Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Kim jestem

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

zmieniamy się, kim jestem dzisiaj, umiecie to opisać kim jesteście, w jakich kryteriach siebie uplasujecie, może za kilka lat to przeczytacie i pomyślicie nie to nie ja, kiedyś taki byłem, ale dziś jestem kimś innym. 

 

Spróbuję siebie opisać, mam nadzieję, że to zostanie anonimowe mimo wszystko.

No więc jestem dużą egoistką aczkolwiek bardzo wrażliwą na krzywdę żywych istot, wszystkich tych należących do homo sapiens też. Jestem w tym momencie życia względnie negatywnie nastawiona do psychiatrii czy psychoterapii, aczkolwiek nie wykluczam całkowicie tych dziedzin z życia tzn. nie chcę wszczynać wojny, a raczej odnaleźć się w tym, znaleźć ideał nie po to, aby z niego korzystać, ale aby dowiedzieć się co byłoby ideałem by do niego dążyć. Po prostu chcę to wiedzieć.

Jestem ryzykantką, choć dotychczas ryzykowałam tylko swoim życiem (okaleczeniem itp) to teraz ryzykuję swoją wolnością i moralnością. Nie ma już dla mnie granic typu prawo itp. do pewnego momentu, który sobie sama wyznaczam. Nie wiem może tak ma każdy i ludzie trzymają się tej górnej granicy ( w znaczeniu przestrzegają więcej zasad i reguł np. w tym państwie, świecie), u mnie ta granica się obniża, co prawda do pewnego poziomu, ale nie wiem może w którymś momencie obniży się jeszcze bardziej. Nie panuję nad tym i nie chcę panować.

Nie mam w tej chwili przyjaciół, nigdy nie miałam ich za wielu, a jak już to takie społeczne "kaleki" (nie piszę tego w negatywnym sensie) jak ja. Z kilkorga dobrych kontaktów zrezygnowałam na rzecz psychoterapii, po prostu te osoby nie akceptowały, że biorę udział w czymś takim i namawiały mnie do rezygnacji, a ja miałam im to za złe. Teraz bardziej zwracam uwagę na to co ludzie mówią do mnie i o mnie tzn. analizuję to, wówczas każdy przeciw terapii był po prostu przeciwko mnie. Mam jedną bliską koleżankę, ale nasz układ jest dosyć skomplikowany z racji tej, że działamy też w biznesie.

Nie mam dzieci, nigdy nie miałam chłopaka i prawdopodobnie nie będę już miała z racji wieku 37 lat i okoliczności, bardzo przytyłam po lekach i zbrzydłam, więc już się nikt za mną nie ogląda.

Jedynym celem w moim życiu są pieniądze zdobyte na razie mniej drastycznie dla osób trzecich. Właściwie to jedyny czynnik, który może sprawić, że będzie mi się dobrze żyło.

Ciekawe jaka będę za kilka lat, może znów życie wywróci się do góry nogami i zrobi się ze mnie altruistka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

37 lat masz i nigdy chlopaka nie mialas,to smutne ze licza sie dla Ciebie tylko pieniadze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Liczą się od jakiś paru miesięcy, a chłopaka nie miałam, bo byłam gwałcona przez ojca, zresztą byłam śliczna więc wielu ludzi to wykorzystywało, a ja nie miałam szczęścia ani śmiałości i umiejętności, żeby wujkowi czy ojcu koleżanki kopnąć w przyrodzenie. Żaden chłopak też nie miał cierpliwości do mojej ambiwalencji przy próbie zbliżenia choćby przy położeniu dłoni na moim kolanie co budziło we mnie mdłości. Teraz jest chyba inaczej, ale z kolei jestem gruba (efekt prochów tych legalnych) więc faceci się już za mną nie oglądają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurde... bardzo Ci współczuję tych przeżyć, masakra. Już wiem, czemu masz zaburzenia odżywiania. Hmmm... mam takie przemyślenia, nie wiem, czy słuszne. Czy Twoje problemy z jedzeniem i wagą (oprócz prochów) nie są spowodowane tym, że nie chcesz być atrakcyjna, żeby ktoś Cię nie wykorzystał seksualnie? Może podświadomie? Bo to dość typowe, dlatego pytam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie, przyjechałam do Wawy z anoreksją ważąc około 39 kg, podejrzewam, że w najbardziej krytycznym momencie ważyłam 36 kg. Moim przeważającym zaburzeniem jest coś co psychiatria określa jako borderline ( wyspa wyrzutków niekwalifikujących się gdzie indziej), a serio pasuje do mnie wiele kryteriów stamtąd, poza tym zdiagnozowano to u mnie, choć kryteria diagnozy jakie zastosowano uważam za bardzo, bardzo słabe, no ale siebie sama też bym tak zdiagnozowała według tego co przedstawia dsm. Terapeutka namówiła mnie na farmakoterapię i dobrze, ale trzeba było pierwszy raz spróbować odstawiać leki po roku, dwóch, a ja brałam je nieprzerwanie przez 11 lat i być może za dużą dawkę. Kiedy je brałam naprawdę miałam klapki na oczach, kupowałam sobie jeden tort dziennie. Terapeutka mówiła, że to efekt tego iż stałam się "rozpuszczonym bachorem" jak to określała. Psychiatrzy, było ich kilku nie przejmowali się zbytnio i też mówili, że te leki działają różnie. Zaczęłam brać dużo chwilówek i grać w kasynach i wówczas przepisano mi promazynę, ale wtedy zaczęłam tracić pamięć, przesypiałam całe dnie, czułam, że stałam się warzywem. Zgłaszałam to, ale psychoterapeutka utrzymywała, że chodzę do najlepszego psychiatry w świecie, a wówczas jej ufałam. Mama ciągle mówiła, że za dużo tego, ale psychoterapeutka sugerowała, aby ją ignorować i że mama przeszkadza w moim leczeniu. Byłam więc uległa i stawałam się warzywem. Dopiero silne konwulsje i ślinienie się sprawiły, że przestraszyłam się tych leków i powoli sama je odstawiłam. Zdolności umysłowe w przeważającej mam nadzieję mierze wróciły, ale nadal mam duże braki. U tego "najlepszego" psychiatry powiedziałam o tym i zasugerowałam zakończenie leczenia ssri, babka trzęsącymi się rękoma ( nie żebym tam jakoś nerwowo, tylko na luzie mówiłam, że przeczytałam kilka artykułów i zadecydowałam, że to już czas) zrobiła mi rozpiskę na miesiąc. Ja zmniejszyłam dawkę o połowę,  po kilku tygodniach zorientowałam się, że nagle odmawiam sobie różnych rzeczy, unikam słodyczy, martwię się tym, że tak przytyłam. Kiedy powiedziałam o tym terapeutce stwierdziła, że wraca anoreksja. Oczywiście, że chciałabym zakończyć leczenie, ale trwa to już rok, a kiedy całkowicie odstawiam leki staję się tak agresywna, że mogłabym zrobić komuś krzywdę. W internecie amerykańskim przeczytałam, że to wcale nie takie rzadkie przy długotrwałym braniu tych leków i że kwestia agresji po odstawieniu to wcale nie takie rzadkie przypadki (ssristories.com). Jeszcze raz powtarzam, zgadzam się, że leki były potrzebne, ale nie tak długo. Ja miałam takie klapki na oczach, że mi odpowiadał ten stan, dopiero wpadanie w manię ( co też jest skutkiem ubocznym) nakierowało psychiatrę na pomysł, aby nie zmniejszyć dawkę tylko dopisać inny lek, który  nieomal zrobił ze mnie warzywo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

dużo jednak osób miało podobne objawy , to wyrażenie klapki na oczach ściągnęłam od kogoś 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety wszelki ból jaki przeżyliśmy i tłumiliśmy w dzieciństwie wraca w dorosłym wieku ze zdwojoną siłą. Na szczęście jako dorośli posiadamy już narzędzia ( takie jak chociażby niezależność, także finansowa) do tego by się bronić. I to od nas zależy, czy zdecydujemy się ich użyć.Wspomniałaś, że Twoje relacje z innymi ludźmi kuleją. A jak to wygląda w sferze zawodowej? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie tytuł tego wątku miał brzmieć kim jesteście, aby każdy mógł opisać siebie i potem ewentualnie po latach zajrzeć i sprawdzić. Ja kilka lat temu byłam zupełnie inną osobą.

Obecnie mam działalność i nie będę opisywać co robię, aby mieć pieniądze.

Nie do końca jest tak, że można być niezależnym finansowo. Człowiek chory, z lukami w osobowości zazwyczaj nie podejmuje najszczęśliwszych decyzji względem swojego wykształcenia, drogi zawodowej itp. Dziś wybrałabym zupełnie inny kierunek studiów. Jak zarobię na działalności być może pójdę jeszcze na jakieś dodatkowe studia, ale w tym wieku do tego potrzebuję pełnego luksusu. Koleżanki z pracy uważały, że powinnam zrezygnować z terapii, rodzina i znajomi także, więc w obronie psychoterapii spaliłam za sobą wiele mostów. Teraz z większością ludzi, których znam łączy nas tylko sfera biznesowa, a z kolei z tymi co byli w fundacji psychoterapeutki także zerwałam kontakt, ponieważ oni nie pochwalają tego, że zerwałam z psychoterapią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×