Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

anonimowa_2001

Użytkownik
  • Zawartość

    44
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

  1. anonimowa_2001

    Cześć, cześć!

    Cieszę się, że rozumiesz. Ja nawet na lampkę sobie nie pozwalam, bo za bardzo się wstydzę. Tak. Zdecydowanie mam mnóstwo kompleksów i bardzo niską samoocenę. Wiem, że rodzina chce dobrze, ale nie potrafię z nimi porozmawiać. Wiem, że to nie jest dobry pomysł. Poszłam po tą pomoc, odważyłam się powiedzieć, co było bardzo trudne. Nie wyszło.. Rodzice dowiedzieli się o moich problemach, o lęku przed ludźmi, ale to zbagatelizowali i uznali, że przesadzam. Nie dają i nie dadzą mi tego wsparcia, ani zrozumienia. Staram się robić jak najwięcej. Bywają lepsze i gorsze dni, jak u każdego. Głównie mój czas przeznaczam na pomaganie ludziom z internetu. Lubię to robić, psychologia mnie interesuje. Dziękuję Ci za te wszystkie słowa ♥
  2. anonimowa_2001

    Cześć, cześć!

    Bardzo mnie cieszy, że jesteś otwarta na terapię. Czy się zraziłam do ogółu psychologów? Nie. Mam zamiar pójść, ale gdy będę pełnoletnia i zapłacę ze swoich pieniędzy. Nie chce więcej mieszać w to rodziny. To pogarsza bardzo mój stan. Jak pisałam czuję się obciążeniem i powodem zamartwiania się, tylko że nie tym co trzeba. Dla mojej mamy główny problem to złe oceny i to że opuszczałam szkołę. Płakała przez to. Ciągle jakieś docinki i teksty że córka jakiejś tam koleżanki to i to i jest taka super, bo ma dobre oceny.. To męczy i dobija. Bardzo się zmuszałam chodzić do szkoły, by mieć ten święty spokój. Nie widzieć tych spojrzeń, nie słuchać wyrzutów. Ciągle stawałam między tym, że nie dawałam rady iść do szkoły, a między tym, że gdybym została to w domu byłaby okropna atmosfera. Tak źle i tak. Zazwyczaj wygrywałam i szłam do szkoły, męcząc się, no ale jednak szłam. Zdarzało się, że sobie zupełnie nie radziłam i zwyczajnie zostawałam w łóżku. Ja również się cieszę, że tutaj trafiłam na Ciebie. Mam kilka przyjaciół w Internecie, ale nie mam odwagi mówić o wszystkim, nie lubię się nad sobą użalać, a wiadomo, ze oni też mają swoje problemy, wolę się na tym skupić. Jest jedna osoba, z którą rozmawiam głównie o takich problemach i mi bardzo pomaga. Ale też wielu rzeczy nie wie. Tutaj czuję się bardziej anonimowa, więc sobie pozwoliłam. Bardzo dawno nie pisałam o tym wszystkim tak szczerze. To bardzo oczyszczające. Rozumiem Twoją sytuację. Oczywiście na tyle ile mogę, mając 17 lat xD Jesteś matką, żoną. Cieszy mnie, że jest lepiej jednak i że Wam się układa aktualnie. U mnie teraz w wakacje też jest lepiej, bo nie ma szkoły. Mam to czego chciałam. Mogę siedzieć w domu, spać ile chce, po prostu leniuchować... Pomagam w domu na tyle ile mogę, ale nie radzę sobie. Wszyscy mi to też wypominają. Każdy problem rodzi kolejny.. Tak.. kłótnie, łzy, nerwowość, też to znam. Ja mam jeszcze strach przed ciemnością chyba. Tego mi jest wstyd bardzo. Przez to siedzę po nocach i nie mogę spać. Czasem jest całkowicie okej, zupełnie się nie boję, a czasem mam taki strach w sobie, że wariuje. To jest mega dziwne, bo jak ktoś jest w pobliżu to mi przechodzi. Praktycznie każdego dnia jest tak, że się boję i nie mogę zasnąć albo budzę się co chwile. Dopiero kiedy ktoś z rodziny wstaje do pracy, chodzi po domu, czuję taką obecność to mogę spokojnie zasnąć w końcu. Pewnie wynika to z tego, że bardzo długo spałam z mamą. Mamy mały dom, dużo członków rodziny i nie było innego wyboru. Przez to zawsze zasypiałam dopiero kiedy mama też się kładła, albo była w pobliżu. Jak pracowała do późna to szłam spać do kogoś innego. Rodzeństwo zawsze się z tego śmiało, że taka duża jestem, a sama spać nie potrafię. Sama zaczęłam spać jak miałam 14 lat.. Dopiero. I bałam się, że rzeczywiście nie dam rady, ale ku mojemu zdziwieniu spałam spokojnie. Do czasu, jak widać. Bardzo by mi ułatwiło wszystko, gdybym mogła spać z kimś, ale za bardzo się wstydzę, nikt nie wie, że nie śpię przez to i nie mam na tyle dobrych relacji żeby to powiedzieć. Wyśmiali by mnie.
  3. anonimowa_2001

    Cześć, cześć!

    Ah, u mnie z tym leczeniem i terapią to słabo wyszło i nie ma sensu. Przynajmniej dopóki nie skończę 18 roku życia.. Byłam najpierw u psychoterapeuty, ale wyszłam z gabinetu w gorszym stanie niż do niego weszłam. Niestety, ten człowiek zupełnie do mnie nie trafił. Może komuś pomaga, nie wiem, ale ja musiałam przerwać wizytę , bo się rozpłakałam. Za dużo ode mnie wymagał i próbował wyciągać na siłę. Później przyszedł czas na psychiatrę. I ten człowiek zrobił na mnie lepsze wrażenie. Nie bałam się mu mówić o problemie, po prostu mnie wysłuchał i zrozumiał. Przepisał leki. Jedne, potem drugie, ale nie widziałam żadnej różnicy. Było tak jakbym zupełnie tych leków nie brała. A trwało to z pół roku. No i czułam się winna temu.. , że sobie coś wymyśliłam po prostu, że widać nie zasługuje na to, aby było lepiej. Do tego dużo pieniędzy na to szło i czułam się z tym okropnie. Rodzina nie wiedziała co się dzieje, niby się martwili, ale kompletnie nie rozumieli i nie wspierali. Czułam się tylko problemem. Odstawiłam leki. Skoro nic nie dają. A o terapii już nawet nie miałam czelności wspominać. Psychiatra miał popytać o terapię dla mnie, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. W ogóle strasznie żałuję, że rodzinie cokolwiek powiedziałam o tym wszystkim. Znacznie lepiej się czuję udając, że wszystko jest okej, niż widząc jak mama płacze po kątach itd. Tutaj można by dużo pisać. Ale tyle odpowiadając na pytanie o terapię. Wiem, ze się rozpisałam. Wybacz. Co do Twoich natrętnych myśli to musi być straszne i bardzo męczące. Cieszę się, że nie mam czegoś takiego. Dobrze, że starasz się z tym walczyć. Co do pytania jak objawia się moja fobia społeczna no to ja po prostu boję się ludzi. Stresuję bardzo, wstydzę siebie, jak się na mnie patrzą to mnie paraliżuje, wszystkie myśli mi się mieszają i nie potrafię nic zrobić ani powiedzieć dobrze. Jestem przekonana, że myślą o mnie same złe rzeczy. Unikam ludzi jak mogę, a z drugiej strony bardzo potrzebuję kontaktu z drugim człowiekiem. Tutaj ratuje mnie internet. Od dziecka dużo piszę z ludźmi. Tak mi łatwiej, mogę być sobą i myśleć normalnie, bez stresu. Ludzie mają mnie za dziwną, głupią, bo robię z siebie idiotkę i się kompromituje ze stresu (tak tak se tłumacz dziewczynko że to ze stresu xdd) To tak dobija.. Szkoła to dla mnie męczarnia. Występowanie przed klasą, czy wykonywanie jakichkolwiek czynności. Nie idzie się skupić na lekcjach. Zero koncentracji. Eh. Boję się tam chodzić, dużo opuszczałam w ostatnim roku. Rodzina ma mnie za lenia, czy jakąś zbuntowaną dziewczynę, nie rozumieją tego jak się męczę każdego dnia. Uważają że wymyślam i przesadzam. Gubię się w tym wszystkim strasznie.
  4. anonimowa_2001

    Cześć, cześć!

    Aa rozumiem. Ja raczej nie cierpię na zaburzenia obsesyjno - kompulsyjne, tylko na nerwicę (fobię) społeczną. Chyba że można do kompulsji zaliczyć ciągłe myślenie, że ludzie na pewno myślą o mnie to i to. Że się patrzą, oceniają i mają mnie za kogoś złego, dziwnego itd. Sporo tego jest. Też żyje w przekonaniu, że kiedyś zrobię komuś krzywdę, boję się, ze przestanę panować nad sobą i tym co robię. Aa i bardzo często myję ręce. Nie mogę znieść myśli, że są brudne. Do tego dochodzą różne objawy depresyjne. Niechęć do życia, brak siły, jakiejkolwiek energii, myśli samobójcze, ogółem czuję się strasznie źle ze sobą. Dodatkowo mam zaburzenia odżywiania..
  5. anonimowa_2001

    Depresja ?

    Zgadzam się jak najbardziej.
  6. anonimowa_2001

    nie mam już siły

    Ten neurolog to bardzo dobry pomysł. Daj znać co i jak , gdy już będziesz po wizycie. Najprawdopodobniej dużo z tych objawów, jak nie wszystkie wynikają ze stresu jaki przeżyłaś. Przede wszystkim udaj się do psychiatry, im szybciej tym lepiej.
  7. anonimowa_2001

    Wyparcie to kiepska metoda...

    Jak zapewne wiesz to jedne z typowych objawów depresji. Nie pozwól, aby one z Tobą wygrały! To że inni mają gorzej nie ma żadnego znaczenia. Każdy ma inną psychikę i inaczej przeżywa dane sytuacje. Ktoś może mieć niby gorzej, a lepiej znosić sytuację i na odwrót. Jak napisała osoba wyżej bardzo dobrze, że wybrałaś się do psychiatry, że zaczęłaś działać. Życzę Ci dużo siły i wytrwałości 😚
  8. anonimowa_2001

    Cześć, cześć!

    Hejkaa. Miło mi pisać w tym wątku. Możesz bardziej przybliżyć temat, jak to u Ciebie wyglądało? W dzieciństwie jakie kompulsje miewałaś, jak to się rozwijało itd.
  9. anonimowa_2001

    nie mam z kim porozmawiać.

    Jak ja Cię tu rozumiem. To bardzo przykre, że mnóstwo ludzi z takimi problemami nie może kompletnie liczyć na rodzinę. Niby chcą dobrze, ale zupełnie nie rozumieją problemu. Możesz opowiedzieć dokładnie jak to było u Ciebie?
  10. anonimowa_2001

    Cześć, tu Brillet

    Witam Cię serdecznie! Jeśli Ty, bądź ktokolwiek inny chciałby pogadać to śmiało piszcie do mnie. Lubię słuchać i pomagać
  11. anonimowa_2001

    Moje zaburzenia odżywiania

    Powinnaś wybrać się do psychologa/psychiatry + udać się na wizytę do dietetyka. Potrzebujesz jakichś leków i wsparcia co do zaburzeń odżywiania. No i zdrowej diety. Trzeba zacząć jeść normalnie, co nie jest łatwe.. Ja dalej siedzę w swoim problemie niestety.
  12. anonimowa_2001

    zniszczyłam sobie życie

    Witaj! Myślę, że to forum jest jak najbardziej przeznacozne do problemów tego typu. Niestety tak to działa, że raz się zrobi coś złego, a później ciężko z tego wyjść. Jeżeli chodzi o to kłamanie, to jestem w takiej samej sytuacji, tylko że ja nigdy nie koloryzowałam, tylko po prostu przeinaczam prawdę. Czasami sama nie wiem dlaczego to robiłam/robię. Na początku musiałam po prostu chronić siebie, żeby moje problemy nie wyszły na jaw, ale później zaczęło się to tyczyć również najprostszych spraw. No ale, nie o mnie tutaj miałam mówić. Popełniłaś źle robiąc coś takiego, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy mamy prawo do tego, a następnie wyciągania wniosków. Samookaleczanie jest mega przykrą sprawą. Ehh, mam nadzieję, że już tego nie robisz. To naprawdę nie jest wyjście, na pewno nie na dłuższą metę. Pamiętaj, ze musisz z tym walczyć. Nie obwiniaj się. Starasz się robić wszystko dobrze. Teraz masz okazję na zmianę szkoły, zrób to! Porozmawiaj z mamą, nie ma sensu tak się męczyć. Doskonale rozumiem jakie może to być ciężkie dla Ciebie... Jestem w podobnej sytuacji. Co do powiedzenia o wszystkim przyjaciołom.. Ja myślę, że powinnaś to zrobić. Jeżeli powiesz dokładnie jak było i jak się teraz z tym czujesz to na pewno zrozumieją i Cię wesprą. Tak powinni zachować się przyjaciele. Fakt, popełniłaś błąd w stosunku do nich, ale to zrozumiałaś i żałujesz. Jeśli masz częste myśli samobójcze to bardzo niedobrze. Najważniejsze, że mimo wszystko nie chcesz tego zrobić. Jeśli dałabyś radę, to najlepiej porozmawiać o tym wszystkim z kimś bliskim, np. mamą i pójść do psychologa/psychiatry. Samookaleczanie się, objawy depresyjne i myśli samobójcze to poważna i przerażająco częsta sprawa w dzisiejszym świecie. Trzymam za Ciebie mocno kciuki i życzę powodzenia! :*
  13. anonimowa_2001

    Czy powinienem iść na terapię?

    Na terapię zawsze możesz pójść. Jeżeli Twoje problemy przeszkadzają Ci na tyle, że czujesz, że chcesz pomocy to nie masz się nad czym zastanawiać. Spróbować warto. Ogółem ciężko trafić na dobrego terapeutę, ale trzeba próbować i się nie zniechęcać po pierwszym, czy dwóch razach. Robimy coś dla swojego dobra, więc nie ma co się poddawać.
  14. anonimowa_2001

    Czy to są objawy nerwicy lękowej?

    Hej, Hmm, być może jest to jakiś rodzaj nerwicy. Skoro wszelkie badania są w porządku. Jeżeli tak martwisz się tym "guzem" to zrób sobie tomografię. Według mnie powinieneś udać się do psychiatry. Wtedy dostaniesz specjalistyczną poradę i dobrze było by może jakieś leki. Bo męczyć się to też nie ma co. Jak byś chciał coś więcej pogadać to daj znać :)
  15. anonimowa_2001

    Nerwica, depresja czy uzależnienie?

    Tak, byłam na dwóch wizytach u psychiatry. Tzn trzech, ale jedna - z psychologiem, była nieudana. Biorę Zoloft oraz na drugiej wizycie przepisał mi jeszcze Nootropil. Także leczenie tylko farmakologiczne, gdyż na terapię nie ma czasu, każdy zawalony. Kolejna wizyta w połowie Stycznia. Jeżeli chodzi o leki to biorę troszkę ponad miesiąc i nie zauważyłam żadnego działania. Ani pozytywnego, ani skutków ubocznych. Być może trzeba jeszcze poczekać, nie mam pojęcia. U mnie SSRI zadziałały po 7-8-miu tygodniach. I taki jest realny czas zadziałania leku, pomimo, że w ulotce piszą bzdury o dwóch tygodniach. Może jeszcze poczekaj. W każdym razie leki, nawet bez terapii powinny realnie pomóc i przywrócić Cię w miarę do pionu. Jeśli to nie nastąpi, to na następnej wizycie w styczniu powinnaś o tym powiedzieć, bo lek można zmienić. Wielu jest tutaj użytkowników, którym "odpalił" dopiero któryś lek z kolei. Jeśli potrzebujesz bardziej fachowych porad i odpowiedzi, to napisz do forumowego psychologa. Ważne, że podjęłaś jakieś działania w kierunku poprawy sytuacji. Będzie lepiej, wierz mi. Dlaczego wizyta u psychologa byłą nieudana? Tak, trzeba jeszcze pewnie poczekać. Tylko też nie bardzo wiem czego mam się spodziewać i jakie zmiany mogę zauważyć. Jakoś nie wyobrażam sobie tego zupełnie. A wizyta była nieudana, gdyż po prostu człowiek mi zupełnie nie podpasował, nie dogadaliśmy się i w efekcie wyszłam z gabinetu w gorszym stanie niż do niego weszłam.
×