Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
25.anowi

Choroba--a dziecko ?

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem czy już jest taki temat ale chciałam o tym porozmawiać.

 

Otóż w przyszłym roku wraz z moim narzeczonym bierzemy ślub. Zawsze marzyłam o pięknej sukni i skromnym weselu. Nadal marzę ale boję się tej całej ceremonii.

Co za ślubem idzie to fakt że chcemy założyć rodzinę i tworzyć ją razem z dzieckiem.

Dzieci kocham od kiedy pamiętam, zawsze komuś w rodzinie pilnowałam i robię to nadal- ale to nie jest to co przed chorobą :( Boję się faktu że zostaje z dzieckiem sama. Już parę razy ataki paniki dawały się we znaki- a tu obawa co się stanie z dzieckiem kiedy ja np.zemdleje ?

 

Chcę mieć swoje dziecko, ale strach przed porodem, przed tym że jestem chora to nie poradzę sobie w jego wychowaniu. Nocami bym nie spała bo męża wtedy nie będzie. Co jeśli ataki będą silniejsze niż moja wola i ja sama ? Nie lubię być sama w domu-wtedy mam zawsze ataki bo to mój lęk.

 

Czasami myślę sobie żeby odpuścić sobie z tego powodu macierzyństwo :cry: a to byłaby moja porażka. Boję się a chce

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybym przed zajściem w ciążę wiedziała że choruje to odłożyłabym macierzyństwo do momentu w którym będę miała pewność, że jest dobrze. Teraz mam w głowie przekonanie, że nie jestem w stanie zapewnić dziecku takich warunków wychowawczych jakie bym chciała, choć staram się jak mogę.

Nie uważam się za złą matkę, nigdy nie uderzyłam swojego dziecka, raczej nie podnoszę głosu ale mimo wszystko widzę jak moje negatywne emocje które trzymam wewnątrz na niego wpływają.. Nie ma dnia bym nie obwiała się o to czy nie skrzywię mu psychiki i czy wychowam na normalnego, szczęśliwego człowieka oraz czy sama podołam wyzwaniu jakim jest macierzyństwo, szczególnie że zostaliśmy sami..

Generalnie ciężki temat...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mały ma 4 lata a ja zaliczyłam w ciągu nich 3 hospitalizacje od depresji poporodowej począwszy. Nie wiedziałam, że takie rzeczy mi grożą kiedy pomyśleliśmy o dziecku. Wciąż uczę się być matką i staram się panować nad emocjonalnością. Do tego nie ma przy nas partnera, który pracuje setki km od domu i bywa weekendowym gościem. Poczucia winy wobec dziecka chyba się nie pozbędę. Podobnie jak lęku czy moje problemy nie staną się w przyszłości jego utrapieniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli wychodzi na to że nie dam sobie rady w czasie tej choroby?

Miałyście jakieś ataki wtedy gdy dziecko było maleńkie i byłyście same w domu ?

 

Nie wybaczę tego ani babce ani pseudo wujkowi że zgotowali mi takie życie :why: Byłam normalną nastolatką a teraz boję się byle czego.

Normalnie łzy mi lecą i mam dosyć tego co się dzieje ze mną. Przez te obawy będę odkładała bycie mamą aż nie będę miała potem szans bo będę miała problemy bo zbyt wiekowa. A ja dużo już czasu nie mam .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz czas żeby zadbać o swoją psychikę, przygotować się dobrze zanim pojawi się maluch. Może skorzystasz najpierw z terapii ? Znam matki, które poradziły sobie z problemami lękowymi i wychowały fajne dzieciaki. Dobrze pomyśleć z partnerem jak on wyobraża sobie swoją rolę rodzica. Nikt rozsądny nie powie ci na forum tak czy nie. To się musi rozegrać w twojej głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czyli wychodzi na to że nie dam sobie rady w czasie tej choroby?

Miałyście jakieś ataki wtedy gdy dziecko było maleńkie i byłyście same w domu ?

 

Nie wybaczę tego ani babce ani pseudo wujkowi że zgotowali mi takie życie :why: Byłam normalną nastolatką a teraz boję się byle czego.

Normalnie łzy mi lecą i mam dosyć tego co się dzieje ze mną. Przez te obawy będę odkładała bycie mamą aż nie będę miała potem szans bo będę miała problemy bo zbyt wiekowa. A ja dużo już czasu nie mam .

 

 

Nie wiem czy dasz sobie radę czy nie , ale zadaj sobie pytanie czy warto ryzykować w obecnej sytuacji? Samo to że tu piszesz potwierdza że masz obawy i się wahasz. Osobiście zalecałabym najpierw popracować nad sobą by mieć pewność że Twoja choroba nie będzie miała wpływu na wychowywanie dziecka i jego prawidłowy rozwój.

Tak ja napisała Spacja - "Poczucia winy wobec dziecka chyba się nie pozbędę. Podobnie jak lęku czy moje problemy nie staną się w przyszłości jego utrapieniem" zastanów się czy chcesz żyć z takimi myślami..

Nie chce zniechęcić Cię do macierzyństwa bo wiem że każda z nas mogłaby być lub jest dobrą matką, lecz choroba jest sporą przeszkodą, więc w pierwszej kolejności radziłabym się z nią rozprawić a potem decydować się na potomstwo.

 

Dziecko to odpowiedzialność na całe życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Florą.

 

Ja też nie mam pewności że moja choroba nie przejdzie na moje dzieci. Biologiczne potomstwo u mnie odpada. Ale za to gdy nauczę się panować nad sobą w chwilach m d, czemu nie adoptować? Na pewno trzeba też będzie wywęszyć czy koleś partner się nadaje na tatusia. Nie może być tak że któreś z nas będzie się płodzić tylko po to by pomiśkować z dzieckiem. To jest cały nowy człowiek, o którego trzeba dbać, wycierać buźkę i bobki z noska, pocieszać gdy odkryje że Święty Mikołaj nie istnieje, poprawiać w nieskończoność że młodszych się nie szczypie a jeśli chce babeczkę musi poprosić i odczekać, a jeśli jej nie dostanie ma zająć się czymś innym... To całe rodzicowanie to pole minowe po którym skaczesz dzień i noc :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zgadzam się z Florą.

 

Ja też nie mam pewności że moja choroba nie przejdzie na moje dzieci. Biologiczne potomstwo u mnie odpada. Ale za to gdy nauczę się panować nad sobą w chwilach m d, czemu nie adoptować? Na pewno trzeba też będzie wywęszyć czy koleś partner się nadaje na tatusia. Nie może być tak że któreś z nas będzie się płodzić tylko po to by pomiśkować z dzieckiem. To jest cały nowy człowiek, o którego trzeba dbać, wycierać buźkę i bobki z noska, pocieszać gdy odkryje że Święty Mikołaj nie istnieje, poprawiać w nieskończoność że młodszych się nie szczypie a jeśli chce babeczkę musi poprosić i odczekać, a jeśli jej nie dostanie ma zająć się czymś innym... To całe rodzicowanie to pole minowe po którym skaczesz dzień i noc :)

 

zgadzam się w 100%

 

posiadanie partnera który będzie Cię wspierał a dla dziecka będzie dobrym ojcem jest kluczowe. Jak zostaniesz sama z maluchem, deprecha i cholera wie czym jeszcze to bedzie przesrane..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja jestem zdania ze jak czlowiek sie leczy (obojetnie, terapia leki) i ma w miare stabilny nastroj to dlaczego ma zyc bez dziecka? Najwazniejsza kwestia oprocz samego dziecka jest to jak sie partnerzy czyli matka i ojciec dziela jego wychowaniem. Choroba to drugorzedna sprawa o ile jak napisalam jest stabilizacja. Wiadomo ze sa gorsze dni, ale wlasnie wtedy sie tez trzeba wyzywac egoizmu pomyslec o kims, miec zdrowe podejscie ze skoro bierzesz odpowiedzialnosc za inna osobe to trzeba podniesc sie i robic, sprzatnac, wlasnie dac jesc itd. Jak ktos nie jest na to gotowy albo ma wlasnie takie podejscie ze faceta nie bedzie i czy sobie poradzi to nalezy odpuscic. Faceta moze zabraknac i kiedys. Na facecie swiat sie nie opiera i trzeba skoro ktos sie zdecydował na macierzynstwo na odpowiedzialne podejscie. Akurat sie nie zgodze ze nerwica lekowa jest dziedziczna, nerwica czy depresja itd czesto sie objawia w rodzinach pozornie zdrowych, gdzie wlasnie nerwice czy depresje powoduja przede wszystkim relacje miedzy rodzicami, ktore sa nieodpowiednie, np wymowki zony ze maz duzo pracuja a ta siedzi w domu i sie nudzi i tego typu sytuacje, lub gdy jedno zdradza drugie i tkwia w toksycznym zwiazku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja jestem zdania ze jak czlowiek sie leczy (obojetnie, terapia leki) i ma w miare stabilny nastroj to dlaczego ma zyc bez dziecka? Najwazniejsza kwestia oprocz samego dziecka jest to jak sie partnerzy czyli matka i ojciec dziela jego wychowaniem. Choroba to drugorzedna sprawa o ile jak napisalam jest stabilizacja. Wiadomo ze sa gorsze dni, ale wlasnie wtedy sie tez trzeba wyzywac egoizmu pomyslec o kims, miec zdrowe podejscie ze skoro bierzesz odpowiedzialnosc za inna osobe to trzeba podniesc sie i robic, sprzatnac, wlasnie dac jesc itd. Jak ktos nie jest na to gotowy albo ma wlasnie takie podejscie ze faceta nie bedzie i czy sobie poradzi to nalezy odpuscic. Faceta moze zabraknac i kiedys. Na facecie swiat sie nie opiera i trzeba skoro ktos sie zdecydował na macierzynstwo na odpowiedzialne podejscie. Akurat sie nie zgodze ze nerwica lekowa jest dziedziczna, nerwica czy depresja itd czesto sie objawia w rodzinach pozornie zdrowych, gdzie wlasnie nerwice czy depresje powoduja przede wszystkim relacje miedzy rodzicami, ktore sa nieodpowiednie, np wymowki zony ze maz duzo pracuja a ta siedzi w domu i sie nudzi i tego typu sytuacje, lub gdy jedno zdradza drugie i tkwia w toksycznym zwiazku.

 

Myślę że "w miarę stabilny nastrój" to za mało by stworzyć dziecku prawidłowe warunki wychowawcze...

 

Jeśli w pewnym momencie życia choroba uniemożliwi człowiekowi 'normalne' funkcjonowanie oznacza to że osoba ta jest egoistą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Flora3, ale nie masz pewnosci co bedzie. Zdrowy czlowiek tez moze zachorowac na rozne choroby np rak i umrzec albo na nerwice albo na cos innego. To wtedy sie idzie do szpitala i wraca, tak myslec a mozze gdyby, to najlepiej sie zamknac w 4 scianach bo moze wyjde i i kamien na glowe spadanie, a moze przejde przez ulice i mnie przejdzie. Rozne sa sytuacje w zyciu dlatego nie mozna wszystkiego przewidziec. Akurat pracuje z dziecmi niby ze zdrowych rodzin(z chorymi tez ale roznie to bywa), a jakie maja problemy to wg moich jak patrze to jest nic. I to ci zdrowi rodzice swoim dzieciom taki los zgotowali...To nie jest tyle kwestia czy zdrowy czy chory rodzic, tylko kwestia umiejetnosci radzenia sobie w zyciu. Czyli m.in praca, w miare praca nad soba, wypracowanie wlasnego szczescia itd i przekazywanie dziecku roznych mozliwosci, itd. dlatego jak ktos mysli ze w wychowaniu bedzie wisial na mezu, czy jeczy ze sobie nie poradzi to niech sie za to nie zabiera bo z takim podejsciem to niemozliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie że nie wiadomo co będzie. To co sie da przewidzieć, należy zlikwidować właśnie. Wiem że mam skłonność do tego i tego, więc trzymam się od pewnych rzeczy z dala leczę teraz by na przyszłość wiedzieć, że x kondycji już nie ma w puli. W takim razie idąc tym tropem "a skąd wiesz co Cię trafi" najlepiej z domu nie wychodzić bo może Ci na głowę kometa spaść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusiaww, być może jest dużo racji w tym co piszesz..

Swoją opinię i odczucia opieram na przypadku własnego macierzyństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Flora3, ja na nerwice choruje z 14 lat i w ciagu tych 14 lat raz bylam na zwolnieniu (4 tyg, skutki uboczne lekow)a tak aktywnie caly czas pracuje, studiuje i zyje. Nie sadze ze ludzie ze depresjami/nerwicami sa czy beda okropnymi rodzicami, jezeli sobie zdaja sprawe z problemu i sie lecza (terapia, leki). U mnie jest ogolnie diagnoza ze ja mam nerwice/depresje zwiazana z choroba tarczycy i co na to poradze. Tak sie ulozylo i nie bede matki obwiniac chociaz w domu tez bylo niewesolo(ojciec alkoholik). Natomiast ani nie mam pedu do alko, ani do facetow pijacych (nie jestem DDA) itd moje zycie z mezem jest calkie inne -oparte na glebokiej milosci, szacunku, przyjazni, a to ze czasami mam gosze dni, to tez zycie. Tyle, ze nie spoczywam na tylku ale ide i robie co mam zrobic a dopiero jak mam chwile dla siebie, to wejde na forum pojęcze, albo leze i cos robie. Dlatego jak napisalam to nie tyle kwestia choroby tylko samomotywacji i racjonalnosci, bo jak ktos chce to moze-ja jestem tego przykladem. Dlatego jak czlowiek nie czuje sie na silach bo nie umie/nie chce sobie radzic z gorszymi dniami itd to lepiej rodziny niech nie zaklada, kiedy nie ma wzglednej stabilizacji psychicznej, natomiast trzeba byc gotowym na to, ze problemy sa i beda, i nic i nikt tego nie zmieni, czy sie jest zdrowym czy chorym i nalezy byc gotowym z nimi walczyc, przemoc sie i do przodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusiaww, świetnie napisane :)

 

Działam podobnie. Mam dwie córki, o które muszę zadbać, zarobić, ugotować, dać im uśmiech

Mąż po wypadku od kwietnia chodzi o kulach i nie moge zbytnio na niego liczyć, więc wszystko na mojej głowie. Z jednej strony cała ta sytuacja + inne problemy zyciowe pogłębiły w tym roku moją nerwicę, a z drugiej jestem dzielna, upadam, podnoszę się bo mam dla kogo. Gdyby nie dziewczynki i mąż pewnie położyłabym się i spała 24 na dobę.

I wcale się nie czuję egoistką jak mam gorszy dzień i poleżę do 15 w łóżku, a mąż raz na tydzień zajmie się dziećmi, starsza córka poda mi obiad, a młodsza grzecznie pobawi się w swoim pokoju ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi wlasnie nerwica zaczela się po porodzie. Distawalam ataki kiedy zostawałam z dzieckiem sama. Na szczęście to szybko minęło, ale bylo to trudne przeżycie. Dzis została mi tylko straszna hipochondria ataków już nie mam.

Moim zdaniem idź na terapie po pierwsze. Poczytaj o nerwicy jakąś książkę lub polecam forum zaburzeni.pl tam jest tyle informacji na temat tego zaburzenia ze nie jeden terapeuta takiej wiedzy nie ma.

Z tego da się wyjść także Glowa do góry na pewno będziesz dobra mama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

D@ri@nk@, oczywiscie, grunt ze maz zyje, a i z czasem na pewno mu sie polepszy. Masz fajne corki (jak to te ze zdjecia), jest dla kogo zyc, starac sie, usmiechac-wg mnie rodzina, przyjaciele to najwieksza wartosc :)Ale czasami mozna i nawet trzeba odpuscic, kazdy ma gorsze dni. Grunt ze jak sie odpocznie, to inaczej tez sie zaczyna patrzec na zycie, krotki oddech jest potrzebny kazdemu od czasu do czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusiaww, ja właśnie dlatego że byłam szczęśliwa nabawiłam się nerwicy (między innymi) Kiedyś byłam młoda glupia i robiłam wszystko spontanicznie, a odkąd mam dzieci, szczególnie młodszą to cały czas myślę że muszę dla niej żyć, że musze dla niej być zdrowa, wychowac, doczekać aż dorośnie i poradzi sobie beze mnie. A to paradoksalnie nie prowadzi do chęci życia i szczęścia tylko obaw, nerwicy i lęku :(:(:( Mnie ten strach o to że moge stracić zbyt wcześnie to co najcenniejsze zabijał.... I co dziwne nie boję się że odejda dzieci bo są wyjątkowymi okazami zdrowia, tylko o to że ja je opuszczę :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

D@ri@nk@, nie wkrecaj sobie takich mysli, ciesz sie tym co masz :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×