problemy w domu/nn/nerwica lękowa i eklezjogenna

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

problemy w domu/nn/nerwica lękowa i eklezjogenna

przez Złota Jagoda 19 sty 2012, 18:36
Witam,
(nie wiem czy mój watek jest w odpowiedniej kategorii )
No więc tak. Nerwica lękowa towarzyszy mi od 8 lat. Mój tata pracował za granicą, przyjeżdżał tylko raz, w porywach dwa do roku. Lubił pić. A po pijanemu lubił się kłócić. Kiedyś tam zjechał ostatecznie do domu. Mój tata jest taki generalnie, że "ma zawsze rację". Czasem wydaje mi się, że nie zauważa jak wiele krzywdy potrafi swoim zachowaniem zrobić. Mama mówi, że zawsze taki był i że go już się nie da zmienić. Jak się zdenerwuje to rzuca mamie tekstami w stylu że diabeł w niej siedzi. To jest tak strasznie przykre... Bo ja wiem, że to co on mówi jest nieprawdą, oskarża, że cały świat mu krzywdę robi, a on jest niewinny. I jak on zaczyna krzyczeć, podniesie głos coś strasznego dzieje się z moją psychiką. To jest zwierzęcy strach i cała się wtedy trzęsę. Strach, który potęguje pewne wydarzenie. Chciałabym opowiedzieć co stało się trzy lata temu. Zaczął mieć pretensje, nie pamiętam o co poszło, ale jak zwykle zaczął narzekać. Wszczęła się kłótnia. Stanęłam w obronie mamy. I wkurzył się strasznie. Talerz wylądował na ziemi, już nie pamiętam, ale chyba walnął ręką w niego jak był na stole tak, że wylądował na ziemi. Potem wyszedł, poszedł po sznur i wyszedł na strych. Jak ja to zobaczyłam (a zaznaczam, że mam nerwicę lękowa, więc woda na młyn dla niej) to byłam przerażona. Poszłyśmy tam z mamą. Stał na strychu ze sznurem w rękach. Udało się nam przekonać go, żeby zszedł stamtąd. Dziwię się, że po tym co wtedy przeżyłam po tym strachu w końcu to straszne jak widzisz jak Twój własny ojciec stoi ze sznurem w rękach, dziwię się, że jeszcze nie oszalałam. Jak z nim szłam stamtąd powiedział coś w stylu, ze: bedziecie widzieć jak mnie jeszcze raz wkurzycie... Mama poszła do babci i wiem że tam płakała. Bo ja tam też poszłam wtedy. Całą następną noc bałam się bardzo. Do tej pory śnią mi się koszmary, ze się kłócą. A pamiętam jeden najgorszy sen, że siostra nie chciała mi powiedzieć, a ja wiedziałam, że on zabił mamę a potem zabił sam siebie. Tak mi się śniło. Tata wszczyna kłótnie z byle powodu. Wiecie co, w te Święta zaczął mieć pretensje bo nie ma mu kto jedzenia przygotować i on musi sam podgrzewać je i się dlatego poparzył.( jedzenie było gotowe trzeba je było tylko podgrzać) Ludzie przecież to jest chore. (chociaż muszę przyznać, że te Święta i tak były wyjątkowo spokojne jak na niego.)Siostra mówi, że trochę w tym winy mamy bo całe życie wszystko mu podawała. Nigdy w życiu nie usłyszałam od niego słowa przepraszam. I to mama zawsze ustępowała. Wiem, że tata pochodzi z domu, w którym brakowało miłości. Ale to nie jet powód, żeby się na kimś w ten sposób wyładowywać. Właściwe często wszczyna kłótnie o jedzenie. Teraz mama już mu nie ustępuje. I nie ma już miłości w moim domu rodzinnym. I teraz ja. Mam tak straszne wyrzuty sumienia, bo my nie zawiadomiłyśmy żadnego lekarza o tym co chciał zrobić 3 lata temu. Boję sie strasznie, że on się kiedyś powiesi a wszystko to będzie nasza wina, bo nie zawiadomiłyśmy lekarza. Mama mówi, że wtedy byłoby jeszcze gorzej, na samą myśl jakby się mu zaproponowało lekarza to dopiero by się wściekał, i to trzeba by było z nim nie mieszkać żeby mu to zaproponować. I teraz tak. Nie chcę już stworzyć o nim fałszywego obrazu. Bo to jest tak, strasznie się złości a potem jest spokój. W domu to co trzeba zrobi, naprawi. Pieniądze też daje, jak trzeba gdzieś zawieść, zawiezie. Czasem mam wrażenie, że on nie jest świadomy tego co robi. Stał się teraz troszkę mniej furiatem. Bo podobno jak był młodszy to był też strasznym furiatem i groził, że się zabije, ale nigdy tego nie zrobił i nikt nigdy za nim nie szedł jak tak mówił. Podejrzewam, że trzy lata temu zrobił to dlatego, że ja się za mamą wstawiłam...Teraz stał się trochę mniej wybuchowy. Ale i tak nie da się z nim pracować. On nie docenia tego, że mu pomagasz, z kim pracuje to wyzywa go, jak coś źle robi, wyegzageruje to tak wtedy, że okropnie przykro jest z nim przebywać. A w domu została z nim tylko mama. Więc to mama z nim pracuje. Ja zwyczajnie już nie mam siły do tego. Nie wiem co mam z tym zrobić. Jak ja mam pomóc mojej rodzinie. Mama mówi, że on już taki jest, że się go nie da zmienić, bo już jest na to za stary. Tylko wiecie co, ja już nie pamiętam kiedy moja mama ostatnio się śmiała...Stała się jeszcze bardziej nerwowa. I to co mnie jeszcze zabija. Bo ja się boję, żeby tego nie zrobił znowu. Często pił, ale akurat w tamtym dniu nie pił, a to stało się bardzo wczesnym popołudniem. I nawet nie wiece jaki ogrom emocji duszę w sobie. Boję się mu cokolwiek powiedzieć, tak jak czuję, że mnie skrzywdził, żeby potem nie było na mnie.
Czasem chcę umrzeć. I z tego też zrobiła się nerwica. podaje przykładową sytuację: Smażę mięso i ono musi być dokładnie usmażone, bo skoro nie mam ochoty żyć, a jak przez ten kawałek niedosmażonego mięsa umrę, to wina będzie moja. I tak w różnych sytuacjach jest.
aha. I mój najnowszy nabytek. To nerwica eklezjogenna, czy jak to się nazywa. Moja nerwica od samego początku polegała między innymi na tym, że miałam lęki, że Boga nie ma. Albo że Bogiem jest nie ten, w którego wierzę. I to do jakiego stanu sie teraz doprowadziłam to jest straszne. Na jesieni instynktownie, niekontrolowanie pomyślałam o tym innym innym bogu no i nie wiem jak to się stało, ale instynktownie miałam ochotę się wyprostować, jakaś taka motywacja niby i zrobiłam to...Ze dwa trzy razy mi się to zdarzyło. I w listopadzie. bach. pomyślałam, ze nie ma się co oszukiwać. Uwierzyłam w to, że ten inny bóg to sprawił. Poczułam spokój, energię. I teraz co z tego, że wmawiam sobie, że dlatego tak się stało, że uwierzyłam w to po prostu, w sensie ten przypływ spokoju i energii miał taką przyczynę. Co z tego skoro nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale mam chwilami gdzies takie przekonanie emocjonalne, ze to na pewno sprawił ten inny bóg. Bo tak czuję, po prostu takie mam chwile, ze najzwyczajniej w świecie to czuję. Nie wiem czy to przez to, ze w tamtym momencie uwierzyłam. Naprawdę mam nadzieję, że to da się jakoś wyjaśnić naukowo. Wiem że zawsze właśnie z moją nerwicą było tak, ze tłumiłam te myśłi o innym bogu i jak pozoliłam sobie wreszcie pomyśleć o tym, to po prostu poczułam spokój ze względu na nie tłumienie tego. I oczywiście, gdzieś tam mi się obiło o uszy, ze wystąpienie z tej wiary to piekło gwarantowane. Więc skoro mam momenty w których wierzę, to pójdę to piekła. A i wczoraj z kolei znalazłam info o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu, (jestem katoliczką)których się nie wybacza, dzis rano się wkurzyłam, że to wszystko jest zrobione jakby po to, żeby mnie dobić i ze to musi być nie prawda Z Duchem Świętym czy coś w tym stylu. Skoro zgrzeszyłam więc przeciwko Duchowi Świętemu to tez kwalifikuję się do piekła. I myślę, ze na razie to by było na tyle. Pomóżcie, jeśli potraficie, zwłaszcza jeśli potraficie wyjaśnić to co przytrafiło mi się na tle religijnym. Żałosny ten mój przypadek, ale mam nadzieję do wyleczenia. I jeśli znacie jakiegoś lekarza, do którego powinnam się z tym zwrócić to poproszę o info...Szukam lekarza z Warszawy, nie wiem na co się to kwalifikuje na psychiatrę czy psychoterapeutę...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 sty 2012, 13:50

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do