Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
norma_baker

Burdel w Borderline

Rekomendowane odpowiedzi

18 miesięcy temu zdiagnozowano u mnie po kolejnym półrocznym leczeniu borderline [co wyszło przy okazji, poszłam z bulimią]. Moja sprawa jest nieco bardziej skomplikowana jednak, ponieważ jestem takim typem borderline'owca z towarzyszącymi omamami (głosy, zapachy) i urojeniami (często uciekałam ze szkoły do domu w obawie, że ktoś mnie śledzi, często ściszam muzykę przez wrażenie, że wszyscy mnie obserwują i obsmarowują słownie). Od razu zaznaczam, że badania takie jak EEG i tomografia głowy w porządku. Miałam okres półroczny po leczeniu szpitalnym, że nagle odstawiłam leki i przez negacje rodziny nie miałam jak się skontaktować z psychiatrą, aż w końcu dałam sobie spokój. Był to najgorszy rok mojego życia. Zaczęłam studia dzienne i nagle wszystko powoli wracało - szepty zamieniały się w wyraźne głosy, które z kolei stawały się krzykami nie dającymi zasnąć; zawieszenia, coraz bardziej znowu odpychałam ludzi od siebie. Aż nastąpiło najgorsze - ataki paniki. Przez nie rodzice musieli przyjeżdżać po mnie w różne części miasta bo dopadało mnie to w bardzo zwykłych sytuacjach - kolejka do spożywczaka, jazda tramwajem, siedzenie na wykładzie. Nie mogłam prowadzić samochodu. Cała armia badań - krew, tarczyca, brzuch, jelita, żołądek, płuca, serce, wszystko ! i wszystko w normie... I znowu do psychiatry. Rodzice ulegli. Dostałam na początek paroksetyne i xanax ale po 2 tygodniach spokoju koszmar - wydzieranie w głowie, paranoje prześladowcze (nie mogłam wystać w autobusie bo się na mnie wszyscy patrzyli a ja czułam, że umrę)... Dostałam Ketrel. Głosy ucichły, ale wróciły lęki.... I treaz tak - leczenie szpitalne, poprosiłam lekarza, żeby potraktował to jako bezsprzeczną konieczność, z racji uczelni. I ok, głosy się uspokoiły, coraz rzadziej słyszę tą kobietę w głowie, ale ataki paniki, zawiechy... To wróciło. A podobno nie mogę dostać antydepresantów SNRI, bo nasilają omamy. Czy ktoś znalazł się w podobnej sytuacji? Czy ma ktoś jakiś pomysł, na sposób leczenia, który może warto by było zasugerować lekarzowi? Ręcę załamuję nad sobą i coraz bardziej odechciewa mi się czegokolwiek. Nie jedno to drugie... Po co mi to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielonawitolda, borderline z objawami jakie opisałaś niemal nie mieszczą mi się w głowie...

Nie wiem jak Ci pomóc, ale bardzo Ci współczuję.

A chodzisz na jakąś terapię? Kiedy się zaczęły te objawy?

Piszesz, że wszystko w porządku z organami wewnętrznymi... mimo bulimii? Długo na nią chorowałaś/chorujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bulimii wydaje mi się, że nie da się wyleczyć. Te myśli zawsze są, choć nie muszą iść w parze z czynami. I staram się nie wyrzadac działu krzywd. Na terapię chodziłam ale to w zeszłym roku, kiedy jeszcze byłam w liceum. Ale to była bardziej pomoc ludzi na codzień zajmujących się dziećmi z dyslektyzmem, adhd czy depresją. Nie pasowałam tam i nie mogłam z nimi wytrzymać. Od następnych wakacji będę na oddziale dziennym przez trzy miesiące, do tej pory dostałam psychologa, narazie raz na tydzień. Jedynym skutkiem ubocznym bulimii, który mocno dał się we znaki to anemia oporna na leczenie. Ostatnie wyniki już jednak były super, odstawiłam żelazo, ale za jakiś czas muszę kontrolną zrobić morfologię, żeby się zorientować, czy to na stałe już. Cieszę się, że nic więcej - choć przyznam, że okropnie bałam się wyników gastroskopii. Objawy objawy... nie wiem czy da się opisać jego początki. Mogę przybliżyć datę psychoz, które wtedy bagatelizowałam uznając że pewnie inni też tak mają, albo zwalając winę na hormony - zaczęło się od głosów, z czasem dochodziło pogłębiające się wrażenie, że często ktoś mnie obserwuje, gdy wracam do domu, lub z niego wychodzę. A sama osobowość... też uważałam ją za normalną. Stwarzała mi pewne bariery bezpieczeństwa, ale z czasem zrozumiałam, jak wiele też mi zabierała. A co do borderline+głosy, mój psychiatra mówił, że miał kiedyś podobny przypadek, prawie postawił schizofrenię, ale te omamy nie są cały czas. W sumie nie wiem jak to w schizo wygląda, ale ja jej nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie rozumiem kryteriów diagnostycznych:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielonawitolda, nie słyszałam jeszcze o borderline z takimi objawami, jakie opisujesz.

 

W sumie nie wiem jak to w schizo wygląda, ale ja jej nie mam.
ale te omamy nie są cały czas.

 

Są różne odmiany schizofrenii. To mit, że schizofrenicy "cały czas" mają omamy. Objawy mogą pojawić się raz w życiu i już nigdy nie powrócić.

Jest również coś takiego, jak zespół paranoidalny. Mogą występować w nim omamy i/lub urojenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dostałam Ketrel. Głosy ucichły, ale wróciły lęki.... I treaz tak - leczenie szpitalne, poprosiłam lekarza, żeby potraktował to jako bezsprzeczną konieczność, z racji uczelni. I ok, głosy się uspokoiły, coraz rzadziej słyszę tą kobietę w głowie, ale ataki paniki, zawiechy... To wróciło. A podobno nie mogę dostać antydepresantów SNRI, bo nasilają omamy. Czy ktoś znalazł się w podobnej sytuacji? Czy ma ktoś jakiś pomysł, na sposób leczenia, który może warto by było zasugerować lekarzowi?

Sprecyzuj z czym masz problem w tej chwili. Ataki paniki, lęki i zawiechy tak?

 

Ostatnio na tym forum modny jest sulpiryd. ;) A wg Wiki działa zarówno na psychozę jak i lęki, niepokój, nerwicę.

A może Rispolept?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na dzis dzien problemem sa ataki paniki i zawiechy. lęk sa skutkiem ataków. zarowno risperidon jak i sulpiryd powodowały u mnie mlekotok, choć faktycznie gdyby nie ten efekt uboczny, czułam się znakomicie.

 

-- 18 lis 2011, 06:14 --

 

pamietam, ze przed szpitalem bralam mieszanke convulex(stabilizacja nasroju)+ketipinor(omamy)+prefaxine(depresja, lęki) ale były to małe dawki (poza wenlą, której miałam 150mg) a nie byłam w stanie przeżyc dnia- kiepsko, bo apogeum moich wszystkich objawów nastąpiło w czwartej klasie, kiedy to i matura i obrona pracy dyplomowej a ja nie byłam w stanie wysiedzieć 4 godzin w szkole, a jak wróciłam już do domu to nic innego poza spaniem.

 

-- 18 lis 2011, 06:21 --

 

zielonawitolda, nie słyszałam jeszcze o borderline z takimi objawami, jakie opisujesz.

 

W sumie nie wiem jak to w schizo wygląda, ale ja jej nie mam.
ale te omamy nie są cały czas.

 

Są różne odmiany schizofrenii. To mit, że schizofrenicy "cały czas" mają omamy. Objawy mogą pojawić się raz w życiu i już nigdy nie powrócić.

Jest również coś takiego, jak zespół paranoidalny. Mogą występować w nim omamy i/lub urojenia.

 

 

ale czy to możliwe, żeby faktycznie było to schizofrenią albo zesp paranoidalnym przy czystych badaniach eeg i tomografii? a gdy dostawalam ataku i w tym momencie glosy sie na mnie darly, docieralam na pogotowie i objawy jak reka odjal, zostawalo tylko bicie serca i tetno podwyzszone, co do pluc podejrzewali astme, ale jesli daje rade bez niczego przejechac 80km/4 godziny to cofneli diagnoze. jedynie gdy mialam zalozonego holtera dopiero wykryli, ze cos sie musi dziac w ciagu dnia, ale i tu nic dalej nie ruszyło, bo usg serca ok. a glosy czesto gesto to jakies stwierdzenia, wołania, np. slysze jakby ktos wolal moje imie, albo mowil wyjdz, chodz, co robisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ani tomografia ani EEG nie wykrywają schizofrenii. Skąd w ogóle taki pomysł? Psychiatrzy często wysyłają swoich podopiecznych na EEG, ale po to, żeby wykluczyć padaczkę skroniową (przy której to występują różne sensacje wzrokowe i słuchowe bez napadów drgawkowych).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielonawitolda, a czy masz wrażenie, jakby ludzie ciągle Cię obserwowali? boisz się, że mogą Ci coś zrobić?

Aż nie chcę mi się wierzyć, że Twój lekarz psychiatra przy ewidentnych głosach, jakie słyszysz, nic z tym nie zrobił.

Na Twoim miejscu zasugerowałabym lekarzowi może nie schizofrenię, ale np. schizotypowe zaburzenie osobowości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

zielonawitolda,z konsultuj się z innym lekarzem.Jeśli to schizo i będzie za późno leczona może pozostawić trwałe następstwa( mój brat z drugiego rzutu nigdy nie doszedł do siebie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tylko, że borderline to wynik 2 psychiatrów i 3 psychologów. "potwierdziła to" dwutygodniowa hospitalizacja [przyspieszona w sumie przeze mnie oonieważ to było przed maturą jak mnie zamknęli]. owszem, czuje czesto, ze ktos za mna idzie, mam takie mysli, ale to nie moze byc schizofrenia. moja ciocia ma i wiem jak sie zachowuje kiedy albo nie bierze lekow albo leki przestaja dzialac. wydaje mi sie, ze jako takie myslenie trzezwe jeszcze jest. lekarz byl bardzo zaniepokojony, kiedy opowiadalam mu czego doznawalam po parogenie i xanaxie, ale naprawdę błagałam go żeby mnie nie zamykał tego dnia. choc faktycznie tez twierdze, ze dokladniejsza hospitalizacja by wiele pomogla [moze faktycznie zdiagnozowano by mi cos jeszcze ew zmienili diagnoze...], jednak nawet jesli nie wyrabiam sie z uczelnia to sie staram jak moge, nie chce sprawy zawalic i zaczynac drugi rok od nowa - nowi ludzie... zwariowalabym do reszty. nie czuje sie dobrze w towarzystwie ludzi i nawet w swojej grupie mam tylko jedna osobe, dla ktorej tak wlasciwie chce sie trzymac, bo jesli mialabym chodzic na uczelnie i spedzac czas na zajeciach bez jej glupiego gadania [w pozytywnym sensie] to chyba wszystkich powystrzelam. ciezko mi wychodza kontakty z innymi. do tego moja rodzina nie uznaje mojej psychiki. uwazaja ze psychiatra mi jak dziura w moscie, ze wszystko sobie wymyslam sama, ze probuje byc jak ciocia. kiedy sie zawieszam przy nich [nie znosze tych sytuacji kiedy oni sa w poblizu] od razu slysze docinki "co? znowu cos slyszysz? haha..." no i babcia z którą mieszkam nie przezyje tego ze "zawalam szkole", juz nigdy nie znajde pracy, bo nikt mnie juz nie bedzie chcial....... moze i ciezko jest sie leczyc ambulatoryjnie, ale to najlepsze co moge dla siebie zrobic, zeby nie spieprzyc srodowiska w ktorym zyje a poki co nie jestem niezalezna finansowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielonawitolda, schizofrenia u Twojej ciotki może być zupełnie inna niż u Ciebie.

Gratuluję rodziny. Nic tylko się pochlastać ;/

 

(ale nie martw się, moja też mówi, że większość problemów sobie wymyśliłam, że mam za dużo wolnego czasu)

 

Studiujesz dziennie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no. wsparcie rodzinne bylo tylko kiedy jest obok lekarz.

 

tak, studiuje dziennie, na dodatek przewaznie w godzinach 8-18 wiec wszelkie wizyty i spotkania lekarskie musze specjalnie ukladac sobie :P

 

hmmm... nastraszyliście mnie elegancko, choć dalej nie mogę dopuścić myśli o tej chorobie do siebie. to jest dla mnie za odległe. :mhm:

 

-- 19 lis 2011, 12:54 --

 

co mnie jeszcze zastanawia: czy możliwe zebym jest miala cos schizopodobnego myslala i pisala na trzezwej stopie tak o?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
co mnie jeszcze zastanawia: czy możliwe zebym jest miala cos schizopodobnego myslala i pisala na trzezwej stopie tak o?

 

Kolejny mit - nie każdy schizofrenik traci zdolność jasnego myślenia i oceniania sytuacji. A więc: tak, to możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po ponad roku wracam do wenlafaksynki. Kiedyś brałam chyba 112,5 mg, dziś zaczynam od 37,5 mg przez pierwsze 7 dni, ponieważ bardzo źle toleruję leki i mój obecny psychiatra jest w moim względzie bardzo ostrożny [za co mu wielka chwała !]. Kiedyś brałam go przy okazji bulimii [i depresji], teraz w związku z BPD na lęki napadowe i w ogóle takie chyba uspokojenie. Jestem naprawdę dobrej myśli, ponieważ to już znany mi lek, choć pamiętam, że przy nim w dalszym ciągu słyszałam głosy. Lecz przy braku lęków są one spokojne, nie takie natrętne i agresywne. Jednak z neuroleptykami mój lekarz woli poczekać na ustawianie ich w szpitalu - jak już napisałam dziwnie reaguję na dużo leków [ketrel be, chlorprothixen też be, sulpiryd i rispolept to mlekotok], a te które mogą okazać się skuteczne nie są dla mnie na "P", więc nie warto wydawać niepotrzebnie kasy. Stabilizatorów brać nie mogę - Convulex spałam ponad 12 godzin dziennie właściwie, Tegretolu nie mogę ze względu na skłonność do anemii a Lamitrin - ostra postać wysypki z gorączką. jeśli zlikwiduje lęki, przeczekam - po sesji pójdę na leczenie szpitalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×