga do tego...

Żyją swobodnie naturalnie... zazdroszczę tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Lilith napisał:

Wiesz...ja akurat jestem osobą, której alkohol szkodził. Powodował zjazdy depresyjne, które różnie się kończyły. I to niezależnie od ilości. Potrafiłam mieć zjazd po lampce wina albo po jednym piwie. Przestałam go pić w ogóle i nie napiję się nawet tej przysłowiowej lampki. Uważam, że jeśli czuję się po nim źle ( podobnie autorka wątku ), to zwyczajnie wywalam go z życia. To, w jaki sposób podejdą do tego inni - jest wyłącznie ich własną sprawą i ich decyzją. Każdy jest przecież dorosły. U mnie zero kompromisów i naginania decyzji o odrzuceniu alko w stylu: nie piję, ale w Sylwestra jednak wypiję szampana, bo przecież jest okazja, inni piją i ja też powinnam. Nie i koniec. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. 

Jasne, rozumiem, alkohol może źle działać na niektórych i ja np. bardzo nie lubię jak ktoś innych namawia do picia, pomimo ze odmawiają, albo wypytuje dlaczego, po co itd. Sama tez często jadę np na firmową imprezę autem z lenistwa, i nie piję choć bym mogła (nie leczę się obecnie żadnymi lekami, wiec tutaj akurat nie mam ograniczeń). Bardziej chodzi mi tu o kwestię wolnej woli i brania odpowiedzialności za swoje zdrowie. Jak nie chcę, to nie piję, ale jeśli np mam ochotę na lampkę wina pomimo ze biorę lek, który nie powoduje absolutnego i całkowitego zakazu picia, to mogę przecież podjąć taką decyzję, biorąc też pod uwagę czynnik psychologiczny - czy odmawiając sobie tej lampki wina, na którą mam ochotę, sprawi, ze poczuję się ograniczana, że jeszcze mocniej odczuję skutki tego, ze jestem chora i to spowoduje tylko większą frustrację, czy nie. Czasem fakt, ze relaksując się z znajomymi ktoś sobie wypije lampkę wina ma naprawdę fajny efekt psychologiczny - człowiek czuje się wolny, „normalny”, nieograniczony przez chorobę. Np moja sąsiadka leczy się już ze dwa lata, nie pije w ogole. Wcześniej piła malutko, np jak otworzyła sobie małe piwo to przez cały wieczór nawet go nie skończyła. Ale mówi, ze już naprawdę ją wkurza, ze jak spotka się z koleżankami, to wiadomo, ze zaraz ktoś zwróci uwagę, ze każdy ma drinka/wino/ piwko a ona tylko colę. I zaczynają się pytania a ona nie ma ochoty na nie odpowiadać i naprawdę chciałaby już sobie to jedno piwko wypić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Lilith napisał:

Nigdy tego nie zrozumiem. Czy alkohol jest naprawdę aż tak istotny, żeby pić go podczas leczenia? Nawet jeśli istnieje kilka % szans na to, że podziała negatywnie, to po co ryzykować? Przecież, żeby poczuć się lepiej powinno się zrobić absolutnie wszystko i zminimalizować jakiekolwiek ryzyko. 

Dlatego nie ryzykuje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja pilam bardzo rzadko. Tylko na imprezach. I szczerze powiem, ze wlasnie tego mi brakuje, zeby czuc sie lekko podpita i zachowywac sie jak reszta (glosniejsze i "szczersze" rozmowy, wyglupy i tance itp) Wszyscy maja klimacik a ja nie. Czuje to jak pojde do socjalnego na bachate i salse czy kizombe. Jakos nie umiem do konca sie wyluzowac i poddac muzyce. 

Pewnie mozna sie tego nauczyc ale dla czlowieka z nerwica, depresja i atakami paniki pewnie trudniej sie nauczyc zabawy bez alkoholu. Wyluzowac. Miec wicej odwagi zeby potanczyc i zeby ten taniec byl bardziej na luzie tak jak bylo u mnie po drinku czy piwie. W sumie to najbardziej do tanczenia mi brakuje alkoholu. Nie umiem sie wyluzowac, baaa nawet nie czuje az tak dobrze rytmu. Moze to glupio zabrzmi ale po alkoholu tancze 100 razy lepiej. Pogadam na ten temat z psycholog. 

Ryzykowac nie bede. Nie tyle ze wzgledu na leki co na jazdy jakie mam po alkoholu.

Nie wiem co masz na mysli, ze masz zjazdy depresyjne. Ja mam silne lęki i ataki paniki i konczy sie na pogotowiu bo nie daje sobie rady. Chociaz wiem, ze tam mi nie pomoga bo dadza kroplowke i hydroksyzyne a strachu z glowy nie wywala. Ale ze serce mi bije bardzo szybko to chociaz mysle, ze serce mi skontroluja. Masakra jakas. 

Nie. Nie warte jest ryzyko. Dla mnie to nawet nie ryzyko tylko mam to jak w banku. Wiec jesli nie ma recepty na to jak sie pozbyc tego lęku to nie, dziekuje.

Dodam, ze jazdy mialam po wiekszej ilosci alkoholu typu 5 drinkow. Nie w czasie picia tylko jak zaczyna schodzi rano. Moze jakbym wypila jedno piwko czy drinka max 2 to by tego nie bylo. Nie mam pojecia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lilith
13 godzin temu, piotr37 napisał:

Żyją swobodnie naturalnie... zazdroszczę tego.

Można żyć swobodnie i naturalnie nawet, jeśli trzeba się czegoś wyrzec. Pamiętaj, że każdy musi pokonać swoją drogę do zdrowia i nie opiera się ona na cudownych pastylkach. To są decyzje i wybory, a leki to jedynie wspomagacze. Ktoś odstawia alkohol w kąt, ktoś inny wybiera coś innego. Chodzi o to, żeby zidentyfikować to, co ciągnie w dół i zwyczajnie wyrzucić to z życia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 24.12.2019 o 00:01, minou napisał:

 np. bardzo nie lubię jak ktoś innych namawia do picia, pomimo ze odmawiają, albo wypytuje dlaczego, po co itd.

 Ci ludzie którzy tak namawiają, wypytują i bywają nachalni to najczęściej ci którzy sami mają już problem z alkoholem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie tykam alkoholu przy braniu leków. To nieodpowiedzialne, bo w ulotce jest wyraźnie napisane, żeby nie mieszać leków z alkoholem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×