Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
klaudia19

Trudno wytrzymać co robicie gdy jesteście w kompletnym dołku

Rekomendowane odpowiedzi

Już nie wytrzymuje, nie chcę o tym pamiętać to się wydarzyło kiedyś, czuję się naga, znienawidziłam swoje ciało jestem jak szmatką jakkolwiek to brzmi, nie wiem co mam robić, jestem w kompletnym dołku, co robicie w takich sytuacjach by poczuć się lepiej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Klaudio. Odważysz się opisać swój problem? Jest szansa, że to Ci pomoże choć trochu, bo najgorzej dusić emocje w sobie i nie mieć komu wylać żalu. Tu jesteś anonimowa.

Nie napisałaś czy się leczysz? Korzystasz z pomocy, psychologa? Psychiatry?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak chodzę do psychologa, do psychiatry, nie długo będe uczęszczać na psychoterapię poznawczo-behawioralną, tylko że mi nic nie pomaga, moze potrzebuję więcej czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołek dołkowi nie równy, ja to nazywam złymi stanami, mi w takich paskudnych stanach nic nie pomaga. To co normalnie pomaga, przestaje wtedy mi pomagać, tak jakby umysł został znieczulony na pozytywne bodźce. Ciepła kąpiel, dobra muzyka, rozmowa z kimś, spacer, ćwiczenia fizyczne, film, serial, gra, smaczny posiłek itp. to wszystko jest wtedy zbyt słabe i krótkotrwałe, po prostu nieskuteczne. Trzeba wtedy czekać na dar z Nieba, aż Bóg coś w mózgu przestawi. Można też sobie samemu dopomóc lekami lub używkami, one są w stanie dać odpowiednie ukojenie, a nawet zmienić stan.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Już nie wytrzymuje, nie chcę o tym pamiętać to się wydarzyło kiedyś, czuję się naga, znienawidziłam swoje ciało jestem jak szmatką jakkolwiek to brzmi, nie wiem co mam robić, jestem w kompletnym dołku, co robicie w takich sytuacjach by poczuć się lepiej?

To minie. Bądź cierpliwa. ;*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest jeszcze jeden sposób na pozbycie się złego stanu - trzeba rozpędzić maszynę. Często zły stan może trwać bardzo długo więc czekając tylko na dar z Nieba, możemy zmarnować sobie większość życia. Rozpędzanie maszyny w złym stanie jest niesamowicie ciężkie i stresujące, to jest coś okropnego, dlatego bez leków od psychiatry, które dadzą chociaż ukojenie się nie obejdzie. Będąc w złym stanie bez leków nie rozpędzimy maszyny. Z czasem gdy maszyna zostanie już rozpędzona, to stan zmienia się na pozytywny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

klaudia19, spotkania z psychologiem są tylko lekkim wsparciem. To terapia ma Cię poskładać, a na to trzeba czasu. U mnie dopiero po roku regularnej terapii coś się ruszyło. A każdy jest inny. Niestety, wszystko wymaga czasu. Leki muszą się rozkręcić, terapia musi potrwać, żeby coś z niej wyciągnąć. Do tego czasu niestety jest szkoła przetrwania i droga przez mękę. Wiem, że trudno wytrzymać. Przechodziłam przez to samo. Pamiętaj jednak, że dołki, choćby nie wiem, jak głębokie - mijają. Wtedy, nawet, gdy jest minimalnie lepiej, to jednak jest lepiej. I mimo, że dołki będą wracać, to miej zawsze w głowie myśl, że po burzy przychodzi choć odrobina spokoju. I tych chwil, kiedy jest lepiej się trzymaj. To pozwala przetrwać. Mnie na zjazdy pomagał sen. Przesypiałam je. Fakt - usypiały mnie leki, ale zawsze to mimo wszystko było lepsze niż to, co się ze mną działo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Rozpędzanie maszyny w złym stanie jest niesamowicie ciężkie i stresujące, to jest coś okropnego, dlatego bez leków od psychiatry, które dadzą chociaż ukojenie się nie obejdzie. Będąc w złym stanie bez leków nie rozpędzimy maszyny. Z czasem gdy maszyna zostanie już rozpędzona, to stan zmienia się na pozytywny.

Leki działają jak katalizatory obniżające energię aktywacji reakcji, dlatego dzięki nim dużo prościej podejmować słuszne decyzje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przepraszam jeśli piszę w nieodpowiednim wątku , ale muszę napisać bo mnie zadusi :(

Mam 4 spotkania za sobą z nowym terapeutą to takie poznawanie się i budowanie zaufania i....jutro kolejne i duży strach ....

WE wtorek wpadłam w otchłań- mój najsilniejszy wyzwalacz czyli zapach smaru ściągnął mnie w czarną dziurę był, płacz , obrazy, trzęsłam się realny ból , uczucie jakby to się działo . Zafundowałam sobie masturbację tak silną że znalazłam się w piekle , poczucie winy ,zbrukana , brudna :( pomogło cięcie w tym rejonie , wspomnienia na chwilę ucichły , wylądowałam w gorącej wodzie aby zmyć to cholerstwo z siebie , wymioty , szloch , pustka .... poczułam się zgwałcona , masakra ,silne wymioty i jedno słowo PRZEGRAŁAM , środa był dniem pustki , zostało po mnie opakowanie , miałam ochotę siebie ukarać ,ale najzwyczajniej ból dnia wcześniejszego nie dał o sobie zapomnieć , puściłam to wszystko co dobijało się , wymioty, utrata sil , ścięło mnie z nóg , kolejne dni nie wiem jak przeżyłam ....

Wiedziałam ze lada moment powrót do piekła zwanego "domem " te same ściany, obrazy,osoby a ja czująca wilka pustkę w sobie ....niestety zostałam wciągnięta w to .... 'Nie wiem co się stało czuję no własnie strach , ból , zamroziło mnie ....

I wiem że przesadziłam ....umówiłam się po miesiącu na wymaganą konsultację psychiatryczną , jak ja nie chcę już nikomu mówić w cztery oczy jak bardzo do du..y jest moje życie , jak sama stałam się KATEM dla siebie , czy ktoś zrozumie że ból fizyczny musi być silniejszy od tego w tedy ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślałam , że tutaj troszkę wspieracie się w dołkach i w dolinach a okazuje się że jednak nie ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi na takie stany pomagają leki i sen.

 

Nic więcej. Czasem trochę ćwiczeń rozluźniających, rozmowa z mamą i właśnie położenie się spać. Ale też nie na siłę. Muszę się zmęczyć trochę, bo inaczej w ogóle nie usnę.

 

Tak jak Wkuuporr wspomniał. Czasem trzeba puścić trzymające nas kajdany i zrobić coś szalonego, coś czego byśmy nigdy nie zrobili. Zabalansować nad przepaścią. Wtedy możemy poczuć, że żyjemy, a lęki odejdą w niepamięć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Megii33, przeczytałam Twoj wpis. Nie zawsze mam jednak siły, żeby odpisać od razu. To nie jest tak, że przesadziłaś. Czegoś takiego jak przesada nie ma. Po prostu próbowałaś zrobić cokolwiek. Nie jest to porażką, nie jest to przegraną. Jest to ratowanie siebie na swój sposób, ponieważ innego się nie widzi. Lepsze to, niż przewijające się jak film wspomnienia, fizyczny ból, który się wtedy czuło, wewnętrzne roztelepotanie, niemożność patrzenia na siebie, wytrzymania z własnym ciałem, które zostało zbrukane, które cuchnie i które chce się od siebie odrzucić jak najdalej. Chcesz to zwrócić, chcesz to z siebie zdrapać, zedrzeć, usunąć zapachy, które wtedy czułaś, a które są jak żywe do tej pory. Wiem. Rozumiem aż za dobrze. I wtedy zrobisz wszystko, żeby to zniknęło. Nawet to, co później wywoła u Ciebie poczucie winy i wstręt do siebie. Na chwilę czujesz ulgę i dla tej malutkiej chwili zrobisz wszystko - nawet będziesz swoim własnym katem, będziesz kontynuować przemoc, którą ktoś Ci zadał. Tylko tak jesteś w stanie na chwilę odetchnąć. A później jest gorzej. Przychodzi fala bólu, rozpaczy z powodu tego, co zrobiłaś i zaczynasz czuć się jak ścierka do podłogi. Zaczynasz myślec o tym, żeby się ukarać, upodlić jeszcze bardziej, bo na to właśnie zasługujesz. Nie. Nie zasługujesz. To wszystko dzieje się w Tobie, w Twojej głowie. I nie jest to niczym dziwnym, niczym, czego nie można zrozumieć. Najgorsze, co w tej sytuacji można zrobić, to pogrążyć się w myśleniu, że jesteś beznadziejna, bo coś zrobiłaś. Pamiętaj jednak, że w ogólnym rozrachunku próbowałaś sobie pomóc i wydało się to jedynym rozwiązaniem. Nie katuj się za to. Spróbuj mieć w myślach to, że może któregoś dnia uda Ci się znaleźć inny sposób, który nie będzie w Tobie tego wszystkiego budził. Jest na to nadzieja i tego się trzymaj...tego warto się trzymać, żeby nie spaść w dół...

 

Czasem trzeba puścić trzymające nas kajdany i zrobić coś szalonego, coś czego byśmy nigdy nie zrobili. Zabalansować nad przepaścią. Wtedy możemy poczuć, że żyjemy, a lęki odejdą w niepamięć.
Guzik prawda. Balansowanie nad przepaścią pozostaje balansowaniem nad przepaścią i któregoś dnia się spadnie. Lęki nie odejdą w niepamięć tylko się spotęgują. To nie wstęp do "ozdrowienia" a preludium katastrofy i stoczenia się...niezależnie od tego, co uważamy za "stoczenie się". Dla psychiki może to stanowić wstęp do zniszczenia. Balansowanie na granicy i ryzykowne zachowania są częste w przypadku osób, które mają za sobą traumę. Wiesz, jak to się zazwyczaj kończy? Ja akurat wiem i szczerze odradzam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy raz spotkałam ludzi którzy wiedzą czemu to robię , rozumieją te mechanizmy , byłam u psychiatry ląduję na 2 lekach przeciwdepresyjnych aby wyciszyć napięcie i aby spać ....na razie recepta lezy obok mnie...strasznie się boję tych leków (nexpram , trittico cr . po wtorkowym zjeździe w tamtym tygodniu , trudno wrocić mi do czujących ludzi , chodzę do pracy funkcjonuję ale trochę tak obok siebie , o dziwo jestem 4 dzien bez autodestrukcji, autoagresji , no może nie wiem skąd odrzuciło mnie od jedzenia jak coś zjem to zbiera mi się na wymioty...a to podobno też forma autodestrukcji :(

Czy może to przesilenie wiosenne ;/ ??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Megii33, trauma przewijała się przez całe moje życie, więc rozumiem doskonale. Podobnie jak inne osoby tutaj piszące. Nie jesteś sama...

Co do leków...poszłaś do lekarza i zrobiłaś to w jakimś celu. A zatem powiedziałaś A, to może teraz powiedz B i spróbuj z lekami? Jak się rozkręcą, to mogą pomóc.

Problemy z jedzeniem....tak, jest to forma autoagresji. U mnie wygląda to tak, że przestaję czuć głód i wszystko smakuje jak papier, staje w gardle. Często się zmuszam, żeby zjeść cokolwiek. Miałam kiedyś bardzo ostre problemy z zaburzeniami odżywiania i to też lubi wracać pod najróżniejszą postacią. Przez długi czas sądziłam, że wyszłam na dobre z problemów z jedzeniem. No niestety. Uświadomił mi to ktoś jakiś czas temu, kto zwrócił mi właśnie uwagę na to jak wygląda moje obecne odżywianie.

Ogólnie zachowania autoagresywne żyją własnym życiem. Uda się wyeliminować jedne, to podkradają się pod inną postacią i nawet tego nie zauważamy. Jest ciężko ciągle siebie kontrolować, monitorować i czasami się nie udaje. Nie ma jednak co później sobie tego wyrzucać, bo tak po prostu już z tym jest i jak raz ma się z tym do czynienia, to później wraca.

Przesilenie wiosenne też nie pomaga i jest odczuwalne. Przynajmniej ja je odczuwam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×