Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
karolinaa1

Problemy rodzinne

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem w sumie dlaczego, ale chciałam opisać tutaj swoją sytuację rodzinną. Mam prawie 23 lata. Praktycznie od urodzenia miałam ciężko, bo od urodzenia mieszkam w jednym domu z wujkiem alkoholikiem. Gdy miałam 2 lata, zmarł mój tata, więc w ogóle go nie pamiętam. W domu były oczywiście ciągłe awantury z powodu wujka alkoholika, niejednokrotnie bardzo się bałam jako dziecko, czasami nawet uciekaliśmy do sąsiadów. W takich warunkach dorastałam przez lata. Zawsze byłam bardzo cicha i nieśmiała, chociaż teraz wiem, że to raczej fobia społeczna a nie tylko nieśmiałość. W wieku 13 lat nastąpiło kolejne zdarzenie, które niewątpliwie również wpłynęło na moją psychikę - mama znalazła sobie faceta, byli dosyć krótko i okazało się że zaszła w ciążę. Dla mnie to był szok, dowiedziałam się przypadkiem. Strasznie mi było z tym ciężko, bo bałam się reakcji rówieśników w szkole. Byłam (i jestem) chorobliwie nieśmiała i okropnie bałam się jak zareagują na ten fakt moi rówieśnicy. Ta sytuacja sprawiła, że stałam się jeszcze bardziej zamknięta w sobie, nie miałam żadnych koleżanek, nigdzie nie wychodziłam. Po roku czy dwóch mama rozstała się z tym facetem (do teraz obwinia o to mnie), wyprowadził się i zostaliśmy z mamą i bratem sami. Od tego czasu mama kilkakrotnie zaczynała się ponownie spotykać z tym facetem, a ja byłam temu przeciwna, bo to nie jest człowiek, że tak powiem, normalny. I to nie tylko ja tak myślę - inne osoby z rodziny są tego samego zdania, że powinna się trzymać od niego z daleka. Ale ona oczywiście ma nas gdzieś, jest w nim zakochana i świata poza nim nie widzi. Teraz to już przechodzi wszelkie pojęcie, co ona wyprawia. Jeździ do niego prawie codziennie i siedzi niewiadomo ile. Nawet bratem już mało co przejmuje. Nie radzi on sobie całkiem dobrze w szkole, ale ona nie raczy mu w tym pomóc, bo nie ma oczywiście czasu. Mnie to już ma totalnie gdzieś, mogłabym nie istnieć i by się nie zorientowała. Nie wiem już co mam robić. Mam wszystkiego dość i dobija mnie też fakt, że nie mam się komu zwierzyć, bo nie mam znajomych, nikogo bliskiego. To wszystko przez to że jestem takim odludkiem i unikam kontaktów. Co sądzicie o mojej sytuacji i jakie są Wasze problemy rodzinne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że gdy tylko będziesz w stanie powinnaś wyrwać się z domu, żeby dojść do siebie. Bo przejmujesz się sytuacją rodzinną, na którą nie masz wpływu i to się odbija na Twoim zdrowiu. Jak się wyrwiesz - będziesz mogla o siebie zadbać. Zacząć zdrowieć.

 

Myślę, że jeśli mieszkasz gdzieś, gdzie jest grupa DDA, albo ośrodek terapii uzależnień, w którym prowadzą terapię dla DDA, to mogłabyś tam zajrzeć (to nic nie kosztuje). W grupie można znaleźć oparcie. A gdybyś powiedziała to, co tutaj napisałaś terapeucie, to myślę, że byłby w stanie Ci pomóc.

 

W ten sposób - wyrywając się z domu i zapewniając sobie wsparcie, oraz pracując nad sobą - możesz nauczyć się zdrowych metod radzenia sobie. Takie działanie wielokierunkowe.

 

Pewnie żal Ci zostawić brata, co? :( Oczywiście, jeśli przeprowadzka musi poczekać, bo nie czujesz się na nią gotowa, to grupa i terapia i tak mogłaby Ci pomóc. Wszystko w swoim czasie.

 

Ja? Ja urodziłam się w domu, gdzie agresywny alkoholik rządził swoim terrorem. Od małego miałam w domu sceny rodem z "Lśnienia" (siekiery w drzwiach - długo mi się to śniło po nocach). Bił moją matkę. Pewnego razu próbowała popełnić samobójstwo. To ja ją znalazłam. Miałam całe trzy lata. To było moje pierwsze spotkanie ze śmiercią (w lot pojęłam o co chodzi i co się dzieje). Odratowano ją. Jak miałam 6 lat, to się w końcu wyprowadziłyśmy z tego piekła. Myślałam, że będzie spokój, ale matka zaczęła się kłócić z siostrą. Siostra uciekła z domu na wiele lat, a ja zostałam z matką i jej nieleczoną depresją. Jak dorosłam to też nie byłam zdolna do nawiązywania relacji z innymi, czułam, że jestem całkiem sama, a nie mogę się wyrwać, bo muszę się opiekować matką - no kto jej pomoże jak nie ja?

 

Grupa i terapia mi pomogły. Dziś mam 27 lat, mieszkam samodzielnie i ciągle codziennie się uczę jak o siebie dbać. Mojej matce świat się nie zawalił. Żyje i sobie radzi beze mnie, a ja już nie poświęcam siebie i praw do własnego życia.

 

Można.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że gdy tylko będziesz w stanie powinnaś wyrwać się z domu, żeby dojść do siebie.
W moim przypadku nie będzie to takie łatwe. Zanim będę mieszkać osobno minie niemało czasu. Niestety nie pracuję. To wszystko przez ten mój strach przed jakimiś kontaktami. Jak mam coś iść gdzieś załatwić to jestem mega zestresowana. Dlatego unikam jak tylko mogę takich sytuacji. Chciałabym pracować, wtedy może bym się usamodzielniła, ale odkładam z roku na rok próby podjęcia jakiejkolwiek pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W moim przypadku nie będzie to takie łatwe. Zanim będę mieszkać osobno minie niemało czasu. Niestety nie pracuję. To wszystko przez ten mój strach przed jakimiś kontaktami. Jak mam coś iść gdzieś załatwić to jestem mega zestresowana. Dlatego unikam jak tylko mogę takich sytuacji. Chciałabym pracować, wtedy może bym się usamodzielniła, ale odkładam z roku na rok próby podjęcia jakiejkolwiek pracy.

 

Rozumiem. Tak myślę.

 

Problem polega na tym, że nie będziesz tak mogła wiecznie i w pewnym momencie, będziesz musiała przejść do kolejnego etapu w życiu. Dodatkowo - unikanie utrwala ten lęk w Tobie. Przydałoby się nauczyć sposobów radzenia sobie z nim, żebyś mogła zrozumieć, że masz wybór, a potem się przełamać.To Ci się przyda na przyszłość. Łatwe pewnie nie będzie, na pewno nie na początku. Ale z tego co czytałam i słyszałam, a także doświadczyłam - to jest wykonalne. Sama oswoiłam niemożność odbierania i wykonywania telefonów w trakcie terapii.

 

Myślę, że dobrze kombinujesz - jakbyś podjęła pracę usamodzielnienie mogłoby Ci po pewnym czasie przyjść naturalniej. Taka metoda małych kroków - nikt z dnia na dzień przecież się samodzielny nie staje i Ty też nie musisz. Możesz w swoim tempie.

 

Chciałabym, żebyś nie poddała się myśli, że zawsze będzie tak, jak teraz. I nie musisz czekać, az jakiś warunek zostanie spełniony, żeby zacząć dochodzić do siebie. Możesz zacząć od teraz. Krok po kroku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×