Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

witam, nie mam pojęcia, gdzie się udać i kogo prosić, a czuję, że wybuchnę. przepraszam za długość, mam nadzieje, że jednak ktoś to przeczyta.

mam 16 lat i od ponad roku mieszkam za granicą. bardzo chciałam tu przyjechać, ale niestety nie poradziłam sobie z tym wszystkim, szkołą, językiem, byciem ostatnią i najgłupszą i popadłam w depresję (tak mi się wydaje). zaczęło się rok temu przed rozpoczęciem szkoły, później nasilało się takimi skokami.

w marcu było najgorzej, wiedziałam już, że nie zdam. uczyłam się języka, ale miałam okropne problemy z koncentracją, nikt z klasy ze mną nie rozmawiał. znalazłam sobie koleżankę polkę, która jak ognia unikała spotkań ze mną poza szkołą. nie potrafiłam poprosić w sklepie o większy rozmiar bluzki, chociaż podczas prywatnych lekcji układałam zdania wielokrotnie złożone.

w dodatku, co jest w pełni zrozumiałe, rodzice mieli do mnie pretensje, że pieniądze idą na marne, bo się nie uczę (chociaż bywało, że kończyłam wszelkie naukowe rzeczy około godziny 21 wieczorem). nikogo nie miałam, więc starałam się nikogo nie potrzebować, zamknęłam się w skorupie, w swoim pokoju, wychodziłam tylko do szkoły i do łazienki. czasami całymi dniami nie odezwałam się zdaniem, odrzucałam rodziców, którzy się okropnie denerwowali, że nie spędzam z nimi czasu, strasznie się odnoszę, tylko siedzę przed komputerem. a ja po prostu nie chciałam, żeby byli w pobliżu podczas "ataku", czyli kumulacji wszystkiego złego. kiedy już dochodziło do kłótni, to mówiliśmy sobie okropne rzeczy, szarpałam się z ojcem, on mi wszystkiego zabraniał, zabierał komputer, a i tak wszystko kręciło się wokół tego, że nie sprzątam w domu, tylko siedzę przed komputerem...

miałam chwilowe "odloty", czasem zapominałam np. będąc u siebie na klatce, gdzie jest mój dom i byłam przerażona. byłam okropnie przygnębiona, nie wiedziałam, że człowiek nawet może mieć takie myśli, przelewałam je na papier i czasem "budziłam się" i nie pamiętałam, co pisałam, sama byłam przestraszona własnymi słowami.

do tego rok przed wyjazdem zaczęły się moje problemy z odżywaniem i nienawidzeniem swojego ciała, od zawsze mam okropne kompleksy, ale od kiedy tu jestem to urosło do niewyobrażalnych rozmiarów. caly czas mam wrazenie, że ludzie dosłownie się mną brzydzą. wtedy na wiosnę całymi dniami nic nie jadłam, a kiedy już musiałam zjeść, to piłam herbatki przeczyszczające. rodzice już przestali się tym przejmować i nie obchodziło ich moje jedzenie.

zaczęłam się drapać, bywało tak, że siedząc na lekcji miałam wrażenie, że mi skóra odpada, pulsuje, nie mogłam wytrzymać. na początku to drapanie przynosiło ulgę, aż do krwi, później bywało tak, że drapiąc się przy zgaszonym świetle nic nie czułam, a po zapaleniu światła byłam cała we krwi. rodzice zauważyli te rany (w strasznie widocznym miejscu, o tym nie pomyslałam) i byli źli na mnie, krzyczeli, a ja uparcie mówiłam, że to niechący, chociaż to było śmieszne kłamstwo.

czasami podczas tych wielkich kłótni, kiedy juz zauważyli, że dzieje się źle, mama przychodziła i mnie przytulała, kładła się ze mną na łóżku, a ja nie mogłam wytrzymać tego, odpychałam ją na siłę, a później godzinami płakałam.

miałam przewlekłe bóle brzucha, przez to nawet nie chciało mi się jeść. czasami miałam taki "szczęśliwy" okres czasu, że zupełnie bez powodu (albo powód był taki, że ktoś w szkole powiedział do mnie słowo, cieszyły mnie takie malutkie rzeczy) i wtedy siedziałam z rodzicami, jadłam normalnie, potrafiłam cały czas żartować i się śmiać. a później znowu przychodziło to okropne, a komentarz z rodziców "znowu się zaczyna?" i trzaśnięcie drzwiami.

największą frajdą było niszczenie siebie, drapanie, głodzenie, branie tabletek (tak naprawdę to nic wielkiego, po 6 gripexach z pseudoefedryną zapitych kawą po prostu fruwałam, jestem strasznie podatna na wszelkie takie substancje). odważnie planowałam samobójstwo, miałam zamiar kupić tabletki, kilka razy juz siedziałam pod prysznicem z nożyczkami w rękach, ale bałam się. kilka razy wykrzyczałam mamie w twarz, że się zabiję, ale odpowiedź była tylko taka, że ją szantażuję i robię na złość, a przecież to nie było moim celem.

w końcu poprosiłam o pomoc, powiedziałam o wszystkim, o tym, jak mi strasznie, o tabletkach, pokazałam, co pisałam, wszystko. mama znalazła polskiego psychologa, chodziłam na terapię, ale nic to nie dawało. chociaż chciałam. jednak wszystkie rozmowy opierały sie na tym, że trzeba zmienic szkołę, znaleźć znajomych i będzie ok. a przecież od zawsze byłam taka podatna. pewnego dnia po prostu nie poszłam i skończyła się terapia.

nigdy nie miałam zbyt dużo znajomych, chociaż była względnie towarzyska, ale tych dobrze uczących się raczej się nie lubi. raczej wybierałam glany i słuchawki na uszach, chociaż oczywiście miałam towarzystwo, gdzieś po drodze zgubiłam opinię kujona, ale mimo wszystko wybierałam samotność. od zawsze byłam trochę "dziwna" i chociaż wiem, że wielu nastolatków właśnie ma parcie na "alternatywność", to ja bardzo często chciałam być po prostu zwykła, a że nie mogłam, to stawałam się jeszcze bardziej dziwna. jak byłam mała 7-9 lat, to często słyszałam głosy, ale nie przerażało mnie to raczej, tylko denerwowało, jak nie mogłam się ich pozbyć. nie mówiły nic sensownego. później po oglądaniu bajek miałam lęki i brałam syrop uspokajający przed snem. przez długie długie lata bałam się spać sama.

później przez jakiś czas (miesiąc) miałam czas normalności, minęło mi wszystko jak ręką odjął, niczego nie udawałam, było dobrze z rodzicami i w ogóle. później było raz lepiej raz gorzej, znowu przeplatanka.

no i tegoroczne wakacje, byłam w Polsce na dwa tygodnie i było tak cudownie, wróciłam na początku sierpnia. no i zaczęło się... znowu nowy rok szkolny, nawet nie wiem, w której klasie jestem, nikt z rodziców sie tym nie zajął, bo ja powinnam. jestem PRZERAŻONA, od prawie miesiąca jest gorzej niż kiedykolwiek. w Polsce brałam dość dużo tabletek i dość dużo alkoholu (wiem, szesnastolatka, jak to wygląda). wprawdzie nie mam problemów z jedzeniem, ale to wynika z tego, że nie mam zupełnej motywacji do czegokolwiek. chodzę spać o 5-7 rano, wstaję o 17-19 (albo nie śpię wcale, jak dziś), często się nie myję, nie dbam o siebie, w ciągu miesiąca wyszłam dwa razy z domu. przedwczoraj miałam iśc do sklepu oddalonego dziesięć kroków od domu i spędziłam pół godziny wmawiając odbiciu w lustrze, że to tylko wyjście do sklepu, że nic takiego, tak strasznie się bałam. w sklepie bałam się nawet wzroku kasjerki. prawie biegiem wróciłam do domu i popłakałam się z ulgi po przejściu progu. czasem bywa tak, że siedzę i oglądam smieszne seriale, jem jakieś przekąski i jest fajnie, a w niektóre dni nie mogę wytrzymać. paznokcie już przestały wystarczać, sięgnęłam po żyletkę. wrócił okropny ból żołądka, do tego uczucie dziury w klatce piersiowej, jakby ktoś mnie przebił na wylot. do tego duszności (przecież nie mam płuc!) i okropne stany lękowe, np w nocy słucham muzyki i wszystkie postacie na zdjęciach i obrazach na ścianach zaczynaja się ruszać. w panice zrywałam wszystko ze ścian, nie ma na nich ani jednego obrazka czy zdjęcia, a było około 70, różnych rozmiarów. pózniej prawie nie pamiętam takich incydentów, jakbym była w jakimś obłędzie. przeważnie zasłaniam zasłony w oknach i obejmuję rękami kolana, bo czuję jakbym miała się rozpaść. męczę się bardzo szybko, mam wstręt do jedzenia albo wilczy apetyt. też czas nie jest taki "jednolity" czasem pędzi jak szalony, czasem się jakby cofa, nie potrafię tego opisać. rodzice już powiedzieli kilka miesięcy temu, że skoro chcę miec spokój, to oni mi go dadzą i że ich nie obchodzę już, byle nie musieli płacić za mnie kaucji za wyjście z więzienia i żebym nie robiła wstydu przed ludźmi. mamę nie obchodzi moje zachowanie, jeśli posprzątam trochę dom i wstaję z łóżka zanim wróci z pracy.

mam 16 lat, nie widzę absolutnie nic pozytywnego w tym, co ma się zdarzyć. w tym roku w szkole nie mam już taryfy ulgowej, muszę zdać, nowa klasa, nie mam słów by opisać mój strach. nie mam absolutnie żadnej nadzei, czasem zwala mnie to wszystko z nóg, dosłownie, na podłogę. wiem, że tak jest "łatwo" zamknąć się, przestać uczyć, zamiast pracować i walczyć, żeby było lepiej, wiem, że popełniłam błąd tak się zatracając, ale teraz nie potrafię z tego wyjść. i wiem też, jak nęcące jest to, żeby dać się opanować tym psychopatycznym stanom, kiedy jestem wręcz nieświadoma, mam halucynacje, tak najłatwiej, po prostu sobie oszaleć. żałuję, że tego posmakowałam.

wstydzę się prosić rodziców o pomoc, bo oni nie zdają sobiez niczego sprawy, kiedy oglądali film i chłopak tam wziął kilkadziesiąt tabletek a później miał "odlot", to ich reakcją było "chciałabyś takie tableteczki, co?". 16 lat skończę za miesiąc, więc nie mogę iść sama do kogoś, a nie powiem "mamo, to nie jest tak, że nie chce mi się sprzątac i rozmawiać z wami, po prostu coś mi się dzieje w głowie i chcę tabletki". za tydzień szkoła, a ja sobie nie wyobrażam niczego, czuję psychiczny i fizyczny ból, łapię się najbardziej żałosnych rzeczy jak cięcie się czy picie litrami energydrinków, żeby tylko jakoś zmiejszyć tą dziurę zamiast płuc, żeby przywrócić kości w rękach czy nogach. nie wiem, co robić.

jeśli ktokolwiek przeczyta w całości czy tez nie to, co napisałam, to chciałabym przede wszystkim usłyszeć, czy to nie jest tylko mój wymysł, czy po prostu nie jestem leniwą znudzoną dziewczynką, kolejną nastolatka z burzą hormonów, jakimś "emo" czy coś. czy naprawdę powinnam się przemóc i szukać pomocy, czy może sama jakoś sobie z tym poradzić i przestać być żałosna? w tej chwili nie ma we mnie w ogóle siły, czuję się jak dziecko, które z łzami w oczach obserwuje, jak inni ludzie mają swoje życia i uczucia. i przepraszam za taki długi i chaotyczny wpis, ale nie mam, naprawdę nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć. z góry dziękuję za wyrozumiałość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, przeczytałam cały Twój wpis, mam nadzieję, że choć trochę Ci ulżyło jak to wszystko z Ciebie wyrzuciłaś. Dobrze trafiłaś, tutaj na forum każdy z nas ma jakieś problemy, szuka pomocy, zrozumienia. Z pewnością znajdziesz tutaj wiele życzliwych Tobie osób. Wydaje mi się, że powinnaś szukać pomocy u psychologa, może jakaś terapia. Napisałaś, że byłaś w Polsce i tutaj wszystko było dobrze, być może problem tkwi w zaaklimatyzowaniu się w nowym miejscu, może Cię to przerasta. W rodzicach, z tego co piszesz nie masz oparcia, więc może jakaś dalsza rodzina np. dziadkowe, ciocia. Może mogłabyś przenieść się do Polski i zamieszkać u nich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj planet_sorrow!

 

Przeczytałam cały twój wpis i mam podobne odczucia, jak Nana88. Źródła twoich problemów mogą być różne. Jednym z nich faktycznie może być kwestia trudności w zaaklimatyzowaniu się na obczyźnie, problemy językowe, nieporozumienia z rodzicami, ale szereg objawów, o których piszesz może świadczyć o depresji i to o ciężkim epizodzie depresyjnym z objawami psychotycznymi. Oczywiście, rzetelna diagnoza wymagałaby wykonania badań i bezpośredniej konsultacji u psychiatry, bowiem na obraz kliniczny zaburzeń nakładają się inne nieprawidłowości funkcjonowania, jak poczucie derealizacji, depersonalizacji, lęki przed ludźmi (może fobia społeczna), zaburzenia odżywiania. Nie bez znaczenia jest też twój wiek - wiek dorastania, poszukiwania swojej tożsamości i testowania rzeczywistości. Na podstawie twojego wpisu łatwo daje się jednak wyróżnić typowe objawy depresji, jak:

- nastrój depresyjny prawie codziennie przez większą część dnia,

- bezsenność lub spanie zbyt długo,

- spowolnienie ruchowe,

- znacząco obniżone zainteresowanie przyjemnościami,

- poczucie bezwartościowości, bezsensu, beznadziejności,

- trudności w myśleniu i koncentracji uwagi,

- myśli o śmierci,

- autoagresja, samookaleczanie się,

- unikanie kontaktów społecznych,

- spadek energii i motywacji do działania,

- zaniedbywanie codziennych obowiązków,

- prokrastynacja - patologiczne odkładanie wszystkiego na później.

Twój stan psychiczny wymaga konsultacji psychiatrycznej. Musisz porozmawiać ze swoimi rodzicami. Nie mogą bagatelizować twoich problemów i traktować twoich słów jako szantażu emocjonalnego. Spróbujcie ze sobą szczerze porozmawiać. Więcej o mniej lub bardziej charakterystycznych objawach depresji i sposobach jej leczenia znajdziesz po poniższymi linkami:

http://portal.abczdrowie.pl/objawy-depresyjne

http://portal.abczdrowie.pl/fizyczne-objawy-depresji

http://portal.abczdrowie.pl/jak-leczyc-depresje

http://portal.abczdrowie.pl/jak-wyjsc-z-depresji

 

Pozdrawiam ciepło

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×