Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Katrina91

Ja i moja historia...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Was,

Na początku chciałabym się przedstawić i opowiedzieć trochę o sobie, a następnie opisać przykry problem, który mnie ostatnio dotknął.

Mam na imię Kasia, mam 22 lata, od przeszło roku jestem żoną, a od dziesięciu miesięcy także matką. Aktualnie moja praca polega na wychowywaniu córeczki oraz ogólnie zajmowaniu się domem. Pomaga mi mama, z którą mieszkamy.

Dlaczego tu przywędrowałam? Cóż, mam realne przypuszczenia, że trafiłam dobrze...

To było dokładnie 2 tygodnie i 2 dni temu. Dzień jak co dzień. Opieka nad Małą, obiad dla męża, tradycyjne zadania, do których już zdążyłam przywyknąć... Jako, że od paru miesięcy byłam na diecie (nie jakiejś restrykcyjnej, po prostu zdrowe odżywianie) postanowiłam sobie zafundować pizzę. Osiągnęłam już w miarę pożądany efekt, także jeden "grzeszek" wchodził w grę. Po zjedzeniu tegoż przysmaku postanowiliśmy sobie z mężem obejrzeć film. Niestety do tego nie doszło... Zaczęło się od dziwnego kłucia w jelitach. Po wizycie w toalecie wróciłam do swoich zajęć. Nagle odczułam dziwne mrowienie, jakby dreszcze w całym ciele. Podobne uczucie miewam w sytuacjach mocno stresujących, choć teraz nic kompletnie mnie nie zdenerwowało. Zignorowałam. Ale te uczucie zaczęło, hm... "ewoluować". Było coraz gorzej. Doszło do tego, że ledwo stałam na nogach, wszystkie mięśnie drętwiały, głowa to myślałam, że mi zaraz eksploduje, a serce słyszałam w uszach. Poprosiłam mamę o wezwanie karetki, po czym położyłam się na podłodze, bo już nie dawałam rady... Wtedy tylko myślałam O rany, już po mnie, ja zaraz umrę, ja nie chcę umierać...". Powiedziałam do męża by dobrze sprawował opiekę nad córeczką jak mnie zabraknie... Przyjechało pogotowie. Zmierzyli ciśnienie, sprawdzili tętno, wypytali o wszystko. Ciśnienie lekko zaniżone, EKG prawidłowe, tachykardia zatokowa (wtedy ok. 120 uderzeń serca na minutę), do tego doszły pojedyncze wymioty. Orzeknięto Zespół Jelita Drażliwego. Zabrali mnie do przychodni przyszpitalnej w warszawskim Śródmieściu. Tam dostałam kroplówkę nawadniającą, poleżałam trochę, dostałam Nifuroksazyd i wypis do domu. Na wypisie napisali "Rozpoznanie: Niestrawność". Pomyślałam "A te kołatanie w sercu? To też może być efekt zatrucia pokarmowego?". Ratownicy bardzo zasugerowali się tym, że tego dnia jadłam pizzę i chyba nic innego z tego co mówiłam nie usłyszeli... Przyszedł następny dzień. I... znowu to samo. Znowu mrowienie, drżenie, "miękkie" nogi, szybciej bijące serducho, dziwny niepokój... Tym razem trwało krócej, ale jednak... Pojechałam do przychodni. Lekarka robiąc ze mną wywiad prawie się uśmiała. Powiedziała, że nie wie co mi jest, zapisała Aspargin i odesłała do lekarza prowadzącego. Lek wykupiłam, kolejnego dnia popędziłam do swojej internistki. Orzekła nadczynność tarczycy, przepisała Proplanolol, Milocardin i dała skierowanie na morfologię oraz TSH. Jednak po interpretacji wyników morfologia wyszła prawidłowo, TSH też. Zaczęłam rozpaczliwie szukać diagnozy w internecie. Wpisałam w wujka Google moje objawy i znalazłam... nerwicę. Czytając objawy, czytałam dokładnie o tym co mnie spotkało. Lęk, strach przed śmiercią, panika, zaburzenia pracy serca, osłabienie, drżenie rąk i nóg, drażliwość... Przedwczoraj znowu trafiłam na pogotowie. Ciśnienie podskoczyło mi niesamowicie (dolne miałam w okolicach 100), dostałam drgawek, znowu pomyślałam "Już po mnie"... Zostałam potraktowana paskudnie przez panów ratowników. Tak jakbym czuła przyjemność z jeżdżenia po szpitalach... Jak wariatka. I znowu - EKG prawidłowe, morfologia wzorowa. Wtedy pierwszy raz lekarka zasugerowała, że mam objawy nerwicowe. Znaczy, pierwszy raz powiedział mi to lekarz, wcześniej tylko gdybałam. Wczoraj wieczorem dostałam niczym niewytłumaczalnego wzrostu adrenaliny. Chciałam chodzić, biegać i dalej przy tym czułam te mrowienie w kończynach. Nie mogłam zasnąć. W dodatku od czasu tych "ataków" miewam koszmary senne. Raz miałam sen, że urodziłam dziecko, które niebawem umarło, potem, że mąż mnie zdradził, a ja nic nie mogłam zrobić, jakiś człowiek leżący w trumnie pod moim blokiem, a dzisiaj w nocy, że umieram (nie mogłam złapać oddechu, serce biło coraz wolniej, jakbym się dusiła).

Czuję, że niebawem wpadnę w obłęd. Siedzę na tykającej bombie, nie wiem co jest grane, cały czas odczuwam ogromny strach przed kolejnym wzrostem tętna, ciśnienia, zasłabnięciem... Mam małe dziecko, z którym przebywam praktycznie 24/h. Nie chcę dostać "ataku", kiedy będę Małą trzymać na rękach. Boję się być z nią sama...

Aktualnie dalej zażywam Proplanolol, doraźnie Milocardin. Dzisiaj mam wizytę u psychologa, do którego w sumie rzeczy zaczęłam chodzić z powodu kłopotów małżeńskich już jakiś czas temu (kłopoty minęły, na szczęście). Myślę jeszcze o psychiatrze oraz jakiejś Poradni Leczenia Nerwic. Już sama nie wiem, łapię się chyba wszystkiego co tylko może pomóc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psycholog na podstawie tych objawów może już zacząć wdrażać jakąś terapię i może też zaproponować ci wizytę u psychiatry.

 

Moja mama miała podobne objawy somatyczne - duszności, kołatanie serca, bóle brzucha (jelito drażliwe). Przy tak silnych objawach somatycznych zwykle dostaje się leki.

 

A skoro już chodzisz do psychologa, to na pewno znajdą się jakieś dawniejsze problemy do przegadania, a dlaczego nerwica pojawiłaby się akurat teraz? Stres po porodzie, lęk o dziecko, to mogło poruszyć pokłady psychiki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Psycholog na podstawie tych objawów może już zacząć wdrażać jakąś terapię i może też zaproponować ci wizytę u psychiatry.

 

Moja mama miała podobne objawy somatyczne - duszności, kołatanie serca, bóle brzucha (jelito drażliwe). Przy tak silnych objawach somatycznych zwykle dostaje się leki.

 

A skoro już chodzisz do psychologa, to na pewno znajdą się jakieś dawniejsze problemy do przegadania, a dlaczego nerwica pojawiłaby się akurat teraz? Stres po porodzie, lęk o dziecko, to mogło poruszyć pokłady psychiki.

 

Przyznam, że ten rok jest wyjątkowo stresujący. Tak jak pisałam - mieliśmy z mężem pewne problemy na stopie porozumienia się, do tego moja córa jest teraz na takim etapie, że wychodzą jej zęby, raz gorączkowała z tego powodu, ostatnio przechodziła trzydniówkę... A jak ja zauważę chociaż jeden niepokojący objaw (chociażby te gorączki) to zaraz mam serce w gardle. W dodatku nigdy wcześniej nie miałam pod opieką takiego szkraba, po porodzie nie wiedziałam jak się nią zajmować, robiłam sobie o to wyrzuty... Ogólnie cała masa czynników stresujących. I w końcu kiedy wszystko zaczęło wracać do normy to zaczęłam mieć te "ataki"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że tak jak można "przechodzić" grypę, czyli ignorować część objawów, chodzić, pracować, a potem paść od powikłań, to depresję poporodową też. A taki strach o dziecko i poczucie, że się jest samej z tym wszystkim, to właśnie część depresji poporodowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Myślę, że tak jak można "przechodzić" grypę, czyli ignorować część objawów, chodzić, pracować, a potem paść od powikłań, to depresję poporodową też. A taki strach o dziecko i poczucie, że się jest samej z tym wszystkim, to właśnie część depresji poporodowej.

 

Depresja poporodowa zawsze kojarzyła mi się z kobietą-matką wiecznie przygnębioną, którą ciągły płacz jej dziecka przyprawia o dreszcze... Owszem, przeżyłam baby blues-a (coś lżejszego niż depresja, bardziej przygnębienie), ale minęło.

Natomiast symptomy, które opisałam powyżej (kołatania serca, drżenie, rozdrażnienie, osłabienie) mają miejsce w momentach zupełnie neutralnych, nie nerwowych.

Próbowałam spokojnie oddychać, powtarzać sobie "Nic mi nie jest, to zaraz przejdzie" i faktycznie przechodzi po parunastu minutach (choć odczuwam to jako wieczność), ale ileż tak można? Strach wyjść samej z domu, strach zrobić cokolwiek, bo "może się zaraz zacznie"...

Mam nadzieję, że pomoc psychologa będzie przydatna. Inaczej chyba zwariuję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Faktycznie, może było ci trudniej zdać sobie sprawę z niektórych objawów, bo inaczej je sobie wyobrażałaś, czegoś innego się spodziewałaś.

 

A depresja i nerwica są ze sobą blisko spokrewnione jeśli chodzi o chemię mózgu i to, że gdzieś tam siedzi podświadomy irracjonalny lęk.

 

Dla psychologa twoje objawy powinny być czytelne, a jeszcze bardziej dla psychiatry jeśli się wybierzesz, tak więc tym się nie musisz na razie martwić. To nie to samo co lekarz pogotowia, który szuka fizycznych dolegliwości, które można natychmiast zoperować i uratować życie, a jak ich nie znajduje to ma pretensje, że mu się czas zabiera ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Katrina91, witaj,jakbyś pisała o mnie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Katrina91, witaj,jakbyś pisała o mnie :D

 

Hej, witaj. :) Miło czytać (choć nie wiem, czy słowo "miło" użyte w tym kontekście jest na miejscu), że nie tylko ja mam taki problem... Zawsze łatwiej, kiedy można podzielić się z kimś, kto w jakimś stopniu przeżywa to samo. Można doradzić, porozmawiać... Nie wiem jak to określić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Katrina91, po to jest to forum.u mnie pierwszy atak nerwicy nastąpił w nocy.obudziłam saię i zaczęłam się trząść.doszły wymioty,drżenia ciała,omdlenia.bywało lepiej i gorzej.w końcu poszłam do psychiatry.biorę leki .jest dobrze.mam dwójkę dzieci.drugie urodziłam mając już nerwicę i się lecząc.szkoda mi czasu na chorobę,choć jest różnie.leczę się od 9 lat.obecnie od prawie 2 lat jestem na paroksetynie.wróciłam do życia.czego i Tobie życzę :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Katrina91, po to jest to forum.u mnie pierwszy atak nerwicy nastąpił w nocy.obudziłam saię i zaczęłam się trząść.doszły wymioty,drżenia ciała,omdlenia.bywało lepiej i gorzej.w końcu poszłam do psychiatry.biorę leki .jest dobrze.mam dwójkę dzieci.drugie urodziłam mając już nerwicę i się lecząc.szkoda mi czasu na chorobę,choć jest różnie.leczę się od 9 lat.obecnie od prawie 2 lat jestem na paroksetynie.wróciłam do życia.czego i Tobie życzę :D

 

Ja wczoraj rozmawiałam na ten temat ze swoją psycholog i dała mi kontakt do zaznajomionej psychiatry. Powiedziała, że będziemy starać się temu zaradzić same, ale tak na wszelki wypadek powinnam odwiedzić gabinet psychiatryczny. Dzisiaj zamierzam dzwonić i zobaczymy... Próbuję myśleć pozytywnie, bo bez tego ani rusz. ;)

Mi też szkoda czasu na chorowanie, tym bardziej, że teraz nie mam go za dużo. Dlatego główną motywacją jest moja córa. Dla niej muszę być zdrowa, bo widzę jak bardzo mnie potrzebuje. Tej myśli się trzymam. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zdarzyło mi się podobnie kiedyś jak byłam młodsza takie napady lęku panicznego, niestety bez leków się nie obyło

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×