Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
anonimowa_2001

Pogubiłam się

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Jestem tutaj nowa i zupełnie nie mogę poukładać swoich myśli. Wczoraj, kiedy już mi się to udało i chciałam dodać post to wywaliło mnie ze strony. To był kolejny cios, który sprawił, iż uznałam, że nikogo moje problemy nie obchodzą, nie zasługuje na wysłuchanie.

Zacznę od tego, że mam 16 lat. Od zawsze siedziałam w Internecie, starałam się pomagać innym. Głównie chodziło o to, że bardzo potrzebowałam ludzi. Świat wirtualny był i nadal jest jedynym miejscem, gdzie czuję się bezpiecznie, mogę wyrażać własne zdanie, poukładać swoje myśli bez stresu, jestem pewniejsza siebie i mam dystans do własnej osoby.

W realnym świecie jest zupełnie odwrotnie. Odkąd pamiętam czuję strach przez ludźmi, rozmową, robieniem czegokolwiek publicznie. Nic mi nie wychodzi, kiedy ktoś na mnie patrzy. Rozmawiając tak bardzo się stresuję, że często mówię jakieś głupoty, plączę się we własnych myślach, wypowiadanych zdaniach. W efekcie wychodzę na dziwną, odrzucam tym ludzi. Bardzo chcę i potrzebuję kontaktu z innymi. Zawsze starałam się przełamywać, podchodzić do innych. Jednak potem zawsze żałowałam, bo zrobiłam coś nie tak, skompromitowałam się. Wolałam się izolować od ludzi, unikać nich. Nie chciałam nikomu wchodzić w drogę. Unikałam wszelkiego kontaktu wzrokowego jak tylko mogłam. W szkole byłam osamotniona. Czułam się wyobcowana, zupełnie nie pasowałam do reszty. Potem zaczęły się jakieś żarty na mój temat, wypowiadane na forum klasy, zaczepianie na lekcjach. To bolało. A ja pokazywałam tym tylko swoją bezsilność, bo nie potrafiłam nic z tym zrobić. Dałam się wykorzystywać, spisywać ode mnie prace domowe, ściągać na sprawdzianach. Nie potrafiłam powiedzieć "nie".

Mimo tego wszystkiego miałam motywację, żyłam swoim życiem. Wracając ze szkoły do domu nie przejmowałam się tym. Zajmowałam się nauką, było to dla mnie bardzo ważne, potem doszły ćwiczenia, bieganie, pisanie bloga. Dążyłam do postawionych sobie celów.

W pewnym momencie zaczęłam sobie uświadamiać, że tak właściwie wszystko co robię nie ma najmniejszego sensu. Nauka, moje oceny - owszem były bardzo dobre. Ale co z tego, skoro moja wiedza w ostateczności jest żadna. Uczyłam się na sprawdzian, a po nim w głowie zostawała pustka. Po co tyle ćwiczyć, wylewać poty, tracić czas, skoro nie osiągam zadowalających efektów? Z perspektywy czasu widzę, że schudłam, wyglądałam naprawdę dobrze. Jednak tu już się zaczynają zaburzenia odżywiania, które są odrębną i długo historią, choć to bardzo wpłynęło na mój obecny stan. Jeżeli chodzi o bloga to też przestałam pisać, zupełnie nie miałam już pomysłów i uznałam, że to co piszę jest beznadziejne. Chciałam wracać nie jednokrotnie do regularnego dodawania wpisów, jednak nie udało mi się to. W kwietniu całkowicie skończyłam z blogiem, po 2 latach prowadzenia go. A więc tak naprawdę stopniowo przestawałam robić różne rzeczy, aż w końcu nie robiłam nic. Oczywiście próbowałam, starałam się jak mogłam panować na sytuacją. Jednak nie dałam rady, zabrakło mi sił. Pod koniec gimnazjum zaczęły się problemy z koncentracją, uczeniem się i nie chciałam chodzić do szkoły. Do tamtej pory nigdy nie opuszczałam zajęć. Wtedy zaczęłam mieć obojętny stosunek do moich ocen, czy frekwencji. Unikałam lekcji jak tylko mogłam. Już nie wytrzymywałam psychicznie przebywania wśród tych ludzi. Tego, że zawsze stałam z boku. Byłam tam, ale nikt mnie nie widział. To moja wina oczywiście, bo to ja uciekałam, nie otworzyłam się, nie dałam nikomu poznać. Zawsze myślałam, że jestem nieśmiała, trafiłam na nieodpowiednich ludzi, jednak teraz już wiem, że to coś więcej. Marzyłam o skończeniu gimnazjum. Chciałam tylko przetrwać do końca i zacząć wszystko od nowa w liceum. Otworzyć się i pokazać jaka jestem naprawdę.

Nadeszły wakacje. Mimo to czułam się coraz gorzej. Dalej żyłam szkołą i czułam się tak samo beznadziejnie. Poprzednie wakacje jeszcze starałam się coś robić mimo wszystko. Już wtedy było mi bardzo ciężko. Zrobiłam wtedy listę planów na wakacje. Niewiele udało mi się zrealizować, ale jednak starałam się. W te wakacje nie robiłam nic. Siedziałam w domu, nie chciałam nigdzie wychodzić, musiałam się do tego bardzo zmuszać. Do tego to był najgorszy czas w sprawie z jedzeniem i moimi zaburzeniami. Żyłam tylko wirtualnie, rozmawiałam z ludźmi, moimi przyjaciółmi, których mam tylko w Internecie i gdyby nie oni ja bym już dawno całkowicie zwariowała. Przejmowałam się nową szkołą. Dobijał mnie fakt, że miałam takie plany, tyle czekałam na moment kiedy będę mogła zacząć od nowa, a ja nie miałam na to siły, ochoty, ani głowy.

Miałam coraz większy lęk przed ciemnością, to właśnie wieczorami najczęściej płakałam. Pojawiły się koszmary, potem strach przed zaśnięciem. Często siedziałam do 5:00 aż zrobi się jasno i dopiero byłam w stanie zasnąć. Dwa razy miałam taki atak lęku, że musiałam pójść spać do mamy. Bałam się okropnie, byłam przekonana że grozi mi duże niebezpieczeństwo, stanie się coś złego. Miałam mnóstwo złych myśli w głowie, nad którymi nie mogłam zapanować. Leżałam nieruchomo, jakbym na coś czekała. Często budziłam się po 2 i już nie mogłam spać. Bałam się i czekałam aż zrobi się jasno.

Nadeszło rozpoczęcie roku szkolnego. Starałam się być otwarta i chyba nawet zrobiłam takie wrażenie. Przywitałam się z każdym, starałam się rozmawiać. Pierwszy tydzień wspominam naprawdę bardzo dobrze. Miałam nadzieję, że tak zostanie. Myliłam się. Zaczęła się nauka, wymagania, pytanie przez nauczycieli, różne prace, gdzie trzeba było wychodzić na środek i mówić przed całą resztą. Zupełnie sobie nie radziłam z tym wszystkim. Przytłaczało mnie to, jak zawsze zresztą. Tylko teraz z większą siłą oraz dochodziło to, że nie mogę się wykazać już nawet wiedzą, bo jej nie mam.. Mimo starań uczenia się, siedzenia bez przerwy nad lekcjami, czytania, to w głowie nie zostawało zupełnie nic. Było mi wstyd. Czułam się beznadziejna, każdy sobie radził, a ja im nie dorównywałam. W szkole rozmawiałam normalnie z innymi, sprawiam wrażenie wyluzowanej, takiej typowej dziewczyny nie przejmującej się ocenami. Chociaż nigdy taka nie byłam i też do tej pory nie sprawiałam takiego wrażenia. I ja nie tyle przejmuje się samymi ocenami, tylko tym, że jestem gorsza, że nie panuję nad sytuacją. Że miałam plany iść na dobre studia a ja co? Nawet podstaw nie jestem w stanie ogarnąć. Zaczynam poważnie się bać, że nawet matury nie zdam. Wszystko z całego dnia się zbiera i wieczorami oraz w weekendy wszystko wybucha. Do tego stopnia, że w tym tygodniu nie byłam w stanie iść do szkoły. Przeleżałam całą Niedziele śpiąc, płacząc, zastanawiając się jak i czy w ogóle sobie poradzę. W Poniedziałek poszłam do mojego lekarza pediatry i nie wiem jak, ale powiedziałam w czym naprawdę problem. Zrobiłam to jakby nieświadomie. Bo normalnie bym się na to nie odważyła. Nie ja, która tak bardzo boi się ludzi i nawet w stojąc w kolejce w sklepie ma ochotę zapaść się pod ziemię. Teraz rodzina się przejmuje, mama płacze po kątach. Źle się z tym czuję. Zostałam wysłana do psychologa. Za dwa tygodnie mam wizytę. Jednak mam wrażenie, że wcale tego nie potrzebuję, wymyślam sobie problemy. A ja tak naprawdę tylko bardzo chcę żeby ktoś w końcu mi pomógł z samą sobą. Ten tydzień nie robię kompletnie nic. Zamykam się w Internecie, swoim łóżku i nie mam ochoty nic robić. W Poniedziałek muszę iść do szkoły. Ta myśl mnie przeraża. Wiem, że dalej będę zawalała. Mimo chęci i starań. Przez to wszystko w tym tygodniu poddałam się całkowicie. Nie widzę nadziei ani sensu. Nie chcę mi się nic robić już od dłuższego czasu. W wakacje, skoro nie siedziałam w domu to zdarzało mi się nie myć kilka dni. Zaczęłam wychodzić z domu bez makijażu, co kiedyś byłoby niemożliwe. Zrobienie makijażu to jeszcze nie było dla mnie złe, najbardziej przerażał mnie fakt, że wieczorem będę musiała go zmyć. Nie wiem dlaczego tak. Zmuszałam się ciągle do robienia czegokolwiek. Kiedyś byłam perfekcjonistką. Wszystko za co się brałam robiłam najlepiej i najdokładniej jak mogłam. A teraz robię tylko to co już muszę, przy sprzątaniu tak samo. Zupełnie nie wiem gdzie mam się odnaleźć. Wszędzie czuję się, źle, niepotrzebna, tylko sprawiająca innym problemy. Nie chcę tak. Mogłabym naprawdę jeszcze wiele pisać, ale myślę, że jak na razie wystarczy. Jeżeli ktokolwiek przeczytał w całości to niech wie, że jestem naprawdę wdzięczna. Dziękuję Ci! Tak, właśnie Tobie :)

Nie wiem czy napisałam wszystko co najważniejsze. Mam problemy z ogarnianiem własnych myśli, często zapominam nawet rzeczy, które miałam zamiar zrobić kilka sekund temu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze parę miesięcy temu po przeczytaniu rzucałbym radami, przemyśleniami, które nie byłyby ani profesjonalne, ani dobre. Teraz jestem inny. Inny. To jest coś czego szukam, co chcę pokazać wszystkim dookoła. Czy Ty jesteś inna? Chciałbym Cię poznać, porozmawiać, o Tobie, o tym co się z Tobą dzieje, o tym jak myślisz, czy nawet o Twoim blogu. Sam piszę bloga, ale wstawiam tam post raz na jakiś czas. Przez 2 lata nazbierało się jedynie 15 postów. Stawiasz hipotezę, że może to wszystko jest wymyślone. A czy jakby było wymyślone, nie byłoby czymś co można kontrolować, czy coś w tym rodzaju? Czy same myśli podczas zaburzenia są Twoje? Czy ten głos w Twojej głowie odbiera Ciebie? Ciebie jako myśl? Ciało to jedynie kupa mięsa, która nas ogranicza. Napisz do mnie kiedyś. Jestem otwarty na znajomości i bardzo cierpliwy i wyrozumiały. Przy mnie Twoje plątanie będzie czymś wartościowym. Witam. Czas na Katharsis.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość beznadziejniak

Jak bardzo miałem podobnie.

Jak bardzo przejmowałem się tym wszystkim po to, aby w wieku blisko 30 lat mieć na wszystko i wszystkich wylane.

Ludzie wokół to idioci. Większość. Spójrz jak głupio się zachowują. Jak idiotyczne decyzje podejmują. Patrz na młodych i na starych. Banda głupców.

 

Czy jesteś do nich podobna?

 

Brak im empatii. Nie chcą nikomu pomagać. Nie obchodzi ich twój los. Szydzą z Ciebie. Dlaczego? Czy dlatego, że coś jest z Tobą nie tak, czy może dlatego, że są głupi. Może to z nimi jest coś nie w porządku? Szukają akceptacji we własnym gronie poprzez wyśmiewanie innych ludzi.

 

Czy jesteś do nich podobna?

 

Ludzie wokół mają wiele wad. Kiedy się nad tym głębiej zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że wielu z nich ma gorzej niż Ty. Oni nie zdają sobie z tego sprawy, bo mają aplauz tak samo głupich dzieciaków jak oni sami. Kółeczko wzajemnej adoracji. Poza tym kółeczkiem jest tylko szyderczy śmiech.

 

Czy naprawdę chcesz być jedną z nich?

 

Moim zdaniem izolujesz się od ludzi z którymi nic Cię nie łączy. Nie chcesz być tak wredna jak oni. Nie chcesz pogardzać ludźmi. Budzi się w Tobie naturalny odruch obronny. Zastanów się czego tak naprawdę chcesz od tych ludzi.

Niczego?

 

Społeczeństwo nie sprawi, że poczujesz się lepiej. To Ty sama możesz kreować własne szczęście. Nikt więcej. Człowiek nie uczy się po to, by osiągnąć jakiś oszałamiający poziom wiedzy. Każdy naukowiec uczy się wciąż nowych rzeczy. Kto się nie rozwija ten się cofa. Fajnie jest wiedzieć coś więcej niż inni :) . Z pewnością jest coś czego lubisz się uczyć. Historia? Biologia? Złap książkę i nie zwracaj uwagi na to co możesz osiągnąć. Czytaj i ucz się dla własnej przyjemności. Uczysz się po to aby zrozumieć świat. Odnajduj przyjemność w poznawaniu. Nie warto uczyć się dla ocen. Oceny przyjdą same jeśli odnajdziesz w sobie głód wiedzy. Załóż jutro buty, coś ciepłego i idź pobiegać :) . Nie dla wyniku, ale dla siebie. I co z tego, że pobiegniesz zbyt wolno i zbyt krótko. Ktoś Cię oceni? Zacznij czerpać przyjemność ze wszystkiego co robisz. Nie dla ocen, ale dla siebie :) .

 

Ze mnie też wyśmiewano się w szkole. Po dziś dzień mam problemy w kontaktach z ludźmi. Czasami plotę straszne głupoty. Nie nawiązuję nowych relacji nawet w necie. Miałem myśli samobójcze. Mam słabą pamięć. Miałem problemy z nauką. Podobnie jak Ty, kiedyś całe wakacje spędziłem w domu. Nie myłem się tygodniami. Całe wakacje przegrałem na kompie i popadałem w jakiś jeden wielki wir pogarszającej się samooceny, depresji i myśli samobójczych.

Jaki byłem wtedy głupi :) .

Wielu z tych problemów nie rozwiązałem do dzisiaj, ale zrozumiałem, że jestem człowiekiem i nigdy nie będę idealny. Rób coś i popełniaj błędy. To normalna rzecz. Nie przywiązuj wagi do swoich wad. Zrobione jest lepsze niż "perfekcyjne", ale nie zrobione.

 

Znani pisarze mają problemy z zaliczeniem matury z polskiego:

http://atrapa.net/legendy/nowa-matura.htm

Gdyby oni zwracali uwagę na oceny jakiegoś belfra, nigdy nie napisaliby, ani jednego wiersza, ani jednej książki.

 

Idź do tego psychologa. Musisz mieć dodatkowe, fachowe wsparcie. Nie będziesz czerpać przyjemności z czegokolwiek, jeśli będziesz chodziła niewyspana.

 

Życzę Ci powodzenia :) . Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć :) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Podpisuję się pod słowami Beznadziejniaka

AMEN :uklon:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć :)

 

Czego najbardziej się obawiasz w bezpośrednim kontakcie z ludźmi?

Boisz się, że zostaniesz źle odebrana?

może że nie wypadniesz na tyle dobrze, na ile byś chciała?

Jak myślisz, jaka jest geneza Twojej utraty kontroli przy bezpośrednich kontaktach?

 

Czy problemy z komunikajcą występują również z bliskimi Ci osobami?

Masz takie same trudności przy bezpośredniej rozmie z najbliższą rodziną?

 

Nazwałabyś siebie samą perfekcjonistką?

Masz tak, że albo dajesz z siebie w czymś 100% albo w ogóle, nie ma to sensu?

 

Stan w którym teraz jesteś przeżyłem na własnej skórze i doskonale wiem, że łatwo Ci nie jest,

jednak uwierz mi, że najgorsze co możesz teraz zrobić do zupełnie odizolować się od wszystkich ludzi.

( jakbyś miała chwilę, to pierwszy mój temat przeczytaj, zobaczysz sama ;)

Psycholog to na prawde bardzo dobry ruch z Twojej strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cześć :)

 

Czego najbardziej się obawiasz w bezpośrednim kontakcie z ludźmi?

Boisz się, że zostaniesz źle odebrana?

może że nie wypadniesz na tyle dobrze, na ile byś chciała?

Jak myślisz, jaka jest geneza Twojej utraty kontroli przy bezpośrednich kontaktach?

 

Czy problemy z komunikajcą występują również z bliskimi Ci osobami?

Masz takie same trudności przy bezpośredniej rozmie z najbliższą rodziną?

 

Nazwałabyś siebie samą perfekcjonistką?

Masz tak, że albo dajesz z siebie w czymś 100% albo w ogóle, nie ma to sensu?

 

Stan w którym teraz jesteś przeżyłem na własnej skórze i doskonale wiem, że łatwo Ci nie jest,

jednak uwierz mi, że najgorsze co możesz teraz zrobić do zupełnie odizolować się od wszystkich ludzi.

( jakbyś miała chwilę, to pierwszy mój temat przeczytaj, zobaczysz sama ;)

Psycholog to na prawde bardzo dobry ruch z Twojej strony.

Czego się obawiam.. Sama nie wiem. Na pewno wstydzę się mojego wyglądu i uważam, że każdy patrząc na mnie skupia się na tym, że nie jestem atrakcyjna, za gruba itd. Boję się kompromitacji. Często przez ten cały stres tak się działo, mówiłam coś głupiego i potem było mi wstyd, co pogłębia to wszystko. Mam też duży problem z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego. Nie wiem nigdy, czy mam patrzeć w oczy, czy gdzieś indziej. Staram się, ale na dłuższą metę mi to nie wychodzi, bo dla mnie takie patrzenie prosto w oczy wydaje mi się krępujące dla obu stron. Z tym perfekcjonizmem jak napisałam we wpisie już tak nie jest. I w ostatnim okresie nie zdarza mi się robić nic dając z siebie 100%. Tzn daje z siebie tyle ile mogę, ale nie ma to efektu. Można w odniesieniu do tego powiedzieć, że albo coś robię na tyle ile mogę albo wcale. Tak właśnie było w poprzedni weekend. Sobota - robiłam lekcje, starałam się, cały dzień wykonywałam obowiązki, a w Niedzielę już całkowicie się poddałam i nie zrobiłam nic a nic. Zaraz zerknę na Twoje tematy :)

Bardzo dziękuję za komentarz!

Aa i chciałam jeszcze dodać, że oglądam Szustaka :) Bardzo go lubię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość beznadziejniak
Na pewno wstydzę się mojego wyglądu i uważam, że każdy patrząc na mnie skupia się na tym, że nie jestem atrakcyjna, za gruba itd.

Idealnie piękne są tylko modelki, aktorki, które poprawiają urodę za pomocą drogich kosmetyków i operacji plastycznych. Jeśli się rozejrzysz, zauważysz masę zwyczajnych dziewczyn, niewybijających się urodą ponad tłum. Co sprawia, że czują się dobrze i każda z nich jest na swój sposób atrakcyjna?

Myślisz, że wszyscy patrząc na Ciebie oceniają twój wygląd? Bzdura. Kiedy chodziłem do liceum, miałem w klasie takie dwie zwyczajne dziewczyny. Jedna była pewna siebie, a druga była podobna do Ciebie, z tą nieśmiałością w głosie i zachowaniu. Zgadnij z której zgrywały się klasowe głupki. Tej pierwszej nikt nie zaczepiał, bo znała swoją wartość i nie dała nikomu wleźć sobie na głowę. Ta druga koleżanka była ofiarą szyderczych żartów, chamskich odzywek, przemocy psychicznej. Nie dlatego, że nie miała urody, ale dlatego, że miała słabą psychikę.

Człowiek jest drapieżnikiem.

Wyczuwa ofiarę, ale nie zabija od razu, tylko gnębi, aż ta wykończy się psychicznie. Ofiara zaczyna wierzyć, że jest gorsza od innych - to kłamstwo, w które sam wierzyłem. To oni mają problem z zaakceptowaniem drugiego człowieka. To oni podbudowują własną samoocenę niszcząc innych. To oni są głupcami niezdolnymi do zrozumienia innych ludzi.

Teraz kiedy będziesz z nimi rozmawiać, nie patrz na nich jak na lepszych od siebie. Patrz na nich jak na ludzi biednych, wymagających pomocy. Tak naprawdę to oni się pogubili na swoich życiowych drogach. Za dziesięć lat, będą się wstydzić swoich głupich żartów. Dopiero wtedy zrozumieją co złego zrobili. Tak jest zawsze.

Gdyby ktoś mi to wyjaśnił dwadzieścia lat temu, może nie miałbym takich problemów z depresją. Z tego co piszesz, masz wsparcie rodziny. Mama wysyła Cię do psychologa. Skorzystaj. Ja nie miałem takiego wsparcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na pewno wstydzę się mojego wyglądu i uważam, że każdy patrząc na mnie skupia się na tym, że nie jestem atrakcyjna, za gruba itd.

Idealnie piękne są tylko modelki, aktorki, które poprawiają urodę za pomocą drogich kosmetyków i operacji plastycznych. Jeśli się rozejrzysz, zauważysz masę zwyczajnych dziewczyn, niewybijających się urodą ponad tłum. Co sprawia, że czują się dobrze i każda z nich jest na swój sposób atrakcyjna?

Myślisz, że wszyscy patrząc na Ciebie oceniają twój wygląd? Bzdura. Kiedy chodziłem do liceum, miałem w klasie takie dwie zwyczajne dziewczyny. Jedna była pewna siebie, a druga była podobna do Ciebie, z tą nieśmiałością w głosie i zachowaniu. Zgadnij z której zgrywały się klasowe głupki. Tej pierwszej nikt nie zaczepiał, bo znała swoją wartość i nie dała nikomu wleźć sobie na głowę. Ta druga koleżanka była ofiarą szyderczych żartów, chamskich odzywek, przemocy psychicznej. Nie dlatego, że nie miała urody, ale dlatego, że miała słabą psychikę.

Człowiek jest drapieżnikiem.

Wyczuwa ofiarę, ale nie zabija od razu, tylko gnębi, aż ta wykończy się psychicznie. Ofiara zaczyna wierzyć, że jest gorsza od innych - to kłamstwo, w które sam wierzyłem. To oni mają problem z zaakceptowaniem drugiego człowieka. To oni podbudowują własną samoocenę niszcząc innych. To oni są głupcami niezdolnymi do zrozumienia innych ludzi.

Teraz kiedy będziesz z nimi rozmawiać, nie patrz na nich jak na lepszych od siebie. Patrz na nich jak na ludzi biednych, wymagających pomocy. Tak naprawdę to oni się pogubili na swoich życiowych drogach. Za dziesięć lat, będą się wstydzić swoich głupich żartów. Dopiero wtedy zrozumieją co złego zrobili. Tak jest zawsze.

Gdyby ktoś mi to wyjaśnił dwadzieścia lat temu, może nie miałbym takich problemów z depresją. Z tego co piszesz, masz wsparcie rodziny. Mama wysyła Cię do psychologa. Skorzystaj. Ja nie miałem takiego wsparcia.

Ja wiem, że ludzie na pewno się na tym nie skupiają. Jednak to siedzi cały czas w głowie. Cały czas z tym walczę, staram się o tym nie myśleć. Wszystko zależy też od sytuacji i dnia. Też zauważyłam kwestię tego, że tu nie chodzi o wygląd, tylko pewność siebie. Próbuje ją budować, jednak myślę, że ta droga potrwa jeszcze sporo czasu. To nawet nie tak, że mama mnie wysyła do psychologa. Ja sama chcę, ja zdecydowałam się na ten krok. Interesuję się psychologią, mam tam jakąś niewielką wiedzę na ten temat i chyba przez świadomość swoich problemów zdecydowałam się o tym powiedzieć. Waham się oczywiście, boję. Jednak myślę, że to dobra decyzja :) Chcę walczyć o swoją pewność siebie, akceptację i swobodne odnajdywanie się wśród ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewność siebie jest kluczowa w relacjach międzyludzkich,

jednak wydaje mi się, że dużo osób źle rozumie to pojęcie.

 

@anonimowa_2001 czym według Ciebie jest pewność siebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pewność siebie jest kluczowa w relacjach międzyludzkich,

jednak wydaje mi się, że dużo osób źle rozumie to pojęcie.

 

@anonimowa_2001 czym według Ciebie jest pewność siebie?

Hmmm myślę , że dla mnie to wiara w swoje możliwości i posiadanie dystansu. Pewność siebie to umiejętność wyrażania swojego zdania bez strachu,większej obawy przed oceną innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z tym co napisałaś,

jednak to bardziej skutek pewności siebie.

A czy myślisz, że zależy ona, albo lepiej - czy powinna zależeń od konkretnej sytuacji?

 

Jak jesteś pewna co do jakiejś przyjaciółki dajmy na to, to jesteś pewna, że ... no właśnie :)

Ciężko jest zazwyczaj mówić o sobie samym, jakoś łatwiej przychodzi to w odniesieniu do innych.

Jakie cechy przypisałabyś osobie, co do której jesteś pewna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewność siebie pewnie zależy od sytuacji. Każdy inaczej się czuję W różnych sytuacjach. Ja pamiętam jak była akcja z wolontariatu gdzie trzeba bylo mówić do ludzi o fundacji i zachęcić do pomocy. Pewna siebie dziewczyna krepowala się bardzo. Była taka tylko w najbliższym towarzystwie. A ja wtedy podchodzilam dużo do ludzi. Jakoś tak łatwiej mi do obcych. Co jest dziwne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×