Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
stereo love

traumatyczne natrętne myśli po rispolepcie od 10 lat.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam może się przedstawię. Man 20 lat i od 10 roku życia problemy psychiczne. Zawszę byłem nieco bojaźliwym ( strach przed psami i dentystą ) chłopakiem ale cieszyłem się życiem, miałem swoje pasję, cechowała mnie ciekawość świata, połykałem powieści kryminalne, lubiłem spacery po tajemniczych lasach, malowałem obrazy i byłem po prostu kreatywnym chłopakiem, potrafiłem przeżywać wiele rzeczy wielokrotnie i nie myślałem o nudzie, często wychodziłem na dwór, byłem aktywny i żywy. Moim problemem była gadatliwość i przeszkadzanie na lekcjach. Przez co byłem nienawidzony przez nauczycieli i dostałem skierowanie do psychiatry bo ,, coś ze mną nie tak skoro moja aktywność na lekcji jest nadmierna". Było to w 5 klasie podstawówki, problemy z gadatliwością miałem od urodzenia, taką miałem osobowość. Dodam że cechowałem się też dużym libido i potrafiłem zakochać się w jednej przedszkolance w wieku 5 lat. W grudniu 2008 pojechałem do psychiatry który przepisał mi tegretol ( karbamazepine) 400mg i rispolept ( rysperydon) chyba 3 albo 4 mg. Doktor powiedział, wyciszymy go rysperydonem żeby tak mu się gadać nie chciało, a tegretol dołożymy by zapobiec padaczce skroniowej której miałem epizody w dzieciństwie. ( falowanie obiektów, zawieszania się). No i stało się, dziwię się że jeszcze nie popełniłem samobójstwa, powstrzymuję mnie tylko od tego wizja że rodzina może niesamowicie cierpieć oraz że próba będzie nieudana i np. się potruję. Po wzięciu rispoleptu z żywego kochającego życie chłopaka zamieniłem się w przeszywanego traumatycznymi myślami robota pragnącego samobójstwa. Oczywiście przestałem przeszkadzać w lekcjach, bo przestało mi na czymkolwiek zależeć, bardzo pogorszyły mi się wyniki w nauce, nauczyciele byli znowu przerażeni że mówię o katastroficznych wizjach i z taką frajdą mówię jak to fajnie byłoby skończyć ze sobą. Otóż po braniu rispoleptu do mojej głowy zaczął wdzierać się niepokój, anhedonia, poczucie nudy, skrajnego wyczerpania, pomijając to że zostałem totalnym impotentem z okresowymi mlekotokami to do mojej głowy zaczęły wdzierać się natrętne traumatyczne spostrzeżenia, myśli że wszystko na tym świecie jest ograniczone, że wszystko już widziałem, że mi się znudziło, że świat jest martwą nudną jak flaki z olejem dekoracją. Odcięło mnie od emocji całkowicie ( nie potrafiłem odczuć miłośći, radości, zainteresowania czymkolwiek). Straciłęm całkowicie swoje zainteresowania malarstwem, czytaniem kryminałów, zjawiskami pogodowymi, pięknem natury ogólnie. Przedmioty straciły swe znaczenie estetyczne i emocjonalne. Wszystko stało się bezsensowną ,,materią". Utraciłem pamięć pozytywnych emocji- związanych z kobietami w których się zakochiwałem czy przechodzącą burzą. Stało się to dla mnie płaskie, mdłe, niepokojąco nudne. Tak jakby na świecie wszystko umarło. Do tego zahamowałem całkiem aktywność bo mój mózg był cały czas przeszywany traumatycznymi lękami przez wyczerpaniem się zasobów. Zacząłęm bardzo oszczędzac ze wszystkim bo bałem się że na starość zostanie mi już pustka. Bo skoro już wszystko mi się znudziło i mało co zostało w życiu ciekawego to wolę nie ruszać nowych zasobów do późnej starości bo inaczej czeka mnie przeżywanie wszystkiego powtórnie a po braniu rispoleptu utraciłem zdolność cieszenie się powtórnie z tych samych rzeczy, baa całkowicie straciłem. Jak raz puszczona nowa piosenka mogła lekko zmniejszyć natrętność myśli to puszczona drugi raz była już dla mnie całkowicie osłuchana i nudna, poznana. Tak samo jedzenie nie sprawiało przyjemności. Zamiast cieszyć się muzyką to myślałem lękowo-natrętnie o tym kiedy muzykom skończą się pomysły na nowe utwory, kiedy zabraknie kombinacji nut i akordów. Gdy jadłem to myślałem kiedy poznam już wszystkie potrawy i nic mnie już nie zaskoczy. Myśl o malowaniu obrazu budziła u mnie paniczny wręcz lęk bo to wykorzystanie nowego zasobu wyobraźni, czyli mniej zasobów już zostało do wyczerpania- mniej nowości do poznania, lepiej się wstrzymać do ostatnich dni życia. Do tego jeszcze lękowe myśli że za minute moja mama może już nie żyć, bo nigdy nic nie wiadomo. Od brania rispoleptu zaczęły się także koszmary senne o treści demonicznej. Rispolept brałem kilka miesięcy do marca 2009. Kiedy miałem 1 próbę samobójczą, zacząłem dusić się kablami bo po co mam żyć w tym bezsensownej, nudnej, opatrzonej, martwej scenerii jaką jest życie. Nauczyciele w szkole panikowali bo mówiłem jak typowy psychol i potrafiłem się sadystycznie zaśmiać gdy mówiłem jakim marzeniem jest dla mnie odejść z tego świata. Pojechałem znowu do psychiatry, mama przerażona mówi lekarzowi co stało się po rispolepcie to on zmienił na ketrel ( kwetiapine) niestety nie było poprawy, ten traumatyczny stan utrzymywał się. Potem w kwietniu odstawiłem ketrel, zaczęła się lekka poprawa ( byłem na samej karbamazepinie). W maju 2009 nastąpiła prawie całkowita remisja do stanu z dziecinśtwa. Odzyskałem dawną radość życia, i ciekawość. Zacząłem mocno interesować się znowu burzami i przeżywać je z motylami w brzuchu. Jedyne co było nie tak to pojawiające się co jakiś czas przebłyski tego traumatycznego stanu- tzw. flashbacki, powodujące paniczny lęk przed malowaniem obrazu. Nie mogłem patrzeć na ołówki i kartki często bo przypominały mi o tym że świat jest wyczerpywalny i może się znudzić, można go wykorzystać. W pażdzierniku 2009 zaczęło występować znowu kolejne pogarszanie stanu ( intensyfikacja myśli i anhedonii) pomimo źe brałem tylko karbamazepinę ( problemy z erekcją oczywiście cały czas występowały). W grudniu stan pogorszył się do tego z przed roku, myślałem cały czas by skończyć z tym światem, pojechałem z rodzicami do innej psychiatry a ta przepisała mi haloperidol i chlorprotixen czyli kolejne neuroleptyki depresjogenne. Oczywiście stan pogorszył się do takiego stanu że przestałem chodzić do szkoły tylko bredziłem cały czas o śmierci, nadchodzącej katastrofie, martwocie życia i że życie to ograniczony zbiór kombinacji i możliwości który może się wyczerpać. Przez ten okres miałem dodatkowo utraty świadomości, przez co wszedłem w konflikt z prawem. Po tym psychiatra zamieniła mi te leki na anafranil ( w lutym) niestety poprawa zaczęła się po ok 2 miesiącach. Tak samo jak w poprzednim roku doszło do prawie remisji, jednak nie było już tak dobrze jak w roku poprzednim, bo czułem że świat stracił swoją magie i przy podjęciu próby malowania pojawiały się flashbacki traumatycznych myśli że wyczerpie tematy i kombinacje plam malarskich. Na kolejną zimę spędzoną na anafranilu i karbamazepinie stan nie pogorszył się znacząco całe szczęście. Miałem jednak całkowitą impotencje i oziębłość seksualną. Nie wiedziałem jak można lubić seks. I rak ciągnąłem przez gimnazjum w kolejnych zimach od 2012 nastąpiły krótkie zaostrzenia myśli i tego stanu. W okresie 2015-2016 problem się wyciszył prawie całkiem. Potem pojechałem do innej pani doktor która klomipraminę zamieniła na escitalopram. Stan nie uległ zmianie, wręcz poprawię, wakacje 2016 wspominam całkiem miło. Flashbacków prawie już nie było, były za to stany chwilowych euforii i uniesień bo znalazłem super przyjaciela. Niestety na jesień 2016 popełnił samobójstwo, poczułem straszny smutek, była to trauma dla mnie. Potem wiadomo wyparcie a zimą uderzenie tego stanu, z dość mocnymi wręcz paranoicznymi lękami. Aciprex ( escitalopram) lekarka zamieniła mi na tianesal ( tianeptyne) i tak jadłem. Wiosną stan uległ poprawie, natomiast na granicy sierpień-wrzesień nastąpiła całkowita remisja. Byłem na chwilę wolny od tego traumatycznego lęku i uczucia. Zdobyłem wtedy libido, wkręciłem się w jakieś związki, pewność siebie i zacząłem być uważany za fajnego gościa, zacząłem mieć marzenia i plany na przyszłość. Niestety lekarka zwiększyła mi karbamazepine i pojawiła się całkowita impotencja u mnie co spowodowało bunt po nieudanym seksie. że od koniec października sam bez jej zgody zmniejszyłem karbamazepine i z dnia na dzień wrócił koszmar w 100% nasileniem jak za czasu rispoleptu. W nocy pojawiają się koszmary, wybudzam się po 3-4 godzinie rano z panicznym lękiem i myslami samobójczymi. Zacząłem brać spowrotem aciprex ( escitalopram) nastąpiła delikatna poprawa ale otępienie było tak silne że nie mogłem zwlec się z lóżka, zacząłem mieć problemy poznawcze, gubiłem ważne rzeczy no i escitalopram został mi zamieniony na wenlafaksyne. Na chwilę była delikatna poprawa, nawet namalowałem obraz i zrobiłem pewne dzieło ale gdy podskoczyła noradrenalina z wenlafaksyny zaczął się znowu straszny koszmar. Zacząłem się zalewać łzami, miałem straszne lęki, koszmary. Po próbie samobójczej wylądowałem w szpitalu gdzie zrobiłem wypis bo pobyt w szpitalu był dla mnie traumą i zrobił u mnie wręcz fuge dysocjacyjną, do dziś nie pamiętam jak tam wylądowałem dokładnie. Po szpitalu brałem tylko agomelatyne w monoterapii i bardzo wzrósł mi napęd co powodowało że mogłem uciec od tych myśli w zajęcia i sport. Po 2 tyg agomelatyny zaczęła się lekka poprawa nastroju znowu zacząłem się spotykać z kimś i czuć libido. Niestety cały czas dalej zalewałem się łzami, miałem lęki i natrętne myśli o wyczerpywaniu się rzeczy, jednak w 2 części dnia ulegały one lekkiemu rozmyciu a ja miałem nawet poczucie humoru oraz lekką motywacje do działania i planów w przyszłości. Niestety udałem się potem do jednego lekarza na konsultacje czy nadaję się do leczenia szpitalnego. Powiedział że nie i że chce mi jeszcze dodatkowo zwiększyć napęd no i dostałem do agomelatyny edronax ( reboxetyne). Po wzięciu 1 tabletki tego zaczął się koszmar. Całkiem sprawnie działający penis calkowicie zdrętwiał, nigdy nie miałem takiej impotencji. Do głowy zaczęły wchodzić bardzo natrętnie te myśli wywołane przez rispolept. Zastopowało mnie w lóżku, straciłem całkowicie motywacje, miałem ataki paniki, lęku, tachykardie, gęsią skórkę. Stan tak się pogorszył że miałem zrealizować samobójstwo więc znowu wyladowałem w szpitalu gdzie dalej dawali mi edronax, stan coraz bardziej się pogarszał że straciłem całkowicie kontakt z rzeczywistością i zdolność do myślenia. Na święta wziąłem przepustkę i będę się wypisywał. W piątek odstawiłem edronax, póki co bez poprawy ( moja pani doktor myśli nad tym żeby mi takie leki przepisać, wydaję mi się to dobrym pomysłem):

buprobion lub tianeptyna+lamotrygina+propranolol. Myślę także że muszę podjąć psychoterapie i może spróbować regresji hipnotycznej by osłabić pamięć związaną z traumatycznymi wydarzeniami.

Mam 2 diagnozy szpitalne ( ciężka depresja) ale nikt niewie tak naprawdę co mi jest czy jest to OCD, DD czy może PTSD.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Biorę Risperon w dawce 3mg od miesiąca jakoś. Działa na mnie bardzo pozytywnie. Natrętne myśli i urojenia zniknęły. Została tylko nerwica natręctw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Twoja historia mnie poruszyła. Jesteś przykładem człowieka, który był zupełnie normalnym, zdrowym i szczęśliwym dzieckiem, ale potem Twoje życie zostało zniszczone przez psychiatrię i ich skłonność do przepisywania leków na wszystko, nawet na to, co jest zupełnie normalne. Nie mam pojęcia, co Ci można doradzić. Może potrzebujesz całkowitej wolności od leków, ale już jesteś mocno zapętlony w Twoich problemach, a więc może to być na tę chwilę ryzykowne. Dobrze, że myślisz nad regresją hipnotyczną. Wydaje mi się, że może być lepiej trafiony sposobem na Twoje problemy, niż te leki psychiatryczne, które powodują chaos w Twojej głowie. Opowiadałeś kiedyś jakiemuś psychologowi bądź psychiatrze całą tę historię? Masz może osobę, której możesz się z wszystkiego zwierzać?

 

Apek, Ty bierzesz teraz Rysperydon w takiej dawce, jaką brał stereo love mając 10 lat. To jest okropne, że mogą tak młodemu dziecku przepisać neuroleptyk i to jeszcze w dawce jak dla dorosłego człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj świeci słońce i byłem przerażony światem jaki jest nierealny, jak martwa makieta. Miałem wrażenie że nie mogę go emocjonalnie dotknąć, totalne odcięcie. Do tego paraliżujący lęk. Każde drzewo, górka wywoływała natrętne myśli dotyczące analizy układu gałęzi pod kontem tego czy kombinacja kształtów drzew może się wyczerpać. Potem minęła mnie kobieta z opaską we włosach, myśli czepiły się opaski- wyobraziłem sobie od razu siebie projektującego opaski do włosów codziennie inną i ten koniec traumatyczny jak kończą mi się pomysły na opaski i nastaję nuda, nicość, wyczerpanie zasobów. Oczywiście zaliczyłem ataki paniki. Znalazłem w domu propranolol spróbowałbym, słyszałem że ma działanie przeciwlękowe. Jest blokiem noradrenaliny więc powinien łagodzić te myśli. Niestety leki ssri na to nie działają. Obecnie odstawiłem tę pieprzoną reboxetyne która spowodowała zaostrzenie stanu i na własne życzenie zacząłem stosować lamotrygine by zwiększyć ilość gaba w mózgu. Potrzebuję jeszcze jakiegoś dopaminowo działającego antydepresanta ( wellbutrinu się boję przez działanie na NA, może ropinirol? myślałem nad amisulpridem 50mg ale boję się problemów z libdo i prolaktyny wysokiej, a ponoć w małych dawkach daje wyrzut dopaminy) i ten propranolol.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jutro mam wizytę u lekarza w tej sprawie. Bo leki które opisałem wyżej jeszcze nie zadziałały, lęki nasiliły mi się do tego stopnia że mam problem z wyjściem z łóżka. Przeraża mnie to że odczuwam ten świat jako ,,płaski" martwy i nierealny, ograniczony i skończony jak martwa makieta. Dodatkowo boję się że to tzw. schizofrenia prosta. Zwłaszcza że jestem coraz bardziej otępiały i nie pamiętam praktycznie co robiłem godzine temu. Wszystko jest takie martwe i bez znaczenia. Czuję się cały czas jak na rispolepcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×