Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kamil25022011

Cześć Kamil! Z piekła do Nieba-> jak pokonać nerwice?

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie.

 

 

W dużym skrócie Wam piszę, bo mój 2 godzinny wywód szlag jasny trafił, nie zapisało mi się i dupa....

 

 

 

 

Moje objawy?

-Uderzenia piorunów do głowy( to coś takiego jak jesteśmy u dentysty i borując najeżdza nam na nerwa) dzinnie miałem takich uderzeń kilkadziesiąt...

-Zawroty głowy uniemożliwiające mi wychodzenie z domu.

-ściski w klatce piersiowej.

-uderzenia gorąca do głowy.

-gula w gardle.

-utraty wzroku.

-paraliże nóg, rąk, twarzy.

-wymyslane przeróżnych chorób począwszy od stwardnienia rozsianego po raki czy guzy mózgu.

 

Podjęte działania?

-Wizyty u Psychiatrów, psychologów, kardiologów, naczyniowców, neurologów, laryngologów.

-leczenie różnymi lekami (nic nie pomogło)

-wszystkie możliwe badania począwszy od rezonansu, po tomografie, badanie przepływu krwi przez żyły, badania błędnikowe, krwi, prześwietlenia klatki piersiowej...

 

 

 

Co pomogło?

-Zainteresowanie się rozwojem osobistym, książki prawiące o zmianie toku myślenia,.

 

 

Odrzuciłem wszelkie leki, przestałem chodzić do lekarzy i sam na włsną ręke doprowadziłem do ustatnia objawów.

Bede miał więcej czasu opiszę Wam całą moją historię zwizaną z nerwicą.

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A jak konkretnie to zrobiłeś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też jestem tego ciekawa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A więc tak, opowiadanie o Sobie ma wtedy sens jak przyczynia się do pomocy innym, a moja historia z nerwicą może dać nowe światło innym ludziom, którzy z nią walczą, do rzeczy:

 

 

1. DZIECIŃSTWO

-rodzice pili, pamiętam do dziś ten lęk, niepokój, stres jakim zaczął mnie ogarniać kiedy przychodził weekend, kiedy rodzice zaczynali kolejną popijawę po której zawszę dochodziło do kłótni, bili się, a Ja mały bezbronny chłopiec nie mogłem nic temu zardzić, permanentnie w okresie młodzieńczym przebywałem pod wpływem wielkiego stresu, co miało wielkie znaczenie dla rozrostu nerwicy we mnie->po 28 latach jestem dopiero tego świadom...

-już w okresie młodzieńczym zaczęły dziać się ze mną dziwne rzeczy. Pierwszy raz doznałem silnego ataku nerwicy w szkole miałem wtedy może z 10 -12 lat, co konkretnie się działo? Skręciłem głową w jedną stronę i nagle zaczęły się przerażające zawroty, które dosłownie zwaliły mnie z nóg+ wymioty... Wychowawczyni natychmiast zaprowadziła mnie do higienistki, wezwała matkę i trwało to tak 8-10 godzin, wróciwszy do domu musiałem się położyć, leżeć w bezruchu i po kilku godzinach przeszło samoistnie, Przez następne 2 lata raz na 2 miesiące doznawałem takich ataków, które były przerażające, działo się to wszędzie, miałem na tamte czasy robione wszystkie badania i nic nie wykryło...

 

 

2. OKRES BUNTOWNICZY 17-21 lat

-W tym okresie nerwica przeszła w stan śpiączki, a Ja znalazłem tzw "wyzwalacz", który pozwalał mi czuć się lepiej, zacząłem dużo pić, brać narkotyki, przebywać w towarzystwie nieodpowiednich osób i tak w wieku 21 lat trafiłem do Zakładu karnego na 2 lata...znowu stres, niepokój, strach wszystko to kłębiło się we mnie...

 

 

3. WYJŚCIE NA WOLNOŚĆ 23 LATA.

-W Zakładzie karnym zdałem Sobie sprawę, że wszystko co najgorsze w moim życiu działo się pod wpływem alkoholu i przez pół roku nie piłem, ale po pół roku powychodzili starzy znajomi i znowu popadłem w nałóg, piłem, brałem narkotyki aż do czasu kiedy nie poznałem mojej żony, trochę się uspokoiłem, znalzałem pracę, ale wtedy nerwica zaczęła się pomału budzić...

Pewnego dnia w pracy poczułem takie odrealnienie, byłem ciągle zmęczony, brakowało mi powietrza nie miałem wtedy pojęcia, że to objawy budzącej się nerwicy....

 

 

4. OBUDZONY POTWÓR->NERWICA.

-Piłem dalej, raz w tygodniu musiałem się napić, kłociłem się wtedy z żoną, uciakałem do kolegów, nie widziałem żadnego sensu życia, alkohol dodawał mi sił, odwagi, ale nie miałem pojęcia, że każdy podnoszony kieliszek doprowadzał do rozbudzenia tego wielkiego potwora zwanym nerwicą, który niedługo zaatakował...

i stało się...

Pewnego dnia będąc po kolejnej popijawie siedziałem na łóżku i zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego, najpierw przeszły mnie poty, a pozniej nastąpiło wielkie uderzenie potwora, który umiejscowił się w mojej głowie, nagłe silne uderzenie gorąca do głowy, a pozniej potężne zawroty uniemożliwiające mi wstać z łóżka, żona zadzwoniła po karetkę, przjechali, dali mi jakieś leki, otumaniło mnie tylko, wieczorem usnąłem, a rano?

Nie było dobrze....

Zawroty cały czas się utrzymywały, na dniach doznałem kolejnych uderzeń w postaci:

 

-Uderzenia piorunów do głowy( to coś takiego jak jesteśmy u dentysty i borując najeżdza nam na nerwa) dzinnie miałem takich uderzeń kilkadziesiąt...

-Zawroty głowy uniemożliwiające mi wychodzenie z domu.

-ściski w klatce piersiowej.

-uderzenia gorąca do głowy.

-gula w gardle.

-utraty wzroku.

-paraliże nóg, rąk, twarzy.

-wymyslane przeróżnych chorób począwszy od stwardnienia rozsianego po raki czy guzy mózgu.

 

 

 

Dzień w dzień...

Atak za atakiem.

co chwila wzywałem pogotowie...

Mieli mnie dość...

Chciałem się zabić to było nie do zniesienia....

Miałem porobione wszystkie możliwe badania, rezonans, 4 razy tomografia,( ciągle jeżdżąc do szpitala wmawiałem im, że się uderzyłem w głowę byle by mi zrobili tomogragfie bo byłem przekonany, że coś siedzi mi w głowie), wizyty u Psychiatrów, psychologów, kardiologów, naczyniowców, neurologów, laryngologów branie przeróżmnych leków nic nie pmagało...

 

 

Siedziałem w domu, nie mogłem nigdzie wyjść objawy były tak silne....

Co okazało się pomocne???

Alkohol...

Kiedy piłem objawy znikały, ale kiedy trzezwiałem to było jeszcze gorzej bóle były nie do zniesienia, próbowałem się zabić, żona 3 razy ratowała mi życie...ale jak dalej piłem i piłem bo alkohol niwelował moje objawy...

 

 

5 .NO I SIĘ DOIGRAŁEM

 

 

-Będąc na kolejnej popijawie wracając do domu napadło mnie 5 osób, dostałem po głowie tak, że połamali mi 5 kości czaszki, spędziłem trochę czasu w szpitalu, o niemal, że nie umarłem, lekarz powiedział, że jestem już na wykończeniu i jak nie przestane pić to będzie po mnie, ale jak tu nie pić jak alko niwelował objawy?????

 

Wyszedłem ze szpitala trzymałem się bez alko może 3 miesiące, nie wychodziłem w ogóle z domu, dostałem z Mopsu umiarkowany stopień niepełnosprawności, matka z żoną mnie utrzymywały bo ja nie mogłem normalnie funkcjonować, bóle były przerażające, chciałem się zabić, modliłem się o śmierć i po 3 miesiącach wpadłem na kolejny głupi pomysł-> zaczne znowu pić i się zapije...

Tak znowu trafiłem do szpitala ledwo mnie odratowali, znowu porobili mi wszystkie badania i werdykt ten sam->SILNA NERWICA.

 

 

6. NICZYM FENIXS Z POPIOŁÓW.

- W szpitalu pierwszy raz zetknałem się z rozwojem osobistym, książkami, które prawią poznaniu siebie, o rozwinieciu Swojego potencjału i nie mając już żadnej nadziei zaczałem czytać chociaż nigdy wcześniej tego nie robiłem, dla mnie książki były czymś nienormalnym, pierwszą książkę jaką przeczytałem była to książka "obudz w Sobie olbrzyma" Anthonego Robinsa, zrobiłem to w szpitalu i poczułem jakiś dziwny przypływ energii, oczywiście dalej czułem się fatalnie, ale zmieniłem tok myślenia i to było przełomem w walce z tym wstrętnym potworem.

Wyszedłem ze szpitala i zaproponowano mi pracę,->ochrona mienia, miałem siedzieć 12 godzin i pilnować zakładu, było to dokładnie rok temu, wziałem ta pracę, ale byłem przerażony jak ja dam sobie radę siedzić 12 godzin jak w domu tylko leżałem...

Generalnie pomysł był taki żeby przerobic chwilę czasu i iść na l4.

Pracując w ochronie poszedłem w kierunku czytania książek, bo w szpitalu właśnie po przeczytaniu jednej poczułem przypływ energii wiec idąc ta drogą zamówiłem kolejną tak też trafiłem na książkę

"Moc pozytywnego myślenia" Normana Pealego i to był wielki przełom, po nasyceniu umysłu treścią z tej książki czułem wewnętrzne wibrację, zacząłem stosować afirmację, wpływać za ich pomocą na moją podświadomość i stał się cu->OBJAWY SUKCESYWNIE USTAWAŁY!!!

SOBIE MYŚLE SKORO znalzałem "lek" na nerwice to czemuś nie nasycać Swojego umsyłu tego typu treścią w sposób regularny? i zaczęło się... Dodam, że odrzuciłem wszystkie leki... czytałem tylko książki, ogladałem motywacyjne filmiki, dodam, że byłem bardzo zamkniętym w sobie człowiekiem, nieśmiałym, który się jąkał, nie widziałem życia bez alkoholu, a tu czytając te pozytywne treści zaprzestałem definytywnie picia alkoholu, przestałem się jąkać, kiedy znajduje się w towarzystwie ludzi pijacych potrafię się lepiej bawić jak niż mimo tego, że nie pije, to co stało się z moim zyciem przez pół roku to Swoisty cud, ale jestem przekonany, że cuda się zdarzają jak im pomożemy się zdażyć, pod wpływem pozytywnych myśli jakość mojego życia wzrosła o 10krotnie, chodzę na siłownie, stawiam Sobie cele, idę teraz zrobić kurs masażu, w lutym planuje otwierać firmę, i co najważniejsze pokonałem nerwice, ona już nie wraca, objawy ustały, czuje taką siłe jak nigdy...

 

 

 

PODSUMOWANIE:

Gdzie tkwi problem?

W umyśle...

Jak go rozwiązać?

-trzeba zmienić myślenie, mając nerwice zaczynamy nawykowo myśleć w niewłaściwy sposób, a każda niepożądana myśl zatruwa jeszcze bardziej Nasz umysł. Na początku kluczem jest wyrobienie Sobie dobrego nawyku, który ma za zadanie zmienić nasze negatywne myślenie w pozytywnie, jeżeli zaczniemy myśleć pozywtywnie, struktury naszego mózgu się zmienią i dojdzie do samoistnego uzdrowienia, nie potrzeba tutaj leków, naprawdę, wszystko tkwi w w umyśle, nie potrzebowaliśmy leków żeby zachorować, wiec nie potrzebujemy żeby zdrowieć, Ja miałem o tyle gorzej, że permanentnie zatruwałem Swój umsył używkami+połamana czaszka i mimo tego doszedłem do Siebie...

Dam Wam pozniej wszlkie informację odnośnie tego jaka literatura pomogła mi wygrać z nerwicą, moi drodzy jeszcze rok temu marzyłem o śmierci bo takl mnie bolało., a teraz? Dziękuje Bogu za ten Ból, za tą chorobę bo dzięki niej jestem tutaj gdzie jestem, mogę cieszyć się pełnią życia, gdyby nie ona dalej bym bładził po świecie niczym zabłąkana owieczka, jestem przekonany, że każdy z Was może to cholerstwo pokonać, bedzie ktoś potrzebował większego wsparcia to pomogę, wiem jak niektórzy z Was cierpią bo też cierpiałem, ale miejscie przekonanie, że można tego potwora pokonać i ja jestem żywym tego dowodem:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeba solidnie przypierdolić w dno, żeby mieć się z czego odbić. Gratuluję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×