Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość wieloraki

optymizm, sens, chęci...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

widziałem w kilku miejscach, że niektórzy ludzie zajmujący się ochroną środowiska, wobec narastających kryzysów środowiskowych i humanitarnych nabierających wg nich rozpędu, zgłaszają potrzebę jakiejś nadziei, że to co robią ma jakiś sens, że w jakiejś szerszej perspektywie będzie dobrze.

zastanawiali się co filozofia ma pod tym względem do zaoferowania.

 

ja bym chciał reaktywować powyższy motyw w dyskusji na naszym forum przy poszerzonym względem samej filozofii, zakresie poszukiwanych źródeł pomagających nam znaleźć sens oraz uzupełnionym tłem kryzysów globalnych o kryzysy osobiste, które każdy z nas przechodzi.

 

dlaczego? zauważyłem po sobie, jak człowiek ma większość dni dobrych to jakby życie uzasadnia się samo, za wiele sie nie myśli, gorzej jak bilans wychodzi ujemny wtedy instynktownie szuka się powodów, motywacji.

 

 

z tego co zauważyłem sens, nadzieje, chęci do życia, ludzie odnajdują na różnych płaszczyznach, podziele je sobie na takie robocze (bardzo robocze) kategorie:

 

- globalna ( np. wiara, że cały kosmos jest dobry, oparta na wierze w dobroć jego stwórcy, czy też nieteistyczna wiara, że wszechświat ma sam w sobie ma cel i z różnymi zawirowaniami ale zmierza w dobrym kierunku, poczucie jedności z wszechświatem itd.)

 

 

- społeczna (rodzina, poczucie więzi ze społeczeństwem, grupą, subkulturą)

 

- ideologiczna (działanie w słusznej sprawie itp.)

 

- wspinaczka (rozwijanie się, bycie coraz lepszym czy to pod względem danej umiejętności czy ogólnie statusu społecznego)

 

- hedonizm (liczą się przyjemne chwile, bo wtedy egzystencja uzasadnia samą siebie)

 

- pasja (ktoś ma pasję, która napędza jego życie)

 

- obowiązki (nie ma co się zastanawiać, trzeba zrobić to i tamto, a później cieszyć satysfakcją z wykonanej pracy)

 

 

inne kategorie nie przychodzą mi w tej chwili do głowy.

 

 

 

tutaj poniżej znany pewnie niektórym przewodnik duchowy Mooji pokazuje (jest to widoczne zwłaszcza w 2:17)że on ma to globalne poczucie sensu.

[videoyoutube=wOzSKU7Zt0Y][/videoyoutube]

 

czy mu wierzymy czy też nie, to mniejsza o to, chodzi o sam przykład uczestnika z tej globalnej kategorii, są smutki, radości, ale gdzieś w głębi jest ten fundament, że tak ostatecznie jest wszystko okej, nad wszystkim czuwa wyższa jaźń, dobry stwórca, a ostateczny stan do którego zmierza świat wynagrodzi wszystko.

 

 

niektórzy nazwijmy ich lokalnymi, twierdzą, że nie należy nawet próbować szukać sensu czy dobra globalnego, uznają , że samo pragnienie jego odszukania to jakaś obsesja, uzależnienie, w dodatku sprzeczne z naturą bo są co prawda lokalne relatywne porządki, ale one wyłoniły się jednak

z chaosu i to przypadek jest fundamentem podtrzymującym porządek.

 

 

są ludzie, którzy w rutynie dnia codziennego, wydaje się, nie zatracili tego co zatraciła większość w pewnym okresie życia czyli przenikającego poczucia wzniosłej tajemniczości świata i choćby z tego względu mówią życiu tak.

ten naukowiec w moim odczuciu przejawia właśnie taką postawę, względem moich kategorii, powiedzmy pasjonat.

 

[videoyoutube=9mYg-hLVcbM][/videoyoutube]

 

 

 

 

 

jakie wy macie podejście w tych kwestiach? na których z wymienionych płaszczyzn odnajdujecie się najbardziej? a jeśli macie jakieś zupełnie inne ujęcie tego tematu to śmiało.

 

 

 

wiem, że takie tematy przyczyniają się do kłótni, mam nadzieje, że tu do tego nie dojdzie, choć konstruktywna krytyka jak najbardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak naprawdę sens swojego życia odnajduje b. mało osób. Większość ma cele, przeżycie i zapewnienie przeżycia komuś, sensem tego nazwać nie można, bo to akcje reakcje, które przybierają wyrafinowane formy, chociażby samodoskonalenie które ma nas udoskonalić pomoc ale nie nada to sensu. Sens to coś bez motywacji, nawet gdy ona opadnie, wszystkie pętle które nas łechcą i zachęcają opadną, to sens zostanie. Dlatego tak trudno go mięć.

To co napisałeś jest bardzo anachroniczne, chodzi mi o kategorie bo temat fajny i tu plus.

Jest coś takiego jak awangarda i wiele osób ma takie podejście do życia. Odrzucają wiary, prawa, kodeksy, religie kształtując coś co nie jest na tym oparte, czekając na nowe można powiedzieć. Nie chodzi mi o leśnych skautów pozamykanych pod ziemia ale o ludzi odbywających się w społeczeństwie ale mających świadomość, ze to co jest teraz nie musi być poniekąd efektem ostatecznym i że warto budować się nie opierając na tym co jest, na stałych. Brak stałych stałą a związany z tym niepokój przekształcany poszukiwania. Chodzi oczywiście o osoby inteligentne, mające szeroki punkt widzenia.

Z osobami inteligentnymi jest podobnie jak z tymi którzy maja sens życia, jest ich naprawdę niewiele.

Większość chorych czy zdrowych wgłębia się w to co mniej więcej rozumie, co jest w jakiś sposób zachęcające. Nie tworzy poniekąd aberracji własnego ja/stałych. Nie zagłębia się w to co nie rozumie i w to co wymaga wysiłku i zredefiniowania swoich poglądów bo jest to bardzo meczące i trzeba się czasem przyznać, ze się myliło a przecież każdy jest zajebisty i dąży do potwierdzenia tego a nie być może zaprzeczenia. To nie ludzi wina (poniekąd) to wina tego z czym się urodzili, ze się przetaczają przez życie a nie żyją. Tego że nie mają wglądu absolutnego, wpływu na swoje ,,ego'' a przede wszystkim wpływ genotypu, tego co dostaje się po rodzicach. Na jak szerokiej częstotliwości może pracował ich mózg, jaka ma plastyczność. Czy osadza się zakopuje w okopach czy posiada inteligencje, umiejętność przystosowania się do nowych warunków. Informacje, że w nowym statusie tez sobie da rade. Jak się ma wąską częstotliwość to lata się tak z kąta do kąta (pętle i nie możliwość wyjścia poza nie) i poprzez zmęczenie materiału tworzy myślowe nowotwory. Dlatego mało ludzi jest naprawdę inteligentnych, większość którzy tacy się wydaja to zawodnicy którzy poruszają się sprawnie po swoim terenie i chwała im za to bo to tez w pewnym stopniu dobra umiejętność ale nie rozwojowa, choć zapewniająca utrzymanie dotychczasowego stanowiska/stałych.

Warto poczytać futurystów Alvin Tofflera, on całą historię ludzkości rozpatruje w kontekście trzech następujących po sobie fal technologicznych i tego że w każdej jest sie kim innym i tego, że w naszej można posiadać zdolność myślenia następnej. Jeśli tylko się wyjdzie po za te tradycje, prawa to co powoduje, ze do tej roboty idziesz a zacznie się zwracać na co innego uwagę, na to co nastąpi, na sygnały.

Zabrzmiało to trochę jak te wywody z działy schizo:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kontrast, ciekawa wypowiedź, kategorie z moich obserwacji wciąż aktualne, ludzie nie przystosowali się w pełni do szybko zmieniających się warunków i trendów, tacy którzy odnajdują się w zmianie nie potrzebujący stałej płaszczyzny odniesienia do swoich działań to po prostu dodatkowa grupa i myślę, że stosunkowo niewielka, a być może to właśnie zmiana, poszukiwanie nowego jest tą stałą, kierunkiem dającym im poczucie sensu.

 

sens bez pętelek który opisałeś to ten który ja nazwałbym globalnym, fundamentalnym, niezależnym od człowieka, no myślę, że może dodać motywacji, a przynajmniej otuchy w zależności jak konkretnie ten sens określa życie danej jednostki, jak ją umiejscawia w szerszej skali rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
To nie ludzi wina (poniekąd) to wina tego z czym się urodzili, ze się przetaczają przez życie a nie żyją. Tego że nie mają wglądu absolutnego, wpływu na swoje ,,ego'' a przede wszystkim wpływ genotypu, tego co dostaje się po rodzicach. Na jak szerokiej częstotliwości może pracował ich mózg, jaka ma plastyczność. Czy osadza się zakopuje w okopach czy posiada inteligencje, umiejętność przystosowania się do nowych warunków. Informacje, że w nowym statusie tez sobie da rade. Jak się ma wąską częstotliwość to lata się tak z kąta do kąta (pętle i nie możliwość wyjścia poza nie) i poprzez zmęczenie materiału tworzy myślowe nowotwory.

 

do mnie pasuje, jestem bardzo schematyczny. czyli twierdzisz, że raczej nie idzie tego zmienić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myśli

 

Nie wiem czy jesteś inteligentny, wydaje się ze bardzo byś chciał, starasz się szukać. Dość często piszesz parafraza tego co przeczytałeś, na swój sposób nie jest to złe ale musisz pamiętać, ze to czyjeś myśli, nie zatrzymać się na myśleniu czyimiś myślami, nawet jak je czujesz i rozumiesz to nie jest to twoje. Jak to zrozumiesz być może zaczniesz sam głęboko myśleć. Moim zdaniem lepiej głupio myśleć niż niegłupio nie myśleć, bo myślenie to proces bardzo ewolucyjny i odpowiednio ukierunkowany odśnieża się z głupoty aby wyjść jako klarowne i dojrzałe narzędzie które obroni się wszędzie, bez Kanta, bez cytatów jak używa się własnego myślenia a nie czyjegoś. Wtedy będziesz ty a nie ktoś inny i pewno zaczniesz podważać Kantego :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kontrast,

 

mnie nie chodziło nawet o inteligencje tylko o te okopywanie się, niektórzy odnajdują się w zmianach, są dynamiczni, a ja wpadam w wyżłobione wcześniej przez samego siebie koleiny, np. wchodzę na kompa i już wiem, że te same 5 stron bede włączał, każdy mój dzień wygląda niemal tak samo itd...

 

przypuszczam, że ewolucyjnie ważne było i wyrabianie nawyków i poszukiwanie nowego, najlepiej jeśli jest to gdzieś zrównoważone u mnie poszło w jedną stronę stąd też pewnie nn, wikłanie się w schematach, rytualikach...

 

a wiem do jakiej sytuacji się odnosisz:D ale tam nie o Kanta chodziło tylko o pewną nieścisłość u kogoś kto odwoływał się do jego zasady, ja w swojej odpowiedzi na niczym co Kantowskie się nie oparłem a na własnej obserwacji pewnej nieścisłości ;) prawde powiedziawszy nawet niespecjalnie jest to dla mnie interesujący myśliciel (wielki pewno był z tego co słyszałem) a ten imperatyw kategoryczny zapamiętałem bo na forum kiedyś ktoś na moje pytanie na czym ateiści opierają swoją moralność powiedział, że na imperatywie, googlnąłem co to jest, popatrzyłem i uznałem, że niegłupie, tak zapamiętałem, ale chyba nawet z przekory starałem się podważyć już nie pamiętam.

 

nie mam myśliciela którego myślenie bym kopiował w sensie to jest mój idol, co on powie to ja też... są za to motywy, na które poszczególni myśliciele zwrocili uwagę, z częścią się zgadzam trochę takich motywów znam i potrafię je przyporządkować do danej sytuacji jak niektórzy obrazki z kwejka.

 

przykładowo do tego co napisałeś jako pewną kontrę mógłbym wstawić słowa Jamesa Joyce'a:

"Nigdy nie wiesz, czyje myśli przeżuwasz" samo mi się wyświetliło w głowie, aczkolwiek wiem, że słowa te relatywizują problem który przedstawiłeś a nie są jego zaprzeczeniem dlatego byłaby to słaba kontra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To są schematy coś bardzo ,,stałego'' osiągniecie stanu gdzie nie wpada się w schemat jako swoistej ostoi a schematem jest nieuleganie schematom jest b.trudne bo niektóre schematy są pomocne. To połączenie wszystkiego.

Cykl, regularność to coś stałego co powoduje spadek lęku, jego kontrole ale też jego wzrost na płaszczyźnie ,,podświadomej'' jak wychodzi poza odbywający się cykl a wpada w swoista patologie.

 

,,Dobrze jak pojadę autobusem do pracy bo nie muszę iść pieszo co jest mi pomocne ale źle jak wsiądę w ten autobus i będę jechał cały czas, dzień noc, dniami zapominając po co jadę. Nie dojadę do pracy i kolejny raz gdy przejadę ten mój przystanek, moja podświadomość rzuci mi informator/znak !LĘK! informujący - STOP tu miałeś wysiąść. Ale zaciąłem się na tym, że to samo - to dobrze, to samo - to stabilnie, bo nie trzeba robić czegoś innego, nieznanego, nigdy nie przeżytego, czegoś co ktoś może ocenić. Mogę nie sprostać temu tak jak kiedyś a nikt nie nauczył mnie, ze nie sprostać to cześć tego co nazywa się sprostaniem. Dlatego nie próbuje, bo lęk znam a bardziej od swojego lęku boje się większego lęku a to na pewno jest tam, gdzie nowe i nie znane''

 

A to z Kantem to luźny przykład, to o czym piszesz jest mi nie znane:)

 

Wklejam to bo napisałem to wtedy w nocy co ,,myśli'' ale nie moglem tu posta wysłać.

 

Zapchajdziury

 

Takie rzeczy powinno się czytać gdy ma się ukształtowanie a ludzie mają deficyty i chcą sobie je zapchać mądrymi głowami. Tak to działa bo ludzie myślą ze to przykryje ich słabość, braki, ze sa za głupi skoro to się nie wykształciło chcąc to zapchać, załatać tak jak umieją, jak im się wydaje ktoś mądrym, przez co odcinają od rozwoju ta czesc siebie bo maja substytut który się w tym płytkim świecie informacji danych sprawdza ale nie powoduje rozwoju tej części siebie tylko jej zapchanie. Widać to na tym forum, ludzie przesiewają się przez takie zapychacze którymi się zapchali, dobrze to widać bo cokolwiek powiedzą przelatuje przez ta zapchajdziurę i się troche tam poobija, przez co nabędzie tej zapchajdziury znaczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno jakby te sensy były łatwe to byśmy przeczytali książkę a nie siedzieli po nocach na forum dla popierdolców :D

 

A może pomyśleć o tym troche inaczej, ze to nie jest takie skomplikowane i przez swoja dostępność każdy może to mieć. Może sensem jest nie popadanie w bez sens, może to coś co mijamy codziennie rano ale niedostrzegany tego czekając na jakieś z nieba pierdolniecie, bo tak nas nastawia świat, że tego nie mamy bo to coś wyjątkowego a wyjątkowi jeszcze nie jesteśmy i nie wiadomo czy będziemy ale biegnijcie my wam powiemy kiedy będziecie. A może to trzeba stać, zatrzymać się tym samym robiąc wbrew temu co nam się wydaje, ze gdzieś to jest ale gdzieś to daleko a tam trzeba biec a nie tak jak żyjesz polec. Może to to aby żyć teraz a nie kiedyś czy czekać na lepsze jutro

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mysle ze do sensu tego przez duze s potrzebna jest wiedza lub niektorym wiara o sprawy w kwestii ktorych trudno o zgode brakuje pewnikow, odnosnie relacji umysl-materia, wszechswiat-czlowiek, zycie po smierci itp. gdybym sie dowiedzial ze wszechswiat, jego ukryte sily, jest obojetny na czlowieka, a po smierci nic nie ma ustawilbym sobie tylko cele, przyjal dosc hedonistyczna postawe i nie zaprzatal sobie glowy, ale takiej pewnosci nie ma...

 

 

nie wiem czy sie da i czy sie powinno najpierw samego siebie uksztaltowac, a dopiero pozniej cos bystrego czytac. w szkolach daje sie od pewnego momentu do przerobki juz calkiem skomplikowane postacie np. ja mialem Nietzschego w pierwszej liceum, kwestia jak sie do tego podejdzie, nauczyciele zachecaja do interpretacji, polemiki, spostrzezen i porownan z innymi, chyba w taki sposob chca rozbudzic krytyczne myslenie ale rowniez tworcze do ktorego jedni z natury maja predyspozycje inni nie. filozofowie rowniez najpierw przyswajaja zasady logiki, motywy...a dopiero pozniej majac wiedze i warsztat, syntezuja, tworzą nowe tezy i perspektywy. tak mi sie wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat ważny, warty rozwinięcia, dzięki za zaproszenie, Wieloraki, choć trudno mi w tym momencie życia pisać o sensie. Optymizmu i chęci również brak. Aktualnie tkwię w przeświadczeniu, że człowiek to nowotwór planety (jak już wspomniałam w innym wątku) i w ogóle nie powinien nigdy się pojawić, a jeśli już, to ewentualnie zatrzymać się na etapie struktur plemiennych. Nie ma nic dobrego, co by zrobił człowiek. Jego ingerencja w naturę ma katastrofalne skutki i jedyne co przynosi, to cierpienie (wszelkich organizmów żywych). Wielu ludzi mówi, że przecież są też wspaniałe zabytki, wynalazki, cywilizacje i kultury. No i oczywiście sztuka. Ale po co to wszystko powstało? By zaspokoić potrzeby ludzkie. A im dalej w to brniemy, tym jest gorzej. A sztuka? To jedynie sposób wyrażenia tych wszystkich nieszczęsnych emocji, myśli, przeczuć, które zaczęły towarzyszyć człowiekowi, odkąd wykształciła się u niego świadomość. Jest jeszcze muzyka, która jest najlepszą rzeczą, jaką stworzyliśmy, tyle że jej pożyteczność nie wykracza poza ludzki świat. W przeciwieństwie do innych żyjących stworzeń, nasze istnienie nie jest planecie do niczego potrzebne. Przeciwnie, jest dla niej bardzo szkodliwe. No chyba że jesteśmy jej narzędziem do autodestrukcji.

 

Ale miała być mowa o sensie. Mnie też zdarzyło się go odczuwać jakieś 3-4 lata temu, kiedy żyłam blisko natury, daleko od miasta, w otoczeniu podobnych sobie ludzi. Kiedy każdego dnia od rana do wieczora musiałam pracować fizycznie, palić w piecu, dbać o zapewnienie podstawowych potrzeb sobie i innym. Kiedy czułam się ogniwem w łańcuchu, częścią społeczności, akceptowaną w każdym calu. Kiedy nie obchodziło mnie ani nikogo, czy mam na sobie gumiaki, czy jestem na boso, czy w dziurawym swetrze, czy w staromodnej kiecce w kiaty. Kiedy wieczorem zdrowo zmęczona mogłam siąść przy ognisku i pomilczeć albo napić się piwa pod sklepem z miejscowym żulem, popatrzeć w gwiazdy, posłuchać szumu rzeki. To były najpiękniejsze i najszczęśliwsze chwile mojego życia. Wtedy nie zastanawiałam się zbytnio nad sensem, po prostu żyłam prawdziwym życiem, takim z krwi i kości, ognia i wody, ziemi i powietrza.

 

Im bardziej zastanawiamy się nad sensem, im więcej go szukamy, tym bardziej oddalamy się od niego.

Według mnie źródłem ludzkiego cierpienia jest myślenie, zastanawianie się nad każdą pierdołą, przewrażliwienie, skupianie się na sobie wynikające z odseparowania jednostki od społeczności. Chcąc nie chcąc staliśmy się egocentrykami, mamy obsesję na swoim punkcie, pragniemy być kimś, osiągnąć coś, wyglądać tak czy siak, mieć to i tamto, żyjemy w ciągłym strachu, czy jesteśmy wystarczająco ok w oczach innych. Nie żyjemy już w symbiozie z innymi, nie jesteśmy częścią niczego większego. Zachęcani przez media pielęgnujemy swój indywidualizm nieświadomi tego, że to ślepy zaułek.

 

Przez to, że zostaliśmy odseparowani od natury, żyjemy w betonowych izolatkach, w sterylnych warunkach. Nic nie musimy robić, bo od tego mamy elektronikę, maszyny. Nasze wynalazki pozwalają nam zaoszczędzić czas, a potem my ten czas zabijamy - albo w dodatkowej pracy, albo przed TV, w necie, grając w gry. Byle nie myśleć, nie zastanawiać się, uciec.

 

Sądzę, że szczęście to poczucie bycia potrzebnym, posiadania swojego konkretnego miejsca wśród ludzi i na świecie. To praca, z której jest się dumnym, która satysfakcjonuje, choćby była mało prestiżowa, nie taka, która ma tylko dać kasę. I na pewno szczęśliwym jest człowiek, który nie żyje pod presją, nie rozważa, co pomyślą lub powiedzą inni, egzystuje zgodnie z własną naturą. Wbrew pozorom życie w ten sposób w cywilizowanych krajach jest trudne i dlatego coraz więcej ludzi choruje na depresję, nerwicę, wszelkie schorzenia duszy. Wszystko jest nie tak, jak być powinno. Sami się wynaturzyliśmy (jako gatunek) i takie są konsekwencje.

 

Fajnie, że tu trafiłam, przypomniałam sobie, co dawało mi szczęście, jak było kiedyś fajnie. Kiedy to wszystko straciłam, stałam się bezdomna, w szerokim tego słowa znaczeniu. Mam gdzie mieszkać, rzecz jasna, mam co jeść, ale nie mam już swojego miejsca na świecie i myślę, że to już nie do odzyskania. Dlatego nie chce mi się żyć i coraz bardziej schizuję :) Nie pamiętam, kiedy tak się wygadałam. To forum to był dobry pomysł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wieloraki, Pewności takiej chyba nigdy nie będziesz miał bo od zawsze ludzie maja jakiegoś pastucha i kołek z łańcuchem, nie za długim takim aby nie widzieli innego pastwiska. Takich co nie maja kołka, łańcucha jest niewielu. Latanie po całym pastwisku, wszechświecie to nieznane. A jak się już wydreptało koło tego kółka to nawet jak się łańcuch zerwie nie uciekniesz, bo to co tu jest ci znane i stabilne a to co tam budzi lęk(schemat) Dlatego niektórzy nie idą nieśmiało od kołka jak się łańcuch zerwie a wręcz biegną szukać, bo zdają sobie sprawę, ze to co było to nic, to tylko pętle a one do czegoś służą, do kontroli a ona ma na celu coś, ograniczyć i inteligencje ciekawi co i czyta mieczy pętlami i wie, ze to nie zagrożenie tylko coś innego. Coś czego ludzie się nie dowiedzą bo by nie byli tacy jak teraz są.

 

Szkoła jest ustawiona na odtwarzanie=wiedze a nie na myślenie. Chodziło mi raczej o to, że do tych 16 lat powinieneś być pełny a nie wybrakowany i iść na Nietzschego. Potem będą inni, to co od nich, się pewno sprawdzi ale nie nauczy cie myśleć tylko odtwarzać co oczywiście nabierze zawoalowane formy. Potem będziesz miał tylko więcej źródeł i będziesz wybierać z nich to co ci się podoba, niestety będziesz się posługiwał kodem źródłowym z błędem. Dlatego potem będą pętle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ygnis, A nie możesz już tam wrócić, do żuli, rzeki i ognia?:)

Był ostatnio taki film dokumentalny w którym był przedstawiony świat ludzi plemiennych i tego że tam jest każdy potrzebny, jest tak jak u wilków, starsi idą przodem aby to było tempo grupy aby sobie każdy dał rade a nie tak jak teraz, że stawia się na indywidualizm, silnych, nie pamiętając o słabszych. Teraz nie liczy się jakim jesteś człowiekiem ale to co możesz wyprodukować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ygnis, niedawno ogladalem fotki dziko zyjacych ludow z roznych stron swiata, niesamowite wrazenie, ale i oni maja swoje narracje nadajace swiatu sens, mity, choc moze niekoniecznie stanowiace pocieszenie.

 

Kontrast,

 

dzisiaj pastuchy juz nie moga jeden drugiego chowac przed trzecim tylko musza stawac do debaty ;)

 

zeby myslec trzeba miec pojecia to da ksiazka, jedna, druga, ale nie pouklada za ciebie tych pojec tak by wszedzie pasowaly jesli ktos nabedzie motyw przetworzy go na wczesniej nie pasujacy grunt, to jest to praca tworcza imo. nic nie bierze sie z niczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety teraz nie mam jak... Chyba że wygram w totka i postawię swój własny ośrodek turystyczny :] Żeby nie było, tam nie tylko żule mieszkały, a właściwie to są żulo-poeci, zupełnie inny gatunek. W każdy razie życie tam miało właśnie trochę charakter plemienny. Są jeszcze takie miejsca, ludzie płacą krocie, żeby móc w nich żyć albo porzucają wszystko i zostają żulo-poetami. Póki co nie stać mnie ani na jedno, ani na drugie :

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

to sa wspolnoty jakies takie? po co kasa do tego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wieloraki, Chodziło mi o religie i stwórców, klapeczki zapadające jak się już ,,uwierzy'' :)

Historia jednak pokazuje że ludzie np odkrywali wiele rzeczy nie mając pojęcia nawet o podstawach dziedziny. Właśnie o tym pisałem, ze jest różnica miedzy tworzeniem dla tworzenia a tworzeniem które ma sens.

Dlatego inteligencja, umiejętność przystosowania się do nowych warunków. Możliwość bycia bez wiedzy, bo od razu poznaje sie zasady panujące. Nikt ci nie musi ich odtwarzać bo narzędziem które wypracowałeś sam odkrywasz logikę, tym samym możesz ustalić co się dzieje a nie masz od górnej narzuconej zasady i tego pojmowania które posiada chęć do zapychaczy i zapcha się tym co kto ci powie a nie zobaczy to co ma zobaczyć. Choć oczywiście przyjęte wcześniej schematy dopowiedzą klepaniem po plecach ,,myślisz, teraz odnalazłeś analogie, teraz to tamto'' ale to tylko wewnętrzny poklepywacz aby poczuć spełnienie, że proces został zrobiony.

Żeby było jasne nie kwestionuje, że wiedza jest ważna, tylko jest też pułapką dla ludzi z deficytami w pewnym stopniu.

Sam widzisz po sobie i swoich tematach. Kiedyś pisałeś o wierze o frontach aby potem po nocach to wszystko podsumowywać, ze to bez sens.

Zapychacz ma swój czas wydźwięku, potem musi nadejść nowy i następny. Nowe religie, nowe podejście, nowe, nowe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tak tylko czlowiek rodzi sie juz z wbudowana logika jakies podstawowe algorytmy na nich osadzaja sie bardziej zlozone wyprofilowane i to samo zycie jest architektem. mojemu mysleniu nie zagrazaja ksiazki a raczej nn ktora mocno je uschemaca narzuca kategorie mocno filtrujace rzeczywistosc w sposob nieprzydatny a jedynie destrukcyjny emocjonalnie i obciazajacy pamiec robocza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kontrast, rozne idee ktorymi sie zachlystywalem to byly desperackie proby uzyskania gruntu kosztem przelonywania samego siebie. jednak w tle caly czas pracowalo nad nimi myslenie krytyczne, sceptycyzm. i tak to bylo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wieloraki, Człowiek raczej się tego uczy. Na początku małpuje, naśladuje, potem odkrywa analogie i tak dalej.

Człowiek rodzi się z chęcią poszukiwania z tymi instynktami, które powodują, ze jest ciekawy a to życie, religie, prawa, tradycje (anty awangarda) mu to ogranicza, traktuje zachowawczo. Człowiek rodzi się tylko ze skalą swoich intelektualnych możliwości, genotypem.

 

Można mieć dobry motor ale słabe paliwo a można mieć mały motorek, dobre paliwo i śmigło w dupie. Ludzie zawsze chcą to pierwsze plus dwie turbiny, choć nie zawsze umieją na koło postawić składają. (ah te moje metafory pojazdowe) : d

 

Schematy sa trochę piętnowane ale to tez informacja, że można być rzetelny szeregowcem. Inteligencja to pytania które gdy nie jest się prawidłowo ukształtowanym prowadza do bez sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
to sa wspolnoty jakies takie? po co kasa do tego?

 

Nie, to Bieszczady ;)

 

Ale rzeczywiście istnieją przecież też takie wspólnoty różne...

Wczorajsze rozważania, do jakich zmobilizował mnie ten i inne wątki na tym forum, sprowokowały mnie to postawienia sobie pytań, dlaczego teraz jest w moim życiu tak, a nie inaczej i co mogę zrobić, by to zmienić. Pojawił się rozruch w mojej głowie. To bardzo dobre.

 

Wybaczcie, że nie włączam się w Waszą dyskusję o inteligencji, ale jest dość zagmatwana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdemu marzy się taki ,,atol" Wielu chce wrócić do mamy, albo w mamę albo lepiej to cofam:)

To jest nasze, nasze jest znane a inne zmienia zasady gry w czasie grania. Co oznacza, ze nie można być w pozycji embrionalnej tylko trzeba obudować się maskami do grania, niepokojem czy sprostam roli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×