Skocz do zawartości
Nerwica.com

Siostro pasy!


kamysto

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem ciekawy jakie macie doświadczenia, będać zapięty w pasy w szpitalu. Ja przeszedłem to dwa razy i było to nieco komiczne.

 

Za pierwszym razem łóżko obok był koleś ewidentnie podobny do Szatana. On mi nalował wody do ust z butelki. Mój kolega ze szpitala parę miesięcy później powiedział mi to samo: "Diabeł leżał koło mnie". Faktycznie facet miał taką aparycje. Ciemna karnacja, długie czarne włosy, wielke oczy i sam wyraz twarzy.

 

Za drugim razem miałem helikopter urojeń przez pół nocy. Przenosiłęm się w czasie i wydawało mi się, że w sali obok są moim wszyscy znajomi. Do meritum. Gdy się obudziłem rano na łózkach było dwóch ludzi. Jeden wyglądał jak wampir. Czasem unosił kołdre żeby się ostudzić i to wyglądało jak machanie skrzydłami nietoperza. Miał też twarz taka jak drakula trochę. Ale najciekawszy był drugi koleś. Wysoki, chudy, długie blond włosy mała brada. I był ubrany tylko w jakieś prześcieradło zawiniete w pasie. No wyglądał 90% jak Jezus :D. 

 

Mógłbym znacznie więcej o tym poweidzieć, ale to co najważniejsze Wam tutaj ująłem.

 

A wy macie jakieś radosne lub przykre doświadczenia z pasami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Taaa radosne. Zapieli mnie w pasy i jakaś karłowata dziewczyna zaczęła mnie straszyć ze mnie pobije. Potem bałam się zasnąć bo byłam pewna że dostałam zastrzyk śmierci. I próbowałam nie zasnąć. Myślałam też że niedługo cały szpital spłonie a my jesteśmy w pewnej grze. No takie tam powalone paranoję. Zasnęłam i rano wróciłam do rzeczywistości. Wypuścili mnie. Zmienili mi sale na normalną, a ta baba co mi groziła. Ten pieprzony, głupi karzeł.... Zaczął uciekać przede mną. Hahaha. To było mocne. Serio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja byłam bardzo niepokornym pacjentem.

W ciągu 2-u miesięcznego pobytu zapieli mnie w pasy 2 razy. Raz jak się pociełam a drugi raz jak się wkur,wiłam na pielęgniarza ( głosy, kazały mi wziąć herbatę iść do dyżurki i za całym impetem wylać na niego, tak też zrobiłam).

Nie chciałam się podporządkować.

Jestem wolnym elektronem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pasami zapinani są niespokojni pacjenci, awanturujący się, wrzeszczący, może i wieczorami, Nocą było śmiesznie, gdy takie odgłosy usłyszałam czy sceny widziałam, ale ogólnie niemiło i nie podobało mi się to. Zakładanie pampersa do tego, zastrzyk i Noc pod kontrolą pielęgniarek.

Ja jestem grzeczna i spokojna, nie miałam takich doświadczeń. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W 2016 roku byłam trzy razy w pasach. Mało z tego pamiętam.

Kolejne trzy - teraz jak trafiłam do szpitala po próbie. Na start trzy dni w masach. Nic nie pamiętam a przecież dawali mi leki, jedzenie, zmieniali pieluchy. Pamiętam tylko jedną sytuację, co pielęgniarka stała nade mną a ja darłam się by spierdalała.

Nawet nie pamiętam, że mnie odpięli, siostra była, pomogła mi się umyć, bo byłam naćpana lekami. 

Drugi raz jak podrapałam się do krwi, a trzeci jak gadałam, że się powieszę na kratach w oknie. 

W ogóle dla mnie to jest totalne upodlenie człowieka. Nie mam pozytywnych wspomnień ( a można takie mieć??) w związku z tym. To był horror.

Edytowane przez cynthia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie byłem zapięty w pasy, więc nie wiem, jak to jest, jednak bez wątpienia czymś chorym i patologicznym jest zapinanie pacjentów psychiatrycznych w pasy "za karę", w ramach dyscyplinowania - przecież szpital ma być miejscem, w którym się zdrowieje i czuje coraz lepiej, a nie zakładem dyscyplinującym.

Gdy pacjent jest niespokojny, pierwszym, co powinny zrobić pielęgniarki, powinna być próba uspokojenia go słowami i ustalenia, co jest przyczyną tej niespokojności. Takiego pacjenta można też przytulić, bo oksytocyna i endorfiny zmniejszają poziom kortyzolu i adrenaliny, co pomaga w uspokojeniu się. Można go też skierować do sali do ćwiczeń, żeby mógł tam rozładować napięcie. A zapinanie w pasy powinno być traktowane jako zupełna ostateczność, podobnie faszerowanie lekami.

Ogólnie, polubowne i łagodne rozwiązania zawsze są lepsze od siłowych i dyscyplinujących.

A szpitalne środowisko powinno być jak najbardziej przyjazne, jak najbardziej sprzyjające uspokojeniu i rozluźnieniu - pacjenci powinni czuć się ważni i szanowani, a nie traktowani jak chodzące problemy.

A już w ogóle skandaliczne jest zapinanie w pasy pacjenta, którego potem zostawia się samemu sobie i nie robi się nic, by uspokoić go słowami, ukoić nerwy i poprawić psychiczny dobrostan tej osoby.

https://noizz.pl/big-stories/jak-leczy-sie-psychiatrycznie-w-polsce-i-szwecji-glosnik-w-glowie-reportaz/kwcj9wn

 

Cytat

 

W szwedzkim szpitalu Witek tylko raz widział kogoś w pasach.

– Była to kobieta. Przez cały czas unieruchomienia siedziała przy niej pielęgniarka i czytała jej książkę. Aż pacjentka się wyciszyła. Krótko była w pasach, może cztery godziny. Myślę, że to dlatego, że ktoś jej towarzyszył.

(...)

Witek widzi ogromne różnice między polskimi a szwedzkimi szpitalami.

– W Polsce leczenie polega na izolowaniu; trudno znieść miejsce, w którym wszyscy są chorzy. Brakuje intymności, nie ma się gdzie wyciszyć, nie ma się na przykład swojego pokoju. Obserwacja pacjenta nie istnieje. Rano jest obchód, staje się na baczność przed lekarzami i terapeutami. Przy wszystkich, przy innych pacjentach, mamy mówić, co nam dolega. Nie każdy to potrafi.

Witek narzeka na szpitale, ale twierdzi, że poza nimi nie umie się odnaleźć. Ma lęki, że umrze, zachoruje na raka, potrąci go samochód albo że wyląduje w więzieniu. Nie miał ich po hospitalizacji w Szwecji. Wielokrotnie podczas rozmowy podkreśla, że czuł się tam ważny i szanowany. Mimo to po powrocie do Polski przez rok nie opuszczał mieszkania – jak mówi, miał depresję poschizofreniczną. (...)

W szpitalu każdy pacjent ma swój pokój z łazienką. Do dyspozycji są sala z urządzeniami do ćwiczeń, bieżnią i pokój relaksacyjny. Można w nim elektronicznie sterować intensywnością i barwą światła, a także temperaturą powietrza, są fotele zaprojektowane tak, aby zapewniały poczucie bezpieczeństwa. Przyjazne środowisko, żeby się uspokoić i zrelaksować.

W skład zespołu leczącego w lecznictwie zamkniętym wchodzą przedstawiciele różnych zawodów. Są to pielęgniarki, pracownicy socjalni, fizjoterapeuci, lekarze. Ich rolą jest zaspokajanie potrzeb zdrowotnych pacjenta. Od najprostszych jak dotrzymywanie towarzystwa, rozmowa, pytanie o samopoczucie, ale też pomoc w sprawach socjalnych i oczywiście różne formy terapii. Gdy czegoś pacjentowi potrzeba, pracownik wie, do kogo się zwrócić.

Nad tym, jak przebiega leczenie, czuwa cały zespół. Przypadki pacjentów są omawiane na kolegiach, w których uczestniczą lekarze, pielęgniarki i pracownicy socjalni. Na ekranie ściennym wyświetlana jest historia choroby. Na niektóre te zebrania zapraszani są też pacjenci, szczególnie wtedy, gdy zgłaszają taką potrzebę.

Szwedzi nie lubią być nimi otumanieni

Leki? Szwedzi nie lubią leków, nie lubią być nimi otumanieni. W lecznictwie jest nacisk na to, żeby z pacjentem dużo rozmawiać. Stawia się na stosowanie psychoterapii.

– Oczywiście są sytuacje, kiedy leków nie da się uniknąć – mówi doktor Kornowski. – To między innymi zaburzenia psychotyczne, zaburzenia dwubiegunowe czy ciężkie depresje. Stosuje się też elektrowstrząsy. Ale czasem człowiekowi trzeba głównie wsparcia, na przykład po stracie bliskiej osoby czy innych trudnych przeżyciach.

Rolą lekarza jest ustalenie równowagi między lekami a psychoterapią. Na wcześniejszym etapie leczenia wykluczane są ewentualne organiczne przyczyny zaburzeń, wykonywane są między innymi tomografia, badania hormonalne. W trakcie diagnostyki wykonuje się także szereg badań psychologicznych.

Przymus w leczeniu stosowany jest bardzo rzadko. W całej klinice kilka razy do roku. Zamiast tego wykorzystywane są inne możliwości, na przykład pacjent pobudzony, podenerwowany może przebywać w salce, w której są przyrządy do ćwiczeń. Chodzi o to, żeby rozładował napięcie. Pacjenci bardzo pobudzeni, z tendencjami do agresji, mogą być izolowani. Izolację stosuje się częściej niż unieruchomienie. Pacjent przebywa wtedy w pokoju, w którym nie ma mebli i nie może zrobić sobie krzywdy. Jednocześnie cały czas jest wspierany, ma poczucie, że nie jest sam, bo konkretna osoba z personelu jest z nim w kontakcie, obserwuje go i rozmawia z nim przez lukę w drzwiach, która jest odporna na uderzenia.

 

 

17 godzin temu, Verinia napisał(a):

Zapieli mnie w pasy

Dlaczego? Jak to uzasadnili?

17 godzin temu, Verinia napisał(a):

że dostałam zastrzyk śmierci

Tzn. co? Nie znam takiego pojęcia. Chyba nie próbowali Cię nim zabić?

12 godzin temu, Lusesita Dolores napisał(a):

drugi raz jak się wkur,wiłam na pielęgniarza ( głosy, kazały mi wziąć herbatę iść do dyżurki i za całym impetem wylać na niego, tak też zrobiłam).

Nie chciałam się podporządkować.

Przykre, że po tym zapięli Cię w pasy zamiast wysłać do salki do ćwiczeń, żebyś mogła tam rozładować napięcie. Albo zamiast Cię po prostu przytulić i uspokoić słowami.

10 godzin temu, You know nothing, Jon Snow napisał(a):

Pasami zapinani są niespokojni pacjenci, awanturujący się, wrzeszczący, może i wieczorami

To jedna z chorych rzeczy obecnych w polskiej psychiatrii, takie traktowanie pacjentów psychiatrycznych.

Zawsze powinno się dążyć do załagodzenia napięcia zamiast używać dyscypliny i siły.

25 minut temu, cynthia napisał(a):

bo byłam naćpana lekami. 

Inna chora rzecz polskiej psychiatrii - faszerowanie pacjentów lekami zamiast skupienia na rozmowie z nimi, uspokajania ich słowami itd.

Takie traktowanie pacjentów powinno być karalne - derektorzy szpitali, którzy odpowiadają za takie coś, powinni wylatywać na zbity pysk i otrzymywać zakaz wykonywania zawodu.

 

Mega Ci współczuję. Dobrze byś zrobiła, gdybyś złożyła skargę w biurze rzecznika praw pacjenta oraz pozwała dyrekcję szpitala odpowiedzialną za tak podłe potraktowanie Ciebie.

Znaj swoje prawa jako człowiek, obywatelka i pacjentka.

Trzymaj się.

7 godzin temu, Lusesita Dolores napisał(a):

Można się nabawić PTSD.

Jeden z powodów, z których takie traktowanie pacjentów powinno być surowo zabronione.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Kiusiu napisał(a):

nna chora rzecz polskiej psychiatrii - faszerowanie pacjentów lekami zamiast skupienia na rozmowie z nimi, uspokajania ich słowami itd.

Takie traktowanie pacjentów powinno być karalne - derektorzy szpitali, którzy odpowiadają za takie coś, powinni wylatywać na zbity pysk i otrzymywać zakaz wykonywania zawodu.

 

Mega Ci współczuję. Dobrze byś zrobiła, gdybyś złożyła skargę w biurze rzecznika praw pacjenta oraz pozwała dyrekcję szpitala odpowiedzialną za tak podłe potraktowanie Ciebie.

Znaj swoje prawa jako człowiek, obywatelka i pacjentka.

Trzymaj się.

Dzięki. Jest to niehumanitarny sposób i forma upodlenia człowieka ale w niektórych przypadkach pasy to konieczność. Jak ktoś wyjmuje pasek z torebki i robi pętlę, albo jak pacjent uderzy drugiego to raczej nie pomoże mu przytulenie, czy pójście na salę ćwiczeń. Leki to druga kwestia. Tyle razy traciłam poczucie rzeczywistości, a leki tylko mi dokładały. Leki są okej na takie stany ale w granicach rozsądku. Niestety personel nie ma tego rozsądku i pakują zastrzyki jak coś im nie pasuje w ogromnych ilościach.

 

Ja na przykład wiem, że jakbym nie zgłosiła myśli samobójczych i jakby mnie w pasy nie zapięli (wtedy zgodziłam się na to sama) to pewnie bym się powiesiła na tym pasku. Także kwestia tutaj dyskusyjna. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, cynthia napisał(a):

albo jak pacjent uderzy drugiego to raczej nie pomoże mu przytulenie, czy pójście na salę ćwiczeń

A co gdy pacjent uderza tego, który mu ubliża, grozi albo chwyta za włosy? Przyczyna, tło i kontekst ma znaczenie. Nie można przykładać jednej miary do wszystkiego. Jest różnica między zachowaniem sprowokowanym i niesprowokowanym, i między atakiem a obroną własną.

30 minut temu, cynthia napisał(a):

Niestety personel nie ma tego rozsądku i pakują zastrzyki jak coś im nie pasuje w ogromnych ilościach.

I takie coś jest sprawą do zgłoszenia do rzecznika praw pacjenta. Ogólnie, taką sprawą jest traktowanie pacjentów jako chodzące problemy zamiast jako żywych i czujących ludzi mających swoją godność i granice.

31 minut temu, cynthia napisał(a):

jakbym nie zgłosiła myśli samobójczych i jakby mnie w pasy nie zapięli (wtedy zgodziłam się na to sama) to pewnie bym się powiesiła na tym pasku.

Czyli akurat w tym przypadku to było uzasadnione. Mówię o przypadkach, gdy zapinanie w pasy jest traktowane jako środek dyscyplinujący, nie jako mający ratować czyjeś zdrowie i życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Kiusiu napisał(a):

Mówię o przypadkach, gdy zapinanie w pasy jest traktowane jako środek dyscyplinujący, nie jako mający ratować czyjeś zdrowie i życie.

 

1 minutę temu, Kiusiu napisał(a):

A co gdy pacjent uderza tego, który mu ubliża, grozi albo chwyta za włosy? Przyczyna, tło i kontekst ma znaczenie.

Niestety - przyczyna jest mało ważna w takiej sytuacji. Przemoc to przemoc. Czarne albo białe. Takie są niestety zasady w szpitalach psychiatrycznych. Odwalasz coś i cyk, pasy. Nie przeskoczysz tego. Pamiętam jak jednego kolesia dali w pasy, bo drugi go prowokował i mu tak wjebał, że mu szczęka wyleciała. Jest to niesprawiedliwe, pasy i leki. Jednak mamy taki system jaki mamy i nie zapowiada się, by traktowanie chorych było bardziej humanitarne. I tak jest lepiej, spojrzeć wstecz - lobotomia, mało etyczne EW w tamtych czasach. Psychiatria to czarna owca medycyny i to się chyba nigdy nie zmieni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak czy inaczej można takie zachowanie pielęgniarzy, jeżeli jest niesłuszne zgłosić.

W szpitalu wprawdzie nie można odmówić zażywania leków, ale jeżeli ktoś nam wpycha tabletkę na siłę to jest już przemoc i nietykalność cielesna. 

W każdym szpitalu powinien być i w większości jest szpitalny adwokat.

Po dodaniu telefonu można dzwonić na policję, oni mają obowiązek pojawić się w szpitalu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, You know nothing, Jon Snow napisał(a):

Po dodaniu telefonu można dzwonić na policję, oni mają obowiązek pojawić się w szpitalu. 

Zdarzają się takie przypadki. Wtedy personel bierze telefon na czas nieokreślony. Wiesz ile ludzi w psychozie czy manii dzwoni na policję, że przetrzymują go w szpitalu bezprawnie, albo, że próbują go zabić? Byłam świadkiem wielu takich sytuacji i niestety jest to na porządku dziennym wszystko. Wtedy możesz złożyć papiery i dzwonić do rzecznika praw pacjenta ale bądźmy szczerzy. W większości to nie przechodzi, bo biorą pod uwagę stan psychiczny. Często w takich przypadkach chory jest ubezwłasnowolniony i brutalnie - nie ma żadnych praw.

Ubezwłasnowolnienie i pobyt przez sąd to kolejna sprawa, która wymagałaby zmiany w systemie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja historia nie dotyczyła mnie bezpośrednio ale chodzi o sytuację w której brałem udział. Gdy byłem w szpitalu, to przyjęli nowego pacjenta, który był nie do końca "nadający się do życia w społeczeństwie". Ja już miałem swoją grupkę znajomych i często razem sobie przesiadywaliśmy. Nic nie wiedsielismy o tym nowym gościu, poza tym że byl wielki jak choinka i mówił bardzo powoli.

 

Raz jak szedłem do kibla, to zauważyłem że wchodzi on do pokoju koleżanek z tej naszej grupki, a wiedziałem że ich tam nie ma bo siedzieliśmy w świetlicy. Poszedłem za nim i jak zerknąłem przez szybę w drzwiach (to był oddział zamknięty gdzie w drzwiach były szyby a pokoje były 2-3 osobowe z podziałem na męskie/damskie) to zauważyłem, że otwiera szafkę mojej koleżanki. Otworzyłem drzwi i zacząłem go opierdalac na co on coś tylko odburknal że szuka telefonu. Jako że był to chłop z 3 głowy wyższy ode mnie to zacząłem drżeć mordę żeby wszyscy dookoła usłyszeli w razie W i ruszyłem na niego xd trochę się tam potarmosiliśmy i przyszły szybko posiłki. Coś tam pielęgniarki/wychowawcy pogadali I w sumie temat się skończył. 

 

Na drugi czy trzeci dzień na śniadaniu stoję sobie przy okienku gdzie wydawali kanapki i widzę kątem oka, że lezie ten chłop. Idzie wolno jak czołg ale nie wyglądało, że na mnie. Wydawało mi się że też po kanapki. No i straciłem czujność xd chłop jak mnie chwycił za mordę to myślałem że mi skręci kark. Drugi kolega ruszył na pomoc, ja się jakoś wyrwałem i go tam przekopaliśmy. Początkowo chcieli nas wziąć w pasy bo myśleli że my coś zaczęliśmy do niego ale świadków było dużo i to jego w kaftan a później w pasy. Chłopa później cały mój pobyt czyli ok. Jeden miesiąc jeszcze musieli izolować ode mnie. Jak była sytuacja że musieliśmy się minąć gdzieś i był kontakt wzrokowy to chłop pluł na mnie albo próbował startować z łapami. Że trzy razy leżał w pasach. Raz z jeszcze była konfrontacja że mnie dosięgnął i paznokciem mi tak koło oka przejechał że mi się to z 3 miesiące nie goiło 

 

No śmieszne i straszne. A mi przy wypisie później napisali że dobrze sobie radziłem ze stresem wywołanym przez agresywnego pacjenta xdd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Zapieli mnie w pasy

Bylam w mocnej psychozie. Dzwoniłam na policję, że chcą spalić nas i cały szpital. Darłam się i zaczęłam walić metalowym kubkiem w przyciski alarmowe szpitala. Musieli mnie zapiąć, bo nie wiem do czego by doszło. A z tym zastrzykiem śmierci... to było zwykłe relanium. To byly urojenia, tak silne, że bałam się zasnąć po tym zastrzyku.

Edytowane przez Verinia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Verinia Zrobiłaś błąd w cytowaniu - własny tekst oznaczyłaś jako mój.

18 minut temu, Verinia napisał(a):

to było zwykłe relanium

Rabarbarum, Akwarium, Relanium i Delirium - cztery rzymskie obozy otaczające wioskę Asteriksa. ;) Tak mi się skojarzyło. Moje pierwsze zetknięcie z nazwą Relanium. A także Delirium.

Dopiero ileś lat później dowiedziałem się, co oznacza to słowo. I że te nazwy ogólnie miały mieć humorystyczny wydźwięk.

 

1 godzinę temu, cynthia napisał(a):

Czarne albo białe. Takie są niestety zasady w szpitalach psychiatrycznych.

Ale właściwie z czego to wynika - ze standardowego sposobu myślenia personeli takich szpitali, złożonych z zakutych łbów, zamkniętych w ciasnym schematycznym myśleniu? Czy z jakiegoś napisanego przez kogoś regulaminu rozsyłanego przez ministerstwo zdrowia albo Polskie Towarzystwo Psychiatryczne? A jeśli to drugie, to czy takie wytyczne są w ogóle aktualizowane i poprawiane, w ramach dbałości o komfort pacjentów?

Komfort pacjentów powinien być w ścisłej czołówce priorytetów, zaraz obok dbania o zdrowie, życie i bezpieczeństwo pacjentów.

Czy chcesz powiedzieć, że standardowo, personele polskich szpitali psychiatrycznych to zakute łby?

1 godzinę temu, cynthia napisał(a):

Jednak mamy taki system jaki mamy

Pytanie, kto go zbudował i jak wyglądały konsultacje przy jego tworzeniu - ile do powiedzenia mieli sami pacjenci podczas budowy tego systemu.

57 minut temu, cynthia napisał(a):

Wiesz ile ludzi w psychozie czy manii dzwoni na policję, że przetrzymują go w szpitalu bezprawnie, albo, że próbują go zabić?

No ok, a co, gdy odejmiemy pacjentów z psychozą, schizofrenią i ChAD?

16 minut temu, shadow_no napisał(a):

drżeć mordę

"Drżeć mordę"? Morda może drżeć sama, nie można jej ani nią drżeć. ;) Mordę można najwyżej drzeć. Pierwsze słowo pochodzi od drżenia, drugie od darcia. Różnica zasadnicza.

17 minut temu, shadow_no napisał(a):

jak mnie chwycił za mordę

Czyli klasyczny przykład zamordyzmu, można powiedzieć. ;)

18 minut temu, shadow_no napisał(a):

że musieliśmy się minąć gdzieś i był kontakt wzrokowy to chłop pluł na mnie albo próbował startować z łapami

"Patrzysz się na mnie, na Polaka-robaka?" - taki klasyk mi się przypomniał. :D

18 minut temu, shadow_no napisał(a):

że dobrze sobie radziłem ze stresem wywołanym przez agresywnego pacjenta xdd

To przynajmniej jakiś plus. ^^

 

BTW, na YouTube jest trochę relacji na vlogach z pobytów w szpitalach psychiatrycznych. I podcastów o tym, jak wygląda pobyt w takim szpitalu, a także praca w nim. Oglądaliście jakieś? Co myślicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Kiusiu napisał(a):

Morda może drżeć sama, nie można jej ani nią drżeć. ;)

Jemu się drżarła

 

5 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Patrzysz się na mnie, na Polaka-robaka?" - taki klasyk mi się przypomniał. :D

No coś tam swoje mu się przestawiły na mój widok już do końca i chciał wyrównać rachunki. W ogóle dużo ludzi zawsze mnie chciało lać po mordzie. Nie wiem czy zawsze słuszniem trochę jestem tym oburzony

 

6 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Oglądaliście jakieś? Co myślicie?

Nie oglądałem. Z mojego punktu widzenia to jeden z lepszych okresow w moim życiu. Chociaż trafiłem tam będąc w fatalnej kondycji 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zasadzie to w takim szpitalu psychiatrycznym kończy się samotność człowieka w chorobie.

Nawet jak trafiałam trochę autystyczna do takiego miejsca to i tak znalazła się jakaś pokrewna dusza. I to życie co może mieć rys tragiczny zmienia się. Trochę dzięki lekom a trochę dzięki otoczeniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

42 minuty temu, Kiusiu napisał(a):

ze standardowego sposobu myślenia personeli takich szpitali, złożonych z zakutych łbów, zamkniętych w ciasnym schematycznym myśleniu?

Weź pod uwagę jaka zmiana jest. Niektóre pielęgniarki do rany przyłóż, same podchodzą, pytają się o samopoczucie, jak coś jest nie tak to rozmawiają i starają się uspokoić pacjenta. Ale są i takie, które od razu zastrzyk i w pasy. Niestety tych drugich jest więcej. Wydaje mi się, że to też wypalenie zawodowe, ale praca w takich warunkach jednak musi mieć trochę z powołania. 

Tu już nie chodzi o sposób myślenia tylko o radzenie sobie z pacjentem, który wychodzi poza schemat i określenie "pacjenta spokojnego i ułożonego". Tak naprawdę każdy jest inny, inaczej przechodzi chorobę i wiem z doświadczenia, że żaden pacjent, który jest w pełni świadomy tego, co się wokół niego dzieje nie będzie robił problemów i dzwonił po rzecznikach praw pacjenta. Są to osoby głęboko zaburzone, albo po prostu takie, które lubią robić problem i wiecznie nic im nie pasuje.

To wszystko wynika z objawów chorobowych. Brzydko się wyrażam ale tak jest. To ślisgi temat i można byłoby dyskutować kto ma rację, a kto nie.

Ale osoby z góry przyznają prędzej rację personelowi, który jest stabilny emocjonalnie niż choremu na schizofrnię pacjentowi, który robiąc zamieszanie na oddziale i będąc agresywnym trafił w pasy. To oni mają górę, a nie chorzy, którzy musza się podporządkować. W takim miejscu nic nie mamy do gadania.

 

Raz pamiętam, że próbowali mi wcisnąć złą dawkę leku.Mówiłam im, że taką dawkę dostaję na noc, a nie w południe. Że coś musiało im się pomylić, a oni grożąc mi ochroną i pasami zmusili mnie bym ten lek połknęła. 

Później okazało się, że miałam rację, a wtedy już tak się wkurwiłam, że darłam się na cały oddział wyzywając ich że mają syf w lekach i że sami nie wiedzą co dają pacjentom.

 

Żaden z personelu się nie odezwał. Nie przeprosił.

 

Ale i tak to ty będziesz tym gorszym, z którym można robić co się chce. 

Edytowane przez cynthia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Lusesita Dolores napisał(a):

w takim szpitalu psychiatrycznym kończy się samotność człowieka w chorobie

Inaczej jest, gdy jest się chłopcem bez konkretnej diagnozy wysłanym na obserwację psychiatryczną z powodu niedomagań umysłowych psychiatry, która nie jest w stanie porozmawiać z pacjentem - i trafia się na oddział, na którym przebywają głównie zdemoralizowani oraz niedorozwinięci, stanowiący dla rodziców/opiekunów problem do pozbycia się. Wtedy nie ma się tam żadnej pokrewnej duszy, tylko gardzi się wszystkimi pozostałymi pacjentami i nienawidzi się ich, brzydzi się nimi.

2 godziny temu, cynthia napisał(a):

o radzenie sobie z pacjentem, który wychodzi poza schemat i określenie "pacjenta spokojnego i ułożonego".

Czy takie pielęgniarki uważają, że gdy autystyczny pacjent ma meltdown, czyli gwałtowną reakcję emocjonalną na stres, krzyki, płacze, rzucanie przedmiotami, to należy go od razu zapiąć w pasy i podać mu lek uspokajający zamiast próbować go uspokoić słowami i przytulić? Ogólnie: pochylić się nad nim i możliwie najłagodniejszą metodą sprawić, by się uspokoił?

2 godziny temu, cynthia napisał(a):

niż choremu na schizofrnię pacjentowi,

A co z pacjentami niemającymi ani schizofrenii, ani psychozy, ani ChAD, którzy z powodu nadmiaru stresu, np. powodowanego przez innych pacjentów, mają gwałtowną reakcję emocjonalną?

2 godziny temu, cynthia napisał(a):

Że coś musiało im się pomylić, a oni grożąc mi ochroną i pasami zmusili mnie bym ten lek połknęła.

Powinni byli sprawdzić - dlaczego tego nie zrobili? Czy są tak nadęci i zarozumiali, że wydaje im się, że zawsze mają rację i są nieomylni?

Takich osobników powinni wywalać z roboty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

47 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Czy takie pielęgniarki uważają, że gdy autystyczny pacjent ma meltdown, czyli gwałtowną reakcję emocjonalną na stres, krzyki, płacze, rzucanie przedmiotami, to należy go od razu zapiąć w pasy i podać mu lek uspokajający zamiast próbować go uspokoić słowami i przytulić? Ogólnie: pochylić się nad nim i możliwie najłagodniejszą metodą sprawić, by się uspokoił?

Najwidoczniej tak uważają. To, co się dzieje z polską psychiatrią to jedno wielkie nieporozumienie. Łatwiej im nie widzieć problemu. Lekarze jeszcze ujdą, ale najgorzej z pielęgniarkami. Panuje znieczulica. W tym samym szpitalu co miałam spięcie z tymi lekami, to raz musiałam się położyć bo mi się słabo zrobiło i chciało mi się wymiotować. Jak pielęgniarka do mnie przyszła, to zamiast spytać co się dzieje to mnie zjebała, że mam wstać i nie wymyślać.

W drugim szpitalu pielęgniarka stwierdziła, że jak potrafię się uśmiechać to tak naprawdę nie mam depresji. Bo przecież każdy z depresją powinien leżeć w łóżku, nie myć się i płakać. 

W okolicy zamknięto oddział dziecięco-młodzieżowy. Chodziły plotki, że psychicznie znęcali się nad pacjentami. Że panowały straszne warunki. Władza personelu nad pacjentem jest wykorzystywana w każdy możliwy sposób. Ignorancja i egoizm. Nie przeczę, są pielęgniarki czy pielęgniarze, którzy są spoko ale to naprawdę mały odsetek.

Byłam dużo razy hospitalizowana, w różnych warunkach, w różnych szpitalach więc dużo widziałam. 

Jeśli chodzi o zapinanie w pasy: zapięto jedną dziewczynę, bo się podrapała, a pacjentkę, która była niepoczytalna i groziła drugiej że ją podpali, trzymając w ręce zapalniczkę nic nie zrobiły. I pytanie: komu bardziej się te pasy należały? Tak wracając do twoich wcześniejszych postów. Przemoc przemocy nierówna.

58 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Powinni byli sprawdzić - dlaczego tego nie zrobili? Czy są tak nadęci i zarozumiali, że wydaje im się, że zawsze mają rację i są nieomylni?

tak właśnie myślą. Nie zdobyli się nawet na powiedzeenie "miała pani rację, przepraszam" 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Kiusiu napisał(a):

Inaczej jest, gdy jest się chłopcem bez konkretnej diagnozy wysłanym na obserwację psychiatryczną z powodu niedomagań umysłowych psychiatry, która nie jest w stanie porozmawiać z pacjentem - i trafia się na oddział, na którym przebywają głównie zdemoralizowani oraz niedorozwinięci, stanowiący dla rodziców/opiekunów problem do pozbycia się. Wtedy nie ma się tam żadnej pokrewnej duszy, tylko gardzi się wszystkimi pozostałymi pacjentami i nienawidzi się ich, brzydzi się nimi.

Szpital szpitalowi nie równy.

To co Ty podajesz za przykład to jakieś ekstremum. W takim miejscu można być emocjonalnie wyjałowionym. To złe miejsce. Każdy dzień to walka o przetrwanie.

Ja trafiałam różnie. Ale w większości miejsc próbowano mnie posklejać i odbudować. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×