Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
chloe

witam wszystkich...

Rekomendowane odpowiedzi

Czuję się dziwnie. Nigdy nie wychodziło mi udzielanie się na forach... Kontakty w 4 oczy są dużo łatwiejsze. Tylko jak to zrobić, skoro dookoła nie ma nikogo, komu by można zaufać w 100%? Chloe, niech tak zostanie... w końcu czy to ważne, kto jak ma na imię? Podobno, tak samo jak ze znakami zodiaku...

 

Chciałabym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami, odczuciami, ale nie do końca wiem, czy tu, czy też zakładać nowy temat z zakładce depresja...

 

Może opowiem trochę o sobie. Tak naprawdę nigdy nie byłam u lekarza. Nie twierdzę, że mam depresję, byłoby to zbyt zuchwałe. Być może to zwykle lenistwo, użalanie się nad sobą.

 

Wszystko zaczęło się jakieś 2, może 2 i pół roku temu. Zawsze najlepsza we wszystkim, spełniająca oczekiwania rodziców i nauczycieli. Nie pamiętam już dlaczego, zaczęłam sobie robić krzywdę. Nie, o pokoleniu emo nikt jeszcze wtedy nie słyszał, i nie chciałam żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Mówiłam o pewnych rzeczach mojej przyjaciółce. Później przyszło pierwsze zakochanie, i od razu jak obuchem w łeb, odszedł z inną. Trafiłam na toksykologię, mając 2,8 promila alkoholu we krwi. Niechcący, młodzieńcza głupota. Postępująca kontrola rodziców, przesiadywanie w domu z komputerem i herbatą, zobojętnienie, ambiwalentne uczucia w stosunku do wszystkiego.

 

Kilka miesięcy później znalazłam sobie kogoś. Miłość jak z bajki. Przez pierwsze dwa miesiące. I mimo, że związek trwał rok, to przez 10 miesięcy próbowałam się jakoś wyrwać z tego zamkniętego kręgu. W poczuciu winy, że krzywdzę ukochaną osobę, nie potrafiąc dać jej wystarczająco wiele miłości, przestałam jeść. 179 cm wzrostu, 60 kilo. 3 miesiące później, 49 kilo. Chciałam ważyć mniej i mniej... Bywało różnie - niejedzenie, kompulsywne ataki obżarstwa, bulimia. Gdy rodzice zauważyli, że coś jest nie tak, zaczęli mnie siłą dokarmiać, a ja nie miałam siły z tym walczyć... Wróciłam do poprzedniej wagi, nienawidząc każdego kolejnego grama, płacząc przy każdym wejściu na wagę, nie mogąc oglądać się w lustrze. Brałam garściami tabletki, mając nadzieję, że któregoś razu zasnę i się nie obudzę.

 

Po rozstaniu wzbudzał we mnie ciągłe poczucie winy. Jesteśmy zmuszeni widywać się codziennie, więc codziennie obraża mnie, dotyka, biczuje ostrymi słowami, szydzi, a ja nie potrafię się obronić. Jednocześnie nienawidzę i czuję się od niego uzależniona psychicznie.

 

Objawy, takie jak: zniechęcenie, ciągłe zmęczenie, spanie po kilkanaście godzin dziennie, brak motywacji, zaniedbanie nauki, stosunków towarzyskich, koszmary, wciąż się pogłębiają. W tym roku zdaję maturę, i ciągle czuję, że zawodzę.

 

Płaczę co wieczór... w szkole jest jeszcze okej, ale wracam do domu i resztę dnia spędzam zupełnie bezczynnie. Wychodzę do łazienki spokojnie popłakać tak, by nikt nie widział.

 

Najgorsze są sny. Zawsze wiele mi się śniło, ale sny sprawdzają się z coraz większą częstotliwością. I tak, jak kiedyś dotyczyły rzeczy błahych, tak ostatnio wyśniłam pobyt w szpitalu mojej koleżanki. Przedwczoraj w wypadku zginął kolega mojej koleżanki. Śniłam o tym miesiąc temu.

Mam nieustanne wrażenie, że ludzie mnie unikają, albo patrzą na mnie w dziwny sposób.

A przyjaciółka nie poznaje mnie już.

 

Podejrzewam, że to zwykłe nastoletnie fanaberie, matka mówi że mam się nie lenić i wziąć w garść, ale zwyczajnie nie potrafię. Jestem beznadziejna i stwarzam sama sobie problemy.

 

A teraz chcę zaabsorbować nimi kogoś z zewnątrz, przepraszam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chloe, bardzo mądry i dojrzały post. nikogo nie absorbujesz, dobrze ze napisałas, duzo osób cie tu rozumie, nawet jesli nie pomoze. chociaz tyle albo az tyle:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję. mam nadzieję, że to kiedyś minie. kiedyś miałam pasje, może niezbyt oryginalne, niezbyt wiele, niezbyt... ale robiłam to, co kochałam, miałam w sobie życie. teraz snuję się z kąta w kąt, i utraciłam zainteresowanie wszystkim, co mnie dotąd cieszyło. widzę, że jest tu wiele osób, które czuje się podobnie jak ja, to w pewien sposób pociesza, mimo że powinno smucić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

betty_boo, nawet o tym przez chwilę myślałam, wynika to z mojej chęci zmian, których jednak nie potrafię dokonać, mimo standardowych zachęt "przestań mendzić, wymyślać, weź się w garść". głównym problemem jest to, że nie chcę angażować mojej rodziny, a poza przychodnią, gdzie chodzę do lekarza rodzinnego, nie chodziłam nigdzie indziej... znalazłam poradnię zdrowia psychicznego, gdzie mogłabym iść na nfz, ale nie wiem, czy potrzebne jest skierowanie, zgoda rodziców (nie mam 18 lat, dopiero za miesiąc kończę), dokumenty etc. Pod tym względem jestem nadal nieporadna życiowo... mam nadzieję, że ktoś z forum będzie w stanie odpowiedzieć mi na te pytania:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, te zachęty, utarte hasła "nie przejmuj się", "trzymaj się", "wez się w garść", "inni maja gorzej"... jakby miało to pomóc. Tylko jeszcze pogarsza sprawe. Z rodzicami mam podobnie jak Ty - nie chce ich angażować w swoje problemy, nawet nie maja pojecia co sie ze mną dzieje. Na Twoje pytania nie znam odpowiedzi. Sama sie nad tym zastanawiałam więc jesli ktoś wie to niech nas uświadomi :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no i idzie coraz dalej. w szkole póki co mam same piątki i czwórki, sama nie wiem jak to robię, nie robiąc NIC. a dzisiaj? dzisiaj dostałam szlaban za "nieuczenie się". absurd, czysty absurd. ale przynajmniej mam wymówkę, żeby się z nikim nie spotykać w weekendy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zapytaj w tej poradni czy trzeba informowac rodziców o leczeniu?chociaz po osiagnieciu 18-stki chyba nie bedzie to konieczne?

 

mysle ze bardzo przydałaby ci sie rozmowa z psychologiem, widac ze jestes mysląca osóbka wiec znajdz kogos kto spełni twoje oczekiwania

 

---- EDIT ----

 

o co chodzi z tym szlabanem za nieuczenie sie? rodzice tak cie pilnuja i kontroluja?

 

no i jeszcze jedno - nie masz jakichs znajomych z którymi bys sie dobrze czuła i mogła pogadac swobodnie o tym, co ci lezy na żoładku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

betty_boo, napisałam maila do nzoz katharsis, mam nadzieję że odpiszą. jeśli nie potrzeba, to się umówię, i zobaczę, co mi powiedzą, mam nadzieję że jakoś znajdziemy (ja i ewentualny psycholog) wyjście z całej sytuacji..

 

no, może to nie tyle szlaban, to trochę inna sprawa... moja matka, mimo że nigdy nie miała ze mną problemów jeśli chodzi o naukę, każe mi się spowiadać ze wszystkiego co było w szkole, mimo że jestem w 3 liceum... dzisiaj stwierdziła że wieczorami się w ogóle nie uczę. więc mam nie wychodzić nigdzie w weekendy, tylko nadrobić, bo "zaraz mam maturę" i "nie zdam" (w domyśle - jak nie będę mieć 80% ze wszystkiego, to nie spełnię ich oczekiwań). na co dzień mam dobre kontakty z rodzicami, ale jeśli chodzi o szkołę, to mam matkę-cerbera. niby nic strasznego, ale jak wracam do domu nigdy nie pyta "co u mnie", tylko "co w szkole". jak dobrze, to dobrze, jak mniej dobrze, to pogadanka. i potem idzie, zajmować się swoimi sprawami. całe życie jestem ukierunkowana na spełnianie oczekiwań rodziców... moja matka rzuciła prawo, i chyba przerzuca swoje ambicje na mnie (nie, żebym miała iść na prawo, ale studia, dobra praca, najlepsze wyniki etc etc).

 

co do znajomych - w szkole mam wielu znajomych, tylko że to są tylko znajomi. miałam kiedyś "przyjaciółkę", czyli osobę mi najbliższą od 10 lat... rozpadło się o bzdurę, zachowała się bardzo nie w porządku, okłamała, i teraz obie jesteśmy zbyt dumne żeby zacząć od nowa, zresztą, ona ma nowych znajomych, nowe środowisko, do którego zupełnie nie pasuję.

i większość moich znajomych to także znajomi mojego byłego "chłopaka". a ten z kolei robi wszystko, by mnie przed nimi poniżyć, ośmieszyć. potrafi roztrząsać na forum nasze życie intymne, posługując się dosyć niewybrednym słownictwem. potrafi mnie zbluzgać od najgorszych, a ja chodzę z nim do szkoły. a kiedyś jawił mi się jako najcudowniejsza osoba na świecie. i wśród znajomych nadal uchodzi, za kogoś bardzo "spoko". tylko że nikt nie wie, jak on potrafi manipulować ludźmi, jak doskonale zna moje najczulsze punkty i jak celnie w nie uderza. jak nikt inny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie przepraszaj, pamietaj nie musisz za wszystko przeprazac...trzymaj sie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nooo...!!!

 

to rzeczywiscie masz niewesoło...niby spoko , ale w gruncie rzeczy na wszytkich frontach trochę klapa...

 

z przyjaciólka lipa, mama wymagajaca, facet który okazał się chamem... powiem ci na pocieszenie ze ja tez mialam taka sytuacje z jedna z moich bliskich kolezanek (za dumne zeby sie pokajac), choc wydaje mi sie ze była to bardziej jej wina, no ale niewazne.

 

 

jesli chodzi o faceta to takich sytuacji w zyciu chyba tez sie duzo zdarza, jak napisałas najcudowniej jawiąca sie osoba okazuje sie nic nie wartym gnojkiem...mimo to pociesz sie, ze juz gorzej nie bedzie, moze byc tylko lepiej.

 

ps.chcialabym miec takie uczennice jak ty;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jesteś nauczycielką, betty_boo, ? :) No własnie u mnie też tak jest, że uważam że to jej wina, raz okłamała, drugi raz była zbyt pijana, żeby pamiętać, co się działo, zna wszystko z opowiadań nieżyczliwych mi jej koleżanek (ja nie piłam wtedy żadnego alkoholu). No ale cóż, było minęło, tylko czasem szkoda tych 10 lat...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak, jestem, i tez ucze w liceum:) chciałabym zeby moi uczniowie mieli takie głebokie przemyslenia;)

 

widze ze chyba bardzo ci doskwiera ta sytuacja z była przyjaciolka, jesli chodzi o mnie to ta osoba nie była mi az tak bardzo bliska,ale ta sytuacja często do mnie wracała. powiedziałam tez o tym terapeucie i ustaliliśmy co moge zrobic zeby znow nawiązac z nia kontakt (jest za granica). miałam tylko do niej zadzwonic i zapytac co słychac. kiedy jednak znalzałam juz to rozwiazanie, okazało sie ze ta sprawa przestała do mnie wracac! wiedziałam co moge zrobic zeby rozwiazac te sytuacje ale róznoczesnie dlatego ta sytuacja róznoczesnie sama sie zamknęła, nie czulam sie winna i teraz juz to do mnie nie wraca w taki negatywny sposob.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

betty_boo, masz rację, to do mnie często wraca, zwłaszcza jak zdarza nam się mijać w autobusie, a ona zwyczajnie odwraca głowę. Kiedyś myślałam, że tak się zachowują tylko małe dziewczynki w podstawówce, a my już mamy te 18 lat i robimy dokładnie to samo. Co do rady Twojego terapeuty, to jest jakiś pomysł, ale chyba po prostu muszę do tego "dojrzeć". Póki co duma nie pozwala mi tego zrobić. Być może, kiedy już się na to zdecyduję, to jakoś odejdzie... zobaczymy. W każdym razie dziękuję za radę :)

 

Swoją drogą, jeśli w szkole jesteś tak samo ciepłą i życzliwą osobą, jak tutaj, uczniowie muszą pałać do Ciebie wielką sympatią :) wbrew pozorom potrafimy docenić nauczyciela z sercem do uczniów ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kiedys lepiej mi sie pracowało i mieałam wiecej serca dla uczniów. pare razy sie sparzyłam, trafiajac na zwykłych chamów (były to naprawde nieliczne jednostki, ale potrafiły sprytnie manipulowac całą grupa).

 

 

teraz (przez nerwice) nie mam tyle cierpliwosci i niestety zzeraja mnie sprawy niezawiazane z dydaktyka...np . niezbyt dobre stosunki z przeożona. to niestety wpływa na komfort mojej pracy i na osobiste samopoczucie, które czasem uniemozliwia mi bycie sobą...(wewnętrzne spiecie, rozkojarzenie, natłok innych spraw zawodowych)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Choroba dezorganizuje życie, to na pewno, ale skoro poddajesz się terapii, a gdzieś niżej jest wątek, "jak poradzić sobie z wredną szefową", to musi powoli być lepiej, forumowicze mają sporo pomysłów jak temu zaradzić...:) a tak na poważnie, to jestem w stanie chociaż w pewnym stopniu Cię zrozumieć, z perspektywy ucznia. To też zależy od szkoły. Myślę, że gorzej (nie generalizując oczywiście) pracuje się w zawodówkach i technikach, gdzie jest przewaga chłopców, i to takich "butnych", a lepiej w liceach, choć i to nie zawsze.

 

W Poznaniu moja szkoła, mimo że gdzieś z przodu rankingu szkół, powszechnie uznawana jest za spęd alkoholików i ćpunów, może i trochę racji w tym jest... Strasznie przykro jest patrzeć, jak moi znajomi często sobie nie radzą z takimi rzeczami jak alkohol, albo głupia trawka. Wielu ma jednak trochę mózgu i wystarczyła rozmowa, żeby większość zaczęła iść w odwrotnym kierunku - zaczęli chodzić do szkoły, ograniczają się etc. Mamy wzajemnie na siebie jakiś wpływ, niekoniecznie negatywny.

 

A tak ze spraw codziennych, 19.01.2009 - wizyta w poradni! jeszcze ponad miesiąc, ale teraz święta, przygotowania do studniówki, jest trochę tych spraw na głowie.

 

betty_boo, życzę miłego wieczoru i wiele pogody ducha na weekend, trzymaj się ciepło :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej;) ja na terapie przestałam chodzic juz w czerwcu, myslalam ze to mi wystarczy ale ostatnie 3 dni jakos mnie bardzo wykonczyly nerwowo (własnie w pracy) i dzisiaj tez zapisalam sie na terapie, na 6 stycznia z kolei. te terminy sa dla mnie zawsze tak przerazajaco odległe, pamietam ze moja depresje w zeszłym roku złapałam własnie o tej porze, własciwie to na przełomie stycznia i lutego ale sygnały ostrzegawcze były juz w grudniu, ale ja nie załapałam o co chodzi.

 

teraz jakos chce sie przed tym zabezpieczyc, chce chodzic na terapie nie do mojego byłego psychologa, bo to wiazało sie z dojazdem (ok 40 min samochodem), bede chodzic w moim miescie do mojej lekarki psychiatry, ona tez jest terapeutka, choc nie wiem czy spodoba mi sie w tej roli (mój wczesniejszy terapeuta byl super i jestem mu dozgonnie wdzieczna).

 

ja rózniez zycze ci miłego weekendu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no cóż, mam nadzieję, że trafisz na dobrego lekarza! z tego co czytam, to nie każdy psycholog/psychiatra nadaje się do swojej pracy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×