Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
lenka17

witajcie.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Nazywam się Marlena. Mam 17 lat. Znalazłam się na tym forum bo powoli dochodzi do mnie, że to co się ze mną dzieje to chyba nie tylko mój dziwny charakter. Zawsze byłam dzieckiem wesołym, lecz równocześnie w odpowiednich sytuacjach wykazującym się dużą powagą jak na swój wiek. Od małego wiele przecierpiałam. Mój ojciec jest alkoholikiem i hazardzistą. Mama wiele razy lądowała przez niego w szpitalu. Wiele razy widziałam jak ją uderzał. Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej ona walczyła z depresją. Pomimo całego zła jakie działo się w moim domu byłam najlepszą uczennicą w klasie, często się uśmiechałam. Nigdy nie mówiłam nikomu o piekle, które przechodziłam gdy wracałam do domu. Zatrzymywałam to dla siebie. Kiedy poszłam do gimnazjum, moja mama znalazła pracę i wzięła się za siebie. Ja znalazłam koleżanki. Ojciec dalej się staczał. Coraz rzadziej bywał w domu. Moje mieszkanie jest bardzo małe. On mieszkał w jednym pokoju, a ja z mamą w drugim. Mama zaczęła wychodzić, bawić się z nowymi znajomymi. Często zostawałam sama na noc. Ojciec włóczył się po barach, dyskotekach. Mama spędzała czas z przyjaciółkami a ja przesiadywałam całe dni zamknięta w swoim pokoju. Jestem osobą zamkniętą w sobie, nieśmiałą, która ma ogromny problem jeśli chodzi o kontakt z ludźmi. Samotność i cztery ściany mojego pokoju zapewniały mi bezpieczeństwo jakiego nigdy nie miałam. W szkole miałam znajomych, po szkole kontakt się urywał. Ból, który ciągle nosiłam w sobie potęgował się. Zaczęłam się okaleczać. Ból nie sprawiał mi przyjemności ale pozwalał skupić się na czymś innym. Mama znalazła sobie kogoś. Prawie wcale się nie widywałyśmy. Ojciec przychodził raz na miesiąc, zamykał się w swoim pokoju, nie rozmawialiśmy ze sobą słowem. Zaczęło się liceum. Dostałam się do tego "wymarzonego", lecz nie na ten profil co chciałam. Ale uznałam, że dam sobie radę. Moja klasa (w sumie cała szkoła) okazała się być wielką porażką. Ludzie są niemili, egoistyczni. Liczą się tylko najlepsi, najbogatsi. Niektórzy nauczyciele nie powinni uczyć. Straciłam jakąkolwiek ochotę do nauki. Nie potrafię wyobrazić sobie swojej przyszłości. Nadal gnieżdżę się z mamą w jednym pokoju. Mam jedną koleżankę w klasie, która chce mi pomóc w ten sposób, że próbuje zmienić mnie w siebie. Jest odważną, pewną siebie osobą. Ja nie radzę sobie z niczym. Przed mamą przyklejam sobie uśmiech. Nie chcę żeby się martwiła. W samotności płaczę, krzyczę, tnę się. Nigdzie nie wychodzę. Ludzie mnie przerażają. Czuję nienawiść do świata, ludzi i samej siebie. Często, kiedy jestem sama odczuwam lęk. Rzuca się na mnie a ja nie potrafię go opanować. Zaczęłam wpychać w siebie tony jedzenia przy takich atakach. Później by odpokutować nie jem prawie nic. Życie straciło dla mnie sens. Czasem powtarzam sobie, że przecież wielu ludzi ma gorzej ale to nic nie daje. Coraz częściej myślę o samobójstwie. Kiedy otwieram rano oczy przez godzinę zmuszam swoje ciało by się podniosło. Czasem zastygam w bezruchu i wpatruję się w jeden punkt. Następnie zapominam całkowicie co chciałam zrobić. Jest tak strasznie beznadziejnie. Kompletnie sobie nie radzę. Usycham. Co mi jest? Pomocy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj. Na tym forum na pewno znajdziesz ludzi którzy rozumieją o czym piszesz. Jesteś w trudnej sytuacji życiowej i z pewnością powinnaś poszukać fachowej pomocy - skierować swoje kroki do szkolnego psychologa lub od razu do najbliższej poradni zdrowia psychicznego. Nie musisz mieć skierowania. Nie bój się to nie boli, to żaden wstyd. Warto dać sobie ulgę. Odwagi :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj też ktoś mnie namawiał żebym poszła do poradni. Boję się. Nie potrafię mówić o swoich problemach. Co najwyżej pisać. Ciągle myślę sobie, że mam czas, że samo przejdzie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma co czekać aż samo przejdzie. Trzeba sobie pomóc, przerwać zaklęty krąg cierpienia jak najszybciej. Taką sytuację można porównać do osoby ze złamaną ręką: Można zostać w domu i poczekać aż sama się jakoś zrośnie. Może się jednak zrosnąć źle i będzie bolała cię już zawsze. Czy nie lepiej aby ktoś nastawił fachowo kość i po złamaniu nie został trwały ślad i powracające bóle?

 

W poradni są osoby które dobrze wiedzą iż nie każdy potrafi opowiadać o problemach więc spokojnie, to nie egzamin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×