Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Pain

Co się ze mną dzieje? (Pain)

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie,

 

zniknęłam stąd, ponieważ zbyt gwałtownie zareagowałam na wiadomość o tym, że również mój chłopak korzysta z tego forum. Nie chciałam mu zawadzać, nie chciałam też, aby czuł się przeze mnie skrępowany. Po rozmowie na ten temat uznaliśmy, że skoro i tak sami ze sobą o tym rozmawiamy, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy korzystali z jednego forum. Tak jak mówiłam, na pozostałych dwóch nie znalazłam dla siebie miejsca, a tutaj jak na razie czułam się w miarę dobrze. Jako że poprosiłam o skasowanie wszystkich moich postów, muszę teraz od nowa opisać swoją sytuację. Mówiąc skrótowo, podejrzewam u siebie depresję. Od bardzo dawna nie satysfakcjonuje mnie moje własne życie, ponieważ tak na dobrą sprawę nie mogę tej marnej wegetacji nazwać życiem. Odkąd pamiętam, jestem sama. Nie mam przyjaciół, koleżanek, znajomych. Nie dogaduję się z rówieśnikami, ponieważ czuję się wypchnięta poza margines. Widzę, jak wielu osobom nie dorastam do pięt. Pod wieloma względami: nie stać mnie na fajne ciuchy, nie jestem ładna, ani zgrabna tak jak dziewczyny z czasopism. Czuję się podle, brzydka i odpychająca, do dzisiaj pozostał mi jakiś nerwowy odruch sprawdzania, czy nie jestem brudna, nawet jeśli wiem, że nie jestem. Nie lubię, kiedy obcy ludzie na mnie patrzą, bo wtedy ten odruch się nasila. Nie dochodzę do wniosku, że być może są mną zainteresowani, od razu zaczynam myśleć, że na pewno źle wyglądam i zaraz zaczną się ze mnie śmiać. W szkole podstawowej jako tako się trzymałam, choć miałam wrogów, którzy mną poniewierali. Wtedy jednak się tym nie przejmowałam. W gimnazjum było już gorzej, coś się we mnie złamało. W pierwszej klasie na wycieczce klasowej przeżyłam traumę związaną z napaścią starszego chłopaka. Nauczyciele byli pijani. Mógł mnie skrzywdzić, ale jakimś cudem mnie nie zgwałcił, choć mógł. Naskarżyłam w szkole na nauczycieli, ale nikt nie uwierzył. Będąc ofiarą, nie otrzymałam pomocy, bo słowo nauczycieli liczyło się bardziej. Im się upiekło, ja dostałam obniżone sprawowanie za ‘kłamstwo’. Od tamtej pory panicznie zaczęłam bać się mężczyzn. Zbliżyć się do któregokolwiek było niemal niemożliwe. Od drugiej klasy miałam chłopaka, ale kiedy dostrzegł, że nie pójdę się z nim do łóżka, zostawił mnie, a ja oczywiście bardzo to przeżyłam. Już wtedy stałam się przewrażliwiona, inna niż przedtem. Wpadłam w złe towarzystwo, piłam i paliłam papierosy. Nie miałam umiaru. Przejrzałam na oczy, kiedy pojawiły się narkotyki. To było dla mnie za wiele. Uciekłam, zostałam sama…znowu. Tamci się ode mnie odwrócili i zaczęli ze mnie kpić. Miałam wiele nieprzyjemności. Pod koniec gimnazjum przeżyłam kolejne traumatyczne przeżycie: byłam prześladowana. Ktoś pisał do mnie sms-y, a ja, chcąc odzyskać spokój, odezwałam się do tego kogoś w nieuprzejmy sposób. W tym momencie rozpętało się piekło - pojawiły się groźby i chodzenie za mną. Wpatrywanie się we mnie, kiedy ja nie miałam o tym pojęcia. Facet groził, że najpierw mnie zgwałci, co zresztą opisał bardzo szczegółowo, a potem powiedział, że mnie zabije. Bałam się, strasznie się bałam. Wszystkiego. Przestałam wychodzić z domu i…tak już zostało. Żadnych imprez, prawie żadnych spotkań. Ludzie stali się dla mnie obcy, nieprzyjaźni. A ja zaczęłam unikać mężczyzn jak ognia. Dużo czasu zajęło mi zaufać, ale jak zwykle, kiedy nie chciałam iść do łóżka, zostałam odrzucona. Teraz mam 20 lat i mam chłopaka - pierwszego, z którym mam taki kontakt, z którym ciężko wypracowałam silną więź i z którym wiele przeżyłam. W pełni akceptuję go takim, jaki jest - wszystkie wady i zalety. Rozumiem, że nikt nie jest idealny. My oboje też nie jesteśmy. Mamy swoje problemy, ale razem szukamy rozwiązania. Zawsze możemy na siebie liczyć. To nie jest też osoba, dla której liczy się tylko moje ciało (weźmy pod uwagę, że nie jestem ładna), ale i to jaka, jestem. Niestety pech chciał, że oboje cierpimy na tę samą chorobę… U mnie depresja przejawia się głównie napadami histerycznego płaczu. Staje się on coraz bardziej męczący, wręcz nie do zniesienia. Krztuszę się własnymi łzami! Serce wali mi jak młotem, nie mogę oddychać i z tego wszystkiego wymiotuję, za co jest mi ogromnie wstyd. Powoli przestaję nad tym panować, płaczę coraz więcej i z byle powodu (np nie mogąc dodzwonić się do ukochanego). Płacz przeradza się w spazmatyczne jęki, a ja myślę wtedy tylko o tym, jak bardzo chciałabym wtedy krzyczeć, krzyczeć z całych sił, aż wysiądzie mi gardło, tak bardzo mnie wszystko boli! Muszę się kryć, ponieważ w domu nikt nie wie, że cierpię. Nie mogę im powiedzieć, bo wytkną mnie palcami jak jakąś trędowatą. Oparcie mam jedynie w moim chłopaku, który rozumie i zna mnie bardziej niż ktokolwiek inny na tym świecie. Rodzice by nie zrozumieli, bo czemu ktoś taki jak ja miałby chorować na depresję? Przecież dobrze się uczę! Otóż to, dla nich liczy się tylko nauka, od zawsze. Za 4 dostawałam bury, bo tak nie przystoi wzorowej uczennicy. Poprzez mnie realizowali własne ambicje, bo sami nie mają wykształcenia i przez to tyrają teraz jak woły i to za marne pieniądze. Pieniądze swoją drogą też są problemem. Teraz jest jeszcze gorzej. Dawno nie było tak, żebym musiała patrzeć na to, co jem (więc niech się cieszą, że jem mniej bądź wcale). W dużej mierze moje potrzeby załatwia babcia, dlatego liczę na stypendium naukowe, aby wreszcie nie musieć prosić rodziców o pieniądze. O to się kłócą - że kasy coraz mniej. Nic nie mogą kupić, nigdy na wszystko nie wystarcza. Ciągle jakieś długi, raty do spłacania i nie wiadomo co jeszcze. Ojciec jest inwalidą i może stracić pracę. Ja się o to strasznie martwię. Przejmuję się wszystkim. Czasami mam takie schizy, że siedzę po ciemku, żeby nie marnować prądu. Nie mogę już na to patrzeć. Nie tak chciałam żyć. Na uczelni jestem wyrzutkiem, nikt mnie nie lubi, nikt ze mną nie rozmawia, chyba że czegoś chce. Nikt nie widzi, że płaczę. Jestem jak powietrze - niewidzialna. Nazywają mnie emo - wiem, bo mam dobry słuch i usłyszałam. Było mi przykro, bo mnie nie znają, a mimo to oceniają. A mi jest coraz gorzej. Brzydzę się szczęściem innych ludzi, bo sama pragnę go dla siebie i dla ukochanego. Tak bardzo chciałabym, aby zawsze tak było. Kiedy jesteśmy razem, jesteśmy szczęśliwi. Rozstając się, powracamy do swoich depresji i jest nam źle. Mieszkamy z dala od siebie, więc nie spotykamy się tak często, jak byśmy tego chcieli. Bądź co bądź jest to 140 km. Martwi mnie wiele rzeczy, w tym moje myśli, że śmierć byłaby dla mnie wybawieniem. Ale wiem, że tak nie jest. Po napisaniu kilku listów i jednej próbie wiem już, że tego nie chcę. Żyję dla ukochanego. Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć! Będę się tego trzymać. Nie chcę umrzeć, a mimo to mam myśli samobójcze. Ciężko mi jest się ich pozbyć, ale stopniowo zaczynam o tym zapominać. O wielu rzeczach zapominam, nie umiem się skupić, jestem przerażona, co będzie na sesji, bo uczyć też już się nie potrafię. Nawet ze snem mam problemy. Może nie cierpię na bezsenność, ale odczuwam silny stres związany z samym zasypianiem. Boję się różnych wyimaginowanych rzeczy, duchów, potworów, morderców, złodziei. Wydaje mi się, że ich widzę, czuję ich obecność, słyszę kroki za oknem. Idąc w nocy do łazienki (a muszę dwa razy, bo mam takie natręctwo), wręcz oczekuję, że coś na mnie wyskoczy zza kąta. Wyobrażam sobie białą postać kobiety w zakrwawionej koszuli nocnej. Skąd się to bierze - pojęcia nie mam. Boję się też, że podczas snu umrę, wsłuchuję się w swoje serce i wręcz sprawdzam, czy wciąż bije. Jednocześnie ten dźwięk mnie irytuje, tak jak i wszelkie hałasy w nocy. Potrafiłam drzeć się na rodziców, żeby ściszyli telewizor, przez co było wiele awantur. Spałam z opaską na oczach, zatyczkami w uszach i z kocem na karniszu. Teraz muszę owijać głowę kołdrą, inaczej nie zasnę. Musi być konkretna godzina, bo na przykład północ i trzecia nad ranem budzą we mnie niepokój. Wtedy wyobrażam sobie najwięcej dziwnych rzeczy. Niedawno byłam przekonana, że ktoś dotykał moich włosów. Kiedy tam spojrzałam, widziałam znikającą białą dłoń - jak dłoń topielca. Wiem, że to nie jest normalne. Potrzebuję pomocy. I rozmowy, dlatego tutaj jestem.

 

Pozdrawiam,

Pain.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kolejna smutna historyja :( no cóż droga Pain, nie pozostaje Ci nic innego jak walka o siebie! tu możesz wylewać swoje smutki, żale na pewno nie pozostaną bez odzewu. trzymaj się ciepło :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tet, zauważyłam, że na tym forum jak na razie nie pozostaję bez odzewu, dlatego chciałam tutaj wrócić, mimo że na początku nawet nie chciałam o tym słyszeć.

 

Zapomniałam dodać, że za trzy tygodnie mam wizytę u psychologa. Będzie ciężko wytrzymać ze sobą taką kupę czasu. Poza tym ciągle myślę o psychiatrze. Chcę się pozbyć tego nieznośnego płaczu :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czesc :) Widzisz z ta depresja byloby dobrze isc do psychiatry, bo takie napady placzu z wymiotami oznaczaja ze cos zlego sie z Toba dzieje. Takze jak piszesz masz nikle natrectwa i na dodatek widzisz rozne rzeczy. ALe dobry i na poczatek psycholog. Dobrze ze uczysz sie, masz szanse na lepsze zycie, ale teraz pozostaje Ci walczyc z tym co Cie gnebi :) Wazne ze masz oparcie w chlopaku, to dobre dla zdrowia psychicznego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusiaww, podejrzewam, że psycholog i tak mnie odeśle do psychiatry :( A że muszę za darmo się leczyć, to znowu będę długo czekać na wizytę... Nie wiem, czy wytrzymam, czy w końcu się uduszę :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Na pewno sie nie udusisz, wiesz ja sie lecze na depresje, takze miewalam napday placzu, bywalo ze plakalam prawie caly dzien. Teraz jestem w trakcie terapii farmakologicznej (leki) i jest coraz lepiej :) Takze wizyta u psychiatry, to najlepsze co mozesz zrobic dla siebie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie mogę płakać cały dzień, muszę się ukrywać, chować za maską radosnej córeczki, a w środku wszystko się sypie, a ja chcę wyć. Płacz nie wystarcza, ja muszę krzyczeć. Wstyd mi, bo na ulicy potrafię ryczeć, albo w autobusie. Bez powodu :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

żaden wstyd.. lepiej wyrzucić niż dusić. a co do służby zdrowia to porażka jakaś.. na dodatek koniec roku więc limity wyczerpane :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Muszę przyznać, że im większy stres, tym gorzej się czuję. Do bezdechu i wymiotów doszło drżenie rąk. Czekam, co jeszcze się pojawi... A na dodatek kobieta w zakrwawionej koszuli nocnej zaczęła się pojawiać w moich snach. Tym razem jako dziecko, które ma mnie zamordować i wygląda jak...ja sama sprzed lat. Po przebudzeniu nie zniknęła od razu :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pain, na drzenie ràk bierz magnez,potas najlepiej caly zestaw mineralow.mi pomoglo,czekalam na efekty okolo miesiàca a le warto bylo!!jak wyciszysz organizm to wymioty tez przejdà.opisujesz objawy ktore mnie rowniez dotyczyly,na razie mam spokoj.pijesz zielone herbaty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wovacuum, czy mogłabyś podać mi nazwę konkretnego leku, który mógłby okazać się skuteczny? Muszę chyba dodać, że drżenie pojawia się nie tylko przy płaczu, ale i przy silnym zdenerwowaniu, stresie. Przeważnie jest to prawa ręka. Zieloną herbatę piłam kiedyś, teraz nie. Na co to pomaga?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pain drżenie rąk to wynik Twojego stresu, mi też niestety towarzyszy.. jem całą gamę suplementów: magnez plus b6 najważniejszy, do tego jakiś zestaw witamin, omega3. bez zielonej herbaty, mięty i melisy też się nie rozstaję. pomaga ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę więc, że zacznę od brania magnezu i popijania mięty. Suma sumarum nie jest to żadna tragedia. Poza tym magnez chyba dobrze wpływa na pamięć, a z nią mam problemy całkiem spore. Nie wiem, czy ja nie chcę pamiętać o niektórych rzeczach, czy faktycznie zapominam... Wydaje mi się to takie...żałosne...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja miałam straszne skurcze mięśni, takie że czasem upadałam jak stałam.

magnez bardzo mi pomógł, niby takie nic.. a jednak działa. sama psychiatra kazała mi wpieprzać zestawy witaminowe, przy nerwicy depresji i innych podobnym schorzeniach są bardzo wskazane

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mysle ze problemy z pamiecia mialo tu wiekszosc z nas, dlatego nie czuj sie w tej kwestii samotna! Sama wiem jak moze to uprzykrzyc zycie...kiedy np. rozmawiasz z kims a za chwile nie wiesz o czym byla ta rozmowa, kiedy idziesz do sklepu i nie wiesz po co tak naprawde do niego poszlas...Dzien jak codzien... :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tet, nie mów mi, że problemy z równowagą też są od tego? :( Przecież ja nie od dziś kaleczę co drugi krok i ląduję na kolanach, albo nie trafiam w drzwi i uderzam w futryny :( Jutro lecę po magnez.

 

karolajna8891, te problemy z pamięcią są coraz większe, ale na szczęście w mało istotnych kwestiach. Wiem, że kiedyś miałam lepszą pamięć, bo pamiętałam wszystkie ważne daty, numery telefonów, czy też gg. A teraz co? Nie mogę spamiętać własnych numerów :( Masakrycznie się tego wstydzę, kiedy muszę podać swój numer i wyciągam telefon, aby go sprawdzić.

 

[Dodane po edycji:]

 

Super, dlaczego z dnia na dzień dowiaduję się coraz to nowych rzeczy? Przerażała mnie sama myśl o depresji, a teraz wygląda na to, że będzie nn i masa fobii do wyleczenia. Cholera, ciężko mi będzie, ale przecież muszę... Muszę to zrobić dla swojego i naszego dobra! Ech, lepiej się zamknę, bo jak zwykle gadam jak głupia :(

 

[Dodane po edycji:]

 

Minęło parę dni, więc wypadałoby napisać, co słychać. Chociaż i tak przecież nikt tu nie zagląda, więc po co się produkować? Hmm, niemniej jednak napiszę. Zaczęłam łykać magnez, aby zminimalizować stres. I niby faktycznie mniej płaczę, ale wydaje mi się, że to nie dlatego, że nie mam powodu. Po prostu...prawie wszystko mi zobojętniało. Ostatnio dowiedziałam się, że nie dostanę stypendium (zadecydowały setne), na które tak bardzo liczyłam. Pomarudziłam trochę i tyle, a wiem, że powinnam ryczeć i pokładać się po ziemi z żalu, że odebrano mi jedyną możliwość zdobycia własnych pieniędzy, których nikt mi nie zabierze. Muszę też dodać, że chodzę w jakimś amoku, czasami nie wiem, skąd się wzięłam w danym miejscu. Wczoraj straciłam poczucie własnego jestestwa (nie wiem jak to nazwać). Najprościej mówiąc miałam poczucie, że nie istnieję, że wokół mnie nic nie ma, jakbym była w próżni. A potem nagle do mnie dotarło, że przecież żyję, a po drugiej stronie słuchawki jest mój chłopak! Miałam też wrażenie, że pływam. Nie wiem, skąd się to wzięło, ale bardzo mnie niepokoi. Nawiasem mówiąc zaczynam miewać luki w pamięci. Pół biedy, że nie pamiętam własnego numeru, ale teraz zapominam mnóstwo innych rzeczy. Nie zapamiętuję tego, co się do mnie mówi. Strach pomyśleć, co ze mną będzie w czasie sesji. Już teraz przeraża mnie prezentowanie tematu na zajęciach, ale zamierzam poprosić wykładowcę, aby mi to darował ze względu na fobię społeczną (boję się występować publicznie). Zostając przy temacie innych ludzi, to nadal ich unikam i nadal się nimi brzydzę. W tej kwestii nie zmieniło się nic. Co z chłopakiem? On jak zwykle jest moją iskierką nadziei, dzięki niemu chce mi się żyć. Nasz związek doceniam jeszcze bardziej niż dotychczas.

 

Pozdrawiam,

Pain.

 

[Dodane po edycji:]

 

No i zapomniałam o najważniejszym... Jutro mam wizytę u psychiatry. Ale nie wiem, czy pójdę... Boję się.

 

[Dodane po edycji:]

 

Jestem po wizycie u psychiatry. Lekarka była bardzo miła, dlatego nie bałam się aż tak mówienia o sobie i swojej beznadziejności. Wstyd jednak pozostał... Wywiad trwał około 40 minut. Pierwsza diagnoza: depresja i lęk społeczny, przy czym dalsze diagnozy wyjdą w praniu, ponieważ lekarka chce mnie lepiej poznać, a poza tym nie ruszyłyśmy jeszcze natręctw i fobii. Przepisała mi dwa leki - ParoMerck (3-4 pierwsze dni po pół tabletki, czyli 10 mg, potem po całej, czyli 20 mg) oraz Ziperid (0,5 mg przez okres dwóch tygodni, czyli aż do następnej wizyty). Boję się skutków ubocznych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pain to dobrze, że masz kogoś takiego jak Twój chłopak... Ahhh miłość. Pamiętaj o naszym teamie wsparcia. Buziaki ;D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba niechcący wpędziłam się w kolejny chory dołek. Nie dość, że samopoczucie leci na łeb, na szyję, powróciły do mnie złe myśli, a pół godziny temu pojawiła się psychoza, o której jeszcze wczoraj mówiłam, że zniknęła w zupełności. Czy to jakaś ironia losu? Czy przyciągnęłam do siebie ten epizod przez to, że zaczęłam czuć się gorzej? Tak bardzo chciałam, żeby te omamy dotykowe i wzrokowe zniknęły... Gdyby nie mój chłopak, który natychmiast do mnie zadzwonił, żeby być przy mnie, pewnie zaczęłabym krzyczeć ze strachu i nastraszyła wszystkich domowników. Kładę się teraz do łóżka z myślą, że jutro (znaczy się już dzisiaj) mimo wszystko może być lepiej. Oby było...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×