Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość monooso

3 w 1: Barwa głosu, obrazy mentalne i osoba śledząca

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

1. Idę sobie, spotykam znajomego, podaję mu rękę mówiąc 'siema' i staję się smutny, zawstydzony. Mam żal do siebie o to, że coś w tym moim wypowiedzianym 'siema' nie było do końca takie jak być powinno. Mam pretensję o ton głosu, o to jak to zabrzmiało. Problem jest w tym, że nie wiem czy rzeczywiście moja intonacja była dziwna czy może to tylko natrętna myśl odpalająca się po przywitaniu, która mnie tylko oszukuje. No bo co nie tak mogłoby być w wypowiedzeniu jednego wyrazu? Jak można spieprzyć jeden wyraz? Sam do końca nie rozumiem tego. Mam to BARDZO często przy witaniu się czy rozmowie z obcą osobą.

 

2. Bardzo często gdy coś mówię lub robię mam w głowie obraz swojego ojca, który zachowywał się praktycznie identycznie. Nie odpowiada mi to, że jestem jego kopią, chciałbym być kimś odrębnym, chciałbym być sobą, a nie tylko kopią. Nie mogę się z tym pogodzić, że naśladuję go bo inaczej nie umiem. Z kimś rozmawiam i w głowie widzę, że mój ojciec rozmawiał tak samo. Stoję w pewnej pozycji i w głowie widzę, że mój ojciec stał tak samo itd. Czy da się tego pozbyć? Czy jest możliwe wypracowanie całkowicie innego zachowania?

 

3. Zawsze czułem lęk i strach gdy ktoś szedł za mną, wtedy strasznie się spinam. Dzisiaj natomiast zauważyłem, że to nie jest do końca strach ale bardziej agresja. To jest wielka ochota aby się obrócić i dla gościa, który za mną idzie centralnie w ryj przywalić. Do osoby, która za mną idzie czuję WIELKĄ agresję, taką, że mógłbym się na nią rzucić i ją pobić. Po prostu tylko za to, że za mną idzie. To tłumiona agresja i złość powoduje pozorny strach i w konsekwencji lęk. Skąd to się mogło wziąć? Czy macie podobnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a jak nawet powiedziałes nie tym tonem głosu czy to jest problem zeby sie tak tym przejmowac, takie podejscien psychicznie wykończy kazdego zeby sie przejmowac tym co i jak sie mowi to o niczym innym by człowiek nie myslał

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
a jak nawet powiedziałes nie tym tonem głosu czy to jest problem zeby sie tak tym przejmowac, takie podejscien psychicznie wykończy kazdego zeby sie przejmowac tym co i jak sie mowi to o niczym innym by człowiek nie myslał

Masz rację ale świadomość tego na niewiele się zda. Tak czy siak czuję to co czuję. Mam wrażenie, że w taki sytuacjach mój sposób wymowy jest jakiś nienaturalny, a druga osoba to słyszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Oni wszystko słyszą...dlatego musisz być cicho...kryć się...Unikać...Poczekać aż urośniesz w siłę, by zadać im śmiertelny cios...Nie przejmuj się wszyscy jesteśmy zwierzętami...Musisz zaakceptować zwierzę i wtedy wszystko będzie naturalne, staniesz się naturalnym drapieżnikiem jak ja...będziesz Od nich szybszy i silniejszy dasz radę...mniej podatny na zranienia...Na ból...Z mocniejszą psychiką...Ale to będzie trudna misja...Pamiętaj że działasz sam...Nie daj się złapać...Liczę na Ciebie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

1. Znam te reakcje ..analizowałem wszystko, mowę mojego ciała, głos itp. i najmniejsze reakcje osoby do której mówię. Dalej czasem to robię, ale nasilenie myśli i lęku jest dużo mniejsze.

2. Co zarzucasz ojcu, że tak bardzo nie chcesz widzieć jego w sobie?

3. Atakowałem siebie, odczuwałem lęk, ale agresji w takim momencie w stosunku do osoby za mną raczej nie. Za bardzo byłem zaabsorbowany atakami na siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

beladin, 1. Ale ja tego nie robię umyślnie, tzn ja nic nie analizuję, głowę mam czystą. To dzieje się samo, podświadomie w różnych takich sytuacjach. Jest to ściśle związane ze stresem. Stresuję się wszystkim, jestem ciągle spięty jak agrafka, to powoduje, że moje zachowanie jest dziwne, mój głos się zmienia itd. A te reakcje fizjologiczne z kolei powodują zawstydzenie ponieważ druga osoba na pewno to zauważyła oraz smutek z powodu bezradności. Nawet nie muszę z nikim rozmawiać, ja nawet stresuję się jak siedzę na ławce w parku i niedaleko ktoś usiądzie. Wtedy z automatu mój organizm niesamowicie się spina i nie ma bata aby to zwalczyć. Wtedy nawet nie mogę swobodnie słuchać muzyki czy coś poczytać bo moja uwaga jest rozbita kompletnie. Dlaczego nie ma bata? Bo na przykładzie właśnie siedzenia w parku próbuję to zwalczyć od ponad roku czasu, siadałem obok innych osób, obserwowałem myśli, reakcje organizmu i w ogóle wszystkiego już próbowałem, a i tak dalej jestem w punkcie wyjścia. Organizm jak się spinał tak dalej się spina. Przez to jak teraz gdzieś przesiaduję to na kompletnym odludziu bo nie po to idę posiedzieć wśród natury aby się męczyć tylko aby się zrelaksować. Jeżeli na takim głupi przykładzie parku nic nie pomaga to co dopiero w kontakcie z drugą osobą... Więc te wszystkie teorie o ekspozycji można o kant dupy potłuc. Czy tylko leki na to pomogą?

 

2. To, że to jest pozer i dwulicowiec. Kreuje się na kogoś kim nie jest. Bije od niego sztucznością. Wszystkie jego reakcje i słowa wydają się wykreowane i nieautentyczne. Krótko mówiąc odpycha mnie od jego.

 

3. To zależy od stanu psychicznego w jakim jestem w danej chwili. Jeżeli jestem przybity to odczuwam strach i lęk gdy ktoś za mną idzie, a jak czuję się trochę lepiej to odczuwam agresję i stres.

 

-- 11 wrz 2014, 21:13 --

 

Jeszcze dodam do drugiego punktu, że mój ojciec jest chory psychicznie i nie zachowuje się normalnie. Nigdy go nie lubili inni ludzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monooso,

1. To skąd wiesz, co się dzieje? Tak naprawdę doskonale rozumiem co masz na myśli. U mnie też proces jest zautomatyzowany, a myśli przelatują tak szybko, że mam wrażenie obecności samotnych uczuć i odczuć.

Dobrze, że istnieją miejsca, gdzie możesz się odciąć. Ja nawet idąc do lasu obawiam się, że nadejdzie ktoś z naprzeciwka ..i zacznie się jazda.

 

Ekspozycja pomaga, ale potrzeba na to dużo czasu i samozaparcia. Poza tym istnieje coś takiego jak pierwotna przyczyna Twoich problemów. Dobrze by było przeanalizować ten temat. To, że Twój dialog wewnętrzny wygląda jak wygląda nie jest przypadkowe. Ktoś Ci to agresywne nastawienie musiał sprzedać.

 

Leki mogą złagodzić objawy, ale czy wyleczą ..raczej wątpię.

 

2. Jaki jest stosunek Ojca do Ciebie? ..i matki do ojca? Masz do czynienia z agresją psychiczną/fizyczną w domu rodzinnym?

 

3. Podejrzewam, że złość na osobę "za Tobą" wynika z poczucia bezradności, ze złości na samego siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monooso, mysęl ze mamsz to na tle nerwice natrectw. Przyznam Ci sie ze nieraz mam wrazenie z kolei jakbym była swoim ojcem, to jak sie zachowuje, jakie robie ruchy, tak samo jak on to robi, Bardzo sie tego wstydze, poniewaz mó ojciec jest osoba diwną, nieporadną bardzo i kiedy mam nawrót choroby to sie z nim niepotrzebnie identyfikuje i te mysli mnie zabijaja po cichu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

beladin, 1. Dokładnie. Tych myśli nie da się zaobserwować bo one są tak jakby już na trwałe powiązane z danymi bodźcami. Porównałbym to do tego, że jak np. ktoś Cię specjalnie przestraszy to wtedy też następują pewne reakcje fizjologiczne w Twoim ciele (np. strach, podskoczysz, zadrżysz, serce szybciej zacznie bić itd.) ale czy miałeś jakieś myśli, które to mogły spowodować? No nie miałeś, od razu jako odpowiedź na bodziec odpaliły się emocje i reakcje fizjologiczne. Tak samo jest w tym przypadku. Też mam problemy ze znalezieniem odludzia bo mieszkam w mieście i wszędzie ktoś gdzieś chodzi, a nie będę specjalnie wyjeżdżał poza miasto. Wkur*ia mnie to, wszędzie ktoś się panoszy i nawet nie można pobyć samemu. Odczuwam agresję z tego powodu.

 

Jeżeli ekspozycja faktycznie działa i jest w stanie to zlikwidować do poziomu dzięki któremu będę czuł się komfortowo to chyba musi trwać ona z parę lat, czarno to widzę. Tu nie chodzi o to, że ja nie mogę siedzieć wśród ludzi bo odczuwam paniczny lęk, nie, nie. Po prostu ja NIE CHCĘ ponieważ odczuwam lęk, który mam pod kontrolą, jestem spięty i z tego powodu czuję się źle. Po co mam ciągle wchodzić w te same sytuacje, które powodują we mnie negatywne emocje jeżeli tyle miesięcy prób nic nie zmieniło? Nie po to tam chodzę aby takie katusze znosić. Co do pierwotnej przyczyny moich problemów to znalazłoby się ich parę, mam ich świadomość, analizowałem je (zresztą dalej to robię), no i co z tego?

 

2. Obecnie stosunek ojca do mnie jest neutralny, praktycznie ze sobą nie rozmawiamy ale nie ma jakiegoś wyzywania się czy coś w tym stylu. Kiedyś nasz stosunek był dziwny ponieważ gdy pił to był miły, a na trzeźwo to zachowywał się jak jakiś wojskowy psychol, w ogóle z nim nie było kontaktu. Dlatego wolałem jak był nietrzeźwy. Stosunek matki do ojca jest służalczy. U mnie matka w domu pełni rolę sprzątaczki, nic więcej. Obecnie nie mam do czynienia z żadną agresją. W przeszłości miałem do czynienia z agresją psychiczną ze strony ojca oraz fizyczną (tzn. nie znęcał się jakoś nade mną ale jak analizowałem dzieciństwo to zbyt często płakałem bo oberwało mi się z byle powodu).

 

3. Pewnie tak.

 

poniewaz mó ojciec jest osoba diwną

Mój też.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na sam początek musisz wiedzieć, że problem jest w Tobie i w tym, że to Ty tak to postrzegasz, więc to co teraz powiem może wydac Ci się dziwne, ale powinno pomóc.

 

1.) Spytaj sie kogoś zaufanego czy faktycznie jest coś nie tak z Twoim głosem i jeżeli tak to czy to tej osobie przeszkadza - Im więcej osób spytasz tym bardziej będziesz pewny, ze twoja obawa jest niezgodna z rzeczywistością.

 

2.) Skąd wiesz, że Twój ojciec właśnie tak rozmawiał czy stał? Musisz uświadomić sobie fakt, że to jest irracjonalne... Jesteś jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, pełny cnót i z paroma wadami, które sprawiają, że jesteś jedyny - Możesz być dziwny, pojeba*y, upośledzony, ale na pewno nikt nie zachowuje się tak samo jak Ty - Zapewniam. Co do myśli, które cię dręczą i nawracają to NLP daje sposób:

 

Gdy pojawi się myśl której nie chcesz, musisz ją wywołać dokładnie - przywołaj ją, zauważ każdy jej szczegół i kolor, a potem krzyknij STOP! możesz również to zrobić w myślach, jeśli ktoś jest przy Tobie i Twoje myśli się zatrzymają i teraz musisz ją zastąpić inną (Twój mózg jest zdolny do robienia tylko 1 rzeczy na raz) :) Rób to za każdym razem, a mysli wkońcu ustaną - A najelpiej udaj się do psychologa.

 

3.) No i tutaj, musisz iść do psychologa, sam sb raczej z tym nie poradzisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monooso, miałem i w jakimś jeszcze stopniu mam identyczny problem z ojcem, to znaczy kiedyś bezustannie się do niego porównywałem, cały czas dostrzegałem w nim siebie i vice versa i doprowadzało mnie to do szału. Nie mogłem sobie darować jeśli zdarzyło mi się powiedzieć coś "w jego stylu", zażartować jak on, nawet kiedy tylko poczułem że robię minę podobną do niego czy stoję w taki sposób jak on. Brało się to z tego że kiedyś strasznie go nienawidziłem i nie chciałem mieć z nim nic wspólnego, nie mogłem znieść myśli że w czymkolwiek przypominam tego człowieka. A niestety dla mnie, miałem z nim bardzo dużo wspólnego w zachowaniu, gestach, mimice twarzy czy w ogóle wyglądzie fizycznym. Było to tak silne że potrafiłem się "za karę" sam uderzyć jeśli zauważyłem że powiedziałem coś tak jak on mógłby to zrobić, a nawet jeśli tylko pomyślałem o czymś w taki sposób jak wyobrażałem sobie że on myśli. Trwało to wiele lat, na szczęście jednak w którymś momencie zacząłem zauważać że ta obsesja słabnie i powoli co raz mniej staje się dla mnie ważne bycie jak on. Także niestety, nie znalazłem żadnego sposobu jak sobie z tym radzić, nie potrafiłem nad tym zapanować ale czas zrobił swoje, zwyczajnie zaczęło mi to mijać, to chyba jedna z niewielu zalet starzenia się czy dorastania że pewne rzeczy tracą swoją wagę, zaczynamy je olewać. Obecnie niekiedy tylko pomyślę jeszcze o nim w taki sposób, jeśli zauważę jakieś podobieństwo między nami bardziej mnie to śmieszy niż wkurwia. Jak mówią, czas leczy rany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monooso,

 

1. Przestraszenie się opiera się na prostym łuku odruchowym, podobnie jak mrugnięcie okiem w chwili gdy coś "atakuje' nasz wzrok. Może Ci się wydawać, że tu jest podobnie, jednak ja bym stawiał na reakcję wyuczoną, coś jakby odruch, jednak warunkowy, uruchamiany przez podświadomość. Zresztą, jak się przyjrzysz, zobaczysz migawki, szczątkowe obrazy, negatywne fantazje. To one poruszają tę maszynkę.

 

2. Przyczyna Twoich problemów jest oczywista ..agresja ojca w stosunku do Ciebie, agresja ojca w stosunku do matki, w ogóle postawa ojca w stosunku do świata. Dziecko przeżywa atak na swojego rodzica jak atak na siebie, nie rozumie co się dzieje, obserwując sytuację cierpi, boi się, przyjmuje pozycję ofiary. Teraz może Ci się wydawać, że jesteś ponad tym, ale moim zdaniem dalej tkwisz w tym chorym układzie. Twój ojciec dosłownie żyje w Twojej głowie. Dlatego tak bardzo nie lubisz być do niego podobny. On jest Twoim oprawcą. Oczywiście jedynie w Twojej głowie jest wszechmocny i tak skrajnie agresywny.

 

Mieszkasz dalej w tym domu rodzinnym?

Wydaje mi się, że uregulowanie stosunków z ojcem, powiedzenie pewnych rzeczy na głos, spokojne i stanowcze wyznaczenie granicy, jest kluczową sprawą jeśli chcesz kiedykolwiek złapać równowagę. W takich okolicznościach tylko na takiej bazie można zbudować wolną od lęku, pewną siebie i swojej wartości, tożsamość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Na sam początek musisz wiedzieć, że problem jest w Tobie i w tym, że to Ty tak to postrzegasz, więc to co teraz powiem może wydac Ci się dziwne, ale powinno pomóc.

 

1.) Spytaj sie kogoś zaufanego czy faktycznie jest coś nie tak z Twoim głosem i jeżeli tak to czy to tej osobie przeszkadza - Im więcej osób spytasz tym bardziej będziesz pewny, ze twoja obawa jest niezgodna z rzeczywistością.

 

2.) Skąd wiesz, że Twój ojciec właśnie tak rozmawiał czy stał? Musisz uświadomić sobie fakt, że to jest irracjonalne... Jesteś jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, pełny cnót i z paroma wadami, które sprawiają, że jesteś jedyny - Możesz być dziwny, pojeba*y, upośledzony, ale na pewno nikt nie zachowuje się tak samo jak Ty - Zapewniam. Co do myśli, które cię dręczą i nawracają to NLP daje sposób:

 

Gdy pojawi się myśl której nie chcesz, musisz ją wywołać dokładnie - przywołaj ją, zauważ każdy jej szczegół i kolor, a potem krzyknij STOP! możesz również to zrobić w myślach, jeśli ktoś jest przy Tobie i Twoje myśli się zatrzymają i teraz musisz ją zastąpić inną (Twój mózg jest zdolny do robienia tylko 1 rzeczy na raz) :) Rób to za każdym razem, a mysli wkońcu ustaną - A najelpiej udaj się do psychologa.

 

3.) No i tutaj, musisz iść do psychologa, sam sb raczej z tym nie poradzisz.

To, że problem jest we mnie to zdaję sobie z tego sprawę.

 

1. Niestety nie mam kogo spytać o to. Nie wyobrażam sobie zadania komuś takiego pytania. Wiem, że inne osoby widzą moje dziwne zachowanie ponieważ wiele razy zwracali mi na to uwagę. Nie chodzi tutaj tylko o głos ale również o inne fizjologiczne dolegliwości. Tak więc nie są to moje wymysły.

 

2. Jak to skąd wiem? To mój ojciec, przecież z nim mieszkam. Wiem jakie przyjmował pozycje. :D To nie jest irracjonalne, po prostu jestem do jego podobny i powielam w pewnym stopniu jego zachowanie.

 

Dzięki za ten sposób NLP, gdzieś już o nim czytałem. U mnie z myślami jest taki problem, że ja tak jakby ich nie widzę. Zdałem sobie z tego sprawę jakiś czas temu gdy zabrałem się za medytację. Jak wiecie polega ona na obserwowaniu myśli i uspokojeniu umysłu, a ja miałem z tym problem ponieważ zauważyłem wtedy, że ja nie mam ŻADNYCH myśli i w pozycji medytacyjnej mogę siedzieć nawet parę godzin nie nudząc się. Moja głowa jest zawsze pusta, nie wiem jak to opisać ale nie jest to normalne ponieważ gdy czytałem opisy innych osób to oni nie mogą odpędzić się od myśli, tak jakby dokładnie je postrzegali. U mnie tak to nie wygląda, jest ciągła pustka i cisza. Bardzo możliwe, że mam tak od zawsze, nigdy nie zwracałem na to uwagi. Przez to czuję się jak ostatni idiota. Jak coś czytam to nie wiem o czym, ciężko mi z kimś porozmawiać na jakiś temat oraz coś zapamiętać i odtworzyć. Nawet jak to teraz wszystko piszę to tak jakby z automatu - nie postrzegam w tym momencie żadnych myśli. W mojej głowie jest pustka, a słowa płyną same. W miarę normalny proces myślowy miałem tylko po pewnych substancjach chemicznych, wtedy moje myśli płynęły, 'widziałem' je, czułem się O WIELE inteligentniejszy ale nie wiem czy to był normalny sposób myślenia czy może za bardzo podrasowany przez chemię. Nie wiem jak jest po alkoholu bo nie zwracałem na to uwagi ale jak nadarzy się okazja to sprawdzę. Ktoś potrafi mi to wytłumaczyć?

 

depas, Ja całe szczęście nie mam jeszcze tak wielkiej mani na tym punkcie jak Ty miałeś. Mam z tym największy problem po alkoholu ponieważ zachowuję się wtedy bardzo podobnie do ojca pod wpływem. Może czas zadziała również na moją korzyść.

 

monooso,

 

1. Przestraszenie się opiera się na prostym łuku odruchowym, podobnie jak mrugnięcie okiem w chwili gdy coś "atakuje' nasz wzrok. Może Ci się wydawać, że tu jest podobnie, jednak ja bym stawiał na reakcję wyuczoną, coś jakby odruch, jednak warunkowy, uruchamiany przez podświadomość. Zresztą, jak się przyjrzysz, zobaczysz migawki, szczątkowe obrazy, negatywne fantazje. To one poruszają tę maszynkę.

 

2. Przyczyna Twoich problemów jest oczywista ..agresja ojca w stosunku do Ciebie, agresja ojca w stosunku do matki, w ogóle postawa ojca w stosunku do świata. Dziecko przeżywa atak na swojego rodzica jak atak na siebie, nie rozumie co się dzieje, obserwując sytuację cierpi, boi się, przyjmuje pozycję ofiary. Teraz może Ci się wydawać, że jesteś ponad tym, ale moim zdaniem dalej tkwisz w tym chorym układzie. Twój ojciec dosłownie żyje w Twojej głowie. Dlatego tak bardzo nie lubisz być do niego podobny. On jest Twoim oprawcą. Oczywiście jedynie w Twojej głowie jest wszechmocny i tak skrajnie agresywny.

 

Mieszkasz dalej w tym domu rodzinnym?

Wydaje mi się, że uregulowanie stosunków z ojcem, powiedzenie pewnych rzeczy na głos, spokojne i stanowcze wyznaczenie granicy, jest kluczową sprawą jeśli chcesz kiedykolwiek złapać równowagę. W takich okolicznościach tylko na takiej bazie można zbudować wolną od lęku, pewną siebie i swojej wartości, tożsamość.

1. Masz rację. Coś 'widzę' (a może bardziej czuję?) ale dzieje się to błyskawicznie. Nie ma bata aby określić to w jakikolwiek sposób, próbowałem. Gdybym wiedział co to za myśl to byłoby mi łatwiej, a tak to mogę tylko podejrzewać co to może być.

 

2. Przyczyna moich problemów nie jest taka oczywista. Nie będę tutaj o wszystkim pisał ale w moim dzieciństwie było wiele problemów, które odcisnęły na mnie swoje piętno. Ojciec nie był moim jedynym oprawcą, było ich kilku. Chociaż niezaprzeczalnym faktem jest, że cała reszta to były tylko konsekwencje cudownego 'wychowywania' przez rodziców, które uczyniło ze mnie ofiarę, niedojdę, przegrańca, słabeusza, kozła ofiarnego, fobika, zwykła cipę, która nic nie umie.

 

No mieszkam dalej z rodzicami, a gdzie mam niby mieszkać? Pod mostem? Wyrosłem na kompletnego frajera.

 

Nie znasz sytuacji w moim domu. Nie mogę tutaj uregulować żadnych stosunków z wielu powodów. Nie chcę pisać o wszystkim publicznie. Co do granic to już sobie wyznaczyłem. Kiedyś milczałem, a teraz odpowiadam agresją na agresję. Zauważyłem, że ten sposób jest najlepszy. Dlaczego? Ponieważ moi rodzice mają te same problemy co ja, mogę użyć ich własnej broni. To są bardzo słabi ludzie. Jak ojciec się do mnie o coś przypier*ala bez powodu albo chce podbudować swoje ego moim kosztem to odpowiadam szybką ripostą. Już odpowiadam bez zahamowań, skończyło się dobre dziecko. Co dzięki temu osiągnąłem? Spokój ponieważ mój ojciec jest taki słaby, że boi się riposty. Gdy zobaczył, że nie jest bezkarny to praktycznie całkowicie zaniechał swojego dawnego postępowania (przynajmniej w moim kierunku bo w kierunku innych domowników, którzy są dalej mili jest inaczej).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monooso, Słusznie, nie znam sytuacji w Twoim domu, ani wszystkich faktów czy "oprawców", którzy mogli wpłynąć na Twój obecny stan psychiczny. Mogę się jedynie domyślać, że atmosfera w Twoim domu jednak nie sprzyja zdrowieniu i harmonii wewnętrznej domowników. Opisywałeś konkretne objawy, dlatego ustosunkowałem się konkretnie do nich.

 

Chociaż niezaprzeczalnym faktem jest, że cała reszta to były tylko konsekwencje cudownego 'wychowywania' przez rodziców, które uczyniło ze mnie ofiarę, niedojdę, przegrańca, słabeusza, kozła ofiarnego, fobika, zwykła cipę, która nic nie umie.

 

Jak widzisz Twoje nastawienie do własnej osoby jest bardzo agresywne. Jestem pewny, że żadem człowiek z własnej woli w ten sposób siebie nie nazywa. Taka ocena zawsze pochodzi z zewnątrz, jest kopiowana a potem kierowana na siebie.

 

Jak ojciec się do mnie o coś przypier*ala bez powodu albo chce podbudować swoje ego moim kosztem to odpowiadam szybką ripostą. Już odpowiadam bez zahamowań, skończyło się dobre dziecko. Co dzięki temu osiągnąłem? Spokój ponieważ mój ojciec jest taki słaby, że boi się riposty. Gdy zobaczył, że nie jest bezkarny to praktycznie całkowicie zaniechał swojego dawnego postępowania (przynajmniej w moim kierunku bo w kierunku innych domowników, którzy są dalej mili jest inaczej).

 

Naprawdę uważasz, że dzięki temu osiągasz spokój wewnętrzny? ..odpowiadając agresją na agresję? Czujesz się po tym silniejszy czy słabszy? A może nie potrafisz bronić swojej autonomi w nieagresywny sposób, określać zasad dla swojej strefy prywatnej, nawiązywać dialogu?

 

Co robisz prywatnie? Czym się zajmujesz na codzień?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

beladin,

Oczywiście, że atmosfera w moim domu nie sprzyjała oraz dalej nie sprzyja zdrowieniu i harmonii wewnętrznej. Są za to odpowiedzialni moi obaj rodzice, nie tylko ojciec. Oni idealnie się uzupełniają, trafił swój na swego, trafił frajer na frajera. Odnoszę wrażenie, że gdyby coś zmieniło się w tym układzie (np. ojciec przemienił się w bardziej normalną osobę lub matka wyznaczyłaby sobie granice) to wtedy to wszystko by się posypało, nie miałoby racji bytu. Oni obaj odnoszą korzyści z tego stanu rzeczy mimo, że jest źle. To chora relacja.

 

Nastawienie do mojej osoby jest negatywne ponieważ jak mogę zaakceptować coś co uniemożliwia mi już nie tyle co szczęśliwe czy normalne ale jakiekolwiek funkcjonowanie w obecnym świecie? Chodzi tutaj o moją całą osobowość, która jest pokręcona oraz wszystkie fobie i inne zaburzenia psychiczne. Jeżeli ktoś nie ma takich problemów z samym sobą to na pewno nie nazywa się w ten sposób. Ja po prostu opisuję dany stan rzeczy, bez żadnego koloryzowania. Tak, ta ocena pochodzi z zewnątrz ale ja wychowałem się pod ostrzałem oskarżeń, agresji werbalnej i poniżania, a to spowodowało, że wszystkie te opinie stały się częścią mnie, tak kształtowała się moja osobowość i taki jestem. Nawet ciężko mi sobie wyobrazić jak wyglądałaby moja osoba inaczej na trzeźwo, bez tych wszystkich lęków i ograniczeń.

 

Dzięki temu czuję się mocniejszy i bardziej pewny siebie. Czasami mnie boli gdy muszę ostrzej odpowiedzieć ale co mam robić? Przez wszystkie te lata w ogóle nic nie robiłem, gdy pluli mi w twarz to udawałem, że deszcz pada. Teraz zacząłem stawiać jakieś granice, wiedza, że nie mogą sobie na wszystko pozwolić. Jak, np. ojciec zacznie się o coś do mnie bez powodu się przpier*alać czy obarczać mnie poczuciem winy bez powodu czy poniżać mnie to wtedy obieram dwie strategie, w zależności od danej sytuacji i jakie to we mnie wywołało emocje, zależy. Czasami olewam gościa i nic nie mówię, niech sobie się wykrzyczy (wiem kiedy szuka zaczepki, umyślnie w nią nie wchodzę), a czasami wyjeżdżam z ostrą ripostą (żadne same przekleństwa tylko sformułowana inteligentnie aby uderzyć go w najczulszy punkt, a ma ich sporo). Z moimi rodzicami nie da się dialogu nawiązać to są chore, zaburzone, poblokowane osoby. My ze sobą praktycznie nigdy normalnie nie rozmawialiśmy. Jak inaczej mam bronić swoje autonomii?

 

Prywatnie nic nie robię. Na co dzień siedzę przed komputerem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Oni wszystko słyszą...dlatego musisz być cicho...kryć się...Unikać...Poczekać aż urośniesz w siłę, by zadać im śmiertelny cios...Nie przejmuj się wszyscy jesteśmy zwierzętami...Musisz zaakceptować zwierzę i wtedy wszystko będzie naturalne, staniesz się naturalnym drapieżnikiem jak ja...będziesz Od nich szybszy i silniejszy dasz radę...mniej podatny na zranienia...Na ból...Z mocniejszą psychiką...Ale to będzie trudna misja...Pamiętaj że działasz sam...Nie daj się złapać...Liczę na Ciebie..

predatory są wśród nas

 

 

wybacz monoso że wątek zaśmiecam ale nie mogę no :time:

 

-- 13 wrz 2014, 15:33 --

 

beladin, o gresja na agresję to dla mnie czysta obrona konieczna

monoso nie pierwszy piszesz o takiej chorej relacji obu rodziców znam to dobrze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monooso, Wydaje mi się, że sposób w jaki wyznaczamy te granice jest bardzo ważny. Kiedy robimy to w odpowiedni sposób, stanowczo lecz spokojnym tonem, obie strony ostatecznie wynoszą więcej z takiego postawienia sprawy. Inaczej jest to tylko kolejna konfrontacja, eskalacja konfliktu ..zewnętrznego i naszego wewnętrznego.

 

Ja, w sytuacjach kiedy ktoś mnie atakuje, stosuję takie sformułowanie: "Jesteś agresywny. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, przyjdź kiedy się uspokoisz." Delikwent atakuje, a ja co jakiś czas jedynie powtarzam tą formułkę, słowo w słowo, tym samym, spokojnym, pewnym swojego, tonem ..aż komunikat dotrze na miejsce. Ważne żeby każdy komunikat zawsze powtarzać dokładnie w taki sam sposób ..słowa,ton,emocje. Zwykle wystarczą dwa powtórzenia, bardzo zacięte osoby potrzebują trzeciego.

Dzięki takiemu postawieniu sprawy to on jest jedynym agresorem, a ja potem sobie nie wyrzucam, że dałem się ponieść, powiedziałem coś nieodpowiedniego czy niepotrzebnie się wycofałem. Wychodzę z tej sytuacji całkowicie wolny.

 

W jakim wieku jesteś? To, że siedzisz w domu pewnie wprowadza dodatkowy element do rozgrywki "siedzisz w domu, nic nie robisz.."

 

Ferdynand k, Tutaj mówimy głównie o agresji psychicznej, dlatego warto przybrać jakąś konkretną taktykę, dzięki której uzyska się trwały efekt dobry dla naszej psychiki ..służący wzmocnieniu jej, a nie okazaniu słabości. Wątpię by atakowanie rodzica na dłuższą metę było dla naszej psychiki dobre.

 

W sytuacji np. kiedy matka wbija się nabuzowana, z rozpędu, do naszego pokoju, lepiej powiedzieć "rozumiem, że chcesz ze mną porozmawiać, ale chciałbym, żebyś robiła to w spokojny sposób i za każdym razem pukała, kiedy wchodzisz do pokoju" i ponawiać ten komunikat, niż zagryzać zęby, olewać, prowokować a któregoś dnia obrzucić matkę bluzgami czy się z nią poszarpać. Z autopsji wiemy, że ten drugi sposób nie tylko nie skutkuje, a jeszcze dodatkowo podkręca napięcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Naprawdę uważasz, że dzięki temu osiągasz spokój wewnętrzny? ..odpowiadając agresją na agresję? Czujesz się po tym silniejszy czy słabszy?

Dzięki takiemu postawieniu sprawy to on jest jedynym agresorem, a ja potem sobie nie wyrzucam, że dałem się ponieść, powiedziałem coś nieodpowiedniego czy niepotrzebnie się wycofałem. Wychodzę z tej sytuacji całkowicie wolny.

Ja, w sytuacjach kiedy ktoś mnie atakuje, stosuję takie sformułowanie: "Jesteś agresywny. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, przyjdź kiedy się uspokoisz."

Ja Ci z czystym sumieniem powiem,że reagując w sposób agresywny czuję się o niebo lepiej, niż wtedy gdy spuszczałam uszy po sobie. I nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, o ile to nie ja zaczynam.Reagowanie ze spokojem np. na moją matkę nie zadziała w żaden sposób..więc z doświadczenia powiem ,że sposób reakcji zawsze powinien być dostosowany do sytuacji i do konkretnej osoby z uwzględnieniem celu jaki nam przyświeca.

Trik "z opanowaniem", doskonale sprawdza się np. na forach internetowych gdzie przymyka się oczy na tzw ad personam. Nie ma nic bardziej zabawnego jak wijący się agresor, który głupieje po tym gdy ktoś nie reaguje jak zwykle na jego zaczepkę, skupiając się na meritum dyskusji, czy też reaguje na zaczepkę, ale taki sposób, że używa jej przeciwko agresorowi, ale na niektórych w realu to nie podziała... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
monooso, Wydaje mi się, że sposób w jaki wyznaczamy te granice jest bardzo ważny. Kiedy robimy to w odpowiedni sposób, stanowczo lecz spokojnym tonem, obie strony ostatecznie wynoszą więcej z takiego postawienia sprawy.

Staram się tak postępować jednak nie zawsze jest to możliwe.

 

Ja, w sytuacjach kiedy ktoś mnie atakuje, stosuję takie sformułowanie: "Jesteś agresywny. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, przyjdź kiedy się uspokoisz." Delikwent atakuje, a ja co jakiś czas jedynie powtarzam tą formułkę, słowo w słowo, tym samym, spokojnym, pewnym swojego, tonem ..aż komunikat dotrze na miejsce. Ważne żeby każdy komunikat zawsze powtarzać dokładnie w taki sam sposób ..słowa,ton,emocje. Zwykle wystarczą dwa powtórzenia, bardzo zacięte osoby potrzebują trzeciego.

Gdybym w taki sposób zwrócił się do ojca to pewnie spytałby się mnie 'Co ćpałeś?'. U mnie w taki sposób nie rozmawia się w domu. Ten tekst wydaje się zbyt bardzo bezpośrendni, a u mnie wszyscy trzymają się na dystans emocjonalny. Takie słowa nigdy nie przeszłyby mi przez gardło. To tak jakby Kowalski poszedł na obiad do prezydenta i zwrócił się do jego 'Siema Bronek, jak tam leci?'. No po prostu w danym miejscu występują określone normy zachowań. Wyglądałoby to wtedy nie na miejscu lub sztucznie. Prędzej do ojca bym odpowiedział 'Co Ty tam znowu pier*olisz? Spier*alaj'.

 

W jakim wieku jesteś? To, że siedzisz w domu pewnie wprowadza dodatkowy element do rozgrywki "siedzisz w domu, nic nie robisz.."

Jestem w wieku 22 lat. No to przecież oczywiste, że jestem uważany za nieroba i ofiarę życiową. Zresztą moi rodzice całe życie pracowali na taki stan rzeczy. Dziwnym trafem jak jeszcze byłem w gimnazjum to już słyszałem, że skończę pod mostem, mimo, że byłem grzecznym i miłym dzieckiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Gdybym w taki sposób zwrócił się do ojca to pewnie spytałby się mnie 'Co ćpałeś?'. U mnie w taki sposób nie rozmawia się w domu.

 

Tym lepiej. Przełam siebie i ten schemat. Właśnie w takim środowisku takie rzeczowe stawianie sprawy, nazywanie rzeczy po imieniu, mówienie w taki sposób, ma największą siłę oddziaływania. Nie martw się ..ojciec doskonale rozumie jakie jest znaczenie poszczególnych słów. Ważne, żebyś był przekonany do tego co mówisz.

Uwierz mi.. w żadnym domu, gdzie agresja jest na porządku dziennym, w taki sposób się nie rozmawia. Dla mnie również stawianie granic w ten sposób jest obce. Czuję się sobą jedynie atakując, zaznaczając swoją przewagę albo wycofując się ..i to jest moim zdaniem chore. Przez taką postawę tworzymy w wyobraźni pokrzywioną wizję świata złożonego z agresorów i ofiar. W naszym świecie nie ma miejsca dla normalnych, szanujących siebie nawzajem, ludzi.

 

Jestem w wieku 22 lat. No to przecież oczywiste, że jestem uważany za nieroba i ofiarę życiową. Zresztą moi rodzice całe życie pracowali na taki stan rzeczy. Dziwnym trafem jak jeszcze byłem w gimnazjum to już słyszałem, że skończę pod mostem, mimo, że byłem grzecznym i miłym dzieckiem.

 

A więc jesteś dorosły i odpowiadasz za siebie. Rozumiem, że jest Ci ciężko, masz lęki, musisz każdego dnia walczyć ze sobą - sam przez to przechodziłem i po części każdego dnia przechodzę na nowo - ale prawda jest taka, że w życiu człowiek ostatecznie zdany jest zawsze tylko na siebie. Wyłącznie od Ciebie zależy jak potoczy się Twoje życie. Jeśli nie zrobisz kroku by coś zmienić, nie przezwyciężysz lęku przed podjęciem pracy, nigdy nie wydostaniesz się z tego pokrzywionego świata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Tym lepiej. Przełam siebie i ten schemat. Właśnie w takim środowisku takie rzeczowe stawianie sprawy, nazywanie rzeczy po imieniu, mówienie w taki sposób, ma największą siłę oddziaływania.

Nie przełamię ponieważ w tym środowisku każdy działa według tego schematu. To tak jakby sarenka wlazła w stado wilków. To tak jakby magister zaczął mówić swoim żargonem na budowie. Po prostu to się nie przyjmie i tyle. Zostanę wyśmiany, zaszufladkowany, że mi odbiło do reszty i tyle z tego będzie.

 

A więc jesteś dorosły i odpowiadasz za siebie. Rozumiem, że jest Ci ciężko, masz lęki, musisz każdego dnia walczyć ze sobą - sam przez to przechodziłem i po części każdego dnia przechodzę na nowo - ale prawda jest taka, że w życiu człowiek ostatecznie zdany jest zawsze tylko na siebie. Wyłącznie od Ciebie zależy jak potoczy się Twoje życie. Jeśli nie zrobisz kroku by coś zmienić, nie przezwyciężysz lęku przed podjęciem pracy, nigdy nie wydostaniesz się z tego pokrzywionego świata.

Święte słowa, zdaję sobie z tego sprawę ale nie jestem jeszcze gotowy na jakieś milowe kroki (a tylko już takie wchodzą u mnie w grę). Ale przyjdzie kiedyś taki dzień, że rozpieprze to wszystko w drobny mak (te schematy :D).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 i 2 mam identycznie z czego 2, mój ojciec jest taki słabszy jakby to nazwać jest nieudacznikiem aktualnie jest na utrzymaniu matki.W dzieciństwie był bardzo nerwowy i często potrafiło mi się dostać i płakać co drugi dzień,matce też się czasem dostało na moich oczach rękoczyny itp i razem płakaliśmy, myślę że to było przez jego pracę w której prawdopodobnie był ofiarą ostrego mobbingu, jedno mnie bardzo denerwuje nie umiem zaakceptować tego że przejąłem od niego dużo zachować,mam się za nieudacznika i z niczym sobie nie radzę.Gdy się złoszczę potrafię się zachowywać tak samo jak on czyli rzucanie przedmiotami i grożenie pobicia, w ogóle często zachowuję się tak samo jak on,często mówię tak jak on,trzymam ręce tak jak on,mam wrażenie że robię się z wiekiem takim samym idiotą jak mój ojciec,widzę u niego objawy nerwicy i fobii społecznej które widzę też u siebie, momentami jest mi go naprawdę żal ale jednocześnie czuję do niego złość i niechęć za to że powoli idiocieję i robię się takim samym głupkiem.Nasze rozmowy polegają na wymianie czegoś istotnego i tyle.Przez cały czas walczę sam ze sobą żeby nie zachowywać się tak samo to jest męczące

 

-- 16 wrz 2014, 21:29 --

 

Chce się wreszcie dowiedzieć co mi dolega

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
mój ojciec jest taki słabszy jakby to nazwać jest nieudacznikiem.
W dzieciństwie był bardzo nerwowy i często potrafiło mi się dostać i płakać co drugi dzień,matce też się czasem dostało na moich oczach rękoczyny itp
jedno mnie bardzo denerwuje nie umiem zaakceptować tego że przejąłem od niego dużo zachować,mam się za nieudacznika i z niczym sobie nie radzę.
w ogóle często zachowuję się tak samo jak on,często mówię tak jak on,trzymam ręce tak jak on
widzę u niego objawy nerwicy i fobii społecznej które widzę też u siebie, momentami jest mi go naprawdę żal ale jednocześnie czuję do niego złość i niechęć
Nasze rozmowy polegają na wymianie czegoś istotnego i tyle.

Mam tak samo jak Ty....... :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×